„Stanęli nade mną i namawiali: podpisz, to okazja”. Kulisy zwolnień w firmie Apart
„Nie ma powodów do obaw” – napisał w mailu do kolegów z pracy Grzegorz. Zachęcał, by wstąpili do związku zawodowego, który chciał założyć. Apart dwa dni później wręczył mu rozwiązanie umowy „za porozumieniem stron”. Paulina na taki układ pójść nie chciała; firma zwolniła ją, twierdząc, że osiągała niskie wyniki w szkoleniach. Niepunktowanych.
Ewa, Ostrowiec Świętokrzyski: — Długo siedziałam w samochodzie. Patrzyłam przed siebie, próbowałam zebrać myśli, odpowiedzieć sobie, dlaczego ja. Na siedzeniu obok leżał kubek, jakaś kawa, herbata, talerz. Zapasowe buty. Trochę mi się życia przez tych 21 lat w sklepie nazbierało. Jeden dzień pracy, jeden dzień wolnego. I tak w kółko. Dwadzieścia jeden oddanych tej firmie lat, bez jednego miesiąca. A kiedy odchodziłam, czułam się jak przestępca, którego trzeba się natychmiast pozbyć. Koleżance kazano pilnować, jak się przebieram.
Joanna, przeszło 25 lat przepracowanych w salonie Apart na południu kraju: — Szybko połączyłam kropki. Byłam jedną z ostatnich zwalnianych. Właściwie nie znaliśmy się. Łączyło nas jedno: wszyscy należeliśmy do facebokoowej grupy, która zawiązała się, kiedy w firmie chciano założyć związki zawodowe. Zwolniono Grześka, który był oficjalnym pomysłodawcą, chłopaka, który miał z nim współkoordynować działania związku, kilka szeregowych sprzedawczyń i kierowniczek salonu, jak ja. Wszystkich pożegnano w ten sam sposób, rozwiązując umowę „za porozumieniem stron”.
OKO.press rozmawiało z sześcioma zwolnionymi w ciągu ostatniego miesiąca sprzedawcami firmy Apart z całego kraju.

Komentarze