Rekordowe poparcie dla przyznania parom homoseksualnym prawa do zawierania związków partnerskich (56 proc.) w lutowym sondażu IPSOS dla OKO.press wzbudziło na prawicy popłoch. "Pytali wśród swoich", "robione przez analityków Agory", "niepoprawnie zadane pytanie". To wyparcie połączone z komicznym zadęciem nie zmienia prawdy, że Polska się zmienia

„To już czas!” – brzmiały nagłówki na portalach środowisk LGBT po opublikowaniu wyników sondażu IPSOS dla OKO.press. Wyraźna większość (56 „za”, do 38 proc. „przeciw”) opowiada się za przyznaniem gejom i lesbijkom prawa do zawierania związków partnerskich. Jak zareagowała druga strona sporu o prawa człowieka?

Wiele mówią już same nagłówki:

  • „Niepokojący sondaż OKO.press. Rośnie tolerancja dla związków partnerskich i równości małżeńskiej!” – alarmuje wpolityce.pl;
  • „Prawda czy fałsz? OKO.press zrobiło sondaż. Według nich 56 proc. społeczeństwa popiera związki jednopłciowe” – powątpiewa Telewizja Republika.

„Sondaż zdaje się pokazywać, że niestety nasilona promocja homoseksualizmu wylewająca się z mediów, nie pozostaje bez efektu. Oczywiście, badania takie mogą służyć też do »urabiania« opinii publicznej, jednak powyższe wyniki są niezwykle alarmujące i zdają się być ostatnim dzwonkiem dla tych, którzy chcą uratować Polskę przed zalewem lewicowej ideologii” – pisze w defetystycznym tonie skrajnie prawicowa magnapolonia.pl.

Szczególnie aktywny w walce z wynikiem IPSOS jest europoseł Wolności Dobromir Sośnierz, który sam zamawia sondaże i pyta tak:

„Czy popiera Pan/Pani dążenia UE do przyznania związkom jednopłciowym praw i przywilejów przynależnych dotychczas tylko małżeństwom?”.

Agora pyta wśród swoich

Nie wszyscy potraktowali wyniki sondażu jak wezwanie do wzmożenia wysiłków na ideologicznym froncie. Znalazło się oczywiście sporo tak zwanych „denialistów” (od ang. deny – zaprzeczać). A niewygodne wyniki sondażu można podważać na wiele sposób. Najmniej wyrafinowanym jest oczywiście podważenie samego źródła. Skoro sondaż wykonano na zlecenie OKO.press, oznacza to, że „pytaliśmy wśród swoich” albo też „pytaliśmy w Warszawie”. Tego rodzaju próby „zaorania”, zwanego też „masakracją” nie dziwią, gdy spotykamy się z nimi w sekcji komentarzy na prawicowych portalach.

W podobny sposób „zmasakrować” sondaż postanowił Tymoteusz Zych z Ordo Iuris. Stwierdził, że „analitycy Agory postarali się, by pytania zadać w sposób, który niewiele mówi o postawach Polaków”.

Agora oczywiście nie ma nic wspólnego z IPSOS, który jest certyfikowaną, międzynarodową agencją badawczą, zrzeszoną w Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku (OFBOR), która dba o jakość i metodologię badań. Wydawca m.in. „Gazety Wyborczej” nie ma też nic wspólnego z OKO.press, ale przyjmujemy do wiadomości, że na prawicy hasła „maczała w tym palce Agora” to nowe lepsze argumentum ad hitlerum. A Hitlerowi przypisywać też można wszystko, na przykład to, że był „lewakiem„.

Słodkie owoce zatrutego drzewa

Gdy prawicy nie podobają się wyniki, to sprawa jest prosta. Wystarczy prosta negacja i opowieści o „analitykach z Agory”. Poważniejszym problemem jest sytuacja, w której znienawidzone medium publikuje badanie, którego wyniki zgadzają się z ich przekonaniami. Niech przykładem będzie dobry wynik wyborczy PiS lub narodowców i korwinistów.

Prawicowe media przytaczają wyniki takich naszych sondaży z obowiązkowym dopiskiem „nawet OKO.press przyznaje”. Często również pojawiają się fantazje o tym, jak redakcja załamuje ręce, czy wstrząsana jest spazmami płaczu na widok sondaży, które sama zamówiła. Kilka przykładów:

Nieodpowiednio zadane pytanie!

Odpowiednio sformułowane pytanie jest podstawą każdego sondażu. Wyniki, które nam się nie podobają podważyć zatem można także punktując metodologię.

Tymoteusz Zych z Ordo Iuris popełnił szereg wpisów twierdząc, że Oko pyta o „przyzwolenie na związki partnerskie”. Tak postawionego chochoła następnie bohatersko zwalczył, informując, że polskie prawo przecież „przyzwala na związki partnerskie od okresu międzywojennego”. Zychowi chodzi oczywiście o dekryminalizację aktów homoseksualnych – czujemy się w obowiązku to wyjaśnić, bo ani potoczne, ani prawne rozumienie „związków partnerskich” na to nie wskazuje.

Przypomnijmy, że pytanie OKO.press brzmiało:

Czy uważa Pan/Pani, że pary homoseksualne powinny mieć w Polsce prawo do zawierania związków partnerskich?

Zadawać pytania można na kilka sposobów. W 2013 roku TNS Polska na zlecenie PAP pytał:

Czy popiera Pan/ Pani wprowadzenie przepisów regulujących prawa osób żyjących w związkach partnerskich heteroseksualnych?

Odpowiedzi „tak” udzieliło 48 proc. badanych.

CBOS regularnie zadaje z kolei to pytanie w formie:

Czy Pana(i) zdaniem możliwość zawierania formalnych związków partnerskich powinny mieć dwie osoby tej samej płci żyjącej w związku?

Ostatni wynik – z 2017 roku – wskazywał 33 proc. odpowiedzi na „tak”.

„Sondaż” Dobromira Sośnierza

Dobromir Sośnierz, europarlamentarzysta partii WOLNOŚĆ, zarzucił Michałowi Karnowskiemu promowanie „szemranych sondaży” (czyli OKO.press). Żeby nie być gołosłownym, przedstawił jako alternatywę sondaż – swój.

Zaczepkom Dobromira Sośnierza warto poświęcić chwilę.

Po pierwsze – Estymator, któremu zlecił badanie, nie jest zrzeszony w Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku (OFBOR), która dba o jakość i metodologię badań. Nie wiemy, jaką metodą było realizowane badanie Sośnierza. Estymator na swojej stronie informuje, że wykonuje badania telefoniczne i że współpracuje z siecią ankieterów, ale na stronie głównej promuje ankiety internetowe.

Podobnych ofert i paneli z internetowymi ankietami istnieją w internecie dziesiątki i ich wiarygodność nie jest przez nikogo kontrolowana.

Ok, więc Dobromir Sośnierz wystawia wyniki badania robione przez firmę będącą jednoosobową działalnością gospodarczą prowadzoną przez doktora fizyki (Estymator) przeciwko międzynarodowej certyfikowanej agencji badawczej, która realizuje wszystkie rodzaje badań – również face to face i telefoniczne (IPSOS).

Jak brzmi pytanie Dobromira Sośnierza i Estymatora?

Czy popiera Pan/Pani dążenia UE do przyznania związkom jednopłciowym praw i przywilejów przynależnych dotychczas tylko małżeństwom?

Jak słusznie zauważył Sośnierz, pytając w odpowiedni sposób można „wykrzywić obraz rzeczywistości”. Nic tu się nie zgadza. Pytanie dotyczy małżeństw, nie związków partnerskich, a właściwie to także adopcji, bo pytamy o „prawa i przywileje przynależne małżeństwom”. Dodatkowo – pytanie nie dotyczy pożądanego stanu prawnego w Polsce, tylko jest pytaniem o ocenę polityki UE. I nawet tych kilka szybkich uwag nie wyczerpuje błędów metodologicznych.

Z tego punktu widzenia zdumiewające, że tylko 61 proc. badanych powiedziało „nie”. Europarlamentarzysta nie podaje wprawdzie, ile osób powiedziało „tak” (czasem na panelach nie ma odpowiedzi „trudno powiedzieć” a czasem są…), ale zrobił wiele, by do takiej odpowiedzi zniechęcić.

Polacy chcą polexitu?

„Sondaż” Dobromira Sośnierza można by potraktować jako nieszkodliwe Twitterowe kuriozum. Jednak pytanie o „dążenia UE” było zaledwie częścią większego badania, które jesienią 2018 przeprowadził Estymator. Miało dowodzić, że Polacy chcą wyjścia z Unii Europejskiej.

Jest to niewątpliwie odważna teza, dlatego zadanie odpowiedniego pytania wymagało od Dobromira Sośnierza intelektualnej gimnastyki. W końcu w bólach urodziło się pytanie:

Czy Polska może już wyjść z UE, bo więcej pieniędzy już od niej nie dostaniemy, a jeśli dostaniemy, to w zamian będą oczekiwać zbyt wiele?

Nie, to nie żart, to poważne pytanie zadane przez polityka, który reprezentuje Polskę w Parlamencie Europejskim. Zadane przez firmę, która twierdzi, że jest „znana z wykonywania wiarygodnych i precyzyjnych sondaży politycznych”.

Efekty były mniej spektakularne niż można się było spodziewać, bo nawet przy takim spiętrzeniu złej woli, „tak” dla polexitu zadeklarowało zaledwie 34 proc. ankietowanych. Dobromir Sośnierz mimo wszystko uznał to za swój osobisty sukces, sporządził cały raport o tym, jak to Polacy pragną wyjść z UE. I wysłał go do mediów.

Kariera tego „newsa” na portalach skrajnej prawicy nie dziwi. Redakcja OKO.press ze zdumieniem obserwowała jednak jak kolejne redakcje wrzucały na swoje strony korwinistyczny newsletter. Redaktorzy podawali wyniki badań nie podważając metodologii, a wszystko okraszone było komentarzami działaczy partii WOLNOŚĆ, którzy wyciągali daleko idące wnioski.

Po co nam sondaże?

Ekscytacja prawicy sondażami może dziwić. W końcu ich przekonania, że homoseksualizm to zło, grzech czy dewiacja nie powinny podważać żadne wyniki badań opinii publicznej, to przecież samo jądro ich zestawu wartości. Wystarczy, że powołają się na Biblię, nauczanie Kościoła Katolickiego, na „prawo naturalne”, na „dobry smak”. Te same środowiska walczą w końcu o zaostrzenie przepisów aborcyjnych nie dlatego, że mają jakiś mandat opinii publicznej, ale silne przekonanie o misji i własnej słuszności.

Paradoksalnie, po „progresywnej stronie” sprawa wygląda podobnie. Gdy związki partnerskie i/lub śluby zostaną w końcu zalegalizowane, to nie dlatego, że ich poparcie podskoczyło z 38 proc. do 55 proc., ale dlatego, że takie uregulowanie jest kwestią praw człowieka i obywatela. Sondaże wskazują tylko, jak powszechna w społeczeństwie jest ta wiedza.


Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym