Prawa autorskie: Grzegorz Celejewski / Agencja GazetaGrzegorz Celejewski ...
17 grudnia 2021

Składaliśmy fałszywe zeznania - przyznaje były ochroniarz Beaty Szydło

Za wypadek z udziałem Beaty Szydło winnym został uznany kierowca seicento. Po czterech latach były funkcjonariusz przyznaje, że on i jego koledzy za wiedzą przełożonych składali fałszywe zeznania. Samochód Beaty Szydło nie miał włączonego sygnału dźwiękowego

Były oficer BOR przyznał, że on, a także inni funkcjonariusze składali fałszywe zeznania w sprawie wypadku Beaty Szydło. Piotr Piątek jechał w kolumnie rządowej w lutym 2017 roku. W marcu 2021 odszedł ze służby. Teraz przyznał w „Gazecie Wyborczej”, że rządowe samochody nie miały włączonej sygnalizacji dźwiękowej. To kluczowy fakt.

Piątek powiedział też, że funkcjonariusze za wiedzą przełożonych powtarzali tę samą nieprawdziwą wersję.

W lipcu 2020 Sebastian Kościelniak, kierowca seicento, uznany winnym nieumyślnego spowodowania wypadku z udziałem Beaty Szydło. Jednocześnie sąd rejonowy w Oświęcimiu go nie skazał.

Co się wydarzyło w 2017 roku

Do wypadku doszło w piątek 10 lutego 2017 roku około godziny 18:30 w Oświęcimiu. Ówczesna premier Beata Szydło jechała z Warszawy na weekend do domu w Brzeszczach.

Przed rządową kolumną składającą się z trzech samochodów (bmw i audi) ulicą Powstańców Śląskich jechał fiat seicento. Prowadzący fiata 20-letni Sebastian Kościelniak zamierzał skręcić w lewo w podporządkowaną ulicę Orzeszkowej. Minął go pierwszy samochód z kolumny, Kościelniak rozpoczął manewr i wtedy pojawiło się drugie auto – audi A8, którym jechała Szydło.

Żeby uniknąć zderzenia z seicento, kierowca audi skręcił w lewo i uderzył w drzewo. Beata Szydło, jej kierowca i szef ochrony doznali obrażeń.

Tyle faktów, co do których nie ma sporu. Najważniejszym punktem spornym było to, czy kolumna jechała z włączonymi sygnałami dźwiękowymi.

Dlaczego to ważne? "Wobec faktu, że nie było sygnału dźwiękowego, pojazdy w tej kolumnie w ogóle nie mogły być uznane za uprzywilejowane. Ustalenie, że tych sygnałów nie było, wydaje się faktem o kapitalnym znaczeniu dla tej sprawy i przesądzającym o odpowiedzialności lub też braku odpowiedzialności poszczególnych uczestników ruchu. Jeśli były sygnały dźwiękowe, to — według opinii Instytutu Ekspertyz Sądowych — sprawcą jest Sebastian, ale jeśli ich nie było, to pojazd nie był uprzywilejowany i, według mnie, odpowiedzialność ponosi tylko kierowca BOR" - mówi OKO.press mec. Władysław Pociej, pełnomocnik Kościelniaka.

Co mówi dziś ochroniarz Beaty Szydło

Oto co Piotr Piątek powiedział „Gazecie Wyborczej” po czterech latach:

  • W dniu wypadku kolumna nie używała sygnałów dźwiękowych. „Mieliśmy włączone sygnały świetlne, było już ciemno, wjechaliśmy w miasto. Generalnie wszyscy wiedzieliśmy, że nie mamy włączonych sygnałów dźwiękowych. Dla nas to była rzecz oczywista” - powiedział „Wyborczej”.
  • Borowcy nie używali sygnałów dźwiękowych nie tylko tego dnia. Wyłączali je zawsze, gdy wieźli Beatę Szydło do domu. „Żeby ludzie nie widzieli, że władza «się wozi i panoszy». Za każdym razem, gdy jeździłem do domu pani premier, nie włączaliśmy syren. Jechaliśmy po cichu, żeby nie wzbudzać sensacji”.
  • Borowcy powtarzali tę samą wersję wydarzeń, dowódca zmiany powiedział im, że mają mówić tak, żeby było dobrze dla nich: „Piotrek, wiesz, jak było”, „Wiesz, jak będzie dobrze dla nas”, „wiesz, jak mówić” – miał usłyszeć borowiec.

Za składanie fałszywych zeznań grozi odpowiedzialność karna od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Czy skruszonego borowca spotka kara?

Mec. Pociej: "Zeznanie zostało złożone, protokół sporządzony, więc kierowca BOR powinien odpowiadać. Ale przed zakończeniem procesu zdążył sprostować swoje zeznanie. Może więc liczyć na wymierzenie kary łagodniejszej niż wtedy, gdyby go nie sprostował. Jeśli zaś udałoby się udowodnić, że on to zrobił dlatego, że wywierana była na niego presja czy też kierowane były do niego określone sugestie ze strony przełożonego, to wtedy może on odpowiedzieć za fałszywe zeznania, a przełożony (a w każdym razie autor presji lub sugestii) za podżeganie do popełnienia tego przestępstwa. Jednak powinno rozważyć się umorzenie takiego postępowania wobec oficera, który swoje zeznanie ostatecznie, jeszcze przed uprawomocnieniem się wyroku, sprostował".

Czego nie zrobiła prokuratura

Duże wątpliwości budziły działania prokuratury w tej sprawie. Pełnomocnik Sebastiana Kościelniaka powiedział OKO.press: „Skłaniałbym się do stwierdzenia, iż w postępowaniu tym doszło do łamania przepisów procedury. Miało miejsce bowiem kilka zdarzeń, które muszą budzić zdecydowany sprzeciw obrońcy”.

Jakie to zdarzenia?

Uszkodzenia płyt z nagraniami z monitoringu — przez to nie można było wykazać, czy auta rządowe miały włączone sygnały dźwiękowe. „Nie zapoznałem się z nimi, zostały one zniszczone w początkowej fazie postępowania” - powiedział OKO.press obrońca Kościelniaka. „Być może na tej płycie rzeczywiście nie było niczego istotnego. A być może był tam zarejestrowany przejazd samochodu kluczowego świadka, który zatrzymał się bezpośrednio za naszym klientem tuż przed wypadkiem. Musiał zatem widzieć wszystko”.

Obrońcy Sebastiana Kościelniaka nie dopuszczono do przesłuchania Beaty Szydło.

Ponadto sąd w Oświęcimiu zawiadomił prokuraturę o ewentualnym przyczynieniu się do wypadku kierowcy rządowej limuzyny. „Sąd zauważa znaczny stopień przyczynienia się innych użytkowników – mówiła sędzia Agnieszka Pawłowska. Prokuratura odmówiła postępowania.

Jednocześnie prokuratura próbuje podważyć zeznania świadków, którzy już wcześniej twierdzili, że sygnały dźwiękowe rządowych limuzyn nie były włączone. To uczestnicy terapii odwykowej, którzy wychodzili z budynku znajdującego się w pobliżu miejsca wypadku. Twierdzili, że nie słyszeli żadnych dźwięków.

Prokurator w Oświęcimiu wystąpił o ponowne ich przesłuchanie. Przesłuchania odbywają się za zamkniętymi drzwiami. „Wniosek prokuratora to próba podważenia ich wiarygodności. Bo bez nich nie ma świadków wskazujących na brak sygnałów dźwiękowych w kolumnie" - mówił „Wyborczej” obrońca Kościelniaka.

Udostępnij:

Daniel Flis

Dziennikarz śledczy. W OKO.press od 2016 r., wcześniej pisał dla „Gazety Wyborczej”. Absolwent filozofii na UW i Polskiej Szkoły Reportażu, stypendysta OCCRP. Był nominowany do nagród dziennikarskich.

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne