Po zakończeniu sejmowych prac nad prezydenckimi ustawami jest już pewne: wbrew obietnicom prezydent pozwoli na przejęcie Krajowej Rady Sądownictwa przez PiS i da ministrowi sprawiedliwości władzę nad losem sędziów. Prezydenckie weta sądom nie pomogły

Sejm przegłosował dzisiaj (8 grudnia 2017) ostatnie poprawki do prezydenckich projektów ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i o Sądzie Najwyższym. W trakcie prac w komisji PiS upokorzył prezydenta, zgłaszając nieznane wcześniej jego reprezentantom poprawki, które zwiększają wpływy ministra sprawiedliwości. 

Gdy prezydent Duda zagroził wetem, PiS wycofał się z dwóch ważnych zmian. Wbrew swoim wcześniejszym propozycjom PiS uchwalił, że:

  1. Kandydatów na sędziowskich członków KRS nie będą mogli zgłaszać prokuratorzy, czyli podwładni Ziobry. Jednak i bez tego przepisu Prawo i Sprawiedliwość będzie mogło zdobyć większość głosów w Radzie.
  2. Rozpatrując skargi nadzwyczajne Sąd Najwyższy będzie wstępnie oceniał, czy przepisy ustaw są zgodne z konstytucją, a następnie obligatoryjnie przekazywał sprawę Trybunałowi Konstytucyjnemu. Ten przepis może dać sądom podstawę do samodzielnego orzekania o konstytucyjności przepisów w innych sprawach, z czym nie chciało zgodzić się Ministerstwo Sprawiedliwości. Prezydent postawił na swoim, ale z wypowiedzi wiceministra sprawiedliwości i posłanki Krystyny Pawłowicz można wnioskować, że przepis uchyli Trybunał Konstytucyjny.

Trudno te ustępstwa PiS uznać za zwycięstwa prezydenta. Przyjęte poprawki PiS wymagały raczej jego ustępstw. Najważniejsze zwiększają niezależność Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, która będzie wymierzać kary sędziom, prokuratorom, adwokatom i przedstawicielom innych zawodów prawniczych. Dzięki poprawkom PiS prezesa Izby, w przeciwieństwie do prezesów innych izb, nie powoływałby – jak tego chciał Andrzej Duda – prezydent, lecz sędziowie należący do tej izby, a ich z kolei wybierałaby opanowana przez PiS Krajowa Rada Sądownictwa.

Prezydent ustąpił Prawu i Sprawiedliwości nawet w najważniejszych dla niego kwestiach. W lipcu, gdy uzasadniał swoje weta, chciał:

  • głosowania nad sędziowskimi członkami KRS większością 3/5 w Sejmie. Ustąpił – ostatecznie PiS-owi wystarczy zwykła większość;
  • realnej gwarancji, że wybrani do KRS sędziowie będą reprezentować różne grupy sędziów. Nie zagwarantował tego. Listę sędziowskich członków KRS wyznaczy Prezydium Sejmu, w którym PiS ma przewagę;
  • „rzeczywistej dyskusji nad zmianami” i procedowania ustaw w zgodzie z zasadami poprawnej legislacji. W rzeczywistości konsultacje odbywały się za zamkniętymi drzwiami między prezydentem a prezesem PiS. Głosów wskazujących na to, że projekty łamią konstytucję nie uwzględniono. W trakcie prac sejmowych opozycja ani eksperci nie dostali czasu na zapoznanie się z poprawkami. Przeforsowano je w błyskawicznym tempie;
  • ograniczenia władzy Ministra Sprawiedliwości nad usuwaniem sędziów Sądu Najwyższego. Tę kompetencję rzeczywiście prezydent Duda przejął od Ziobry. Jednak jego decyzje o tym, którzy sędziowie po 65. roku życia przejdą w stan spoczynku, będą potrzebowały kontrasygnaty – czyli zgody premiera.

Wbrew nadziejom rozbudzonym w lipcu okazało się, że prezydent nie zamierza być strażnikiem Konstytucji. Przypomnijmy, w których miejscach ją łamie.



Ustawa o KRS = kontrola nad wyborem sędziów

Prezydencki projekt ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa łamie konstytucję przede wszystkim w dwóch miejscach:

  • przerywa kadencję 15 sędziów wybieranych na członków KRS w ciągu 30 dni od wejścia w życie ustawy, choć Konstytucja mówi, że ich kadencja trwa cztery lata;
  • powierza Sejmowi wybór 15 sędziowskich członków KRS. Konstytucja mówi, że Sejm wybiera czterech członków KRS spośród posłów. Choć Konstytucja nie mówi wprost, kto może wybierać sędziowskich członków KRS, podczas prac nad nią ustalono, że będą to zgromadzenia sędziowskie.

W obu punktach projekt prezydenta nie różni się niczym od ustawy przez niego zawetowanej.

Po zdobyciu większości głosów w Radzie PiS będzie mógł decydować m.in.:

  • kto zostanie sędzią w sądach powszechnych, wojskowych i administracyjnych; w powszechnych czeka prawie 800 etatów do obsadzenia,
  • kto zostanie sędzią Sądu Najwyższego; projekt ustawy o SN usunie co najmniej 32 z 82 sędziów,
  • kto zostanie asesorem,
  • o dalszym odwoływaniu prezesów i wiceprezesów sądów powszechnych.

Ustawa o SN = kontrola nad wyborami

W porównaniu z ustawą przygotowaną przez PiS prezydencki projekt ustawy likwiduje Sąd Najwyższy w sposób mniej bezczelny, ale równie skuteczny. PiS chciał z dnia na dzień usunąć wszystkich sędziów poza wybranymi przez Ziobrę. Prezydent usunie tylko tych powyżej 65. roku życia. To jednak wystarczy, by wpływać na orzeczenia SN.

Usuwanie sędziów z dnia na dzień przez obniżenie wieku emerytalnego jest też tak samo niekonstytucyjne jak przerywanie ich kadencji bez takiego pretekstu (jak chciał PiS) i tak samo zagraża niezależności Sądu Najwyższego.

Projekt prezydencki wprowadza też instrument prawny nieobecny w ustawie PiS: skargę nadzwyczajną. Da ona możliwość podważenia przez SN wyroków od 1997 roku, co ingeruje w konstytucyjną zasadę stabilności prawomocnych orzeczeń sądowych. Politycy obozu rządzącego mogą to wykorzystać nie tylko do naprawiania krzywdzących wyroków, ale także wznawiania politycznych spraw, które zakończyły się nie po ich myśli.

Niezgodne z konstytucją jest także:

  • skracanie sześcioletniej kadencji Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf,
  • nałożenie na Sąd Najwyższy obowiązku zwracania się do Trybunału Konstytucyjnego, jeśli uzna, że orzeczenie zapadło na gruncie niekonstytucyjnej ustawy. Zgodnie z konstytucją sądy mogą pytać Trybunał, ale nie muszą,
  • przekazanie ministrowi sprawiedliwości wpływu na wybieranie sędziów orzekających i oskarżających w sprawach dyscyplinarnych innych sędziów.

Dzięki uchwaleniu prezydenckiej ustawy o Sądzie Najwyższym PiS na spółkę z prezydentem będą mogli decydować m.in. o:

  • eliminowaniu nieposłusznych sędziów z Sądu Najwyższego oraz sądów niższych instancji;
  • podważaniu wszystkich orzeczeń sądów, które zapadły w ostatnich 20 latach i zapadną w przyszłości, w tym o ważności wyborów, referendów czy interpretujących przepisy ustaw;
  • ocenie ważności wyborów i referendów – w tym punkcie prezydent przelicytował ustawę PiS;
  • rezultatach odwołań od decyzji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, np. o przyznaniu lub odebraniu mediom koncesji;
  • i od decyzji dotyczących ochrony konkurencji, np. udziału zagranicznego kapitału na rynku medialnym.

Przejęcie przez PiS i prezydenta Sądu Najwyższego wraz z KRS oznacza, że będą mieli wpływ na kariery wszystkich sędziów. Jeśli nie ugną się pod naciskami, ich wyroki i tak będzie można podważyć. Sędziowie posłuszni PiS będą mogli też podważyć wyniki wyborów. A media, które będą chciały nagłośnić nadużycia władzy, będą mogli skutecznie zakneblować.

Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press