Zebraliśmy już ponad milion!

Dołącz do zbiórki „Pomóżmy Ukraińcom"

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Bashar Taleb / AFP)Bashar Taleb / AFP)

Kacper Max Lubiewski, OKO.press: Zacznijmy możliwie ogólnie: co wydarzyło się w Strefie Gazy od czasu podpisania zawieszenia broni jesienią i powrotu zakładników? Czy sytuacja palestyńskich cywilów się poprawiła?

Sari Baszi*: Tak jak przewidywało wielu ekspertów, tymczasowa okupacja ponad połowy terytorium Strefy Gazy przez izraelskie wojsko z każdym dniem wygląda na bardziej permanentną. Część okupowana jest kompletnie niedostępna dla Palestyńczyków, choć to właśnie po tej stronie znajdują się pola uprawne, co jest ważne z perspektywy produkcji żywności. Rozejm między Izraelem a Hamasem zakładał rozbrojenie tych drugich przez międzynarodowe siły pokojowe, ale te nigdy nie dotarły. A skoro nie dotarły, to Hamasu nie rozbrojono. A skoro go nie rozbrojono, to wycofanie się izraelskich wojsk i rekonstrukcja Gazy nie nastąpiły. Swoją drogą, odbudowa ma kosztować ponad 75 mld dolarów według ostatnich szacunków. Izrael i Stany Zjednoczone ogłosiły, że odbudowa nastąpi w tej części Gazy, gdzie nie ma Hamasu, ale tam, gdzie nie ma Hamasu, nie ma też Palestyńczyków. Nie wiadomo więc, dla kogo Gaza ma być odbudowana. Na pewno więcej żywności i pomocy humanitarnej trafia do Gazy, ale jej dystrybucja jest skomplikowana, bo izraelski rząd znacznie utrudnił działania organizacji pozarządowych na miejscu.

W jaki sposób?

Całą tę sytuację możemy podzielić na kilka etapów. Przez pierwsze kilka tygodni wojny w Gazie Izrael zupełnie odciął Palestyńczyków od jakichkolwiek organizacji pomocowych. Pozwalał na niewielkie ilości pomocy humanitarnej, by potem nagle ją odcinać, a następnie przywracać. Organizacje pozarządowe zasypano nowymi regulacjami i biurokratycznymi wymaganiami. Następnie Izrael założył własną agencję humanitarną, niesławną Gaza Humanitarian Foundation, która dystrybuowała żywność w militarystyczny i nieetyczny sposób. W międzyczasie Izrael wyrejestrował wszystkie organizacje humanitarne, jak Lekarze Bez Granic, Save the Children czy Oxfam, i nakazał dostarczyć imiona ich palestyńskich pracowników. Organizacje odmówiły, bojąc się, że Izrael obrałby je za cel następnego ataku. Trudna jest przede wszystkim sytuacja opieki zdrowotnej: palestyńskie Ministerstwo Zdrowia skompilowało listę 18 tys. pacjentów ze skierowaniem na leczenie za granicą. Te osoby funkcjonują w zawieszeniu; nie wiadomo, kiedy będą mogły opuścić Gazę.

Przeczytaj także:

Bez prawa do samostanowienia

Co z sytuacją polityczną Gazy? Co wiemy o dotychczasowej działalności Rady Pokoju Donalda Trumpa?

Rada Pokoju nigdy nie zaczęła rządzić. Nad 53 proc. terytorium Strefy Gazy władzę sprawuje Izrael, a na pozostałej części Hamas. Izrael jednak, jak już wspomniałam, nie ma żadnych Palestyńczyków do zarządzania. Autonomia Palestyńska z kolei zajmuje się głównie kwestiami medycznymi i częściowo także wyjazdami ze Strefy Gazy przez przejście w Rafah. Dalszy rozwój polityczny Gazy i wznowienie procesu pokojowego były zakotwiczone najpierw w rozbrojeniu Hamasu, ale nie przedstawiono żadnego realistycznego mechanizmu, który mógłby do tego doprowadzić. Byłam przeciwna idei Rady Pokoju od samego początku, bo jest to tak naprawdę narzędzie neokolonialne:

wszędzie indziej na świecie przyjmujemy, że narody mają prawo do samostanowienia, ale nie w Gazie.

Tutaj społeczność międzynarodowa zdecydowała, że Palestyńczyków trzeba kontrolować z zewnątrz.

Chciałbym, żebyśmy spojrzeli teraz na kwestie swobody poruszania się między Gazą a Izraelem z lotu ptaka. Jak wyglądała rzeczywistość na miejscu między wycofaniem się izraelskich wojsk w 2005 r. a wybuchem wojny w Gazie w 2023 roku? Co zmieniło się na przestrzeni tych lat?

Izrael zaczął ograniczać ruch między Gazą a Izraelem i resztą Terytoriów Okupowanych na początku lat 90. Wcześniej, od rozpoczęcia okupacji w 1967 roku, Palestyńczycy mogli się poruszać relatywnie swobodnie. Lata 2007–2010, po wygranej Hamasu w palestyńskiej wojnie domowej, rozpoczęły politykę dość szczelnej blokady Strefy Gazy. Izrael dopuszczał tylko to, co zdefiniował jako „humanitarne minimum”. Sytuacja między 2010 a 2023 rokiem była nadal trudna, ale ulegała poprawie: więcej osób mogło opuścić Gazę i pozwalano też na pracę sezonową Palestyńczyków w Izraelu. Po ataku 7 października wszystko oczywiście zatrzymano. Szacuje się, że ok. 100 tys. Gazańczyków zdołało wyjechać z Gazy w ciągu pierwszych miesięcy wojny do Egiptu, płacąc na granicy tysiące dolarów. Przejście w Rafah otwarto tylko w bardzo ograniczony sposób: Izrael wypuszcza niewielką liczbę pacjentów z Gazy, ale nie wpuszcza uchodźców.

Jaką politykę gospodarczą prowadził Izrael wobec Strefy Gazy przed atakiem 7 października?

Izrael kontrolował eksport gazańskich dóbr oraz import. Palestyńczycy nie mogli eksportować np. żywności, tekstyliów czy mebli na izraelski i zagraniczny rynek. Izraelski rząd w oficjalnych dokumentach nazwał tę politykę wojną gospodarczą, która miała doprowadzić do osłabienia Hamasu. Jej celem było zdegradowanie lokalnych możliwości produkcyjnych: do Gazy mogła np. trafiać margaryna w opakowaniach na użytek w domowej kuchni, ale margaryna w wiadrach była zakazana, bo mogłaby być wykorzystana w fabryce ciastek. Izraelczycy tego nie chcieli, bo otwarcie fabryki ciastek oznaczałoby miejsca pracy i pewną niezależność żywnościową. To tylko jeden przykład, ale podobnych sytuacji było setki.

Co z transportem wody, energii i paliwa?

We wszystkich trzech przypadkach Palestyńczycy byli na łasce Izraela. Podczas bezpośredniej okupacji między 1967 a 2005 rokiem Izrael nie wybudował nowej infrastruktury energetycznej, tylko połączył Gazę z Izraelem. Jeden z zapisów Porozumienia w Oslo mówi o tym, że Autonomia Palestyńska będzie kupować energię od Izraela, a ten będzie dostarczać ją do Gazy. W Gazie od 2002 roku funkcjonowała też elektrownia, ale nigdy nie produkowała więcej niż 1/3 zapotrzebowania na energię. Niektórzy Palestyńczycy produkowali też energię niezależnie, używając do tego niewielkich paneli słonecznych. Jeśli chodzi o paliwo, to Izrael dostarczał je gazociągami i ciężarówkami, ale oczywiście ograniczał dostawy w zależności od swojego widzimisię. To szczególnie trudna kwestia, bo paliwa nie ma czym zastąpić. Woda jest ostatnim elementem tego całego systemu. Gaza ma naturalne źródło wody pitnej, ale ze względu na zbyt wysoką eksploatację woda stała się słona. Oprócz tego 10 proc. wody Palestyńczycy kupowali od Izraela, a reszta pochodziła z maszyn odsalających wodę morską. Gdy Izrael odciął energię i paliwo, cała infrastruktura przestała działać.

Wróćmy do kwestii swobody poruszania się mieszkańców Gazy: na jakich zasadach Palestyńczycy mogli poruszać się między swoim domem, Izraelem, a światem przed 7 października?

Pozwolenia na pracę w Izraelu były tak naprawdę czymś nowym: program ruszył na dobre tylko kilka lat przed 2023 r. Pacjenci i osoby potrzebujące opieki zdrowotnej za granicą byli ostatnią grupą, której nie uniemożliwiano wyjazdu. Co prawda kryteria się zmieniały, ale Izrael zazwyczaj pozwalał im opuścić Gazę. Zupełnie odmienną kategorią były tak zwane wyjątkowe warunki humanitarne, czyli, mówiąc prościej, pozwolenia na odwiedzenie rodziny. Dozwolone scenariusze były trzy: śmierć, choroba lub ślub bezpośredniego krewnego. To oczywiście tylko teoria; w praktyce Palestyńczykom często odmawiano pozwolenia na podróż, nawet jeśli mieli do tego prawo. Często dochodziło też do absurdalnych sytuacji: młoda kobieta z Gazy mogła otrzymać pozwolenie, żeby pojechać na wesele swojego krewnego na Zachodnim Brzegu, ale nie na własne wesele, bo Izrael obawiał się, że w takim przypadku nie wróciłaby. Od czasu do czasu Gazę mogli opuścić też sprzedawcy, przedsiębiorcy czy studenci, ale to zawsze była niewielka grupa. Od 2023 roku cały system, co oczywiste, został zawieszony.

A co z rolą Egiptu w polityce blokady Gazy? Na ile południowy sąsiad Palestyńczyków ponosi za nią odpowiedzialność?

Teraz sprawczość Egipcjan jest bardzo niewielka, bo po drugiej stronie przejścia w Rafah są Izraelczycy. Kair pewnie chciałby, żeby dziesiątki tysięcy uchodźców wróciły do Gazy, bo sami Egipcjanie mają poważne problemy wewnętrzne. Trzeba też jasno powiedzieć, że egipski rząd także łamał prawo międzynarodowe, które wymaga umożliwienia cywilom ucieczki z terytorium objętego wojną.

Egipt aż do kwietnia 2024 roku uzależniał to prawo od możliwości zapłacenia bardzo drogiej łapówki.

To w ogóle przypadek, który dobrze opisuje egipski dylemat wobec Gazy także na długo przed 7 października 2023 r.: jak z jednej strony pozwolić Palestyńczykom na zrealizowanie prawa do ucieczki przed niebezpieczeństwem, a z drugiej nie ułatwiać wysiedleń i czystki etnicznej w Strefie Gazy? Jeśli uniemożliwi się Izraelczykom zorganizowanie wysiedleń, to pomoże się im w utrzymaniu blokady…

Izraelskie organizacje pozarządowe regularnie składają skargi na izraelski rząd do Sądu Najwyższego. Sam Netanjahu mówi o izraelskich sądach, że są kontrolowane przez „radykalnych lewaków”. Czy faktycznie postrzegasz Sąd Najwyższy jako instytucję, która potrafi skutecznie oprzeć się rządowi i bronić praw człowieka?

I tak, i nie. Izraelski Sąd Najwyższy ma kilka ważnych kompetencji i jest szczególnie pomocny w pozyskiwaniu informacji. Jako prawnicy często domagamy się dostępu do państwowych archiwów czy wewnętrznych dyrektyw i tutaj Sąd Najwyższy staje po naszej stronie. To dzięki niemu wiemy tak naprawdę, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami rządu. Innym obszarem, gdzie Sąd jest bardzo pomocny, są prawa indywidualne: Sąd Najwyższy często nakazuje rządowi zapewnienie konkretnemu Gazańczykowi dostępu do opieki zdrowotnej czy połączenie rozdzielonych rodzin. To niezwykle ważne i często ratuje ludziom życie. Z drugiej strony, Sąd Najwyższy nigdy nie był w stanie przeciwstawić się dużym decyzjom politycznym izraelskiego rządu czy rzeczywistości okupacyjnej na Zachodnim Brzegu. Sąd Najwyższy w Izraelu to nie miejsce, gdzie przychodzi się po sprawiedliwość czy odpowiedzialność. To raczej miejsce, gdzie jako zdeterminowany prawnik możesz otrzymać dostęp do ważnej informacji czy wywalczyć coś dla konkretnego klienta.

Osiem rad dla rządu Izraela

Jakie rekomendacje, jako prawniczka międzynarodowa i dyrektorka kilku organizacji pozarządowych, przekazałabyś izraelskiemu rządowi w sprawie Gazy? Nie w perspektywie całego procesu pokojowego, ale najbliższych miesięcy.

Postaram się mówić jak najbardziej bezpośrednio.

Po pierwsze, dopuszczenie pomocy humanitarnej w pełnym zakresie, w tym dostaw materiałów budowlanych.

Po drugie, zapłacenie reparacji za uszkodzenia cywilnej infrastruktury. Po trzecie, umożliwienie wjazdu i wyjazdu Palestyńczykom celem otrzymania opieki medycznej, kontynuowania edukacji i połączenia rodzin. Po czwarte, faktyczne zatrzymanie ataków na Palestyńczyków — od zawieszenia broni z rąk izraelskich żołnierzy zginęło aż 750 osób. Po piąte, umożliwienie wznowienia pracy przez organizacje humanitarne w Strefie Gazy. Po szóste, zwiększenie swobody poruszania się między Gazą a Zachodnim Brzegiem — według prawa międzynarodowego jest to to samo terytorium. Po siódme, zatrzymanie blokady morskiej, która uniemożliwia połów ryb i przyczynia się do trudnej sytuacji żywnościowej. Po ósme, przywrócenie dostępu do ponad połowy Strefy Gazy, która pozostaje pod kontrolą izraelskiego wojska. To byłby dobry początek.

Na koniec chciałem zapytać cię o twój pamiętnik Upside-down love, który ukazał się w tłumaczeniu na język angielski na początku tego roku. O czym w nim opowiadasz?

Upside-down love jest historią tego, jak spotkałam mojego męża, który jest Palestyńczykiem i urodził się w Gazie. Był jednym z moich pierwszych klientów, kiedy pracowałam w Gishy jako prawniczka: choć urodził się w Gazie, to wiele lat mieszkał na Zachodnim Brzegu i bał się, że Izrael deportuje go z powrotem do Gazy, jeśli uda się do palestyńskiego urzędu. Nie będę zdradzać całej naszej historii, bo właśnie dlatego napisałam książkę, ale dzisiaj mieszkamy razem na Zachodnim Brzegu i wychowujemy żydowsko-palestyńskie dzieci. Mój pamiętnik ukazał się w 2021 roku po hebrajsku, bo chciałam zachęcić Izraelczyków, którzy nie interesują się sprawami okupacji, do sięgnięcia po dobre love story. Miałam nadzieję, że śledząc losy bohaterów, dowiedzą się też czegoś więcej o Izraelu i Palestynie. Do dzisiaj wspominam list od jednego czytelnika, Izraelczyka, który napisał: „Przeczytałem twoją książkę i nie zgadzam się z wieloma rzeczami, o których piszesz. Ale pokazałaś mi coś, czego nie zobaczyłem w całym swoim życiu. I za to ci dziękuję”.

*Sari Baszi – izraelska prawniczka, dyrektorka Obywatelskiego Komitetu Przeciwko Torturom w Izraelu oraz była dyrektorka programowa Human Rights Watch i Gishy, izraelskiej organizacji działającej na rzecz swobody poruszania się między Gazą a Izraelem.

Na zdjęciu Kacper Max Lubiewski
Kacper Max Lubiewski

Dziennikarz, autor reportażu o izraelskich aktywistach i dysydentach, student historii i socjologii na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie; związany z ruchem pokojowym w Izraelu, pisze o historii i teraźniejszości konfliktu izraelsko-palestyńskiego, antysemityzmie oraz o lokalnych inicjatywach solidarnościowych i społeczeństwach Bliskiego Wschodu.

Komentarze