Prawa autorskie: Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.plAgnieszka Sadowska /...
05 grudnia 2021

„Czyli musicie czekać, aż umrzemy. Dzieci pewnie umrą pierwsze.” Sms-y ze strefy śmierci

„Niech nas już aresztują i zabiją, ale nie pozwólcie na taką powolną śmierć”. Wiadomości wysyłane przez migrantów pokazują bezmiar ich tragedii i niemoc wolontariuszy, którzy nie mogą im pomagać w strefie stanu wyjątkowego ani w Białorusi

To tekst złożony głównie z konwersacji w komunikatorach. Przejrzeliśmy dziesiątki takich rozmów między migrantami a wolontariuszami. Zazwyczaj to screeny z komunikatorów, messengerów, whatsupów, signali... Czasem zamienione w pliki tekstowe, czasem pliki graficzne, konwersacje gdzieś udostępnione. Miejsc zazwyczaj brak, bywają dokładne daty, czasami można ustalić tyko przybliżony okres rozmowy. Często nawet to się nie udaje – wolontariusze takich dialogów odbyli setki. Wielu nie kojarzą. Choć nadal je przeżywają.

31 października 2021 roku, miejsce nieokreślone:

18:02, uchodźca:

„Nasza sytuacja jest bardzo zła. Brak wody, jedzenia od 3 dni. Nikt nas nie chce: ani Białoruś, ani Polska. Tkwimy między nimi. Mamy rodziny z dziećmi. Proszę pomóżcie nam. Bo inaczej tutaj umrzemy, w tej strefie pomiędzy. Te państwa wymyśliły sobie nową, ekskluzywną grę - »piłkę ludzką«. Więcej niż połowa z nas mdleje z głodu. Codziennie błagam Białorusinów, by puścili mnie do sklepu, aby przynajmniej kupić jedzenie dla dzieci. Nie pozwalają. (…) Ani abyśmy wrócili.

Wczoraj ktoś obok nas umarł - nie miał leków. Tutaj macie wideo jak nas traktują: Polacy polali nas gazem pieprzowym. (…) Nikt o nas nie dba. Sytuacja pogarsza się z dnia na dzień. Mamy tylko głód, pragnienie i ścinający mróz.

Gdzie tu człowieczeństwo?

Proszę usłysz nasze wołanie.

Powiedz światu, co tu się dzieje.

Cicha śmierć już czeka na nas”.

„Przepraszamy. Mamy tak dużo zgłoszeń z prośbami o pomoc”

październik 2021 roku, grupa 11 migrantów

08:39, Berzhani:

„Siostro Kasiu, potrzebujemy pomocy. Możecie nam pomóc? Nie mamy już jedzenia ani wody. Jesteśmy w Polsce. Jest bardzo zimno. (…)”

09:04, Berzhani:

„Buty 44, powerbanki, dużo wody. Oni jeszcze proszą o fantę, sprite lub pepsi. I herbatę”

Przesyłają pinezkę.(...)

11:35, Berzhani:

„Siostro, przychodźcie szybko. Czemu nadal nie przyszliście? Jesteśmy bardzo zmęczeni.”

11:36, aktywistka:

„Przepraszamy. Mamy tak dużo zgłoszeń z prośbami o pomoc. (…) Ja sama teraz pracuję, nie mogę jechać wam pomóc. Wiem to trudne, ale czekajcie. Oni jadą do was. Kocham was – jesteście pięknymi ludźmi. (...)”

12:37, Berzhani:

„Auto przyjechało. Srebrne. Przejechało w te i z powrotem. Boimy się, że to może być policja. Nie wychodzimy.”

12:37, aktywistka:

„Jeśli to moi przyjaciele to was znajdą. Zaparkują bezpiecznie auto i przyjdą z plecakami. Nie wychodźcie”.

14:55, Berzhani:

„My ciągle tutaj. Ktoś nam pomógł. To byli twoi przyjaciele?”.

11 listopada 2021 roku, 21:43, niezidentyfikowany nadawca:

„Znam rodzinę, która jest w bardzo złej sytuacji. Są między polską i białoruską granicą. Od 3 dni tam tkwią. Nie mają jedzenia, wody. Nie pozwalają im nawet rozpalić tam ogniska! A polscy żołnierze wsadzają mężczyzn do rzeki. Codziennie. I wyciągają ich. Jeden z migrantów zmarł. Tam są z nimi małe dzieci. Bardzo potrzebują pomocy. Pilnie. Dziękuję za wszystko. Proszę zróbcie coś dla nich. Ich życie jest w niebezpieczeństwie. Zróbcie coś dla nich. Proszę. Nikt im nie pomaga. Są bezradni".

"Jeśli zostaniemy, to wielu z nas umrze”.

przełom października i listopada 2021 roku, nieokreślona lokalizacja:

19:51, migranci:

„Jesteśmy grupą ludzi na granicy Polski i Białorusi. Jesteśmy chorzy, niektórzy z nas są bliscy śmierci. Potrzebujemy pomocy. Nie możemy zostać tutaj. Bo jeśli zostaniemy, to wielu z nas umrze. Proszę pomóżcie nam, tak szybko jak to tylko możliwe.

Nie mamy jedzenia ani wody do picia. Są wśród nas starsi ludzie, którzy mają swoje choroby: sercowe, cukrzyca. Potrzebujemy lekarza tak szybko, jak to tylko możliwe. To dane naszej pozycji” (pinezka z Google Maps)

19:54, aktywiści:

„Bardzo mi przykro, ale nie mamy dostępu do strefy przy granicy. Nie możemy tam dotrzeć”

19:58, migranci:

„My naprawdę potrzebujemy pomocy. Jeśli jej nie dostaniemy, to wielu ludzi tu umrze. Czy możesz nas skontaktować z kimś, kto może nam pomóc? Dzieci tu są spragnione i głodne! Zimno je zabije. Dziś starsza kobieta straciła przytomność. Ona ma chore serce”.

20:21, aktywiści:

„Jest mi naprawdę bardzo przykro. Bardzo chcielibyśmy pomóc, ale to nie jest możliwe. Tylko straż graniczna i wojsko może wejść do tej strefy. Zresztą i tak jesteście wciąż w Białorusi”.

21:21, migranci:

„Nie jesteśmy w Białorusi, a pomiędzy granicą Polski i Białorusi. Próbuję panią przekonać do przesłania nam jakiegokolwiek rodzaju pomocy, albo poinformowania kogokolwiek, kto może nam pomóc. Sytuacja tutaj jest bardzo trudna. Nie sądzę, aby dzieci i kobiety mogły wytrzymać dłużej”.

19 października, 5 osób arabskojęzycznych

Nie jedli od kilku dni. W nocy był mróz, na polach szron. Najpierw gorącą herbatą i czekoladą częstuje ich anonimowa mieszkanka tych okolic. Przychodzą aktywiści. Zapłakane I. i N. przytulają się do „leśnego anioła”. „No, to ja już lecę do pracy” mówi samotna aktywistka i odchodzi.

Migranci dostają od wolontariuszy ciepłą zupę, czyste ubrania i suche buty. Jeden wstukuje w translatorze coś po arabsku.

„Bardzo się cieszymy, że cię widzimy i dziękujemy ci za wszystko. Naprawdę pracowałeś z nami, aby zachować ludzkość, bardziej niż wszystkie inne narody”.

View post on Facebook

„Nie zapomnę twojej dobroci. Ocaliłaś mi życie”

przełom października i listopada 2021 roku, położenie nieokreślone:

04:26, migranci:

„Proszę, pomóżcie nam jakkolwiek. Umieramy tutaj. Proszę”.

04:28, aktywiści:

„Potrzebujecie ambulansu. Możemy spróbować go wysłać”.

04:29, migranci,:

„Proszę, siedmioro z nas, nasze dzieci w złym stanie, kobieta też. Nie możemy już iść. Proszę, pośpieszcie się i pomóżcie nam jakkolwiek”.

04:35, aktywiści:

„(...) Możemy do was dotrzeć tylko jeśli nie jesteście w czerwonej strefie. Karetka może wjechać w nią. (…) Co mam przekazać pogotowiu?”.

04:36, migranci,:

„Jest tak zimno, że nie można iść. Proszę, pomóżcie nam w tak złej sytuacji. Kobieta jest w złym stanie, dzieciom jest bardzo zimno, też z nimi źle” (...)

04:43, aktywiści,:

„Mogę próbować wezwać pogotowie, ale jeśli ono przyjedzie, to także policja. Na pewno potrzebujecie ambulansu?”.

04:45, migranci,:

„Tak, potrzebujemy. (…) Jesteśmy zdesperowani, by żyć (…) i bardzo zmęczeni. Naszą jedyną nadzieją, że utrzymamy się przy życiu, jesteście wy. Proszę, pośpieszcie się. Jest z nami źle. Proszę. Kobieta zaraz straci przytomność, a my nie możemy z tym nic zrobić”.

12 godzin później:

19:07, migranci:

„Zoz, zoz, dziękuję ci. Nie zapomnę twojej dobroci. Ocaliłaś mi życie” (to jedyne zdanie przetłumaczone na polski)

Pierwsza połowa września 2021 roku, Olga, Nadine i osiem innych osób z Konga i Kamerunu

Nie chcą pomocy aktywistów. Boją się.

„Jeśli przyjedziecie do nas, to ściągniecie ich za sobą. I oni znów nas tam wywiozą! na Białoruś! (…) a to jest śmierć!”.

Ostatecznie zgodzili się przyjąć pomoc, bo Olga musiała trafić do szpitala. Dzień później ich push-backowano. Z Olgą włącznie.

„Muszę wyłączyć teraz telefon, bo (...) jeśli go zauważą, to go rozbiją”.

12 listopada 2021 roku, noc, brak informacji o miejscu

03:58, uchodźca:

„Cztery razy byłem wypychany na Białoruś. Czy możecie mi pomóc, bo oni [policja/pogranicznicy -red.] mogą zabrać mi telefon w każdej chwili”.

03:59, aktywiści:

„Powiedziałeś policji, że potrzebujecie lekarza i chcecie azylu w Polsce?”.

03:59, uchodźca:

„Mój przyjaciel ma uszkodzone oko, moja siostra ma zranioną głowę. (..) Kogoś tu przyprowadzili, ale ja nie sądzę by to był doktor. Nic nie zrobił” (...)

04:03, uchodźca:

„Powiedziałem im wiele razy: potrzebuję azylu w Polsce. A on [pogranicznik - red.] ciągle powtarza: NO, NO. (...) To już jest czwarty raz, gdy mnie deportują na Białoruś, od czasu gdy tutaj przyjechałem miesiąc i trzy dni temu”.

04:11, uchodźca:

„Filmował nas i przyprowadził też tłumacza. Powiedział, że już rano nas deportują” (...)

04:25, uchodźca:

„Muszę wyłączyć teraz telefon, bo policji jest tutaj dużo i jeśli zauważą, że go mam, to go rozbiją”.

Konwersacja urywa się.

Mężczyzna z Iraku, brak info o miejscu i czasie:

"Może jak tym razem spróbuję przekroczyć granicę, to mnie zabiją. Już mi wszystko obojętne: przechodzić przez granicę, albo umrzeć tutaj - trzeciej opcji nie mam. Tak bardzo kocham moją mamę. Ostatni raz do niej pisałem, zanim zabrali mi telefon. Przepraszam, może mówię złe rzeczy, ale widziałem takie rzeczy, że chyba stracę rozum".

„Życie setki ludzi jest w pani rękach, madam”

4 listopada, pozycja nieokreślona:

19:23, wolontariusze:

„Kto umarł? Kiedy?”

19:24, uchodźca:

„Dziś, jego imię to Ramadan. 23 lata. Odwodniony. (..) Nerki przestały mu działać (..) Białorusini zabrali jego ciało. (..) Jesteśmy Kurdami z Iraku”.

19:25, wolontariusze:

„Naprawdę chcielibyśmy wam pomóc, ale wojsko nas nie dopuszcza do granicy. Naprawdę” (…)

19:26, uchodźca:

„Proszę. Życie setki ludzi jest w pani rękach, madam. Oni zabrali nasze telefony. Tylko ten mamy”.

19:27, wolontariusze:

„Wiem. Strasznie mi przykro. Nikt nie może wejść do tej strefy. Bo nas aresztują”.

19:29, uchodźca:

„Ok, madame. (..) Przysięgam. W ciągu dwóch dni będziemy tu mieć 100 martwych ciał”.

Okolice Czeremchy, prawdopodobnie na południe od tej wioski, nieustalona data:

"Jesteśmy ranni i chorzy"

"Jesteśmy uwięzieni po polskiej stronie, trzymani pod bronią. Strzelają, by nas nastraszyć. Dzieci płaczą ze strachu".

"Chcą żebyśmy wrócili do Białorusi przez lodowatą rzekę".

"Żołnierze chcą żebyśmy wrócili do... ".

Informacja urywa się.

Aktywistka K. wyjaśnia: „Wiele z tych konwersacji tak nagle się urywa. Albo straż ich łapie, albo im telefony padają”. Telefony na granicy też tracą zasięg, lub polscy pogranicznicy je niszczą (relatywnie częste), zabierają (rzadsze) czy wyjmują z nich karty sim.

„Niech nas już aresztują i zabiją, ale nie pozwólcie na taką powolną śmierć”

11 października 2021 roku, nieokreślona lokalizacja

11:16, uchodźca:

„Jest nas 15 osób. Tkwimy na granicy. Nie mamy jedzenia, wody. Nie możemy nawet rozpalić ogniska, bo nie mamy zapalniczki. Umieramy z chłodu. Proszę, pomóżcie nam. Chcemy już tylko żyć. Praktyki rządów Polski i Białorusi nas zabijają. Dlaczego? Nie jesteśmy terrorystami, a rodzinami, przyjaciółmi. Proszę, nie pozwólcie nam umrzeć w ten sposób. Niech nas już aresztują i zabiją, ale nie pozwólcie na taką powolną śmierć. Bo umieramy tutaj powoli codziennie”.

11:22, aktywiści:

„Bardzo mi przykro ale nie możemy nic zrobić. Działamy tylko w Polsce". (...)

11:23, aktywiści:

„Bardzo mi przykro”

Pinezka po stronie granicy Białorusi, blisko Kuźnicy, połowa listopada 2021 roku

Rodzina z dziećmi, bez wody i jedzenia. Boją się śniegu. Aktywiści napisali im, że tam nie mogą im w żaden sposób pomóc.

Rodzina: „Szkoda. Czyli musicie czekać, aż umrzemy. Dzieci pewnie umrą pierwsze. Dziękuję, że poświęciliście mi czas. Jeśli możecie, wyślijcie moją wiadomość do organizacji, czy kogokolwiek, kto mógłby nam pomóc”.

„Jedna kobieta będzie musiała tam rodzić”

9 listopada 2021 roku, pozycja nieokreślona

23:35, rodzina uchodźców, która przebywa w swojej ojczyźnie:

„Czy to polska dobroczynność, która pomaga ludziom? Możecie pomóc tym na granicy? Jedzenie woda, ubrania, powerbanki, mleko dla dzieci i lekarstwa?”.

23:38, aktywiści:

„Możemy pomóc tylko w Polsce. Po której stronie granicy są?”.

Pinezka wskazuje na Białoruś.

23:40, rodzina uchodźców:

„Bardzo blisko granicy Polski”.

23:43, aktywiści:

„Przykro mi, my możemy wam pomóc tylko w Polsce”.

23:45, rodzina uchodźców:

„Chciałbym, abyście dostarczyli samochodem jakąś pomoc dla nich, coś z tych rzeczy, które potrzebują. Proszę. Potrzebują jedzenia i mleka dla dzieciątek. Jedna kobieta będzie musiała tam rodzić”.

23:47, aktywiści:

„Nie możemy nawet podejść do granicy bliżej niż 3 km”.

23:48, rodzina uchodźców:

„A nie możecie to przekazać policji, która może pomóc wysyłając to ludziom tam? Prosimy o pomoc, proszę. Pomyślcie o prawach człowieka”.

23:52, aktywiści:

„Policja z nami nie współpracuje”.

23:55, rodzina uchodźców:

„Mam nadzieję, że będziecie próbować i próbować jutro. Proszę nie poddawajcie się. Bo robicie dobrą robotę – dbacie o prawa człowieka (…) i zobaczycie uśmiech na twarzach ludzi. Ten czyni szczęśliwym”.

„Czuję się martwa w środku. Chcę usłyszeć, że są w ośrodku, a nie w lesie”

Organizacja „Chlebem i Solą”: „Codziennie dostajemy wiadomości od zrozpaczonych ludzi, których członkowie rodzin zaginęli przy granicy polsko-białoruskiej”.

Syryjka, której brat i jego rodzina zaginęli po polskiej stronie granicy:

„Czy to możliwe, żeby takie małe dzieci wyrzucono w środku lasu? Przecież one są jeszcze malutkie, nie poradzą sobie bez jedzenia i w tym zimnie. Umieram ze strachu w każdej sekundzie czekania na jakiś znak od brata. Chciałabym choć usłyszeć głos jego, albo jego żony i dzieci".

Syryjka, której brat z żoną i dziećmi zaginął między Polską, a Białorusią:

„Czuję się martwa w środku. Jedyne, co chcę usłyszeć, to że są w ośrodku strzeżonym, a nie w środku lasu, albo w innym niebezpieczeństwie. Śnili mi się dzisiaj, wołali o pomoc, a ja nie mogłam nic zrobić”.

Afganka, narzeczona mężczyzny, którego zatrzymała SG:

„Bardzo przepraszam, że znów przeszkadzam, ale wszyscy martwimy się, że nie mamy kontaktu z Asibem. Jego mama bardzo się niepokoi, jego brat też. Czy jest możliwe, żebyśmy z nim porozmawiali? Albo chociaż, żeby Asib mógł przesłać nam nagranie?”.

Kongijczyk, z którego bratem wolontariusze mieli kontakt. Urwał się:

„Polska Straż Graniczna już dwa razy odesłała Simona na Białoruś. Ostatnio pisał, że znów jest w Polsce, w miasteczku przy granicy. Stoi na deszczu i zimnie. Teraz nie mam od niego żadnych informacji. Pomóżcie, proszę!”.

Marysia Złonkiewicz z „Chlebem i Solą”: „Pod koniec października było ok. 40 takich zgłoszonych u nas zaginięć. Teraz już nie wiem, ile”.

22 listopada, 2021 roku, 01:20 w nocy, wiadomość od aktywistki K. do autora:

„Wiesz, teraz na północ od Siemianówki 4 osoby z Iraku. Sorani, 3 panie, 1 facet. 2 kobiety wymiotują, nie potrafią iść. Chcą pić i jeść oraz azylu. Są głęboko w strefie. Nawet nie ma kto do nich pojechać.

Pojechałabym, ale nie mogę – dziecko chore.

Nie mogę... Nie wiem kto może”.

Nie umiem zasnąć. Chyba nie zasnę.

01:35, aktywistka:

„Już się organizują. Ludzie z Białegostoku pojadą”.

Udostępnij:

Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne