0:00
0:00

0:00

W polityce zdarzają się sprytne manipulacje, przeinaczenia, półprawdy, małe kłamstewka. Od czasu do czasu słyszymy też bezczelne kłamstwa, które wbrew faktom białe nazywają czarnym, a czarne - białym. To właśnie przypadek wypowiedzi ministra w Kancelarii Premiera Łukasza Schreibera.

Kto zdał test na polityczną odpowiedzialność ws pandemii. Opozycja przy wsparciu części mediów chciała wyborów prezydenckich jesienią
Opozycja nigdy nie domagała się konkretnego terminu wyborów, tylko wprowadzenia stanu nadzwyczajnego
Twitter,07 października 2020

W dalszej części wpisu minister dodał: "Premier Morawiecki w marcu: »Wybory prezydenckie powinny się odbyć w zaplanowanym terminie, gdyż (...) np. jesienią może nastąpić nawrót koronawirusa«”. W domyśle: Morawiecki zachował się odpowiedzialnie, opozycja - wręcz przeciwnie.

W słowach Schreibera poprawny jest tylko cytat z premiera Mateusza Morawieckiego, reszta wypowiedzi nie zawiera nawet słowa prawdy. Drugie zdanie to kłamstwo w sensie ścisłym - nie odpowiada faktom. Natomiast pierwsze i trzecie stoją w sprzeczności z łańcuchem zdarzeń, które doprowadziły do tego, że wybory prezydenckie bez żadnej podstawy prawnej nie odbyły się w 2020 roku w konstytucyjnym terminie, co naraziło Polskę na bezprecedensowy kryzys polityczny.

Zacznijmy od kłamstwa klasycznego.

Opozycja chciała stanu klęski żywiołowej, a nie wyborów jesienią

Znaleźliśmy tylko dwa przykłady, które na pozór uzasadniałyby słowa Łukasza Schreibera. Na pozór, bo gdyby przyjąć, że z dobrą wolą wykorzystał je do swojej wypowiedzi, musielibyśmy uznać, że minister w Kancelarii Premiera zarazem nie potrafi czytać po polsku i jednocześnie nie zna obowiązującego w Polsce prawa.

Przykład 1

"Wybory prezydenckie powinny zostać przeprowadzone najwcześniej jesienią" - powiedział 16 marca szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

Co z tego wynika? "Najwcześniej" oznacza, że wybory mogą się odbyć również później, jeśli sytuacja epidemiczna nie będzie pozwalała na ich przeprowadzenie jesienią.

Tym bardziej że termin podany przez Kosiniak-Kamysza był tylko przykładem, innym razem (26 marca) szef ludowców jasno stwierdził, że domaga się przede wszystkim wprowadzenia stanu klęski żywiołowej:

"Dla jasności funkcjonowania państwa najlepiej byłoby wprowadzić stan wyjątkowy, lub stan klęski żywiołowej; to powinni robić rządzący, a nie kalkulować polityczne słupki wyborcze".

Żądanie wprowadzenia stanu klęski było główną osią wypowiedzi liderów wszystkich ugrupowań opozycyjnych, do czego za chwilę wrócimy.

Przykład 2

Przypuszczamy, że być może Schreiber miał na myśli tzw. mapę drogową Lewicy. Kalendarium wyborcze zostało zaproponowane przez Lewicę w maju, w momencie niewyobrażalnego bałaganu związanego z konfliktem w obozie władzy o wybory korespondencyjne 10 maja.

Plan zakładał:

  • 8 maja - ogłoszenie stanu klęski żywiołowej.
  • 7 czerwca - koniec stanu klęski żywiołowej.
  • 5 września 2020 - koniec okresu 90 dni, w czasie którego nie można przeprowadzić wyborów.
  • 19 września 2020 - ogłoszenie daty wyborów, w których wezmą udział zarejestrowani już kandydaci, ustalenie nowego kalendarza wyborczego, dla czynności, które nie zostały wykonane.
  • 4 października - najpóźniejsza data wyborów

A więc rzeczywiście, Lewica proponowała wybory jesienne. Czyli Schreiber ma rację? Nie ma.

Po pierwsze, od marca podstawowym postulatem tej formacji politycznej było wprowadzenie stanu klęski żywiołowej. Propozycja majowa była powtórzeniem tego postulatu, którego rząd nie chciał wcześniej spełnić.

Po drugie, postulat Lewicy miał zapobiec w legalny sposób katastrofie wyborów 10 maja, za którą odpowiedzialność ponosi PiS.

I wreszcie po trzecie, fakt, że raz wprowadzono stan klęski żywiołowej na 30 dni nie oznacza, że nie można go przedłużyć. Można decyzją Sejmu. Po wtóre, fakt, że stan klęski wprowadzono by w maju i zniesiono w czerwcu, nie oznacza, że przy spełnieniu odpowiednich przesłanek nie można byłoby na nowo wprowadzić go we wrześniu, kiedy liczba nowych przypadków wystrzeliła w górę.

Podsumowując ten wątek:

  • opozycja nigdy nie domagała się od rządzących konkretnej daty wyborów, za to od początku domagała się wprowadzenia stanu klęski żywiołowej,
  • stan klęski miałby zostać wprowadzony, by państwo efektywnie mogło zarządzać dwoma połączonymi ze sobą kryzysami: pandemicznym i politycznym, związanym z ogromnym ryzykiem przeprowadzenia wyborów w czasie epidemii wirusa o wysokiej śmiertelności.
  • Stałoby się tak, bo stan klęski zakłada m.in., że w czasie jego trwania i 90 dni po jego zakończeniu nie można przeprowadzać wyborów (art. 228, par. 7).

Jedną z narracji obozu władzy przeciwko wprowadzeniu stanu klęski żywiołowej była teza, że nie pozwala na to konstytucja, która w art. 228 par. 1 głosi, co następuje:

"W sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej".

PiS upierał się, że do poradzenia sobie z zagrożeniem epidemii wystarczające są "zwykłe środki konstytucyjne" zawierające się w ustawowym - wprowadzonym w marcu - stanie epidemii.

Jak się okazało, była to interpretacja całkowicie błędna, a "zwykłe środki" nie wystarczyły, żeby wypełnić w konstytucyjnym terminie obowiązek organizacji wyborów prezydenckich, jednej z najważniejszych procedur w demokratycznym państwie prawa.

PiS upierał się również, że nie ma ustawowych podstaw do wprowadzenia stanu klęski. Twierdziła tak m.in. ówczesna wicepremier Jadwiga Emilewicz.

To również był fałsz. Stan klęski żywiołowej jest – obok stanu wojennego i stanu wyjątkowego – jednym z trzech stanów nadzwyczajnych, jakie przewiduje Konstytucja RP. Opisuje go ustawa o stanie klęski żywiołowej.

Czytamy w niej (art. 3.1 ust. 1), że klęska żywiołowa jest m.in. taką katastrofą naturalną, której skutki są zagrożeniem dla zdrowia i życia wielu ludzi, a zwalczyć ją można jedynie dzięki „współdziałaniu różnych organów i instytucji oraz specjalistycznych służb i formacji działających pod jednolitym kierownictwem”.

Zaś katastrofa naturalna (art. 3.1 ust. 2) w świetle omawianej ustawy to m.in. również „masowe występowanie szkodników, chorób roślin lub zwierząt albo chorób zakaźnych ludzi”.

Innymi słowy, pandemię COVID-19 w Polsce można uznać za stan klęski żywiołowej.

Nieodpowiedzialny PiS prze do wyborów

Czy premier Morawiecki i PiS zdali test na polityczną odpowiedzialność ws. pandemii, a oblała go opozycja, jak sugeruje Łukasz Schreiber? Nic na to nie wskazuje.

Jako się rzekło, opozycja od początku pandemii domagała się wprowadzenia stanu klęski żywiołowej. Cytowaliśmy już wypowiedzi Władysława Kosinak-Kamysza. Teraz dwa inne przykłady:

Borys Budka, szef Platformy Obywatelskiej, 18 marca:

"Nie usłyszeliśmy ani z ust prezydenta, ani premiera żadnego kompleksowego planu działań na najbliższe tygodnie i miesiące. Usłyszeliśmy tylko i wyłącznie potwierdzenie tego, o czym wszyscy wiemy, że de facto mamy w Polsce do czynienia ze stanem klęski żywiołowej.

W tej chwili mamy do czynienia w Polsce de facto ze stanem nadzwyczajnym. Wyjątkowe okoliczności sprawiają, że ludzie nie spotykają się na ulicach, że każdego dnia zamykane są kolejne polskie przedsiębiorstwa. Te wyjątkowe okoliczności wymagają konkretnych, skutecznych działań ze strony państwa polskiego"

Adrian Zandberg, jeden z liderów partii Razem i klubu Lewicy, 6 kwietnia:

"Wybory oczywiście należy przełożyć. Organizowanie ich w szczycie epidemii byłoby popisem głupoty, godnym Nagrody Darwina. Mamy dziś klęskę żywiołową – tym właśnie jest epidemia koronawirusa.

Konstytucja jasno mówi, co powinniśmy zrobić w tej sytuacji: ogłosić stan klęski żywiołowej. Wtedy wybory zostaną przełożone na później. Będzie można je przeprowadzić bezpiecznie, bez narażania życia i zdrowia Polaków".

Podkreślmy ponownie: opozycja nie domagała się jesiennych wyborów prezydenckich, tylko wprowadzenia stanu klęski żywiołowej.

Rządzący byli jednak głusi na te wezwania, twierdząc, że wszystko jest w najlepszym porządku, państwo - mimo zamkniętych sklepów, szkół, zakazu zgromadzeń oraz imprez masowych - funkcjonuje doskonale, a wybory 10 maja zostaną przeprowadzone zgodnie z planem.

Oficjalną wykładnię dał lider obozu władzy i prezes PiS Jarosław Kaczyński:

"Jestem przekonany, że w tej chwili nie ma żadnych przesłanek do tego, żeby wprowadzić stan klęski żywiołowej (...).

Byłoby to niezwykle niekorzystne, żeby prezydent i premier byli z różnych obozów politycznych i się spierali. Potrzebujemy dzisiaj wśród innych warunków skutecznego przeciwstawiania się kryzysowi, także politycznej stabilizacji. To jest także przyczyna, która powoduje, że te wybory powinny się odbyć 10 maja".

Przeczytaj także:

Doktryna Kaczyńskiego stała się przekazem obowiązującym w obozie władzy i utrzymywała się przez kolejne tygodnie, mimo lockdownu i ograniczeń w prowadzeniu kampanii wyborczej oraz kolejnych doniesień o ogromnych problemach z kompletowaniem komisji wyborczych i dużego sprzeciwu społecznego wobec wyborów 10 maja - w sondażu Ipsos dla OKO.press sprzeciw deklarowało aż 78 proc. badanych.

Kiedy PiS zorientował się, że wyborów klasycznych nie uda się przeprowadzić w terminie, próbował bezprawnie zorganizować wybory korespondencyjne, ale z powodów kłopotów organizacyjnych i konfliktu między Kaczyńskim a Jarosławem Gowinem również one się nie odbyły. Stało się tak bez żadnej podstawy prawnej, po prostu państwo polskie decyzją polityczna szefów dwóch partii nie zorganizowało głosowania w wyznaczonym przez konstytucję terminie.

Podsumowując:

  • opozycja zachowała się odpowiedzialnie, domagając się wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, co pozwoliłoby zgodnie z prawem przenieść wybory na późniejszy termin i skutecznie zarządzać kryzysem epidemicznym.
  • nieodpowiedzialny sprzeciw PiS doprowadził zaś do bezprecedensowego w historii Polski kryzysu konstytucyjnego.
"Cieszę się, że coraz mniej obawiamy się koronawirusa i epidemii. To dobre podejście, bo COVID-19 jest w odwrocie, już nie musimy się go bać".

8 października wirusem, który wg. premiera był w odwrocie, zakaziło się 4280 Polaków. Ocenie naszych czytelników zostawiamy rozwikłanie zagadki, czy słowa Morawieckiego o wirusie w odwrocie były odpowiedzialne - jak sugeruje Łukasz Schreiber - czy też nie.

;

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog po Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce, sondażach, propagandzie. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej" jako dziennikarz od spraw wszelakich, publicysta, redaktor, m.in. wydawca strony głównej Wyborcza.pl i zastępca szefa Działu Krajowego. Pochodzi z Sieradza, ma futbolowego hopla, kibicuje Widzewowi Łódź i Arsenalowi

Komentarze