Po publikacji tekstu OKO.press o obawach związanych z utworzeniem Wojsk Obrony Terytorialnej otrzymaliśmy polemikę prezesa stowarzyszenia ObronaNarodowa.pl Grzegorza Matyasika. Publikujemy ją w całości wraz z naszą odpowiedzią

  • Czytaj całą polemikę por. Grzegorza Matyasika

    Na portalu OKO.press 06 listopada ukazał się tekst autorstwa Daniela Flisa, pt. „Weekendowe wojsko pamięcią «żołnierzy wyklętych» pokona imigrantów i Specnaz”, kumulujący wiele mitów na temat Obrony Terytorialnej, które funkcjonują i są powtarzane zarówno przez polityków, jak i media. Wynikają z niedoinformowania albo z przyczyn politycznej walki i personalnej niechęci do Ministra Obrony Narodowej. Bardzo źle się dzieje, że animozje polityczne przesłaniają dyskusję merytoryczną. To negatywnie wpływa na kształtowanie postaw proobronnościowych społeczeństwa oraz na same Siły Zbrojne, których bardzo istotnym elementem powinny być tworzone obecnie Wojska Obrony Terytorialnej, które winny stanowić podstawę do ukształtowania się armii obywatelskiej.

    Obrona nie taka droga

    Mit pierwszy o WOT dotyczy kwestii finansowania. Niektórzy politycy czy media podnoszą rzekomo olbrzymią sumę 1,5 miliarda rocznie, a która de facto jest niższa od światowych standardów. Na OT wydaje się co najmniej 5 proc. budżetu obronnego, a niektóre państwa wydają na ten cel nawet 10 proc. ww. budżetu. W tym aspekcie warto zwrócić uwagę na czynnik „koszt/efekt”, który ukazuje się już na poziomie jednostkowym – żołnierzy walczących chociażby w obsłudze logistycznej i administracyjnej. I tak jeśli przy stutysięcznej armii zawodowej jaką w tej chwili posiadamy, żołnierzy liniowych, czyli tych „z bronią w ręku”, jest jakieś 35-do 40 tys. żołnierzy, tak przy OT na 53 tys. żołnierzy powinniśmy mieć około 30-35 tys .żołnierzy „frontowych”. Oczywiście ten współczynnik jest uzależniony od wielu kwestii organizacyjnych i technicznych.

    Specnaz nie taki straszny

    Drugi obszar dotyczy mitu na temat starcia OT ze Specnazem. Jeśli pododdziały OT będą wykonywały zadania zabezpieczenia infrastruktury krytycznej, ochrony i obrony obiektów – szeroko pojętego zabezpieczenia zaplecza – jasnym jest, że w tym przypadku zadania zniszczenia/opanowania obiektów infrastruktury będą realizowane przez wojska specjalne przeciwnika np. Specnaz. Nie wiem, czy autorzy tego mitu zdają sobie sprawę, że na obecnie te zadania wykonują wirtualne jednostki ochrony i obrony obiektów, które nigdy nie ćwiczyły! Można to sprawdzić w dowolnym Wojewódzkim Sztabie Wojskowym i zapytać, kiedy ostatni raz rezerwiści posiadający te przydziały mobilizacyjne do tego typu jednostek zostali powołani na ćwiczenia rezerwy.

    Ten argument podnosił poseł Tomczak, który, tak jak poprzedni wiceminister MON Czesław Mroczek i gen. Bogusław Pacek, twierdził, że Obrona Terytorialna istnieje, tylko że w czasie wojny… Papierowi żołnierze, którzy nigdy razem nie ćwiczyli, dopiero w czasie wojny mają podjąć się realizacji określonych zadań. Zadań traktowanych przez adwersarzy OT jako nierealizowane dla żołnierzy-obywateli.

    Inną sprawą jest fakt, że pododdziały OT nie powinny brać udziału w bezpośrednim zwalczaniu grupy specjalnej przeciwnika. Mają realizować głównie działania pośrednie: blokady, przeszukania terenów i – jeśli wykryją przeciwnika – izolowanie terenu. Te działania określane są jako cordon & search. Do działania bezpośredniego powinien wejść pododdział specjalistyczny, np. żandarmerii, policji lub też rezerwy sił specjalnych, bo przecież takową można stworzyć (złożoną głównie z byłych żołnierzy Wojsk Specjalnych).

    Weekendowe nie znaczy gorsze

    Kolejny mit to nieefektywność „weekendowych szkoleń”. W tej kwestii ścieżkę wypracowały organizacje proobronne, choć w wielu państwach Europy Zachodniej w ten sposób ćwiczą wojska terytorialne. Przykładem działania, które prowadziło już „nasze” weekendowe wojsko (czyli pododdziały projektu LPOT stowarzyszenia ObronaNarodowa.pl) jest ćwiczenie podczas ANAKONDA 16. Pokazaliśmy, że możliwe jest przygotowanie ochotników (typowych „cywili”, którzy nigdy nie mieli kontaktu z wojskiem oraz żołnierzy rezerwy) do realizacji zadań zwartymi pododdziałami metodą weekendową i że można realizować to efektywnie. Oceny za ANAKONDA 16 zebraliśmy wysokie. Oczywiście potrzebny jest czas na wyszkolenie takiego ochotnika. Na Anakondę szykowaliśmy się długo, każdego ochotnika weryfikowaliśmy pod względem merytorycznym i osobowym. W tym kontekście bardzo niesprawiedliwe jest przytaczanie nieprawdziwego przykładu, że w ANAKONDA brali udział „falangiści”, ignorując przy tym oceny takie jak wystawił np. gen. Jabłoński, dowódca 10 Brygady Kawalerii Pancernej.

    Odrębne dowodzenie to nie pomysł Macierewicza

    Następny mit dotyczy Dowodzenia WOT – można sprawdzić w dostępnych opracowaniach, że postulat odrębnego systemu dowodzenia – moim zdaniem słuszny – podnosili polscy teoretycy OT prof. Jakubczak czy prof. Marczak. Generalnie cała problematyka dowodzenia będzie ujęta przy zmianie systemu dowodzenia. I nie zmieni to zapisów konstytucyjnych, według których całe Siły Zbrojne RP podporządkowane są Naczelnemu Dowódcy.

    Wychowanie patriotyczne też nie

    W artykule został także podkreślony mit prowadzenia przez WOT „propisowskiej polityki historycznej”. Została zdefiniowana w taki sposób: „do zadań WOT będzie należeć m.in. inspirowanie i wspieranie istniejących organizacji pozarządowych o charakterze patriotyczno-obronnym” oraz „współudział w powszechnym wychowaniu patriotycznym i obywatelskim dzieci i młodzieży”. Pragnę zauważyć że taką misję określili kilka lat temu profesorowie AON, np. prof. Józef Marczak.

    Taka jest rola i misja całych Sił Zbrojnych – tylko, że w wymiarze ich miniaturyzacji i alienacji od społeczeństwa ta misja była realizowana w bardzo małym zakresie. Przed OT stoi zadanie odtworzenia tej misji i nie widzę podstaw aby widzieć tu zagrożenie w postaci realizacji celów politycznych np. obecnej partii rządzącej, chyba, że ktoś definiuje jakiekolwiek postawy patriotyczne jako wspieranie obecnie rządzącej partii, a nie działania propaństwowe.

    Z karabinami na demonstrantów?

    Fragmentu raportu Narodowego Centrum Studiów Strategicznych to podstawa kolejnego zarzutu który jest swoistym kuriozum, nie mającym żadnego przełożenia na zadania i działanie WOT zapisane czy to w koncepcji MON, czy to w przepisach prawnych. Kwestia jest o tyle absurdalna, że w OT może służyć zwolennik każdej obecnej na scenie politycznej opcji (oczywiście po zawieszeniu działalności partyjnej), a także i sto innych osób o bardzo zróżnicowanych poglądach. Czy ktokolwiek, mający pojęcie o zasadach funkcjonowania wojska oraz tzw. resortów siłowych, wyobraża sobie, że jakakolwiek władza wyprowadza takie wojsko (w szczególności żołnierzy-obywateli) na ulicę np. przeciw demonstrantom? Mając policję, żandarmerię i np. wojsko zawodowe? Mam nadzieję, że w tym przykładzie widać absurdalność takiej tezy.

    Antydezinformacja cybernetyczna

    Kolejny mit to tzw. działania dezinformacyjne prowadzone przez OT. Myślę, że podniesienie tej kwestii wynika z przyczyn nieumiejętnego przekazania tego tematu przez decydentów do mass mediów. A sedno problemu tkwi w tym, iż współczesne Siły Zbrojne, w tym OT, powinny w coraz większym stopniu rozbudowywać tzw. działania INFOOPS.

    W Polsce temat szeroko pojętych działań cybernetycznych w obszarze koncepcji działań hybrydowych dopiero raczkuje i jest też ściśle związany z cyberobroną i cyberdziałaniami. Generalnie tematyka działań w ramach INFOOPS jest bardzo szeroka i nadaje się na osobny artykuł. Warto też zaznaczyć, iż komórki INFOOPS rozwijają się coraz dynamiczniej w wojskach operacyjnych SZ RP oraz coraz szerzej w strukturach NATO! Nikt nie podnosi larum, że NATO może chcieć wykorzystać struktury cyberbezpieczeństwa do zwalczania ruchów narodowych lub innych niezgodnych z mainstreamem Paktu Północnoatlantyckiego.

    Falanga nie przejdzie

    Ostatnią kwestią w przytaczanym artykule są organizacje proobronne. Widać, że temat podnoszonej przez nas certyfikacji członków organizacji pozarządowych szkolących obywateli jest zupełnie niezrozumiały dla autorów artykułu. Głównym postulatem stowarzyszenia ObronaNarodowa.pl nie jest przeniesienie całych organizacji do OT – nic bardziej mylnego! Chcemy przede wszystkim przenieść część ciężaru uzgodnionych obszarów szkolenia wojskowego na organizacje proobronne – co swojego czasu w okresie PRL-u np. realizowała Liga Obrony Kraju (a także w latach 90). Kierunek ten nakreśliła ekipa Ministra Siemoniaka w 2015 roku wprowadzając następujący zapis (Art. 98d. pkt. 3) w Ustawie o Powszechnym Obowiązku Obrony:

    „Czas trwania służby przygotowawczej w przypadku absolwentów szkół realizujących programy innowacyjne lub eksperymentalne przysposobienia obronnego lub edukacji dla bezpieczeństwa oraz członków organizacji pozarządowych, którzy odbyli w tych szkołach lub organizacjach pozarządowych szkolenie odpowiadające w określonym zakresie programowi kształcenia realizowanemu w ramach służby przygotowawczej, może być ograniczony – stosownie do regulaminu Dziennik Ustaw – 51 – Poz. 1534 2016-09-28kształcenia tej służby – pod warunkiem zawarcia porozumienia w tej sprawie przez szkołę lub organizację pozarządową z komendantem szkoły wojskowej lub ośrodka szkolenia, o których mowa w art. 98b ust. 1. Porozumienie wymaga zatwierdzenia przez Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.”

    Postulujemy również, aby poszczególne pododdziały organizacji proobronnych (po spełnieniu wymogów przez poszczególnych członków) znalazły się w miarę możliwości i potrzeb etatowych Wojsk Obrony Terytorialnej, jako zgrane zespoły w pododdziałach OT. Weryfikacja odbywać miałaby się poprzez tzw. „certyfikację”. Oczywiście organizacja aspirująca do współpracy z WOT, powinna mieć statut zatwierdzony przez MON, a najlepiej także podpisane porozumienie z MON lub Dowództwem WOT. Tym sposobem podnoszony problem wejścia w struktury OT organizacji w stylu Falanga jest moim zdaniem niemożliwy. Zatwierdzenie przez MON statutu jest możliwe pod warunkiem wpisania do statutu odpowiednich celów związanych ze szkoleniem, apolitycznością, etc. i wykreślenia zapisów wskazujących na radykalny charakter jej członków. Jeszcze bardziej skomplikowana jest procedura zawierania porozumień z MON lub jednostkami resortu Obrony Narodowej.

    Mam nadzieję, że w tej krótkiej polemice udało się rozwiać najważniejsze negatywne mity które powtarzane przez wiele mediów i polityków narosły wokół Nowej OT. Apelowałbym o skoncentrowanie się nad problemami merytorycznymi, bo taka dyskusja problematyki tworzących się wojsk Obrony terytorialnej jest potrzebna. Wielu przeciwników politycznych Ministra Obrony Narodowej mówi, wszakże, że nie kwestionuje potrzeby tworzenia Obrony Terytorialnej. Pozostaje zatem Nasza gorąco prośba – w interesie Rzeczpospolitej Polskiej i jej Sił Zbrojnych. Dyskutujmy merytorycznie, odłóżmy na bok animozje polityczne i personalne.

    Grzegorz Matyasik

    Redaktor Naczelny Obronanarodowa.pl

    Śródtytuły pochodzą od redakcji 

Przypomnijmy: w tekście z 6 listopada 2016 r. próbowaliśmy rozstrzygnąć, na ile uzasadnione są obawy opozycji związane z powstaniem Wojsk Obrony Terytorialnej, m.in., że WOT to zmarnowane miliardy złotych, że w czasie pokoju będą prywatną armią ministra Antoniego Macierewicza, służącą do pacyfikowania opozycji, a w razie wojny – bezradnym mięsem armatnim.

Tłumaczyliśmy, że za wcześnie jeszcze na ostateczne wnioski: projekt ustawy jest w Sejmie, nie wiadomo, jakie będzie wyposażenie WOT itp. Zwróciliśmy jednak uwagę na kilka niepokojących rozstrzygnięć oraz niejasności w koncepcji WOT, m.in. zapowiedź propagowania kultu żołnierzy wyklętych i „budowania chrześcijańskich fundamentów” Sił Zbrojnych oraz zaproszenie do WOT organizacji proobronnej zrzeszającej falangistów.



W ocenie prezesa stowarzyszenia ObronaNarodowa.pl por. rez. Grzegorza Matyasika nasz tekst powiela mity na temat Obrony Terytorialnej „wynikające z niedoinformowania albo (…) personalnej niechęci do Ministra Obrony Narodowej”. Przytaczamy najważniejsze kontrargumenty por. Matyasika wraz z naszą odpowiedzią.

Mięso armatnie dla Specnazu?

Pododdziały OT nie powinny brać udziału w bezpośrednim zwalczaniu grupy specjalnej przeciwnika. Mają realizować głównie działania pośrednie: blokady, przeszukania terenów i – jeśli wykryją przeciwnika – izolowanie terenu”

Por. Matyasik zarzuca nam (i politykom), że źle interpretujemy słowa Antoniego Macierewicza o ewentualnym spotkaniu żołnierzy WOT z oddziałami rosyjskiego Specnazu. Według Matyasika zadaniem żołnierzy WOT nie będzie bezpośrednia walka, nie można więc krytykować Macierewicza za skazywanie ich na nierówną walkę z lepiej przygotowanym przeciwnikiem.

Szkoda, że takiego zapewnienia nie usłyszeliśmy od ministra obrony narodowej. W swoich wypowiedziach sugerował raczej, że może dojść do bezpośredniego starcia. Na posiedzeniu podkomisji obrony narodowej mówił:

„to z nimi [Specnazem] spotkają się w pierwszej kolejności wojska Obrony Terytorialnej Kraju”,

a w wywiadzie udzielonym „Polsce Zbrojnej” zapowiadał nawet, jakiego rodzaju broń posłuży do tej walki:

„Ta formacja ma być zdolna do sparaliżowania planów prowadzenia przeciwko nam wojny hybrydowej, czyli na przykład przeciwdziałać operacjom Specnazu (Wojska Specjalnego Przeznaczenia Federacji Rosyjskiej, rosyjskie siły specjalne – przyp. red.). Dlatego musi mieć broń przeciwpancerną i przeciwlotniczą krótkiego zasięgu”.

Możliwe, że w praktyce zadania WOT na czas wojny będą bardziej zbliżone do wyobrażeń por. Matyasika, a słowa Macierewicza to tylko czcze przechwałki, mające odstraszyć wroga. Ale dopóki nie poznamy szczegółowych zadań WOT na czas wojny, mamy prawo do wyrażania niepokoju o to, czy nie będą one wykraczały poza ich możliwości.



Cyberobrona czy walka z dezinformacją?

„Kolejny mit to tzw. działania dezinformacyjne OT (…) współczesne Siły Zbrojne, w tym OT, powinny w coraz większym stopniu rozbudowywać tzw. działania INFOOPS (polegające m.in. na walce z wrogiem przy użyciu zakłóceń elektromagnetycznych lub ataków hakerskich oraz obronie przed nimi – przyp. red.). (…) Warto też zaznaczyć, iż komórki INFOOPS rozwijają się coraz dynamiczniej w wojskach operacyjnych Sił Zbrojnych RP oraz coraz szerzej w strukturach NATO! Nikt nie podnosi larum, że NATO może chcieć wykorzystać struktury cyberbezpieczeństwa do zwalczania ruchów narodowych lub innych niezgodnych z mainstreamem Paktu Północnoatlantyckiego”.

I znowu, bardzo byśmy chcieli, żeby działania antydywersyjne WOT wyglądały tak, jak wyobraża je sobie por. Matyasik. W samym projekcie ustawy powołującej WOT mowa jednak o „działaniach antydezinformacyjnych”, a nie cyberobronnych.

Antoni Macierewicz wspominał, że niektóre pododdziały WOT będą miały zadania cybernetyczne, ale nigdzie nie wyjaśnił, na czym ma polegać „antydezinformacja”.

W samym resorcie walką z „dezinformacją” zajmuje się zawieszony w obowiązkach rzecznika Bartłomiej Misiewicz. Sądząc po wpadce ministra, który dał nabrać się internetowym trollom, że Rosja kupiła od Egiptu francuskie mistrale za dolara, skuteczność Misiewicza w walce z cyber-wrogiem zewnętrznym jest znikoma.

Nie mamy dowodów, że celem walki z „dezinformacją” mogą stać się np. media nieprzychylne rządowi, ale czulibyśmy się uspokojeni, gdyby MON ogłosił, czym „działania antydezinformacyjne” mają być w praktyce.



Prywatna armia Macierewicza?

„Następny mit dotyczy Dowodzenia WOT. Można sprawdzić w dostępnych opracowaniach, że postulat odrębnego systemu dowodzenia – moim zdaniem słuszny – podnosili polscy teoretycy OT prof. Jakubczak czy prof. Marczak. Generalnie cała problematyka dowodzenia będzie ujęta przy zmianie systemu dowodzenia. I nie zmieni to zapisów konstytucyjnych, według których całe Siły Zbrojne RP podporządkowane są Naczelnemu Dowódcy”.

To prawda, że zgodnie z Konstytucją RP całe Siły Zbrojne RP są podporządkowane Naczelnemu Dowódcy, ale tylko w czasie wojny. W czasie pokoju zwierzchnictwo nad nimi sprawuje Prezydent za pośrednictwem Ministra Obrony Narodowej.

Nie twierdzimy, że wyodrębnienie dowództwa WOT nie ma żadnych zalet. Zwróciliśmy jednak uwagę, że jego konsekwencją jest zwiększenie prawdopodobieństwa, że WOT zostaną wykorzystane przez Antoniego Macierewicza do politycznych celów. Nie musi to być pacyfikowanie marszów KOD, czym straszą niektórzy, ale na przykład angażowanie żołnierzy do „wojny kulturowej”, o czym w następnym punkcie.

Patriotyzm żołnierzy wyklętych?

„W artykule został także podkreślony mit prowadzenia przez WOT „propisowskiej polityki historycznej”. Została zdefiniowana w taki sposób: „do zadań WOT będzie należeć m.in. inspirowanie i wspieranie istniejących organizacji pozarządowych o charakterze patriotyczno-obronnym” oraz „współudział w powszechnym wychowaniu patriotycznym i obywatelskim dzieci i młodzieży”. (…) Przed OT stoi zadanie odtworzenia tej misji i nie widzę podstaw aby widzieć tu zagrożenie w postaci realizacji celów politycznych np. obecnej partii rządzącej, chyba, że ktoś definiuje jakiekolwiek postawy patriotyczne jako wspieranie obecnie rządzącej partii, a nie działania propaństwowe”.

Nie mamy nic przeciwko patriotycznemu i obywatelskiemu wychowaniu młodzieży, o ile takie wychowanie nie wypacza polskiej historii i nie wyklucza nikogo, np. ze względu na wyznanie albo poglądy.

Krytykowaliśmy:

  • zapowiedź, że jednym z trzech głównych celów WOT będzie „budowanie chrześcijańskich fundamentów systemu obronnego oraz SZ RP”. Postawienie takiego zadania żołnierzom byłoby niezgodne z Konstytucją RP (m.in. z art. 25, ust. 2: „Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym”);
  • zapowiedź kultywowania przez oddziały WOT „tradycji poszczególnych oddziałów, pododdziałów i pojedynczych dowódców i żołnierzy z grupy żołnierzy wyklętych”. W polityce historycznej PiS kult żołnierzy osiągnął taką skalę, że przysłania prawdę historyczną – choćby to, że niektórzy z „wyklętych” dopuszczali się zbrodni (jak np. major „Łupaszka” z honorami pochowany w 2016 r. na Powązkach).


Falanga nie przejdzie, ale falangiści – tak?

„Organizacja aspirująca do współpracy z WOT, powinna mieć statut zatwierdzony przez MON, a najlepiej także podpisane porozumienie z MON lub Dowództwem WOT. Tym sposobem podnoszony przez OKO.press problem wejścia w struktury OT organizacji w stylu Falanga jest moim zdaniem niemożliwy. Zatwierdzenie przez MON statutu jest możliwe pod warunkiem wpisania do statutu odpowiednich celów związanych ze szkoleniem, apolitycznością etc. i wykreślenia zapisów wskazujących na radykalny charakter jej członków. Jeszcze bardziej skomplikowana jest procedura zawierania porozumień z MON lub jednostkami resortu Obrony Narodowej”.

Opisany przez OKO.press przykład krakowskiego Stowarzyszenia Jednostka Strzelecka 2039 pokazuje, że wymienione przez por. Matyasika środki ostrożności są niewystarczające. W jej skład wchodzą członkowie Falangi (organizacji, nawiązującej do tradycji przedwojennego, nacjonalistycznego i antysemickiego Obozu Narodowo-Radykalnego Falanga) oraz działacze prorosyjskiej partii Zmiana.

Mimo tego lokalna Wojskowa Komisja Uzupełnień poprosiła SJS 2039 o podanie nazwisk członków, by wpisać ich na listę kandydatów do Wojsk Obrony Terytorialnej, a Agencja Mienia Wojskowego użyczyła jednostce 2039 nieruchomość przy ul. Rydla w Krakowie. Cała Falanga nie wejdzie do WOT, ale – jak widać – nic nie stoi na przeszkodzie, by weszli do niej falangiści. Armia sama ich zaprasza.



Por. Grzegorz Matyasik i środowisko, które reprezentuje, entuzjastycznie ocenia projekt stworzenia WOT, widząc w nich apolityczne i profesjonalne siły zbrojne utworzone na wzór krajów NATO i wykraczające naprzeciw potrzebom Polski. Chcielibyśmy, by WOT – skoro już mają powstać – spełniły te oczekiwania. Mamy jednak dobre podstawy do obaw, że Antoni Macierewicz i kierownictwo PiS, ma w głowie inną wizję WOT. Obyśmy się mylili.

Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press