Sąd odrzucił żądanie, by OKO.press usunęło publikacje o Januszu J., bohaterze tzw. info-afery. Ujawniliśmy, że jego firma pracuje dla państwowych instytucji - m.in. Ministerstwa Sprawiedliwości i była partnerem Kongresu 590 - najważniejszej biznesowej imprezy „dobrej zmiany”. W sądzie Janusza J. i jego firmę reprezentowała kancelaria pracująca od lat dla PiS

Janusz J. to bohater wielkiej afery sprzed kilku lat, nazwanej przez media „info-aferą”.

Prokuratura postawiła mu zarzuty wręczenia łapówek za ustawienie przetargów w Centrum Projektów Informatycznych MSWiA i Komendzie Głównej Policji. Do sądów trafiły akty oskarżenia o udział J. w zmowach przetargowych w MSWiA, MSZ i GUS.

W sprawie dotyczącej ustawienia przetargu w MSZ oskarżona jest również jego żona – Monika, która kiedyś pracowała w tym resorcie.

Według prokuratury, w wyniku działań Janusza J. oraz innych oskarżonych i podejrzanych w info-aferze, państwo poniosło wielomilionowe straty.

O zarzutach ciążących na Januszu J. i prowadzonych przez niego obecnie biznesach pisaliśmy na OKO.press dwukrotnie:

  • W grudniu 2017 roku ujawniliśmy, że firma eventowa B., której głównym udziałowcem jest J., a prokurentką jego żona, uczestniczyła w organizacji Kongresu 590. To jedna z najważniejszych biznesowych imprez „dobrej zmiany”. Organizatorem kongresu była fundacja założona przez prezesa NBP – Adama Glapińskiego, partnerami i sponsorami – największe państwowe spółki, a prelegentami i gośćmi – czołowi politycy obozu rządzącego. Janusz J. brylował wśród nich, fotografował się z prezydentem Andrzejem Dudą. W rozmowie z OKO.press przyznał szczerze, że zaangażował w organizację imprezy, bo chce się wypromować i dostawać kontrakty z państwowych spółek.
  • W styczniu 2018 roku ujawniliśmy, że firma Janusza J. zarabia na zleceniach z państwowych instytucji, m.in. Ministerstwa Sprawiedliwości, Ministerstwa Środowiska, Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Udało nam się ustalić, że w latach 2016-2017 podpisała z nimi umowy na co najmniej 19,3 mln zł. Pracowała także dla spółek skarbu państwa, ale te nie chciały nam ujawnić wartości zleceń.

Żądanie usunięcia tekstów – bo negatywnie odbijają się na interesach J.

Już po pierwszym artykule Janusz J., jego żona i spółka B pozwali nas wspólnie do sądu.

Reprezentowała ich słynna kancelaria „Gotkowicz Kosmus Kuczyński i Partnerzy – Adwokaci”, która od lat świadczy usługi prawne na rzecz PiS i wielokrotnie reprezentowała przed sądami prezesa Jarosława Kaczyńskiego oraz innych polityków tej partii.

Prawnicy żądali, by sąd:

  •  nakazał nam usunąć artykuł (potem oba artykuły),
  • a w przypadku, gdyby to żądanie zostało odrzucone – by zakazał nam publikowania w „jakichkolwiek danych osobowych” małżeństwa J. i spółki B., w tym „inicjałów ich imion i nazwisk oraz firmy”, a także ich wizerunków „w kontekście toczących się [przeciwko nim] postępowań karnych”.

Chcieli, by sąd, jeszcze przed zbadaniem sprawy i wydaniem orzeczenia, zabezpieczył natychmiast ich roszczenia

  • przez wydanie nam „nakazu usunięcia” artykułu „na czas trwania procesu, nie dłużej niż rok” oraz
  • przez wydanie „zakazu publikowania” w tym czasie „jakichkolwiek danych” Janusza i Moniki J. oraz spółki B., m.in. ich imion i nazwisk oraz nazwy firmy.

Uzasadniali, że „mają prawo podejrzewać”, że będziemy naruszać dobre imię małżeństwa J. i ich spółki „przez publikację podobnych artykułów” (dziennikarz OKO.press zbierał już wówczas materiały do drugiego artykułu). I że „zabezpieczenie jest konieczne dla złagodzenia grożącej im krzywdy i niekorzystnych dla nich skutków w sferze wizerunkowej”.

Twierdzili też, że publikacja jest „bezprawna”, bo – ich zdaniem – narusza paragrafy 1 i 2 artykułu 13 Prawa prasowego. Zabraniają one wypowiadania w mediach opinii w sprawie rozstrzygnięcia sądu przed wydaniem orzeczenia w I instancji i publikowania danych osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe.

  • Przeczytaj art. 13 Prawa prasowego


    Art. 13.
    1. Nie wolno wypowiadać w prasie opinii co do rozstrzygnięcia w postępowaniu sądowym przed wydaniem orzeczenia w I instancji.

    2. Nie wolno publikować w prasie danych osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe, jak również danych osobowych i wizerunku świadków, pokrzywdzonych i poszkodowanych, chyba że osoby te wyrażą na to zgodę.

    3. Ograniczenie, o którym mowa w ust. 2, nie narusza przepisów innych ustaw. Właściwy prokurator lub sąd może zezwolić, ze względu na ważny interes społeczny, na ujawnienie danych osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe.

    4. Na postanowienie w przedmiocie ujawnienia danych osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe przysługuje zażalenie. Zażalenie na postanowienie prokuratora rozpoznaje sąd rejonowy, w którego okręgu toczy się postępowanie. Postanowienie wydane w toku postępowania przygotowawczego staje się wykonalne z chwilą uprawomocnienia.

Zarówno w pozwie, jak i później – podczas procesu, Janusz J. i jego żona nie podważali ustaleń OKO.press. Uzasadniali jednak, że określenie „bohater wielkiej afery korupcyjnej” użyte przez nas w odniesieniu do Janusza J., narusza jego dobra osobiste.

Twierdzili, że publikacje odbiły się negatywnie na ich biznesach – zainteresowali się nimi ich potencjalni partnerzy biznesowi, m.in. Ministerstwo Środowiska oraz Państwowa Agencja Inwestycji i Handlu.

Monika J. skarżyła się na też inne uciążliwości związane z publikacjami OKA. Tłumaczyła, że studiuje prawo (!) i koledzy z uczelni zadawali jej pytania związane z naszymi artykułami.

Małżonkowie przekonywali, że mimo iż w artykułach OKO.press podana została tylko pierwsza litera ich nazwiska i pierwsza litera nazwy firmy, a zdjęcie Janusza J. zostało opublikowane z paskiem na oczach, w dobie powszechnego dostępu do Internetu ich „identyfikacja przez czytelników jest bardzo prosta”.

Sąd: informowanie o interesach J. z państwowymi instytucjami jest w interesie publicznym

Sąd Okręgowy w Warszawie odrzucił żądanie usunięcia artykułów o Januszu i Monice J. oraz ich firmie, uznając, że „byłoby daleko idącą ingerencją w wolność prasy”.

Podczas ogłoszenia wyroku, w ustnym uzasadnieniu, sędzia mówiła, że nakaz usunięcia publikacji i zakaz publikacji jakichkolwiek danych małżeństwa J. i ich firmy byłby przejawem cenzury prewencyjnej, która jest zabroniona przez prawo.

Sędzia uzasadniała również, że artykuły OKO.press dotyczyły spraw istotnych z punktu widzenia interesu publicznego.

I że opinia publiczna miała prawo do informacji, że osoby, wobec których formułowane są zarzuty korumpowania urzędników państwowych (decydujących o wydatkowaniu publicznych pieniędzy), w dalszym ciągu biorą udział w przetargach publicznych i otrzymują zlecenia opłacane ze źródeł publicznych.

Sąd zauważył, że w tekstach OKO.press nie zostało podane nazwisko Janusza i Moniki J. oraz pełna nazwa ich firmy. I że zidentyfikowanie ich na podstawie danych w tekście „wymagałoby pewnych czynności badawczych”.

Odwołując się do wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 2005 roku, sędzia wskazała, że nie można uznać, że redakcja rozpowszechniła czyjś wizerunek, jeśli po to, by dowiedzieć się, kim jest ten ktoś, czytelnicy muszą sięgnąć do innych źródeł niż sam artykuł.

Do złamania art. 13 ust. 2 Prawa prasowego – zakazującego publikowania wizerunków osób podejrzanych i oskarżonych – doszłoby zdaniem sądu, gdyby mogli je rozpoznać ludzie spoza kręgu ich znajomych czy pozostających z nimi w stałych stosunkach. Tymczasem identyfikacja Janusza i Moniki J. na podstawie artykułów, „bez podjęcia dodatkowych czynności” jest niemożliwa.

Sąd przychylił się jedynie do tego, by redakcja OKO.press usunęła link zamieszczony w drugim tekście o Januszu J. – prowadzący do filmu promującego spółkę B. Ale link ten został usunięty jeszcze przed rozpoczęciem procesu.

Wyrok w tej sprawie zapadł w styczniu 2019 roku. Ale dopiero poznaliśmy jego pisemne uzasadnienie.

Co ciekawe – sprawę rozpatrywała sędzia Joanna Bitner, wówczas prezeska Sądu Okręgowego w Warszawie. Pisaliśmy o niej kilkakrotnie na portalu OKO.press. Została ona powołana na stanowisko prezesa przez ministra Zbigniewa Ziobro; w marcu 2019 złożyła rezygnację po tym jak warszawscy sędziowie odrzucili jej sprawozdanie z pracy sądu za 2018 rok.

Nieudany manewr kancelarii z przeniesieniem pozwu

Przed złożeniem pozwu w warszawskim sądzie, prawnicy z kancelarii Gotkowicz Kosmus Kuczyński i Partnerzy złożyli taki sam pozew przeciwko OKO.press w imieniu Janusza i Moniki J oraz spółki B. w Sądzie Okręgowym w Gdańsku.

4 stycznia 2018 roku sędzia Ewa Karwowska z gdańskiego sądu odrzuciła wniosek o udzielenie zabezpieczenia, którego domagali się małżonkowie J. i ich firma.

Uzasadniła, że „zabezpieczenie polegające na zakazie publikacji może być udzielone tylko wtedy, gdy nie sprzeciwia się temu ważny interes publiczny”. A w jej ocenie

„ważny interes publiczny w niniejszej sprawie polega na pokazaniu opinii publicznej oraz osobom pełniącym funkcje publiczne i sprawującym władzę w kraju, iż spółka, w której udziałowcem jest osoba oskarżona o popełnienie przestępstw korupcyjnych, stała się formalnym partnerem Kongresu 590.”

„Kongres ten jest organizowany przez Fundację im. S. Skrzypka, w której działalność są zaangażowani szefowie najważniejszych polskich instytucji finansowych. Honorowy patronat Kongresu 590 objął Prezydent RP Andrzej Duda, a w Kongresie biorą udział osoby sprawujące władzę wykonawczą w kraju, w tym premier i ministrowie” – pisała wówczas w uzasadnieniu sędzia Karwowska.

Sędzia uznał, że na tamtym etapie postępowania nie zostało uprawdopodobnione, że OKO.press bezprawnie naruszyło dobra osobiste Janusza J., Moniki J. i spółki B. i nie ma uzasadnienia, by zastosować zabezpieczenia, których żądali.

Po tej decyzji sądu, prawnicy z kancelarii Gotkowicz Kosmus Kuczyński i Partnerzy wycofali pozew w Gdańsku i złożyli go w Warszawie. Jak się okazuje – również nie przyniosło im to zwycięstwa w procesie.


Prześwietlamy, pytamy, interweniujemy - i nie odpuszczamy.
Pomóż nam prowadzić dziennikarskie śledztwa.

Wicenaczelna i szefowa zespołu śledczego OKO.press. Dziennikarka „Polityki” (2000–13), krótko „GW”, a od wiosny 2016 roku - OKO.press. Dziennikarka Roku Grand Press 2016. Laureatka kilkunastu innych nagród dziennikarskich, m.in. Grand Press za dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody Radia Zet im. A. Woyciechowskiego, Nagrody im. Dariusza Fikusa, kilku nagród i wyróżnień SDP (przed jego przejęciem przez dziennikarzy "niepokornych"). Bałucki charakter.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press