Oznaczałby powrót inflacji i spowolnienie wzrostu gospodarczego, czyli wolniejszy wzrost pensji i mniejsze możliwości zmiany pracy na lepszą, oraz trudniejszą sytuację finansową rządu – czyli ostatecznie paradoksalnie mniej środków na wydatki publiczne (inne niż zbrojenia)
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyPrezydent Karol Nawrocki wystąpił w środę 4 marca 2026 wieczorem z kontrpropozycją dla unijnego programu sfinansowania europejskich zbrojeń – SAFE.
Jak podał PAP, prezydent jeszcze w środę wystosuje do premiera Donalda Tuska i wicepremiera, ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza pismo z zaproszeniem na spotkanie ws. SAFE 0 proc.
“Spotkaliśmy się dziś z Prezesem NBP, aby znaleźć korzystną, suwerenną, bezpieczną, dobrą i efektywną alternatywę dla SAFE. Po tygodniach spotkań ekspertów w KPRP, ale także po działaniach prezesa Glapińskiego, doszło do naszego spotkania, na którym dyskutowaliśmy o Polskim SAFE 0 proc.
Dzięki pracy prezesa, całego zarządu NBP Polacy zarobili znacznie więcej niż 185 miliardów złotych potrzebnych do sfinansowania polskiego bezpieczeństwa w najbliższych 5 latach” – napisał Nawrocki na platformie X po spotkaniu z Adamem Glapińskim.
Jeszcze na konferencji szef NBP Adam Glapiński był z kolei pytany o to, z jakich aktywów rezerwowych bank centralny planuje sfinansować SAFE 0 proc.
– Z żadnej części rezerw (...) nie możemy skorzystać, w tym sensie, że część rezerw zostanie przekazana, bo to jest wbrew prawu. (...) Przyjdzie czas na szczegóły, że będziemy je relacjonować – powiedział Glapiński.
– Na przykład zysk, w większości, w 95 proc. przekazujemy rządowi. On jest używany w określonym celu. W tym wypadku spodziewamy się, że w celu właśnie wzmacniania polskiej obronności – dodał Glapiński.
Czy ma to wszystko sens? Na razie nie mamy absolutnie żadnych szczegółów. Nikt nie rozumie, jak faktycznie miałoby to działać, o jakie mechanizmy chodzi.
Przypomnijmy: rolą NBP jest zachowanie wartości pieniądza, zdefiniowane jako trzymanie w ryzach inflacji w tzw. celu. Rolą NBP nie jest natomiast pożyczanie rządowi na 0 proc. – na prośbę prezydenta, czy kogokolwiek. Takie pożyczanie wiązałoby się z ryzykiem utraty wiarygodności (wartość pieniądza papierowego jest oparta na wiarygodności banku centralnego), a za tym ze wzrostem inflacji i osłabieniem waluty. Takie pożyczanie likwiduje też dyscyplinujący mechanizm rynkowy dla rzędu.
Dlatego jest zabronione w Konstytucji.
Owszem, zdarzają się wyjątkowe sytuacje, jak pandemia Covid-19, gdzie w jakimś sensie pieniądz popłynął z NBP do rządu, ALE:
Rząd regularnie spłaca w ten sposób zaciągnięte pożyczki – bo – i to bardzo ważne – one były zaciągane na bardzo krótki okres (właśnie po to, aby mitygować ryzyko utraty wiarygodności).
Innymi słowy – wszyscy rozumieli, że po ustaniu pandemii mechanizmy rynkowe wracają. Program SAFE wymaga zaciągnięcia pożyczki na 45 lat. Nie wyobrażam sobie, aby NBP miał obecnie skupować rządowe obligacje 40-letnie. To byłaby podręcznikowa monetyzacja długu.
W pandemii COVID sytuacja była diametralne inna – istniało zagrożenie dla stabilności finansów publicznych i całej gospodarki, wiec NBP wyszedł z pierwotnej roli banku centralnego – pożyczkodawcy ostatniej szansy. Dzisiaj nie mamy pandemii i nie brakuje płynności na rynkach, nie ma zagrożenia egzystencjalnego dla gospodarki
Nie zapominajmy, że po tarczach covidowych inflacja wzrosła do niemal 20 proc. – nie był to efekt jedynie tarcz, zaczęło się od kryzysu podażowego i energetycznego, ale tarcze i nieudolna polityka NBP dodały swoje. W mojej ocenie w wyniku tarcz inflacja powyżej 5 proc. była nieunikniona (ale nigdy nie powinna była przekroczyć 10 proc.).
Jak mechanizm proponowany przez prezydenta i prezesa NBP miałby w ogóle wyglądać? Widzę dwa warianty.
Pierwszy: rząd emituje „znaczone” obligacje na obronność, na 0 proc., dla których jedynym nabywcą jest NBP. To częściowa monetyzacja długu, bo stopy rynkowe są dzisiaj wyższe.
185 mld PLN to ogromna kwota – około 5 proc. polskiego PKB. To nie przejdzie niezauważone. To natychmiast uderzy w wiarygodność Polski – zarówno rządu (który zacznie mieć problemy z pożyczaniem na rynkach), jak i w wiarygodność NBP – przyniesie to osłabienie waluty i powrót oczekiwań inflacyjnych.
To będzie też potencjalnie niekonstytucyjne, bo NBP nie może pożyczać nikomu poza ramami wyznaczonymi decyzjami Rady Polityki Pieniężnej, a stopy ustalone przez RPP nie wynoszą 0 proc. Boję się też, jakie by to miało skutki społeczne – dla rządu 0 proc., a dla kredytobiorców ponad 6 proc.?
Drugi wariant to sprzedaż rezerw złota i wypłata zysku do NBP – tylko że to uszczupla rezerwy, co prezes NBP wykluczył.
W dużym uproszczeniu: rezerwy w bankach centralnych wynikają z tego, że handel międzynarodowy odbywa się w innych walutach niż waluta krajowa.
W Polsce mamy złotego, ale np. gdy inwestor zagraniczny stawia fabrykę w Polsce, to nie przywozi złotych, tylko euro – wymienia je wtedy w NBP na złote. Euro, które pozostały w rezerwie NBP i polskie złote wyemitowane przez NBP, to jest ten sam pieniądz – który pokrył koszt budowy fabryki, a nie dwa razy więcej pieniędzy.
Złożone w rezerwie NBP pieniądze można wymienić na złoto – a potem to złoto na przykład na PLN – i wypłacić rządowi. To daje iluzje, że możemy drugi raz wydać ten sam pieniądz. Iluzja pryśnie, gdy inwestor zechce zrealizować zysk i wymienić go na euro – których w NBP zabraknie.
To bardzo uproszczony przykład, ale mechanizm rezerw z grubsza działa w ten sposób. Przy ich braku (lub uszczupleniu) ryzykujemy, że mniej inwestorów zagranicznych zdecyduje się na inwestycje w Polsce – czyli ryzyko utraty wiarygodności walutowej.
Podobne pomysły – rozdania ludziom rezerw NBP – miał śp. Andrzej Lepper.
Gdyby takie mechanizmy – pożyczania 5 proc. PKB na 0 proc. – naprawdę w NBP istniały, to należałoby sobie zadać pytanie, dlaczego inne wydatki zbrojeniowe nie były finansowane w ten sposób (np. kontrakt koreański za czasów PiS)?
I w ogóle szerzej – dlaczego rząd pożycza na rynku – obecnie najdłuższe to pożyczki na 10 lat na około 5 proc., zamiast finansować wszystko kredytem 0 proc. z NBP? Odpowiedź jest prosta: bo takie instrumenty nie istnieją.
Próba ich wprowadzenia uderzy w wiarygodność finansowa polskiej waluty – a za tym polskiej gospodarki. To bardzo zły pomysł dla portfeli Polek i Polaków – oznaczałby powrót inflacji i spowolnienie wzrostu gospodarczego, czyli wolniejszy wzrost pensji i mniejsze możliwości zmiany pracy na lepszą, oraz trudniejszą sytuację finansową rządu – czyli ostatecznie paradoksalnie mniej środków na wydatki publiczne (inne niż zbrojenia).
Bezpieczeństwo
Gospodarka
Adam Glapiński
Karol Nawrocki
Narodowy Bank Polski
Unia Europejska
SAFE
wojsko
zbrojenia
Makroekonomista, Senior Lecturer w Cardiff University, członek Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN, prezes Fundacji „Dobrobyt na Pokolenia”. Absolwent SGH, obronił doktorat w European University Institute we Florencji, był wizytującym naukowcem w Banku Anglii. Wykłada makroekonomię, finanse międzynarodowe, bankowość i metody numeryczne. Prowadzi badania nt. długu publicznego, polityki monetarnej i gospodarki w czasie pandemii. Zdobywca grantu NBP, nagrody Austriackiego Banku Narodowego, wyróżniony medalem Kopernika Polskiej Akademii Nauk.
Makroekonomista, Senior Lecturer w Cardiff University, członek Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN, prezes Fundacji „Dobrobyt na Pokolenia”. Absolwent SGH, obronił doktorat w European University Institute we Florencji, był wizytującym naukowcem w Banku Anglii. Wykłada makroekonomię, finanse międzynarodowe, bankowość i metody numeryczne. Prowadzi badania nt. długu publicznego, polityki monetarnej i gospodarki w czasie pandemii. Zdobywca grantu NBP, nagrody Austriackiego Banku Narodowego, wyróżniony medalem Kopernika Polskiej Akademii Nauk.
Komentarze