Prawa autorskie: Maciek Jazwiecki / Agencja GazetaMaciek Jazwiecki / A...
05 sierpnia 2021

Policjanci uszkodzili Klementynie Suchanow kręgosłup. Prokuratura: nic się nie stało

Klementyna Suchanow, jedna z liderek Strajku Kobiet, opowiada OKO.press o tym, jak została poturbowana przez policję podczas demonstracji i jak o mało nie skończyło się to paraliżem. Ostatni (oby!) odcinek naszego cyklu o demonstrantkach poszkodowanych przez funkcjonariuszy

Demonstrację z 26 lipca 2018 roku pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie łatwo skojarzyć. To wtedy manifestanci przynieśli olbrzymi długopis – symbol podpisującego wszystko Andrzeja Dudy – a do wielkiej urny wrzucano setki długopisów. Już po manifestacji ludzie wypisywali hasła na chodniku kredą i sprejem.

Na wysokości kina Kultura policjanci rzucili się w bieg za aktywistką LGBT — Margot, która też coś pisała. „Pobiegłam za nimi. Chciałam być świadkiem sytuacji, bo dwa dni wcześniej policjanci skrzywdzili dwóch manifestantów pod Sejmem" - opisuje Klementyna Suchanow, pisarka, jedna z liderek Strajku Kobiet.

View post on Facebook

Mundurowi otoczyli Margot pod ścianą, Klementynie udało się wepchnąć do środka tego kotła. „Policjanci lubią kopać, szczypać, tak, by nikt nie widział, nie nagrał tego" – tłumaczy, czemu chciała być tak blisko. Funkcjonariusze zaczęli ją wyciągać z kotła, szarpiąc za ręce i nogi. Mocno. Wzburzony tłum otoczył ciasno mundurowych.

To wtedy pierwszy raz poleciał gaz na dziennikarzy i demonstrujących.

Senator Bogdan Klich i poseł Michał Szczerba, którzy przedostali się do oka cyklonu, wynegocjowali wypuszczenie Suchanow i Margot.

„W domu poczułam, że coś mam nie tak w plecach. Myślałam, że przejdzie, jak się prześpię "– wspomina teraz Suchanow. Ból narastał z każdym dniem. Prawa stopa straciła czucie, spadła ze schodów. Pewnego dnia nie mogła już chodzić, ani nawet ruszyć nogą. Miesiąc po demonstracji pogotowie w środku nocy. SOR. Rezonans. „Przepuklina dokanałowa krążka międzykręgowego L4/5”. Naruszone kręgi, wypadł dysk na odcinku lędźwiowym. Lekarz oszacował, że nastąpiło to ok. 4 tygodni wcześniej. „Operacja jest konieczna. Natychmiast. Bo może pani zostać inwalidką. Ma pani pięć minut, by się zdecydować" – poinformował ją chirurg w Wojskowym Instytucie Medycznym przy Szaserów.

Miała 50 proc. szans, że się uda. I trochę minut, by „ogarnąć sprawy życiowe”, jeśli miałoby się nie udać. Nie lubi o tym opowiadać. Po tej wizycie na granicy „być albo nie być” ma traumę. „Najgorsza była sytuacja, gdy wieźli mnie na łóżku na operację. Zobaczyłam córkę w drzwiach. Jak się pożegnać z dzieckiem, gdy nie mogę go nawet przytulić, a wiem, że za chwilę mogę już być warzywem? Co się robi, gdy żegnasz się „na amen”? - pyta się retorycznie. Pomachała córce ręką.

Operacja udała się. Trzy tygodnie chodziła w gorsecie i nie mogła się schylać. Nie funkcjonowała jej stopa, palce, nerwy. Przez pół roku nie mogła siedzieć, a pracowała wtedy nad książką „To jest wojna”. Uczyła się na nowo chodzenia. Codziennie musiała ćwiczyć. „Do dzisiaj muszę" – zaznacza pisarka. Konieczna była bardzo szeroka rehabilitacja: zabiegi manualne, masaże, lasery, krioterapia, szeregi ćwiczeń. By przerwane mięśnie kręgosłupa się zregenerowały, potrzebowała treningów po okiem specjalistów. To wszystko kosztowało grube tysiące. W sieci Strajk Kobiet przeprowadził zbiórkę na ten cel.

Teraz, trzy lata po, Klementyna nadal odczuwa efekty tamtego zajścia. „Gdy dłużej chodzę, noga traci czucie" – mówi. Kiedy idzie chodnikiem, musi przewidywać, w którą stronę pójdzie ktoś z naprzeciwka. Bo jeśli nagle zmieni trajektorię, to nie będzie w stanie wykonać gwałtownego uniku.

Kiedy coś się dzieje na protestach, wycofuje się – kolejna interwencja policji mogłaby się dla niej skończyć tragicznie.

Skargi do policji – odrzucone. Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w 2020 roku: „nie popełniono czynu zabronionego”. - Stwierdzili to bez badania sprawy czy przesłuchań kogokolwiek – zaznacza Suchanow. Sąd decyzję prokuratury podtrzymał. W uzasadnieniu twierdził, że prokuratura zebrała materiał i także uznał, że brak dowodów na powiązanie interwencji policji z krytycznym stanem aktywistki miesiąc później.

Gdy Suchanow skończyła książkę w zeszłym roku, razem z prawniczkami, które ją wspierają - Moniką Gąsiorowską i Agatą Bzdyń - założyła Skarbowi Państwa sprawę cywilną o odszkodowanie za koszty leczenia rehabilitacji i zadośćuczynienie. Tutaj też według niej mają się dziać „cuda na kiju”. „Jakby chcieli sprawę zamieść pod dywan" – dodaje.

Dzień po Święcie Policji, 25 lipca 2021 roku w Polsat News Komendant Główny Policji, gen. insp. Jarosław Szymczyk tłumaczył: „Stworzono fałszywą narrację wokół policji, która rzekomo biła protestujące kobiety”. „My nie walczyliśmy z protestującymi, a walczyliśmy z pandemią”.

OKO.press przeanalizowało sześć takich przypadków poważnego uszkodzenia ciała kobiety przez funkcjonariusza. Nie znaleźliśmy ani jednego, w którym sprawca poniósłby jakąś odpowiedzialność. Zapytaliśmy rzecznika Komendy Stołecznej Policji, czy prowadzili postępowania wyjaśniające w niżej opisanych sprawach i jakie ewentualne konsekwencje wyciągnięto wobec funkcjonariuszy. Do chwili publikacji tego tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Wcześniej jednak dwukrotnie już pytaliśmy nadkom. Sylwestra Marczaka, czy jakikolwiek policjant w KSP poniósł jakąkolwiek odpowiedzialność za łamanie praw demonstrujących, m.in. poprzez uszkodzenie ciała. Rzecznik nie wskazał ani jednego takiego przypadku.

Zapytaliśmy więc organizacje i prawników wspierających prawnie demonstrujących, czy spotkali się z przypadkiem wyciągnięcia konsekwencji wobec funkcjonariusza, który poważnie uszkodził manifestanta w ostatnim czasie.

„Absolutnie żadnych konsekwencji nie ponoszą. Śmieją się nam prosto w twarz, bo wiedzą, że mogą sobie na to pozwolić”

– mówi Agata Bzdyń, prawniczka współpracująca ze SZPILA – kolektywem antyrepresyjnym wspierającym prawnie demonstrantów w Warszawie i okolicach. „Spotkałam się z kilkoma przypadkami złamania ręki lub obojczyka, ale nie słyszałam, by funkcjonariusz był za to ukarany” – pisze Małgorzata Nowogońska z ObyPomocy, drugiej z organizacji, które pomagają setkom protestujących, szykanowanych głównie przez policję.

„Nie spotkałam się z tym, by policjant poniósł jakąś odpowiedzialność” – dodaje Magdalena Bakun, która w ObyPomocy co miesiąc przygotowuje obszerne raporty na temat prowadzonych spraw. „Proszę dać znać, jeśli się pan dowie o takim przypadku” – kończy.

Opublikowaliśmy już historie Moli, Oliwii, Justyny, Dominiki i Agaty:

Udostępnij:

Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne