Prezydent Karol Nawrocki nie jest pewien, czy podpisze ustawę, wprowadzającą program SAFE. Ma zastrzeżenia m.in. do zasady warunkowości, która jest wpisana w program. Podobne obawy ma Krzysztof Bosak z Konfederacji. Jarosław Kaczyński boi się za to, że przez program Polska znajdzie się „pod niemieckim butem”. Czy to uzasadnione?
Prezydent Karol Nawrocki wciąż nie jest pewien, czy podpisze ustawę o SAFE. Ustawa została przyjęta przez Sejm 13 lutego 2026, w środę 18 lutego ma się nią zająć Senat.
W niedzielę 15 lutego w rozmowie z Polsat News prezydent wymieniał kilka wątpliwości, które „nie zostały rozwiane” podczas „kilkugodzinnej dyskusji” na temat programu podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego w środę 11 lutego.
Nawrocki podkreślił, że w sprawie programu SAFE nie można wpadać ani w „emocje zupełnie negatywne”, ani też w „publicystyczny huraoptymizm”. Sprawa wymaga „głębokiego namysłu”, na co jest jeszcze czas w związku z procedowaniem ustawy w Senacie.
Jako wątki skłaniające do tego namysłu prezydent wymienił to, że:
Tu prezydent nie dokończył zdania, przerwał mu prowadzący rozmowę Zbigniew Romanowski. Ale co miał na myśli, jesteśmy w stanie zrekonstruować, sięgając po wypowiedzi rzecznika Kancelarii Prezydenta Michała Leśkiewicza z czwartkowej (12 lutego) konferencji prasowej.
Zapowiadając, że Kancelaria Prezydenta zgłosi poprawki do ustawy wprowadzającej program SAFE, Leśkiewicz mówił, że ustawa wymaga bardzo precyzyjnych zapisów, dotyczących zarówno warunków spłaty, jak i „kwestii warunkowości”. A więc „tego, co budzi poważne polityczne obawy – ewentualnego wstrzymania wypłaty części środków, w przypadku gdy KE uzna arbitralnie, że to wstrzymanie środków powinno nastąpić np. z powodu zmiany sytuacji politycznej w Polsce”.
Kancelaria Prezydenta obawia się zatem, że istnieje ryzyko „arbitralnego” wstrzymania napływu środków z programu do Polski, jeśli prawica wygra wybory parlamentarne w 2027 roku. Tak jak ich zdaniem stało się z KPO.
Kancelaria zwraca też uwagę na „niezwykle istotne kwestie” dotyczące „transparentności i skuteczności mechanizmów antykorupcyjnych”. O tym także wspomniał Nawrocki w rozmowie z Polsat News.
„Jest szereg pytań i szereg twardych sugestii w odniesieniu do ustawy o SAFE ze strony ośrodka prezydenckiego, które powinny zostać uwzględnione na etapie prac senackich” – mówił prezydent w rozmowie ze Zbigniewem Romanowskim.
Kwestię programu SAFE intensywnie politycznie wykorzystuje też Konfederacja. Konfederacja uderza w kilka aspektów programu:
Mówił o tym m.in. wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak w „Faktach po Faktach” 13 lutego:
„Zasada warunkowości […] dotyczy dosyć uznaniowej interpretacji niejasnych i nigdzie niesprecyzowanych kryteriów, które Komisja Europejska uważa za tak zwane zasady praworządności. Zasady praworządności Unii Europejskiej nie są nigdzie sprecyzowane […] Sama Komisja Europejska nie respektuje zasad praworządności i ma nam tutaj wstrzymywać środki” – mówił Bosak.
Jeszcze inną obawę w sprawie programu SAFE żywi m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński. Kaczyńskiemu nie podoba się wpisana w program zasada „Buy European” – wymóg, by nie mniej niż 65 proc. komponentów zamawianego sprzętu pochodziło z Unii Europejskiej.
Zdaniem Kaczyńskiego to zasada napisana wprost pod przemysł niemiecki, a jej celem jest zmuszenie państw, które skorzystają z programu, do składania zamówień w niemieckim przemyśle zbrojeniowym. Prezes PiS obawia się, że to może prowadzić do politycznego podporządkowania Polski Niemcom. Środki z funduszu SAFE, jego zdaniem, mogą też być wykorzystane jako narzędzie nacisku na nasz kraj.
„Nawet jeżeli byśmy mieli trochę więcej zapłacić, to to jest nieporównanie bardziej opłacalne dla Polski, dla polskich rodzin niż to, co jest nam proponowane. Bo proponowana nam jest Polska pod niemieckim butem. My ten niemiecki but odrzucamy" – oświadczył Kaczyński na konferencji prasowej w poniedziałek 16 lutego.
Na tej samej konferencji głos zabrał też Mariusz Błaszczak, minister obrony narodowej w rządzie Mateusza Morawieckiego 2018-2023. Błaszczak stwierdził, że istnieje ryzyko, że pieniądze z programu SAFE będą przez Komisję Europejską wstrzymywane za każdym razem, gdy prawicowy rząd w Polsce – jeśli taki ukonstytuuje się po wyborach w 2027 roku – zrobi coś, co nie spodoba się Brukseli.
„Wyobraźmy sobie taką sytuację, UE mówi: Polska nie przyjmuje imigrantów, nie będzie pieniędzy. UE mówi: Polska nie dość gorliwie wyznaje religię klimatyczną, nie będzie pieniędzy. Polska mówi, że są dwie płcie, a UE jest ponad 240, nie będzie pieniędzy” – powiedział Błaszczak.
Polityk podkreślił, że to dlatego w programie wykorzystana jest warunkowość. „KPO zostało Polsce zablokowane z przyczyn czysto politycznych. Niemcy chcieli zmiany rządu w Warszawie. [...] UE nie kieruje się traktatami, tylko swoją ideologią” – powiedział.
Czy powyższe obawy są uzasadnione?
Co dokładnie proponuje ustawa wprowadzająca program SAFE?
Czym jest warunkowość wpisana w program?
Sprawdzamy.
Politycy prawicy martwią się, że środki z programu SAFE mogłoby zostać Polsce wstrzymane na skutek wpisanej w program zasady warunkowości. Np. za to, że Polska nie wpuści do Polski migrantów albo uchybi postanowieniom Europejskiego Zielonego Ładu. O co chodzi?
„Warunkowość” to podstawowa zasada dostępu do wszystkich środków z budżetu Unii Europejskiej. Środki z programu SAFE nie są tu żadnym wyjątkiem.
Państwa członkowskie, aby móc korzystać z unijnych środków budżetowych, mają przestrzegać fundamentalnych zobowiązań państwa członkowskiego: wartości Unii Europejskiej – zgodnie z treścią artykułu 2 Traktatu o Unii Europejskiej – oraz zasad Karty Praw Podstawowych, czyli unijnego dokumentu stojącego na straży praw człowieka i obywatela Unii.
Taki obowiązek na państwa członkowskie nakłada rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady 2024/2509 z dnia 23 września 2024 r., które ustanawia ogólne zasady dostępu do wszystkich środków budżetowych UE. To najnowsza wersja rozporządzenia, które w takiej formie obowiązuje już od 2012 roku.
„Istotne jest, aby wykonując budżet, państwa członkowskie i Komisja zapewniały zgodność z Kartą Praw Podstawowych Unii Europejskiej i przestrzegały wartości Unii zapisanych w art. 2 TUE” – stanowi rozporządzenie.
Rozporządzenie daje też unijnym instytucjom możliwość zawieszenia płatności z budżetu UE w sytuacjach, gdy „nieprzestrzeganie przez dane państwo członkowskie odpowiednich wartości Unii i praw podstawowych ma wpływ na realizację przez to państwo członkowskie działania finansowanego ze środków finansowych Unii”.
To generalna zasada dotycząca wykonywania budżetu UE.
Tak, ale:
Co to znaczy? Że Komisja Europejska może podjąć kroki mające na celu zawieszenie wypłat tylko wtedy, gdy pogwałcenie wartości UE lub zasad Karty Praw Podstawowych ma bezpośredni wpływ na wydatkowanie środków i w związku z tym stanowi zagrożenie dla budżetu UE, tzn. istnieje ryzyko sprzeniewierzenia środków.
Przykład: Gdy Polska łamała zasady niezawisłości sądów poprzez umożliwianie orzekania w systemie sędziom powołanym poprzez upolitycznioną KRS, istniało zagrożenie, że sprawy dotyczące prawidłowości wydatkowania środków unijnych, przy których orzekaliby tacy sędziowie, nie byłyby prawidłowo rozpatrzone.
Brak gwarancji prawidłowej kontroli sądowej Komisja Europejska uznawała za zagrożenie dla unijnego budżetu i dlatego Polska nie mogła otrzymywać środków z KPO.
Problemem było także upolitycznienie prokuratury. Istniało ryzyko, że np. upolityczniona prokuratura nie będzie prawidłowo ścigać np. przypadków defraudacji środków przez instytucje publiczne.
Jeśli zaś chodzi o wstrzymanie wypłat środków z polityki spójności na lata 2021-2027, to było ono spowodowane bezpośrednio czym innym. Rząd Prawa i Sprawiedliwości zgłosił do Komisji Europejskiej, że nie zamierza przestrzegać jednego z warunków podstawowych umożliwiających dostęp do środków na lata 2021-2027, tzn. przestrzegać zapisów Karty Praw Podstawowych.
Taką adnotację rząd Mateusza Morawiecki umieścił w umowie operacyjnej, która miała być podstawą wypłacania środków. Z jednej strony można pogratulować szczerości. Z drugiej, przy niespełnieniu warunków podstawowych, wypłata środków była niemożliwa.
Nie jest więc prawdą, że wstrzymanie wypłaty środków unijnych dla Polski w okresie rządów Zjednoczonej Prawicy było arbitralną, niepopartą niczym decyzją Komisji Europejskiej. Komisja Europejska formułowała wobec Polski bardzo konkretne zarzuty:
To wszystko sprawiało, że Polska miała poważnie upośledzony wymiar sprawiedliwości i nie tylko nie zapewniała podstawowego prawa, jakim jest prawo do bezstronnego sądu. Nie gwarantowała też prawidłowej kontroli wydatkowania środków unijnych. To dlatego Polska miała wstrzymane środki z funduszy spójności i KPO.
KE nie wskazywała na inne, rażące przykłady łamania zasad praworządności, których dopuszczał się rząd Zjednoczonej Prawicy. Jak np.
W tych przypadkach trudniej byłoby wskazać bezpośrednie powiązanie z unijnym budżetem.
Nie mówi więc prawdy ani marszałek Sejmu Krzysztof Bosak, ani rzecznik Kancelarii Prezydenta Michał Leśkiewicz, ani Mariusz Błaszczak z PiS, gdy twierdzą, że Komisja Europejska wstrzymuje wypłaty środków unijnych na podstawie arbitralnych decyzji.
Nie jest też prawdą to, co twierdzi Mariusz Błaszczak: że środki z programu SAFE mogłyby zostać wstrzymane np. z powodu nieprzyjmowania przez Polskę migrantów lub niewypełniania zobowiązań klimatycznych.
Wyobraźmy sobie taką sytuację, UE mówi: Polska nie przyjmuje imigrantów, nie będzie pieniędzy [z programu SAFE – red]. UE mówi: Polska nie dość gorliwie wyznaje religię klimatyczną, nie będzie pieniędzy [z programu SAFE – red].
Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.
Żeby wstrzymanie środków z programu SAFE było możliwe, przypadki pogwałcania wartości unijnych lub zasad Karty Praw Podstawowych muszą bezpośrednio przekładać się na zagrożenie dla prawidłowości wydatkowania środków z programu SAFE i w ten sposób stwarzać zagrożenie dla unijnego budżetu. Co ma do tego pakt migracyjny, czy Europejski Zielony Ład? Nic. To dezinformacja.
Nie ma też racji Krzysztof Bosak, gdy twierdzi, że blokując środki z KPO dla Polski, Komisja powoływała się na zasady praworządności, które „nie są nigdzie sprecyzowane”. Zasady praworządności są bowiem sprecyzowane.
Praworządność to podstawowa zasada ustrojowa Unii Europejskiej. Poza tym, że jest wymieniona jako jedna z wartości UE w artykule 2 TUE, to jest doprecyzowana w szeregu wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, które stanowią – obok traktatów – prawo podstawowe UE.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej już w 1986 roku w słynnym, a ustrojowo fundamentalnym, wyroku Les Verts charakteryzował Wspólnotę jako „zbudowaną na rządach prawa”. Rządy prawa definiował jako stopień, w którym zarówno państwa członkowskie, jak i instytucje unijne podlegają kontroli wydanych przez siebie aktów przez TSUE w zakresie ich zgodności ze wspólnotową „kartą konstytucyjną", czyli traktatami założycielskimi — tłumaczył na łamach Archiwum Osiatyńskiego dr Robert Grzeszczak, profesor nadzwyczajny Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista w zakresie prawa Unii Europejskiej, prawa międzynarodowego publicznego i prawa konstytucyjnego.
Zasada warunkowości (…) dotyczy dosyć uznaniowej interpretacji niejasnych i nigdzie niesprecyzowanych kryteriów, które Komisja Europejska uważa za tak zwane zasady praworządności. Zasady praworządności Unii Europejskiej nie są nigdzie sprecyzowane
Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.
Już Traktat o Unii Europejskiej, czyli Traktat z Maastricht, który wszedł w życie 1 listopada 1993 r., stanowił, że Unia opiera się na zasadzie rządów prawa – zostało to zapisane w art. 6 ust. 1 TUE. Traktat z Lizbony zaś przemianował zasadę praworządności na unijną „wartość”. Jako taka praworządność wymieniona jest art. 2 TUE.
„Traktaty założycielskie mówią więc wprost, że Unia Europejska powstała na podstawie prawa, funkcjonuje w oparciu o prawo (zasada praworządności), kształtując odrębny system prawny (zasada autonomii i pierwszeństwa prawa unijnego). Państwa członkowskie są zobowiązane do poszanowania tych wartości” – pisze dr Grzeszczak.
W kolejnych latach zasada praworządności została doprecyzowana w wyrokach Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Rządy prawa obejmują:
Jak można przeczytać na stronie Komisji Europejskiej:
„Praworządność jest jedną z podstawowych wartości Unii, zapisaną w art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej. Jest również warunkiem wstępnym ochrony wszystkich innych podstawowych wartości Unii, w tym praw podstawowych i demokracji. Poszanowanie praworządności ma zasadnicze znaczenie dla samego funkcjonowania UE: dla skutecznego stosowania prawa UE, dla właściwego funkcjonowania rynku wewnętrznego, dla utrzymania warunków sprzyjających inwestycjom i dla wzajemnego zaufania”.
„Praworządność jest ugruntowaną zasadą. Poszczególne państwa członkowskie mają odrębne tożsamości i tradycje narodowe, ale podstawowe znaczenie praworządności jest takie samo we wszystkich krajach i można je streścić w sześciu zasadach: legalność, zakładająca przejrzysty, odpowiedzialny, demokratyczny i pluralistyczny proces stanowienia prawa; pewność prawa; zakaz arbitralności w działaniu władz wykonawczych; skuteczna ochrona sądowa sprawowana przez niezależne i bezstronne sądy oraz skuteczna kontrola sądowa obejmująca poszanowanie praw podstawowych; podział władzy oraz równość wobec prawa. Zasady te zostały uznane przez Trybunał Sprawiedliwości i Europejski Trybunał Praw Człowieka. Ponadto Rada Europy opracowała normy oraz wydała opinie i zalecenia, które zawierają ugruntowane wytyczne służące upowszechnianiu i utrzymaniu praworządności”.
Trudno więc obronić twierdzenie, że praworządność to zasada, która nie jest nigdzie sprecyzowana.
A czy program SAFE to kredyt do 2070 roku, jak twierdzi prezydent Nawrocki? Tak, w tym twierdzeniu jest dużo prawdy.
SAFE to program nisko oprocentowanych pożyczek na rzecz rozbudowy europejskiej bazy przemysłowej. Na jego sfinansowanie Komisja Europejska emituje euroobligacje, a następnie środki te wypłaca państwom członkowskim. Dług będzie rolowany, tzn. będzie wydłużony okres jego spłaty — nawet do 45 lat, z 10-letnią karencją w spłacie. To oznacza, że maksymalnie będzie można go spłacać nawet do 2070 roku, ale państwa członkowskie mogą ustalić z KE dowolny termin spłaty.
Program SAFE to kredyt do 2070 roku.
Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.
Powodem, dla którego państwa członkowskie zdecydowały, że lepiej, by to Komisja Europejska (UE) pożyczyła środki na rynkach międzynarodowych w ich imieniu, jest to, że KE wciąż pożycza taniej niż większość państw członkowskich działających samodzielnie. Wynika to z wyższej wiarygodności kredytowej UE jako całości oraz skali emisji obligacji. Większość agencji ratingowych przyznaje obecnie UE rating kredytowy na poziomie AAA lub AAA+.
Co prawda w ostatnich latach koszt długu emitowanego przez Unię Europejską wzrósł, co opisywał think tank ekonomiczny Breugel już w 2023 roku, to mimo wszystko wciąż dług europejski jest tańszy niż dług poszczególnych państw członkowskich. Taniej zawsze pożyczały jedynie Niemcy.
Np. obecnie 10-letnie obligacje emitowane przez Polskę są oprocentowane na 4,936 proc. i wciąż jest o niemal 1 punkt procentowy więcej niż przed wybuchem wojny w Ukrainie. Dla porównania 10-letnie obligacje emitowane przez UE są średnio oprocentowane na 2,740 proc. Tymczasem oprocentowanie pożyczki z programu SAFE ma wynieść 3 procent — poinformowała pełnomocniczka rządu do spraw tego programu Magdalena Sobkowiak-Czarnecka.
Ministerstwo Finansów obliczyło, że gdybyśmy pożyczali sami, oprocentowanie byłoby większe co najmniej o 0,7 pkt proc., co sprawia, że oszczędność użycia pieniędzy z programu może wynieść nawet 36 mld zł.
A czy istnieje ryzyko, że — jak obawia się prezes Jarosław Kaczyński — program SAFE sprawi, że Polska będzie zmuszona do współpracy zbrojeniowej z Niemcami, co sprawi, że znajdzie się „pod niemieckim butem”? Prezes zapewne opiera tę obawę na fakcie, że Niemcy mają największy przemysł zbrojeniowy w Europie, m.in. z tego powodu, że są największą europejską gospodarką.
Ale czy regulacja, na której oparty jest program SAFE, rzeczywiście w jakiś sposób pchnie Polskę „pod niemiecki but”?
Komisja Europejska, państwa członkowskie oraz Parlament Europejski, ustanawiając program SAFE, ustaliły pewne kluczowe „warunki kwalifikowalności”, aby upewnić się, że środki będą wydatkowane w sposób realizujący cele programu.
A głównym celem programu nie jest realizowanie szybkich zakupów zbrojeniowych, lecz trwały rozwój europejskiego przemysłu zbrojeniowego.
Unia Europejska mobilizuje tak duże środki na zamówienia w dziedzinie obronności, by w ten sposób — przewidywalnymi i długoterminowymi zamówieniami — motywować europejskie firmy zbrojeniowe do:
Tak, by w razie zagrożenia, kraje UE mogły polegać na własnym przemyśle w celach zapewnienia obrony.
Istotnym celem programu, który jest wpisany w jego konstrukcję, jest też motywowanie europejskich firm zbrojeniowych do współpracy tak, by ograniczać różnorodność dostępnego sprzętu. W przypadku wojska ta różnorodność nie jest bowiem zaletą, lecz wadą. Powoduje brak kompatybilności sprzętu, a co za tym idzie interoperacyjności armii. W sytuacji konfliktu może się też przekładać na problemy z zaopatrzeniem.
Dlatego w program SAFE wpisane są pewne ograniczenia:
Czy takie zasady programu bardzo zawężają możliwości państwa członkowskiego do podejmowania swobodnej współpracy z tymi dostawcami, z którymi chce, i zmuszają Polskę do współpracy tylko z Niemcami? Raczej nie.
Lista państw, gdzie także można składać zamówienia, obejmuje właściwie najważniejszych dostawców sprzętu zbrojeniowego do Polski: Wielką Brytanię, Koreę Południową oraz Norwegię. Problematyczny jest brak USA — Stany Zjednoczone nie chciały podpisać z UE umowy o partnerstwie w dziedzinie bezpieczeństwa. Mimo to możliwe jest realizowanie maksymalnie 35 proc. wartości zamówień w USA — pod warunkiem, że przekazane będzie prawo modyfikacji projektów produktów.
Twierdzenie Jarosława Kaczyńskiego o tym, że program SAFE pchnie Polskę „pod niemiecki but”, nie ma oparcia w faktach.
Program SAFE da Polsce dostęp do dużych środków w ciągu zaledwie kilku lat (program zaplanowany jest na okres do 2030 roku). Komisja Europejska przyznała Polsce alokacje wynoszącą niemal jedną trzecią całego budżetu programu – 43,7 mld euro ze 150 mld euro. To dlatego, że Polska odgrywa ogromną rolę w obronie wschodniej granicy UE i wschodniej flanki NATO.
Polski rząd zakłada, że aż 80 proc. zamówień będzie kierowana do polskich firm i przedsiębiorstw w branży zbrojeniowej.
Środki wypłacane są na podstawie zawartej między państwem członkowskim i Komisją Europejską umowy operacyjnej, zaś poszczególne inwestycje rozpisane są w planie obronnym, złożonym w KE. Wypłaty realizowane są według harmonogramu po realizacji kolejnych zadań. Komisja zapewnia wypłatę zaliczek w wysokości 15 proc. wartości programu, aby umożliwić szybkie rozpoczęcie realizacji działań.
Komisja Europejska będzie monitorować, czy zamówienia spełniają warunki programu oraz, czy realizacja przebiega zgodnie z założeniami. Ważne jest, by program SAFE nie przełożył się na nagły wzrost popytu na gotowe produkty, który mógłby spowodować jedynie wzrost cen – zjawisko, które jest niestety obserwowane w Europie w związku ze zwiększeniem budżetów obronnych.
Breugel ma opublikować za kilka dni duży raport, w którym bada, jak zmieniają się ceny produktów na rynku zbrojeniowym. Analiza zamówień z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji i Polski z lat 2020-2025 pokazuje m.in., że dzięki rozwojowi mocy produkcyjnych ceny amunicji, która jest produktem bardzo zestandaryzowanym, spadły w Europie o połowę. Tymczasem ceny sprzętu, w przypadku którego nie widać wzrostu konkurencyjności produkcji, wzrosły.
Jak zwraca uwagę ekspert think tanku, Guntram Wolff: Ekstremalnym przykładem jest niemieckie zamówienie o wartości 21 mld euro na odzież i kamizelki ochronne złożone u krajowego championa bez przeprowadzenia otwartego przetargu – mocno skrytykowane przez niemiecki trybunał obrachunkowy za brak konkurencji. Wynik: absurdalnie wysokie ceny za standardowe wyposażenie, które można by było nabyć taniej, gdyby wykorzystano konkurencyjny rynek europejski.
Wnioski są z tego dwa: rządzący, zamiast karmić swoje championy zbrojeniowe, powinni planować zamówienia tak, by wzmacniać i rozwijać konkurencję na rynku. Biznes także powinien podejść do programu odpowiedzialnie. Zamówienia powinny przekładać się na rozwój mocy produkcyjnych europejskiego przemysłu zbrojeniowego. Od tego zależy bowiem nasze bezpieczeństwo w przyszłości.
Bezpieczeństwo
USA
Krzysztof Bosak
Karol Nawrocki
Ministerstwo Obrony Narodowej
NATO
Unia Europejska
fundusze unijne
mechanizm warunkowości
obronność
praworządność
program SAFE
wydatki zbrojeniowe
zbrojenia
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Komentarze