0:00
Prawa autorskie: fot. Eliza Kowalczykfot. Eliza Kowalczyk

Śmiertelnych ofiar kryzysu na granicy polsko-białoruskiej jest już 40.

Stopień rozkładu znalezionego ciała jest duży, co może oznaczać, że ofiara znajdowała się tam od dawna. Powiadomiono służby, trwa oczekiwanie na czynności procesowe. Identyfikacja będzie trudna, chyba że znalezione zostaną dokumenty lub rzeczy osobiste pozwalające określić, kim był zmarły.

Niemal każdego dnia wolontariusze, mimo wielu trudności, poszukują zaginionych i zmarłych. Czasem taki proces trwa miesiącami, ale wolontariusze nie odpuszczają — nie chcą pozostawiać zrozpaczonych rodzin bez odpowiedzi na pytanie, jaki los spotkał ich najbliższych.

Trzy dni temu - 39 ofiara

Od 20 lutego 2023 do 21 marca trwały poszukiwania 27-letniego Afgańczyka, znaleziono jego ciało na obszarze Rezerwatu Ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego (BPN) na południe od rzeki Hwoźnej. To 39. ofiara kryzysu na granicy polsko białoruskiej a zaginionych jest ponad 200 osób. Poszukiwania Afgańczyka trwały ponad miesiąc.

Z informacji, jakie uzyskał dziennikarz Piotr Czaban, mężczyzna, gdy widziano go po raz ostatni, był w złym stanie.

Wujek zaginionego nieustannie prosił o pomoc w jego odnalezieniu.

Na prośbę dziennikarza grupa naukowców, znająca teren, w nocy z 20 na 21 lutego 2023 pojechała sprawdzić lokalizację. Poszukiwania trwały wiele godzin, zakończyły się dopiero o 2 rano. Nie udało się odnaleźć zaginionego.

Akcję wznowiono dzień później, po zebraniu szczegółowych informacji, które miały pomóc w odnalezieniu obywatela Afganistanu. Poinformowano policję, która z kolei powiadomiła dyrekcję BPN o planowanych poszukiwaniach. Niestety, akcja została zablokowana na polecenie dyrektora BPN a ekipa ratunkowa nie została wpuszczona na teren rezerwatu gdzie znajdowała się ustalona lokalizacja. Długie negocjacje nie przyniosły skutku.

Ratownicy przekazali pracownikom parku lokalizację i otrzymali zapewnienie, że teren zostanie sprawdzony. Nie wiadomo, czy obiecane poszukiwania miały miejsce.

Wiadomo było, że człowiek wciąż jest zaginiony a dopóki nie znaleziono ciała, uznany był za żywego potrzebującego pomocy. Aktywistka Podlaskiego Ochotniczego Pogotowia Humanitarnego, Katarzyna Mazurkiewicz Bylok, uczestniczyła w procesie poszukiwań od początku, skrupulatnie zbierała wszelkie informacje, śledziła mapy, konsultowała z ludźmi znającymi ten teren. Sprawdzane były różne opcje, ślady, wskazówki, przeszukiwano różne miejsca także poza Rezerwatem Ścisłym BPN.

fot. Eliza Kowalczyk

Miesiąc niepewności i podejmowanych prób odnalezienia ciała miał finał w środę, 24 marca. Przy okazji badań terenowych pracownik IBS PAN z dwójką wolontariuszy odnaleźli pozostawione, znane ze zdjęć przekazanych wcześniej policji, charakterystyczne rzeczy należące do zaginionego. To skłoniło ich do przeszukania obszaru wokół znaleziska. Około godziny 16.30 odnaleźli zwłoki poszukiwanego. Na miejsce przybyły policja i prokuratura, przeprowadzono czynności procesowe. Przy zmarłym znaleziono paszport, co pozwoliło potwierdzić jego tożsamość.

Czy można było odnaleźć go wcześniej, gdyby pozwolono na to 22 lutego 2023 grupie poszukiwawczej zatrzymanej w trakcie rozpoczętej akcji? Czy w pierwszych dobach można było uratować mu życie?

Ponad 50 tys. push-backów

Ludzie na polsko-białoruskiej granicy wciąż umierają. Mimo postawionej zapory w 2022 roku, która miała zakończyć kryzys, sytuacja się nie zmienia. Straż Graniczna zamiast procedur przewidzianych w prawie stosuje wywózki, wyrzucając ludzi za płot graniczny przez specjalnie przygotowane do tego bramki. Z udostępnionych przez funkcjonariuszy danych od początku kryzysu do 26 grudnia 2022 udokumentowanych było 50 668 pushbacków.

Uchodźcy mówią, że wywożono ich po kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy.

Dla ludzi przedzierających się przez granicę, przebywających często wiele dni, a nawet tygodni w lesie, każda taka wywózka jest zagrożeniem życia. Wyrzucanie ludzi w leśne, bagienne, nadrzeczne tereny, niszczenie ich telefonów, może w praktyce oznaczać wyrok śmierci.

Grupy uchodźców uciekając przed służbami w popłochu, rozdzielają się, przez co nie mają często szansy nawzajem się odnaleźć, gubią się w lesie. Zostają sami. Jeśli na czas nie przyjdzie pomoc - a trudno o nią bez telefonu lub na bagnach czy w gęstym lesie bez zasięgu - taki człowiek ma coraz mniejsze szanse, by przetrwać. W okresie jesienno-zimowym bardzo szybko wpadają w hipotermię, popadają w rezygnację i ślad po nich ginie. Rodziny nie mogąc się skontaktować z bliskimi, zgłaszają organizacjom pomocowym zaginięcie i proszą o pomoc w poszukiwaniach.

Przeczytaj także:

10 września 2022

Mury rosną i rosną na granicach - to kosztowne złudzenie, że powstrzymają migracje. Nie powstrzymają

Poszukiwania

W akcjach poszukiwawczych zaginionych lub zmarłych uczestniczą przede wszystkim aktywiści z oddolnych organizacji pomocowych, a także lokalni mieszkańcy znający teren.

Ekipy ratunkowe, opierając się na informacjach od rodzin oraz innych uchodźców, przeczesują wytypowane miejsca metr po metrze.

Zbierają wszelkie, nawet pozornie najmniej istotne informacje o zaginionym, jego drodze przez granicę i miejscach, gdzie był ostatnio widziany. Drążą każdy szczegół, śledzą mapy i wyznaczają obszary poszukiwań.

Dopóki nie odnajdzie się ciała, osoba uznawana jest za zaginioną, a jej poszukiwania mają charakter ratunkowy. Nie zawsze w takie poszukiwania chcą się angażować służby, ich ciężar spoczywa więc na aktywistach.

Zdarza się, że znalezione ciała - czasem wiele tygodni lub nawet miesięcy od zaginięcia - są już tylko szczątkami. To trudny widok, ogromnie obciążający psychicznie ratowników. Mimo to nikt nie pozostawia zrozpaczonych rodzin samych, a poszukiwania trwają do skutku lub wyczerpania wszelkich możliwości.

Pochówki

Oficjalne czynności, przeprowadzane przez prokuratora i policję, po odnalezieniu ciała trwają długo - czasem kilka tygodni, a nawet miesięcy, jeśli identyfikacja zmarłego jest trudna. Dopiero po ich zakończeniu ciało zostaje wydane do pochówku lub oddane do transportu rodzinie.

Na Podlasiu pochowanych jest już wielu uchodźców. Zmarli uchodźcy pochowani są między innymi w Bohonikach, w Wólce Terechowskiej koło Czeremchy, w Sakach koło Kleszczel i w Sokółce.

Najwięcej uchodźców pochowano na mizarze w Bohonikach. Każdy muzułmanin ma prawo do godnego pochówku, uznały władze tamtejszej muzułmańskiej gminy. Początkowo trwały debaty o ponoszonych kosztach pogrzebów - najpierw wspierały je fundacje, z czasem okazało się, że samorządy mają w budżecie środki na takie pochówki.

Maciej Szczęsnowicz, przewodniczący zarządu Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w Bohonikach był przekonany, że to będzie jeden pogrzeb i na tym się zakończy.

Dziś zapełnia się część przeznaczona właśnie dla zmarłych w drodze uchodźców.

O tym, gdzie będzie pochowany zmarły, jeśli rodzina nie będzie w stanie odebrać ciała i przetransportować do kraju pochodzenia, decyduje albo prokurator i miejsce wybierane jest ze względu na lokalizację znalezionego ciała. Niekiedy, tak jak w przypadku Bohonik, nawiązana zostaje współpraca z gminami wyznaniowymi — nie tylko muzułmańskimi.

fot. Eliza Kowalczyk

Istnieją specjalne procedury grzebania zmarłych o niezidentyfikowanej tożsamości. Tak było ze zmarłym znalezionym w okolicy Wólki Terechowskiej. Prokurator zlecił Ośrodkowi Pomocy Społecznej w Czeremsze pogrzeb i pochowano go na cmentarzu prawosławnym w Wólce Terechowskiej. Jest duże prawdopodobieństwo, że ciało zostanie ekshumowane i przeniesione do Bohonik, a to dlatego, że dzięki działaniom Piotra Czabana, dziennikarza i aktywisty, udało się ustalić tożsamość zmarłego. Czynności w tej sprawie są w toku.

Podobnie było z migrantem znalezionym 19 września 2021 w okolicy Poniatowicz w gminie Sokółka. Nie udało się ustalić jego tożsamości i wyznania, w związku z czym żaden duchowny nie towarzyszył jego ostatniej drodze.

fot. Eliza Kowalczyk

Kolejnym miejscem pochówku jest cmentarz w Sakach, gdzie pochowano prawosławnego uchodźcę Issę Jerjos z Syrii, zmarłego z wychłodzenia. Jego ciało znaleziono w okolicy wsi Klimówka, początkowo miał zostać pogrzebany na cmentarzu w Białymstoku, jednak ze względu na brak porozumienia pełnomocników i zgodę mnichów z Sak został u nich pochowany. Miało to być okryte tajemnicą, jednak rodzinie zmarłego zależało, żeby grób był odwiedzany, miejsce więc ujawniono.

Wszystko wskazuje na to, że dopóki trwa kryzys, cmentarze będą się zapełniać, a liczba ofiar będzie rosła.

Przeczytaj także:

11 grudnia 2022

Mojżesz spoczął w Bohonikach. Kolejny pogrzeb uchodźcy zmarłego na granicy [REPORTAŻ]

The production of this investigation is supported by a grant from the IJ4EU fund. The International Press Institute (IPI), the European Journalism Centre (EJC) and any other partners in the IJ4EU fund are not responsible for the content published and any use made out of it

Przeczytaj także:

31 maja 2023

Tunel w Świnoujściu to wielki sukces rządu? [SPRAWDZAMY]

31 maja 2023

Muzeum Auschwitz: „Bolesny i niedopuszczalny przejaw moralnego zepsucia debaty publicznej”

31 maja 2023

Była kawa i ciasteczka, więc wszystko w porządku? Czarnek o wizycie delegacji PE

31 maja 2023

Transfer upokorzenia. Czy PiS odzyska poparcie kobiet i co ma do tego aborcja?

30 maja 2023

Lex Tusk: kolejny gwóźdź do trumny polskiego KPO oraz wypłat z Funduszy Spójności?

Komentarze