"Pytanie o to, dlaczego sąd ma być niezawisły i bezstronny, wydaje się być pytaniem dość dziwacznym. My się dziś nad nim zastanawiamy, ale przecież nikt z nas by nie chciał, abyśmy przy każdej kolejnej zmianie władzy politycznej, a przecież takie będą się zdarzać, musieli żyć w kraju, gdzie będą sędziowie nasi i wasi" - mówił sędzia Włodzimierz Wróbel

Sędzia Włodzimierz Wróbel po odczytaniu uchwały trzech izb Sądu Najwyższego zaprezentował część z uzasadnienia uchwały. Skierowana była wprost do obywateli i w przystępny sposób tłumaczył, czym kierowali się sędziowie. Oto, co powiedział:

„Sytuacja jest szczególna, więc proszę mi pozwolić, że mojej części uzasadnienia będę mówił do obywateli. O co chodzi w tej uchwale?

O to, żeby w przyszłości, kiedy dojdzie do wydania orzeczenia sądowego, istniał mechanizm sprawdzenia, czy to orzeczenie aby na pewno może zapaść w takich warunkach, czy może być sprawiedliwe. Sądy mogą być lepsze, gorsze, mądrzejsze, bardziej sprawne, mniej sprawne, ale w momencie, kiedy przestają być sądami niezależnymi, kiedy przestają być sądami bezstronnymi, nie wiadomo, po co są.

To, co się zdarzyło w polskim systemie prawnym, doprowadziło do potężnej niepewności i chaosu, jeżeli chodzi o to, czy osoby, które orzekają, są sędziami, a sądy, które tworzą, sądami mogącymi wymierzać sprawiedliwość. I to nie jest tylko niepewność sędziów, nie jest niepewność obywateli, ale to jest także niepewność sądów innych krajów. Jesteśmy członkami UE, zobowiązaliśmy się do tego, żeby nasze sądy były tak samo niezawisłe i tak samo bezstronne, jak sądy innych krajów.

Sąd Najwyższy nie ma złudzeń

Nie mamy złudzeń, Sąd Najwyższy nie ma złudzeń: chaos, niepewność, która została wprowadzona do polskiego systemu prawnego przez zmiany sposobu powoływanie sędziów, a w szczególności przez zmianę tego, jak działa KRS (ale nie tylko o KRS chodzi, o całe otoczenie ustrojowe, w którym to wszystko jest realizowane) nie zostanie zlikwidowana uchwałą SN.

My możemy zrobić bardzo niewiele, możemy próbować kontrolować chaos, który się już wydarzył. Od tego, żeby przywrócić porządek i spokój, i pewność, i stabilność dla obywateli – od tego wszystkiego jest ustawodawca.

SN nie jest ustawodawcą, nie jest prezydentem, nie jest rządem, nie jest ministrem sprawiedliwości. Jedyne, co możemy zrobić, to pokazać w procedurach bezpieczniki, wentyle bezpieczeństwa, przyciski, których uruchomienie może spowodować, że ten chaos dalej się nie będzie pogłębiał. I właśnie te bezpieczniki, te wentyle bezpieczeństwa były przedmiotem wykładni.

Pytanie o to, dlaczego sąd ma być niezawisły i bezstronny, wydaje się być pytaniem dość dziwacznym. My się dziś nad nim zastanawiamy, ale przecież nikt z nas by nie chciał, abyśmy przy każdej kolejnej zmianie władzy politycznej, a przecież takie będą się zdarzać, musieli żyć w kraju, gdzie będą sędziowie nasi i wasi.

A zmiany wywracające stabilne procedury właśnie do takiego niebezpieczeństwa prowadzą. Temu trzeba jakoś zapobiec, sąd nie jest w stanie tego zrobić. Może co najwyżej dać obywatelom, sądom, instrument do tego, żeby w sytuacjach krytycznych, skrajnych uruchamiać ten wentyl bezpieczeństwa.

Problem badania tego, czy sąd jest sądem bezstronnym, czy niezawisłym to nic nowego. To test, którego na co dzień dokonują sądy od lat, nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach. To jest coś immanentnego w orzekaniu przez sąd. Są różne okoliczności, które tą bezstronność mogą podważać.

  • Może się zdarzyć, że sędzia zbyt blisko zna kogoś, kto jest stroną sprawy;
  • może się zdarzyć, że sąd powinien orzekać w dużym składzie, bo jest sprawa bardzo skomplikowana, a orzeka w zbyt małym składzie;
  • może się zdarzyć sytuacja, w której jakieś interesy, nawet majątkowe sędziego rodzą wątpliwości, czy aby na pewno będzie bezstronny.

W procedurach karnej i w cywilnej są instrumenty, żeby temu zapobiegać. Instrument polegający na tym, że trzeba dobrze dobrać skład sędziowski, by uniknąć takich przypadków, a ci, którzy do sądu przychodzą, mogą składać wnioski, by ten skład zmienić, żeby podejrzanego sędziego ewentualnie wyłączyć i uzyskać sąd, który na pewno nie będzie się kierował niczym innym, jak tylko swoim własnym sumieniem.

Można później zaskarżać orzeczenia wydane przez sąd, który nie był bezstronny, lub nie był do końca niezawisły. Jest taka specyficzna instytucja, którą od dawna się stosuje w prawie, gdy okazuje się, że ze względu na ocenę społeczną mogły zaistnieć podejrzenia, że dany sąd nie byłby do końca sądem bezstronnym – SN może przenieść jedną sprawę wyjątkowo z jednego sądu do drugiego.

Nic nadzwyczajnego nie ma w badaniu niezawisłości sądu i bezstronności w orzekaniu tego sądu.

Nasza uchwała nie jest o sędziach

O jednym muszę wspomnieć: nasza uchwała nie jest o sędziach, w tej uchwale orzekamy o sądzie. Na czym polega różnica? To trochę przypomina sytuację samochodu, w którym są różne części. Funkcją tego samochodu jest jazda, ale żebyśmy pojechali, te części muszą dobrze funkcjonować. W tej analogii częściami jadącego samochodu są sędziowie, ale sędziowie nie są samochodem. To sąd ma dobrze funkcjonować, to samochód ma bezpiecznie jechać.

I prezes SN zapytał trzech izb Sądu Najwyższego, czy takim mechanizmem, instrumentem, bezpiecznikiem jest przepis szczególny, który mówi, że jeżeli zapadło już orzeczenie sądowe, to nawet gdyby było prawomocne, można jeszcze raz sprawę zbadać, można uchylić to orzeczenie i jeszcze raz poprosić o to, żeby sprawa została rozpoznana na nowo już przez niezawisły, bezstronny sąd. Nazywa się to w postępowaniu karnym bezwzględną przyczyną odwoławczą, w postępowaniu w sprawach o miedzę, cywilnych nazywa się to nieważnością.

Istota tych przepisów jest jednak taka sama. Sprowadza się do tego, że niekiedy sąd musi wspomnianą wyżej kwestię ocenić, nawet gdy sama strona nie zdaje sobie z tego sprawy, nawet, gdy sam obywatel, który przyjdzie do sądu, nie do końca potrafi to wyczuć, zrozumieć. Nie we wszystkich sprawach, nie w każdych sytuacjach, ale do tego sprowadza się ten mechanizm.

To jest mechanizm eliminowania z porządku prawnego tych orzeczeń, które już są naprawdę grożące niesprawiedliwością, takie, co do których kiedyś ktoś może powrócić i powiedzieć: tam nie było sądu bezstronnego, niezawisłego.

O ten mechanizm zostaliśmy zapytani. I odpowiedź brzmiała w sposób następujący: w sytuacji, jaka powstała w związku z powołanymi przez nowy KRS sędziami, ze względu na to, jak ten KRS działa, SN podziela opinię, która była wyrażana już w orzeczeniu Izby Pracy SN w grudniu, że ten organ, który miał gwarantować pozapartyjny sposób powoływania sędziów, tak, żeby to byli najlepsi z najlepszych, że ten mechanizm został zepsuty i to spowodowało, że dzisiaj nie mamy pewności, kto został sędzią, czy to są ci najlepsi z najlepszych.

Problem też polega na tym, że za próby sprawdzenia tego grozi kara. W takich warunkach niepewności, jak można być pewnym, kim stają się ludzie, którzy następnie mają przyjść, orzekać bezstronnie, niezawiśle jako bezstronny, niezawisły sąd?

Trzeba to sprawdzać. I to nie jest wymysł SN – musimy to sprawdzić, jeśli chcemy być w UE, bo tego wymaga od nas Trybunał Sprawiedliwości. Jest sprawdzenie i sprawdzenie, są sytuacje dużej wadliwości, ta wadliwość wynika z okoliczności, które powoływał już SN w orzeczeniu wydanym  w grudniu.

Można tylko przypominać te wyliczone okoliczności:

  • brak transparentności,
  • polityczny wpływ na funkcjonowanie KRS przez sposób wyboru członków Rady,
  • niepewność, co do tego, czy w ogóle ci członkowie zostali legalnie wybrani,

TSUE zobowiązał nas do tego, żeby badać niezawisłość sądów. Badamy to od lat, na różnych instrumentach, a teraz chcemy pokazać, że jest jeszcze jeden instrument. O to pytała pani I prezes, bo tego dotyczyły wątpliwości sądu, sędziowie pytali. Nie pytali o uprawnienia pana prezydenta, uprawnienia Sejmu, ministrów, rządu, władzy wykonawczej, to w ogóle nie było przedmiotem wątpliwości.

Przedmiotem wątpliwości było to, czy jeżeli mam wątpliwość, że w składzie orzekającym są sędziowie, gdzie nie jestem pewien, czy ten sąd zostanie w obiektywnej ocenie społecznej uznany za bezstronny. I jedni mówią: robimy to, drudzy – co innego. Nie może tak być.

SN proponuje rozwiązanie na przyszłość, bo to, że władze nie potrafią sensownie reformować wymiaru sprawiedliwości, nie może się odbywać kosztem obywateli, choćby to było czasem bolesne, ale nie może się odbywać kosztem obywateli.

Wobec tego, to, co było, jest w pewnym sensie zamknięte. Natomiast na przyszłość uchwała mówi, że sędziowie SN, którzy zostali powołani w tak dramatycznie wadliwych procedurach, nie powinni się podejmować orzekania, bo ich orzeczenia w sposób trwały będą skażone mocnym podejrzeniem braku bezstronności i niezawisłości sądu, w którym będą orzekać.

Izba Dyscyplinarna ma tutaj szczególny status, dlatego, że niezależnie od wad w powołaniu tych sędziów, ich orzeczenia już nie będą kontrolowane, SN jest sądem ostatniej instancji – dlatego nie można ryzykować, że tutaj nastąpiły jakieś błędy.

Izba Dyscyplinarna ma jeszcze inny defekt: okazuje się nie być sądem, bo takich sądów wyjątkowych, jaki stworzono, nie przewiduje polska konstytucja. Te orzeczenia i tak by się nie ostały, jeżeli nie w Polsce, to przed organami międzynarodowymi, nie możemy tego ryzykować. Nie możemy ryzykować, że rzeczywiście będą sprawy wymagające kar dyscyplinarnych i  za chwilę te kary dyscyplinarne zostaną uchylone.

Izba dyscyplinarna nie jest sądem. Wady na poziomie SN w powołaniach oraz niebezpieczeństwa, jakie mogą wynikać z takiego funkcjonowania sądów z udziałem SN są tak duże, że trzeba było  guzik bezpieczeństwa uruchomić w sposób bardzo kategoryczny. Jeżeli w składzie sądu jutrzejszego dnia zasiądzie sędzia tak powołany przez KRS, która nie jest w pełni niezależna, i będzie wydawał orzeczenie, to orzeczenie ma wadę, może zostać wzruszone, zarówno w postępowaniu karnym, jak i w postępowaniu cywilnym.

Cena, którą trzeba zapłacić

Natomiast jeżeli chodzi o powołania do sądów powszechnych, tu są mechanizmy kontrolne. To nie jest tak, że jesteśmy już pod ścianą. Jeżeli te orzeczenia zostaną wydane w warunkach braku bezstronności lub niezawisłości, mogą jakoś zostać skontrolowane, ktoś może sprawdzić, czy ten konkretny sędzia, albo inaczej, czy ten konkretny sąd w takiej a nie innej obsadzie, ze względu na konkretne okoliczności związane z jego powołaniem, jego późniejszym funkcjonowaniem – to wszystko może wpłynąć w pewnym momencie na stwierdzenie, że ten sąd nie był sądem niezawisłym, nie spełnił standardu, którego od nas wymaga art. 47 Karty Praw Podstawowych, nie mówiąc już o konstytucji polskiej, czy konwencji europejskiej.

Mamy świadomość, jak poważne sprawy są przed sądami powszechnymi, zwłaszcza w sprawach karnych, dlatego mówimy dokładnie, że jeżeli toczy się obecnie jakieś postępowanie w składzie sądu, który może właśnie może być podejrzany, niech ono się skończy w tym składzie. Trudno, to też musimy tolerować, trudno, żeby te procesy zaczynały się od początku, to jest cena, którą jakoś trzeba zapłacić. Ale na przyszłość niech tych błędów nie będzie.

Mówimy o standardzie zapewniającym bezstronność, niezawisłość, o standardzie, który ma zapewnić, że nie będzie sądów waszych i naszych, że co kilka lat będziemy dochodzić do sytuacji weryfikacji jednych sędziów przez drugich, to się musi zakończyć. SN nie jest w stanie tego zakończyć. Może co najwyżej próbować minimalizować skutki. Ale mówimy o standardzie, który ma zapewnić orzeczenie sprawiedliwe, w rozumieniu wartości przewidzianych w konstytucji, wartości akceptowanych w demokratycznym państwie prawa przez obywateli.

Wartości, których urzeczywistnienie przy sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości zostało powierzone sądom. Nie mogą tu komputery siedzieć, bo to są indywidualne sprawy, które wymagają rozstrzygnięcia w sumieniu sędziego i dlatego musi być bezstronny i niezawisły. Ale zostały powierzone sądom, a nie urzędom orzeczniczym zależnym od klimatu politycznego. I ta uchwała próbuje tej sytuacji zapobiec i ustabilizować ten stan”.

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Jesteśmy obywatelskim narzędziem kontroli władzy. Obecnej i każdej następnej. Sięgamy do korzeni dziennikarstwa – do prawdy. Podajemy tylko sprawdzone, wiarygodne informacje. Piszemy rzeczowo, odwołując się do danych liczbowych i opinii ekspertów. Tworzymy miejsce godne zaufania – Redakcja OKO.press


Komentarze

  1. Mariusz Sanowski

    A czy kiedykolwiek sędziowie byli "nasi"? Od lat mówiło się o patologiach w sądach, skrajnie niesprawiedliwych wyrokach (pokroju zaplanowana napaść i morderstwo zakwalifikowana tylko jako pobicie ze skutkiem śmiertelnym), zamiataniu spraw pod dywan.

    Przez lata zwracało na to uwagę wielu ludzi, zapewne również sporo z nich dzisiaj staje w obronie sądów.

    Nie ma wątpienia, że PiS chce jedną patologię zamienić na inną, swoją, ale nie zmienia to faktu, że nie czuję więzi z żadnym środowiskiem sędziowskim/prawnym. A zwłaszcza po Marszu 1000 Tóg, gdzie pięknie pokazali, że mentalność i wartości demokratyczne wyciągnęli ze wschodu (choć może nie tak głębokiego i skrajnego jak PiS).

  2. Co Pan plecie? Marsz 1000 tog pokazal wschodnia mentalnosc? Przeciez to bzdura. Nawet nie probowal jej Pan uzasadnic.
    Co do patologii w sadach (jakies konkrety?) i niesprawiedliwych wyrokow, to chyba zdaje Pan sobie sprawe, ze nie ma na swiecie, nawrt tym cywilizowanym i demokratycznym, sadow idealnych, ktore nie mialyby na swoim koncie bledow, czasem bardzo powaznych. Nasze sady oskarzane sa czeso o przewleklosc postepowan. Ale po pierwsze, takie mamy procedury procesowe, co strony wykorzystuja, bo maja takie prawo, a ponadto sedziowie oblozeni sa czesto nadmiarem spraw, przy niewystarczajacej pomocy pracownikow sadow (jest ich zbyt malo). Procedure sadowa moze zmienic ustawodawca, nie sad, to samo z prawem materialnym. Obecny rzad wprowadza mnostwo nieprzemyslanych, niemadrych zmian, ktore nijak pracy sadow nie usprawniaja, a wrecz przeciwnie.
    Co do niesprawiedliwych wyrokow. Tak, zdarzaja sie. Ale po to jest instancyjnosc, mozliwosc odwolania sie. Oczywiscie, zdarzaja sie niesprawiedliwe prawmocne wyroki. Np. sprawa Komendy. Ale w takich sprawach na ogol zawodzi caly wymiar sprawiedliwosci, povzawszy od prokuratury i policji, przez obrone i wreszcie sad. Takie sprawy nie powinny miec miejsca. Ale zdarzaja sie i niestety pewnie beda sie zdarzac.
    Dzisiejsza uchwala SN pokazala, ze sa tam madrzy sedziowie, myslacy o dobru wspolnym, a nie tylko partyjnym.

    • Mariusz Sanowski

      Szarpanie i wyzywanie ludzi, którzy przyszli w togach i z tęczową flagą to zachowanie na poziomie PiSu.

      Na zachodzie im więcej grup społecznych popiera jakaś sprawę, tym bardziej zainteresowani/organizatorzy się cieszą i są wdzięczni. W Polsce słoma z butów i wschodnia mentalność bierze górę, niektórzy są niegodni popierać daną sprawę.

      Jeżeli "nadzwyczajni" nie mogą pojąć jak działają kraje demokratyczne i co to solidarność społeczna różnych grup, to niech sami siłują się z PiSem.

      Marsz 1000 i okazana na nim pogarda do innych ludzi może być jakimś pokrętnym sukcesem moralnym w rozumowaniu kasty, ale w praktyce jedyne co osiągnęli to więcej zniechęconych do siebie ludzi.

      • Uwagi nieprzychylne teczowym flagom (szarpanie? Prosze nie zmyslac) owszem, podobno padaly, ale ze strony "cywilnych" uczestnikow marszu. Zhadzam sie, nie powinno ich byc, ale to byl margines. Szuka Pan na sile dziury w calym.

  3. Marian Pawlaczyk

    Z tego co donoszą media nie można zrozumieć na czym polega spór kompetencyjny między SN a Sejmem RP. Nie wiem, czy do TK zwrócił się w tej sprawie sejm, czy marszałek sejmu wykonując posłusznie polecenie zwykłego posła. Czy między Sejmem RP i marszałekiem sejmu można postawić znak równości? Ja mam wątpliwości.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press