Prawa autorskie: Piotr Skórnicki / Agencja GazetaPiotr Skórnicki / Ag...
07 maja 2020

Senat za izolacją sprawców przemocy. "Kobiety wolą ryzykować zakażenie wirusem niż ginąć w domach"

"Dziś kobiety same opuszczają mieszkania. Wolą ryzykować zakażenie wirusem niż zginąć w przemocowych domach" - mówi OKO.press Renata Durda z Pogotowia dla Ofiar Przemocy "Niebieska Linia". 6 maja Senat przyjął przepisy, które pozwolą na natychmiastową izolację sprawców przemocy. Los ustawy jest teraz w rękach prezydenta Andrzeja Dudy

6 maja 2020, w cieniu wyborczego chaosu, Senat bez poprawek przyjął nowelizację kodeksu postępowania cywilnego, która umożliwi szybką izolację sprawcy przemocy od ofiary.

Przepisy ekspresowo, w czasie epidemii, przeszły przez parlament i teraz czekają już tylko na podpis prezydenta Andrzeja Dudy. Ministerstwo Sprawiedliwości poinformowało, że równolegle pracuje nad skróceniem vacatio legis, tak by prawo mogło wejść w życie jak najszybciej.

"Zabiegaliśmy o to niezmiennie od dwóch dekad, czyli od momentu gdy rozpoczęły się prace nad pierwszą ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

Zanim weszła w życie, w 2005 roku, parlamentarzyści wybili jej wszystkie zęby. Przepadł m.in. zapis o szybkim izolowaniu sprawcy przemocy od ofiary” — mówi OKO.press Renata Durda z Pogotowia dla Ofiar Przemocy „Niebieska Linia” Instytutu Psychologii Zdrowia.

Dodaje jednak, że z fetowaniem woli poczekać. Pierwszy raz Ministerstwo Sprawiedliwości stworzenie podobnych rozwiązań zapowiedziało w 2016 roku, a po drodze, Ministerstwo Rodziny przygotowało fatalną nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, z której rakiem się wycofało.

„Niestety przemoc to wciąż temat rozgrywany politycznie. Zobaczymy, co zrobi prezydent. Zobaczymy czy Sejm faktycznie przyspieszy wejście ustawy w życie. Póki co vacatio legis wynosi sześć miesięcy. Liczymy, że najpóźniej w przyszłym roku będziemy mogli świętować".

Postępowanie prokuratorskie z zegarkiem w ręku

Teraz, jeśli sprawca przemocy stwarza bezpośrednie zagrożenie dla życia i zdrowia, policja korzystając z uprawnień wynikających z art. 15a ustawy o policji, może tymczasowo go zatrzymać. Ale tylko na 48 godzin. Po tym czasie albo sprawca wyjdzie na wolność i wróci do ofiary albo zostaną mu postawione zarzuty prokuratorskie, na podstawie art. 207 kodeksu karnego.

§ 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. § 1a. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą nieporadną ze względu na jej wiek, stan psychiczny lub fizyczny podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. § 2. Jeżeli czyn określony w § 1 lub 1a połączony jest ze stosowaniem szczególnego okrucieństwa, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10. § 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1–2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

Durda przyznaje, że podobna droga, choć zależna od sprawności operacyjnej policji i dobrej woli prokuratora, jest coraz częściej wykorzystywana. „W 2018 roku, takich nakazów, mieliśmy już 3 tys. A pierwsze lata to było zaledwie kilkaset spraw rocznie. Problem w tym, że przepisy wymagały natychmiastowej i konsekwentnej współpracy z osobą pokrzywdzoną. Bo to na jej zeznaniach, opierał się materiał dowodowy zbierany w szaleńczym tempie. Ofiary przemocy często rezygnowały, przestraszone, że sprawca będzie je nękał".

Durda uważa, że pokutował też brak zaufania do służb. Pośpiech, wynikający ściśle z litery prawa, był odczytywany jako ukryty cel. „No bo jak to? Przez tyle lat ktoś się mną nie interesował, a teraz nagle mam zeznawać? Ale czasem nie chodziło nawet o trudności psychologiczne, ale organizacyjne. Interwencje policji po awanturach, które kończą się rękoczynami, często wymagają przewiezienia ofiary do szpitala ratunkowego. I to tam osoby spędzają 48 godzin, w których policja i prokuratura mają czas na podjęcie decyzji".

„Ochrony przed przemocą nie można uzależniać od ofiary”

Po wejściu w życie nowych przepisów to policja lub żandarmeria wojskowa, na miejscu, w trakcie interwencji, będą mogły wydać nakaz opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i zakaz zbliżania się do najbliższego otoczenia ofiary. I to co najmniej na 14 dni.

Osoba doświadczająca przemocy będzie mogła wnioskować o jego przedłużenie, a jeśli sprawca się nie podporządkuje będzie podlegać karze grzywny, aresztu lub ograniczenia wolności.

Twórcy projektu do pilnowania zakazów zobowiązali policję. Wskazali też, że przepisy stosuje się bezwzględnie, nawet jeśli sprawca deklaruje, że nie ma tymczasowego miejsca, do którego mógłby się udać.

„Przepisy zdejmują odpowiedzialność za podjęcie czynności z pokrzywdzonej. Zauważmy, że w przepisach nie mowy o całkowitym zakazie kontaktowania się, więc sprawca wciąż może nękać ofiarę telefonicznie czy w sieci. Ale teraz, może ona odpowiedzieć, że to policja prowadzi czynności i to na niej spoczywa ciężar prowadzenia sprawy. Takiego rozwiązania wymagała od nas Konwencja Stambulska, w której wprost wskazano, że

ochrony przed przemocą nie można uzależniać od tego czy ofiara sama zdecyduje się wejść na ścieżkę prawną czy nie"

- tłumaczy Durda.

Lepiej zarazić się wirusem, niż zginąć w domu

Póki co, w ofiary przemocy same opuszczają domy, w których doświadczają przemocy. Durda przyznaje, że epidemia stała się papierkiem lakmusowym sytuacji w polskich rodzinach i sprawności służb.

„Sprawca zawsze ma dobre alibi, no bo gdzie się biedny podzieje, gdy w kraju szaleje koronawirus. Dlatego ofiary, częściej niż nam wszystkim może się zdawało, same wyprowadzają się. Czasem szukają nowego mieszkania, czasem miejsca w ośrodku interwencji kryzysowej. A w ekstremalnych sytuacjach, decydują się na przyjęcie do szpitala lub szpitala psychiatrycznego. I to nawet w sytuacji, gdy to placówki ochrony zdrowia, są polskimi ogniskami zakażeń.

Kobiety, bo to najczęściej kobiety, stwierdzają, że lepszy już koronawirus. Może nie zabije, a jak zostaną w domu, to w końcu, jak twierdzą, na pewno zginą"

— opowiada Durda.

„Chcemy znać prawdziwe liczby śmiertelnych ofiar przemocy”

Izolacja sprawcy to nie wszystko. Organizacje pomagające ofiarom przemocy czekają na nowy krajowy program przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Obowiązujący kończy się w grudniu 2020.

„Będziemy szczególnie przyglądać się finansowaniu, bo pieniędzy na prowadzenie specjalistycznych ośrodków wsparcia, tworzenie kampanii społecznych czy prowadzenie badań zawsze brakowało" - mówi Durda.

Chciałaby też, by służby wreszcie zaczęły też przykładać wagę do zdarzeń śmiertelnych. „Co roku dostajemy szacunkowe liczby, a to znaczy, że nie wiemy, ile osób faktycznie ginie w wyniku przemocy domowej. Chcemy znać prawdziwe liczby, żeby móc wyciągać z nich wnioski i uzupełniać dziury systemu".

Poradnia telefoniczna Niebieska Linia: 22-668-70-00 (codziennie w godz.12.oo-18.oo)

Adres email: [email protected]

Informacje: www.niebieskalinia.pl

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne