0:00
Prawa autorskie: Marta Dudzinska/ Agencja GaMarta Dudzinska/ Age...
17 września 2020

Szczepionek na grypę jak na lekarstwo. Sprawdzamy, skąd w takim razie dobre samopoczucie rządu

Gdzie te szczepionki? Rząd uspokaja: wszyscy, którzy chcą się szczepić w tym sezonie przeciw grypie, zdążą. Mamy wątpliwości. Jak na razie zakontraktowane szczepionki nie starczą nawet dla grup ryzyka i personelu medycznego. Piszemy kto i kiedy powinien się zaszczepić. UWAGA: Nie warto się spieszyć!

Wydrukuj

Jednym z tematów poruszanych w ciągu ostatnich dni w wielu domach jest brak szczepionek przeciw grypie. Wiadomo, Polak jest przekorny. Jeśli szczepionek wszędzie w bród, zainteresowanie nimi jest znikome. Jeśli natomiast towar jest trudno dostępny, jego atrakcyjność natychmiast wzrasta.

Naturalnie to tylko część prawdy. 2020 jest zupełnie nietypowy. Od pół roku świat zmaga się z pandemią koronawirusa i wszystko, co może zwiększyć nasze szanse na to, by nie zachorować na COVID-19, względnie przejść tę chorobę jak najlżej, jest godne uwagi.

A jedną z takich opcji są szczepienia ochronne, w tym zwłaszcza przeciwko grypie, a także pneumokokom.

40-70 proc. skuteczności

Grypa to podobnie jak COVID-19 ostra wirusowa choroba zakaźna. Najgroźniejsza dla małych dzieci i osób starszych. Wirus, tak jak w przypadku SARS-CoV-2, przenosi się drogą kropelkową.

Infekcję złapać jest bardzo łatwo. W literaturze można odnaleźć przypadek zakażenia 62 osób od jednego chorego podczas transoceanicznego lotu samolotem.

Grypa towarzyszy ludziom od dawna. Najbardziej tragiczna w skutkach infekcja zdarzyła się pod koniec I wojny światowej. Z powodu tzw. „hiszpanki” zmarło wtedy od 50 do 100 mln ludzi na całym świecie.

Na wirusa grypy mamy niezłą broń w postaci szczepionki. Po raz pierwszy wprowadzono ją do obiegu w 1941 roku. Z tego też względu jest ona jedną z najlepiej przebadanych i zarazem najbezpieczniejszych szczepionek.

Ponieważ wirus grypy stale się zmienia, firmy farmaceutyczne co roku opracowują nowe wersje szczepionek. Ich skuteczność waha się w granicach 40-70 proc. Mało? Na pewno byłoby lepiej, by sięgała ona 100 proc., ale dobre i to.

Zalecane, nieobowiązkowe

Świat od lat korzysta ze szczepionek przeciwgrypowych, aczkolwiek różnice geograficzne są tu bardzo duże. Polacy pochodzą do tej akurat szczepionki wyjątkowo niechętnie. W najlepszym razie (było to 10 lat temu) szczepiło się u nas ok. 10 proc. społeczeństwa.

W ostatnich latach decydowało się na to zaledwie 3-4 proc. Polaków. Nie wymawiając, przyczyniali się do tego również sami lekarze, którzy pomimo stosunkowo dużego zagrożenia tą chorobą z racji wykonywanego zawodu, też korzystali z niej w bardzo ograniczony sposób.

Światowa Organizacja Zdrowia rekomenduje, by ze szczepień przeciw grypie korzystało co roku 75 proc. osób powyżej 65. roku życia. W Polsce odsetek ten nie przekracza 15 proc., średnia dla krajów UE to ok. 44 proc.

Szczepienia przeciw grypie są w naszym kraju zalecane przez Ministerstwo Zdrowia, ale nie są obowiązkowe. Jak przypomniał 17 września 2020 odpowiadając na pytania posłów w Sejmie wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski, ministerstwo kupuje w tzw. przetargu centralnym i dostarcza do placówek ochrony zdrowia, wyłącznie szczepionki obowiązkowe.

W przypadku preparatów zalecanych obowiązuje rynek komercyjny. Ministerstwo organizuje co najwyżej proces refundacji.

Zawiłości refundacji

I zorganizowało.

Zanim jednak powiemy jak zorganizowało, słowo na temat związku COVID-19 z grypą. Otóż wirusy grypy, a także te wywołujące infekcje o lżejszym przebiegu niż prawdziwa grypa, uszkadzają nabłonek dróg oddechowych i torują tym samym drogę innym zarazkom, w tym SARS-CoV-2.

Na tym sprawa się nie kończy, ponieważ uszkodzony nabłonek oddechowy to również wrota dla bakterii, np. dla wspomnianych pneumokoków, które mogą wywoływać ciężkie bakteryjne zapalenia płuc.

Na dodatek przebieg grypy i COVID-19 wcale nie jest łatwy do rozróżnienia. Nietrudno sobie wyobrazić co może się dziać, gdy z nadejściem zimy chorzy na zakażenia grypowe i paragrypowe ruszą w poszukiwaniu testów na SARS-CoV-2.

Nasze władze mając świadomość tego, że w tym roku Polakom należy się wyjątkowo dobra ochrona przed grypą, postanowiły rozszerzyć możliwości refundacji szczepionek chroniących przed tą chorobą.

Postanowiono refundować trzy preparaty, w tym jeden wyłącznie dla dzieci. Ponadto zadbać o pracowników ochrony zdrowia i zaszczepić bezpłatnie wszystkich chętnych z tej grupy zawodowej przeciw grypie.

Wprowadzono też pełną refundację szczepionki dla osób 75+ (w ubiegłym roku seniorzy płacili połowę stawki). Osoby powyżej 65. roku życia, a także młodsze (18-65) z grup zwiększonego ryzyka powikłań pogrypowych (np. po przeszczepie czy chorujące np. na astmę, cukrzycę, niewydolność nerek lub chorobę wieńcową) w tym roku zapłacą za szczepionkę połowę.

To samo dotyczy kobiet w ciąży, wreszcie dzieci pomiędzy 3. a 5. rokiem życia, dla których przeznaczona jest nowoczesna szczepionka donosowa (reszta preparatów ma postać domięśniowego zastrzyku).

W ubiegłym roku przeciwko grypie zaszczepiło się ponad 4 proc. społeczeństwa - mówił w Sejmie wiceminister Miłkowski. „Z tego refundowanych było 300 tys. osób” – dodał.

„Na ten rok wiemy, że zapotrzebowanie jest wyższe, więc wpuściliśmy dwie firmy, aby mogły sprzedawać swoje szczepionki w ramach refundacji. Łącznie na rzecz szczepionek refundowanych zadekretowane jest 218 proc. tego, co się sprzedało w ubiegłym roku” – podkreślił Miłkowski.

Uczniowie i nauczyciele się nie liczą

Na pierwszy rzut oka wygląda to nieźle – 218 proc. więcej refundowanych szczepionek niż przed rokiem - to 654 tys. osób. Przyjrzyjmy się jednak lepiej na ile to może starczyć.

Samych osób powyżej 75+ w Polsce żyje ok. 3 mln. Dla każdego z nich sama grypa może być ostatnią chorobą w ich życiu, nie mówiąc już o COVID-19, który - jak wiadomo - największe żniwo zbiera w najstarszych grupach wiekowych.

Wystarczy więc, że wszyscy polscy 75-latkowie (i ich opiekunowie) zechcą potraktować grypę poważnie i zdecydują zaszczepić się za darmo. Starczy dla… około jednej piątej z nich.

Naturalnie tego nie zrobią, bo nie wyjdą z domu na wizytę do lekarza, bo nie będą mieli siły walczyć o przyjście doktora do domu (do szczepienia musi kwalifikować lekarz, i też tylko on lub pielęgniarka może wykonać zastrzyk), itd., itp.

Doliczmy do tego kobiety w ciąży – ok. 400 tys. w ciągu roku, załóżmy, że ok. 100-150 tys. chętnych, by się zaszczepić za pół ceny.

A teraz popatrzymy na największą grupę – 18-65 lat z grup zwiększonego ryzyka powikłań. To kilka milionów ludzi.

No i dzieci.

Spośród wspomnianych 654 tys. przeznaczonych do refundacji jest – według wiceministra Miłkowskiego 100 tys. dawek donosowej szczepionki dla dzieci.

Dlaczego tylko 100 tys., choć dzieci w wieku 3-4-5 lat mamy w Polsce razem ok. 1,2 mln? A zatem w najlepszym razie starczy jej dla ok. 8 proc. maluchów. Jaki to ma sens?

Prof. Lidia Brydak, najwyższy autorytet w Polsce w zakresie walki z grypą, mówiła niedawno na łamach OKO.press: „Z mojego wieloletniego doświadczenia i ze stanu wiedzy na temat chorób zakaźnych wynika, że dzieci poniżej 14. roku życia są głównymi roznosicielami wirusów grypy. Dlatego uważam, że wszystkie dzieci oraz nauczyciele powinni zostać przeciwko niej zaszczepieni. (…) Tymczasem procent dzieci i młodzieży zaszczepionych przeciwko grypie w grupie wiekowej poniżej 14 lat wynosi w Polsce mniej niż 1 proc.”.

Dodajmy, że w Polsce jest ok. 4,6 mln uczniów i nieco ponad pół miliona nauczycieli.

Niestety ani jedni, ani drudzy nie znaleźli się w polu zainteresowania władz.

Dr Paweł Grzesiowski, pediatra, ekspert w zakresie zwalczania zakażeń, pisał niedawno na Twitterze, że po to, by szczepienia miały jakikolwiek wpływ na zdrowie publiczne, trzeba zaszczepić minimum 75 proc. osób ze wszystkich grup ryzyka, co w Polsce się równa 10 mln ludzi plus 3 mln z grup ryzyka epidemiologicznego, razem 13 mln.

Ministerstwo łącznie spodziewa się 2 mln dawek (komercyjnych i refundowanych razem wziętych).

„Mamy zadeklarowane przez firmy 1,8 mln dawek, w tym 650 tys. refundowanych” – pocieszał posłów wiceminister Miłkowski. „Mamy zapewnienie, że będzie znacząco więcej” – dodał. „Myślę, że nie będzie brakowało szczepionek w tym roku”.

Nie za późno, ale i nie za wcześnie

Na razie ów brak jest bardzo dotkliwy. Pierwsza partia szczepionek znalazła się w aptekach na początku września i rozeszła się natychmiast.

"Dostaliśmy 4 dawki, choć zamawialiśmy 200"

– mówi OKO.press farmaceutka z Nowego Miasta Lubawskiego w woj. warmińsko-mazurskim. Podobnie jest w innych rejonach Polski.

W tej chwili pojedyncze dawki Vaxigrip Tetra są dostępne w ok. 1 proc. polskich aptek.

W Nowym Mieście Lubawskim, nowej - nie wiadomo jeszcze jak dużej dostawy - spodziewają się na początku października.

Wiceminister Miłkowski poinformował posłów, że „z danych na dziś [17 września 2020], na rynku jest 260 tys. opakowań szczepionek, z tego 233 tys. zostało zrealizowanych”.

„230 tys. [dokładnie 233 tys.] szczepionek podanych od 1 września to bardzo dobry wynik” ocenił z zadowoleniem urzędnik. „Kolejne dostawy będą głównie na przełomie września i października, a pozostałe jeszcze do grudnia” - informował.

„Wszyscy oczekują, że szczepionka będzie dzisiaj, natychmiast, tymczasem czas na szczepienie przeciwko grypie jest od września do grudnia” – dodał wiceminister.

Tu akurat trzeba przyznać mu rację.

„W Polsce szczyt zachorowań na grypę odnotowujemy w okresie od stycznia do marca, aczkolwiek w poszczególnych sezonach czas ten może się nieznacznie różnić. Dlatego optymalny czas na szczepienia przeciw grypie przed szczytem zachorowań na grypę to wrzesień - grudzień” - piszą eksperci na stronie Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - PZH w Warszawie.

Wykres pokazujący, kiedy warto zaszczepić się na grypę

Źródło: NIZP-PZH

Uwaga! Wybierając miesiąc, w którym zaszczepimy się przeciw grypie, należy brać pod uwagę czas potrzebny na wykształcenie odporności, czyli ok. 2-3 tygodnie.

Z drugiej strony, zbytnie spieszenie się z przyjęciem szczepionki też nie popłaca. „Znane są bowiem wyniki badań, które potwierdzają obniżanie się odporności poszczepiennej o 6-11 proc. w ciągu miesiąca" – piszą eksperci.

A zatem najlepszy jest umiarkowany pośpiech.

Jeśli się uda, szczepionkę można kupić na początku października, zaś przyjąć ją np. pod koniec listopada. Tak, aby zdążyła się wykształcić odporność, a jej maksymalne działanie było wycelowane na styczeń-luty.

Trzeba tylko pamiętać o obowiązkowym przechowywaniu preparatu w lodówce. No i na szczepienie trzeba się zgłosić zdrowym, bez gorączki.

A może kupić za granicą?

Wiceminister Miłkowski zapewniał posłów, że ministerstwo nie spoczywa na laurach. „Im więcej dostawców, tym łatwiej jest negocjować” – poinformował. Dlatego ministerstwo dołączyło do negocjacji jeszcze dwóch producentów.

14 września ministerstwo sondowało dostawców trzech najważniejszych szczepionek do Polski. „Staraliśmy się uzyskać deklarację, ile dodatkowo możemy otrzymać – mówił nazajutrz [15 września] minister zdrowia Adam Niedzielski w trakcie posiedzenia sejmowej komisji zdrowia. Niedzielski liczy na przynajmniej pół miliona dodatkowych szczepionek.

A więc z jednej strony urzędnicy twierdzą, że w zasadzie nie zajmują się zamawianiem, sprowadzaniem szczepionek zalecanych, z drugiej jednak to ministerstwo de facto kontroluje rynek.

Wiceminister Miłkowski odpowiadając 17 września na pytania posłów w Sejmie odniósł się też kwestii szczepionki dla personelu medycznego i farmaceutów. Dla nich ministerstwo zakupiło osobno 114 tys. dawek. Szczepienie ma się odbywać w pierwszych dniach października.

„Zakładamy, że szczepionek wystarczy dla całego personelu, który będzie chciał się zaszczepić” - dodał. Jeśli jednak lekarze, pielęgniarki, salowe, ratownicy, farmaceuci, technicy farmaceutyczni rzeczywiście skorzystają z tej pomocy państwa, dawek może okazać się zdecydowanie za mało.

Inne kraje postanowiły zamówić znacznie większe partie szczepionek przeciw grypie. Np. Niemcy kupili ich 25 mln.

Czy Polacy mogą ją kupować za granicą?

Jak czytamy na stronie „Polityki zdrowotnej” szczepionkę przeciwko grypie można kupić za granicą we wszystkich krajach UE, ale również na podstawie recepty w aptece. Trzeba mieć więc receptę wystawioną w formie papierowej i spełniającą warunki recepty transgranicznej.

Warunkiem jest też to, aby konkretna szczepionka nie była objęta zakazem wywozu z danego kraju.

Czy jeśli już kupimy szczepionkę np. w Niemczech czy Czechach, możemy się tam od razu zaszczepić korzystając z karty EKUZ? Otóż karta EKUZ daje prawo wyłącznie do leczenia niezbędnego i nieplanowanego. Ponadto leczenie na podstawie EKUZ jest leczeniem w ramach publicznego systemu opieki zdrowotnej danego państwa. Odbywa się więc na tych samych zasadach, na jakich korzystają z niego obywatele danego kraju (jeśli w danym państwie jest np. obowiązek opłacenia części kosztów za wizytę u lekarza, to i Ty za nią zapłacisz).

Seniorze, zadbaj o siebie sam

I ostatnia kwestia – szczepienie przeciw pneumokokom, również gorąco zalecane w erze COVID (choć nie tylko).

Pneumokoki to bakterie wywołujące m.in. choroby górnych dróg oddechowych, gardła, zatok, oskrzeli, ucha środkowego. Bakterie te mogą przedostać się do krwi i wywołać zapalenie płuc, opon mózgowo-rdzeniowych, sepsę. Najgorszy scenariusz to tzw. inwazyjna choroba pneumokokowa prowadząca często do śmierci lub trwałego uszkodzenia narządów, np. mózgu.

Na zakażenia pneumokokami najbardziej narażone są dzieci do 2 lat i osoby 65+. W Polsce w 2017 roku do Programu Szczepień Ochronnych wprowadzono obowiązkowe, bezpłatne szczepienia przeciw pneumokokom dla całej populacji dzieci urodzonych po 31 grudnia 2016 roku. W tej chwili obowiązkowo szczepi się wszystkie dzieci od 6 tygodnia do 2 roku życia, a także dzieci nieco starsze, ale obciążone pewnymi chorobami.

Osoby starsze muszą zadbać o siebie same. Dla nich przeznaczona jest szczepionka zwana w skrócie PCV13 (Prevenar13, jedna dawka). Preparat nie jest tani – jego koszt w zależności od aptek – 250-400 zł. Szczepienia na szczęście nie trzeba powtarzać co roku jak przy grypie. Prevenar13 nie leży i nie czeka w każdej aptece, choć z jego dostępnością jest wyraźnie lepiej niż ze szczepionkami na grypę.

Pomiędzy szczepionką przeciw grypie i pneumokokom muszą upłynąć minimum 2 tygodnie.

Kolejność dowolna.

Udostępnij:

Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Założył tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne