— Stracili swoje życie w Ukrainie, przychodzą do mnie, pytają, co dalej. Co mam im mówić? — pyta siebie i nas wszystkich Joanna Jesis-Polewska, która w Gorzowie Wielkopolskim prowadzi dwa OZZ-y. Z jej 16 emerytów prawo do pobytu traci 12, podobnie jak wszystkie 45 dzieci. Ministerstwo Rodziny wyjaśnia, że mogą zostać – „na zasadach odpłatnych”.
„Nie, panie redaktorze, państwo polskie tym osobom najbardziej potrzebującym pomaga (...). Jeśli chodzi o kwestie krytyczne, to państwo polskie nie wyłączyło tych osób z pomocy” — mówi w TVN24 szef MSWiA Marcin Kierwiński, pytany przez Konrada Piaseckiego o los uchodźców i uchodźczyń, którzy wskutek ustawy wygaszeniowej tracą wsparcie, w tym opiekę medyczną.
Dobre samopoczucie ministra konfrontujemy z losem osób w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania (OZZ), w których od 1 lipca 2026 roku państwo przeprowadza redukcję miejsc o ponad połowę: z obecnych 12,5 tys. do 6 tys.
Joanna Jesis-Polewska, szefowa spółki Bazar, która od 2022 roku prowadzi w Gorzowie Wielkopolskim dwa OZZ-y, opowiada OKO.press o wielu „sytuacjach krytycznych”, które powstaną w wyniku decyzji m.in. ministra Kierwińskiego, do końca czerwca odpowiedzialnego za OZZ-y.
Od lipca przejmuje je Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, ale nie wygląda na to, by ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk miała tu jakiś pomysł poza ogólnym wyrażaniem żalu i zrzucaniem winy na prezydenta Karola Nawrockiego (zgodnie z odwróconą zasadą „wina Tuska”): „Ten dramat, bo to jest dramat, został zapoczątkowany przez okrutne weto Karola Nawrockiego”.
Z kolei dyrektorka Departamentu Pomocy Społecznej Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Beata Karlińska wyjaśnia w piśmie do Joanny Jesis-Polewskiej, że „osoby, które ze względu na swoją sytuację życiową czy też zdrowotną nie są w stanie samodzielnie funkcjonować w środowisku, będą przecież w dalszym ciągu miały możliwość schronienia i wyżywienia [w OZZ]”. W następnym zdaniu dodaje: „na zasadach komercyjnych”.
Wygląda na to, że ministerstwo Agnieszki Dziemianowicz-Bąk (na zdjęciu głównym: wystąpienie z okazji Dnia Matki, 26 maja 2026 roku) powinno zmienić nazwę na Ministerstwo Polskiej Rodziny.
Uwaga! Jeśli chcesz wesprzeć osoby chore, starsze i dzieci z ukraińskich rodzin wielodzietnych – weź udział w naszej zbiórce „Pomóżmy Ukraińcom”.
Piotr Pacewicz, OKO.press: Co będzie z twoimi OZZ-ami od 1 lipca?
Joanna Jesis-Polewska, która prowadzi w Gorzowie Wielkopolskim dwa ośrodki zbiorowego zakwaterowania: Prawdopodobnie ocaleją, ale większość naszych podopiecznych straci prawo pobytu. Do dziś nie mam żadnego sygnału z urzędu wojewódzkiego, by nasze interwencje cokolwiek zmieniły w decyzji władz. Ustawa wygaszeniowa drakońsko zawęża katalog grup wrażliwych, za które państwo będzie dalej płacić. Zakłada, że
najbardziej potrzebujące osoby, bo tylko takie zostały już objęte państwową pomocą, zostaną jej pozbawione.
Prowadzimy dwa ośrodki. W jednym jest 26 osób, w drugim 46, ale liczę tylko osoby relokowane przez urząd. Mieszka ich więcej.
Jak to?
Ustawa o pomocy uchodźcom, która obowiązywała do 5 marca 2026 roku, już wcześniej była nowelizowana; ograniczano grupę uprawnioną. Wypadły m.in. osoby dorosłe, czyli w naszym przypadku matki naszych dzieci, a dzieci mamy 45. Urząd udaje, że tych matek nie ma, ale wszyscy doskonale wiedzą, że wciąż u nas mieszkają, bo przecież nie zostawią dzieci. Łącznie mamy pod opieką prawie 100 osób.
Poniżej spot społeczny „Oni mają twarze”, nakręcony w OZZ prowadzonym przez Joannę Jesis-Polewską. Twórcy Magdalena Łazarkiewicz, Łukasz Gut i Maria Krauss protestują językiem filmowym przeciwko polityce władz – jak piszą – „w imię solidarności z uciekającymi przed wojną”. Zobaczycie na nim kilka postaci, o których opowiada dalej Joanna.
Osoby dorosłe płacą za pobyt?
Tak, 1500 zł, ale muszę coś wyjaśnić. Staraliśmy się stworzyć rodzinom uchodźczym coś na kształt mieszkań. Na piętrze jednego z naszych budynków mieszkają dwie albo trzy duże rodziny i poza pokojami mają do dyspozycji wspólną kuchnię i łazienkę. Mogą sobie ugotować, co chcą, co lubią ich dzieci, nie są skazane na catering, który dostarczamy im od początku wojny. Kuchnie są też miejscem życia społecznego.
Mam np. mamę z piątką dzieci i te 1500 zł to zryczałtowana opłata za całą rodzinę i takie właśnie prawie samodzielne mieszkanie. Starałyśmy się od początku, żeby ich życie wyglądało lepiej niż w typowych ośrodkach dla uchodźców.
Ilu masz emerytów?
Szesnaścioro. Emeryci są niby nadal w grupie uprawnionych do pobytu w OZZ, ale muszą spełnić aż trzy warunki: nigdzie nie pracować, nie mieć polskiej emerytury i wreszcie – najgorsze – nie mieć mieszkających w Polsce „zstępnych zdolnych do alimentacji”. Bo państwo uznało, że to dorosłe dzieci i wnuki powinny utrzymywać swoich nestorów.
I teraz uwaga. Na moich szesnastu emerytów tylko czterech nie ma zstępnych w Polsce. I tylko oni są niezagrożeni.
Pozostała dwunastka ma nas opuścić.
Łatwo powiedzieć, ale co mają ze sobą począć? Mają groszowe emerytury, czy to polskie, czy ukraińskie. Państwo mówi: niech idą do swojej rodziny, ale przecież to są także rodziny uchodźcze, które z trudem wiążą koniec z końcem. A mam nawet przypadek mojej seniorki Oleny, której córka mieszka w innym OZZ! Jeżeli państwo uznało córkę za niezdolną do w pełni samodzielnego funkcjonowania, to jak ma utrzymać schorowaną matkę?
Jest tu jeszcze jedna perfidna okoliczność. Jak emeryt zniknie z OZZ i nawet jeśli rodzina będzie mogła go przyjąć, to traci prawo do ubezpieczenia, które miał jako mój podopieczny (chyba że ma polską emeryturę). Czyli dzieci czy wnuki musiałyby także płacić za leczenie seniorów, a wielu tych naszych podopiecznych to osoby schorowane.
Dokładnie rzecz biorąc, w ustawie zapisano, że seniorzy tracą miejsce, o ile nie mają mieszkających w Polsce zstępnych „zdolnych do alimentacji”, ale nadal nie wiadomo, w jaki sposób ta zdolność będzie weryfikowana.
Normalnie takie rzeczy rozstrzygają sądy, ale jak będzie w tym przypadku? Nie wiemy. Od czego będzie zależało, że 1 lipca jedna starsza pani u mnie zostanie, a inna nie? Kto orzeknie, czy jej studiujący wnuk albo niepracująca córka ma zdolność do alimentacji, czy nie ma? I kiedy?
A skąd władze wiedzą, czy emeryt ma zstępnych, czy nie ma?
Urząd marszałkowski poprosił mnie o przedstawienie takich informacji. Musiałyśmy przygotować deklarację dla każdego emeryta i emerytki. Zapytałam urzędników, co wpisywać w rubryce „alimentacja tak/nie”, bo przecież moi emeryci zwrócą się do mnie z pytaniem, o co chodzi. No i… nie dostałam informacji, kto jest tym zdolnym do alimentacji. W związku z tym wpisywaliśmy: „Nie wiem”. Myślę, że sami urzędnicy nadal tego nie wiedzą. To przecież nieodpowiedzialne igranie z ludzkim losem.
Na moje pytanie o los starych osób i dzieci, które tracą prawo do pobytu w OZZ, dyrektorka Departamentu Pomocy Społecznej Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Beata Karlińska odpowiedziała, że „obywatele Ukrainy, którzy znaleźli się na terenie naszego kraju niezamierzenie, a którzy nie są w stanie ze względu na swoją sytuację życiową czy też zdrowotną samodzielnie funkcjonować w środowisku, będą w dalszym ciągu mieli możliwość schronienia i wyżywienia”. Wspaniale, prawda? Ale następne zdanie brzmi: „jeśli nie będą uprawnione do pobytu OZZ na koszt Skarbu Państwa, a ich sytuacja życiowa i finansowa nie będzie pozwalała na opuszczenie ośrodka, będą mogli mieszkać w OZZ na zasadach komercyjnych”.
Czyli ministerstwo daje im możliwość schronienia i wyżywienia u mnie, ale za pieniądze, których przecież nie mają!
Bezpieczne są kobiety w ciąży i połogu. Ale tu są też absurdy. W ciąży jest nasza Julka, w Ukrainie nauczycielka matematyki, która nam pomaga w prowadzeniu OZZ, jest naszą prawą ręką, wypełnia dokumenty, robi tłumaczenia, wszystko wyjaśnia uchodźcom.
Rzecz w tym, że Julia mieszka u nas z dużą rodziną, bo mają z mężem aż szóstkę dzieci, w wieku od dwóch do dziewięciu lat. Prawo do pobytu w OZZ zachowa od 1 lipca jedynie Julka i jej nowe dzieciątko, kiedy się urodzi, przez rok. Mąż i szóstka dzieci powinni się zabierać. Julka jest zmianową w Biedronce, teraz na zwolnieniu, mąż pracuje. Dzieciaki uczą się w polskich szkołach i przedszkolach. Bardzo fajna rodzina, ale nie można jej tak zupełnie zostawić bez pomocy.
Kolejny dramat. Mamy matkę z dzieciątkiem. Mogą zostać w OZZ dopóki maluch nie skończy dwunastego miesiąca życia, ale ona ma jeszcze trójkę starszych dzieci, które tracą prawo do pobytu.
Mamy w sumie 45 dzieci i one od 1 lipca już nie mogą u mnie mieszkać.
Mam trzy samotne matki z trójką lub większą liczbą dzieci. Mają zabierać te dzieci i się wyprowadzić. Dokąd?
W piśmie, jakie dostałam z ministerstwa, jest sugestia, że nie należy rozdzielać rodzin. Ta troska państwa oznacza, że za szóstkę dzieci Julki trzeba płacić, podobnie jak za wszystkie pozostałe 45 dzieci.
Jak to się wszystko odbywa formalnie?
Osoby przebywają u mnie na podstawie skierowania od wojewody. Dostaliśmy na szczęście informację od Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego, że mogę dalej prowadzić moje OZZ, bo i to nie było pewne. 23 czerwca Urząd Wojewódzki dokonał weryfikacji tego, kto według nowych kryteriów może u mnie zostać. To będzie tylko ta garsteczka „superwrażliwych” i masa pokrzywdzonych osób w trudnej lub beznadziejnej sytuacji.
Owszem, tworzymy ofertę komercyjną pobytu, znacznie poniżej cen rynkowych, bo nam zależy na tych ludziach i możemy sobie na to jako firma pozwolić, ale uchodźcy muszą być w stanie ponosić choćby część kosztów.
Cały czas próbuję przebić się do świadomości rządzących, że jest sporo osób, które możliwości egzystencji poza ośrodkiem po prostu nie mają.
Dlatego napisałam do ministerstwa, że nadal potrzebne jest dla nich systemowe wsparcie. Nie twórzmy fikcji, że schorowanego emeryta utrzyma jego córka, która z trudem utrzymuje swoje dzieci.
Powinno być też tak, że jeżeli matka pozostała w grupie wrażliwej, np. z powodu niepełnosprawności, to jej dzieci również mają prawo mieszkać w OZZ. Przecież jeżeli uważamy matkę za osobę niezdolną do samodzielnego funkcjonowania, to nie możemy uznać, że utrzyma swoje dzieci poza ośrodkiem. To jest nieracjonalne.
I wreszcie nie należy wyrzucać z OZZ samotnych matek z trójką lub większą liczbą dzieci. W piśmie do ministerstwa wskazałam, że w ustawie wygaszającej jest artykuł 112, punkty 8 i 9, z którego można tu skorzystać, bo pozwala na zwiększenie zakresu pomocy. Mogę konsultować te rozwiązania, być wsparciem, tylko żeby ktoś chciał z tego skorzystać.
Na szczęście mogliśmy ci trochę pomóc dzięki akcji „Pomóżmy Ukraińcom”, w której ponad 15 tys. ludzi wpłaciło prawie dwa miliony złotych (1 965 917 zł), a wpłaty cały czas wpływają.
Skontaktowała się ze mną Agnieszka Kosowicz, szefowa Polskiego Forum Migracyjnego [współorganizatorka zbiórki razem z OKO.press – red.], z pytaniem, czy mamy jakieś szczególnie potrzebujące osoby. Wypełniłam zgłoszenie i podpisałam umowę na wsparcie dla dwóch rodzin.
Rodzina Natalii, czteroosobowa. Rodzice przyjechali do Polski przed wojną, mają karty pobytu, nie są uchodźcami. W 2022 roku ściągnęli z Ukrainy swoich dwóch synków, Bogdana i Daniła, którzy – jako uchodźcy – mogli korzystać z OZZ. Rodzice mieszkają z nimi i za swój pobyt płacą. Natalia zachorowała jednak na nowotwór, rokowania są złe, jest w trakcie agresywnej chemioterapii (na szczęście jest ubezpieczona).
Po 1 lipca także dzieci tracą u nas prawo pobytu. Pomogliście nam w ten sposób, że opłaciliście im pobyt do końca roku, tak żeby pieniądze, które zarabia tata, rodzina mogła przeznaczać na bieżące wydatki, w tym także na dojazdy Natalii na leczenie, bo inaczej nie byłoby ich na to stać.
Zafundowaliście także rozwiązanie innego dramatu. Otóż mąż Natalii jest ojcem biologicznym tylko młodszego z chłopców, tata starszego zginął na froncie. I największą troską Natalii jest to, że po jej śmierci mężowi zabiorą jedno dziecko. Środki od was przeznaczamy na pomoc prawną w Ukrainie, żeby załatwić przysposobienie dzieciaka.
Wiesz, to taka chwila, kiedy Natalia siedzi przed tobą,
zrozpaczona matka, płacze, żeby jej starsze dziecko nie straciło drugiego ojca.
Nawet dla psycholożki, którą jestem, to są graniczne rozmowy. Postanowiłam, że już z własnych środków wyślemy tę rodzinę na kilka dni nad morze, bo to jest ich marzenie. To może być ostatni wspólny wyjazd na wakacje.
A druga rodzina?
To będzie krótsza historia. Jest u nas dziewczynka, Milanka, superprzedszkolaczek. Jej mama, Żenia, mieszka z Milanką, ale formalnie nie jest w OZZ. No i Żenia zachorowała na stwardnienie rozsiane. Nieszczęście, jest w trakcie leczenia. I teraz uwaga. Dostała polskie orzeczenie o niepełnosprawności i formalnie moglibyśmy przyjąć ją do OZZ na koszt państwa, ale Urząd Wojewódzki zakazał nam przyjmowania nowych osób. Agnieszka Kosowicz zaproponowała, żeby opłacić pobyt Żeni z Milanką na dwa miesiące i w tym czasie załatwić jej sprawę, bo nawet po drakońskich cięciach ma przecież prawo do pobytu w OZZ.
Wszystkie dzieci i większość dorosłych powinni w środę, 1 lipca, zniknąć z twoich ośrodków. I co zrobicie?
Na razie oni wszyscy patrzą na mnie i na Anię Siwko, z którą prowadzimy ośrodki, i oczekują, że coś wymyślimy. Kolejne cięcia ustawy pomocowej w poprzednich latach były jak zaciskanie pętli, bo oni od dawna żyli w niepewności, czy pomoc będzie, czy nie. Nasi podopieczni wiedzą o zmianie przepisów. To są bardzo internetowi ludzie, ale
ponieważ do tej pory w jakiś sposób sobie radziłyśmy, wierzą, że tym razem też tak będzie.
Co będzie dalej? Nawet jeśli mama z naszego OZZ pracuje, nie jest na śmieciówce i na umowie o pracę zarabia na ogół te 3600 zł, czyli tyle, ile wynosi minimalne wynagrodzenie… Wynajem mieszkania w Gorzowie kosztuje dwa i pół tysiąca plus opłaty. Nie trzeba być matematykiem, żeby policzyć, że ona nie da rady.
U nas taka mama jest samodzielna, współfinansuje swój pobyt. Dzieci chodzą do szkół, przedszkoli, zintegrowały się, wszyscy dobrze się czują w Gorzowie, który okazał się miastem przyjaznym, już się zakorzenili, ale tego jednego, jedynego kroku do samodzielności, czyli wynajęcia mieszkania na komercyjnym rynku, nie są w stanie wykonać.
Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej realizuje projekt „Wspólnie do samodzielności”.
Z budżetem 93,5 miliona zł, z tego 84 mln od Komisji Europejskiej, przeznaczony dla 6 tys. osób mieszkających w OZZ-tach.
Oczywiście współpracujemy z nimi, zapraszamy na spotkania, chętnie przyjeżdżają, zachęcają naszych podopiecznych. Opuszczając OZZ, uchodźcy mają dostawać dopłaty do wynajęcia mieszkania przez sześć miesięcy, ale malejące z miesiąca na miesiąc.
Projekt jest bardzo fajny, ale dla osób zaradnych, które w tak krótkim czasie będą w stanie w pełni się usamodzielnić.
A nasze mamy wiedzą, że jeśli wejdą do programu, to za pół roku będą musiały zarobić na prawie cały czynsz, a umowę najmu trzeba podpisać na dłuższy okres. Przecież taka mama z dwójką, trójką czy piątką dzieci nie zacznie zarabiać sześć tysięcy. Ten program nie jest dla nich.
Jestem tym wszystkim rozczarowana i oburzona, żeby tego nie nazwać mocniej. Mnie nie męczy praca z uchodźcami, to wspaniałe zajęcie. Męczy mnie wieczna walka i ten niepokój, wieczna huśtawka: czy ośrodek będzie, czy nie, czy osoba X zostanie, czy nie. To jest potworne.
To co będzie? Polska pozbędzie się tych ludzi i wrócą na Ukrainę?
Jak tylko wybuchła pełnoskalowa wojna, uznaliśmy, że skoro jako firma posiadamy własne nieruchomości, to chcemy pomagać. Jesteśmy małą firmą rodzinną, głównie pracujemy we dwie z Anią Siwko. Moi rodzice, którzy są właścicielami firmy, są całym sercem za pomaganiem. W 2022 roku mąż angażował się w ściąganie uchodźców z granicy. To był czas powszechnego entuzjazmu, wielkiej solidarności.
W budynku w centrum miasta, który wynajmuje od nas drobny biznes, miałyśmy w lutym [2022] kilka wolnych pokoi i przyjęłyśmy tam jedną mamę z dziećmi i panią w ciąży. Wybrałyśmy je z osób koczujących na sali gimnastycznej. Przyjęłyśmy też ich zwierzęta, bo gdybyśmy my uciekały przed wojną, to też zabrałybyśmy nasze zwierzaki.
Tak to się zaczęło. Zapewniliśmy uchodźcom godziwe warunki życia i co? Teraz mamy ich wyrzucić z Polski? Czy dwudziestej podobno gospodarki świata nie stać na to, żeby ci ludzie mogli bezpiecznie u nas żyć, skoro ich bliscy walczą na froncie także w naszej obronie?
Mają wrócić na Ukrainę?! Nasi uchodźcy nie mają dokąd.
Oni wszyscy albo prawie wszyscy są ze wschodniej Ukrainy, która jest albo okupowana, albo na linii frontu, albo tuż przy linii frontu. Kamień na kamieniu tam nie został. Do zachodniej Ukrainy nie mogą pojechać, bo nikogo bliskiego tam nie mają, a są tam już miliony uchodźców wewnętrznych. Starsze osoby są w sytuacji bez wyjścia.
Stracili tam swoje dotychczasowe życie. Przychodzą do mnie, pytają, co będzie dalej. Co mam im mówić?
Na koniec fragmenty odpowiedzi, jaką 16 czerwca 2026 r. Joanna Jesis-Polewska dostała od Beaty Karlińskiej, dyrektorki Departamentu Pomocy Społecznej Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, na pytania o los uchodźców ze swoich ośrodków od 1 lipca. O ustawie wygaszeniowej dyr. Karlińska pisze:
„Intencją ustawodawcy było
zoptymalizowanie dotychczasowych rozwiązań dotyczących obywateli Ukrainy przebywających m.in. w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania, a przede wszystkim usamodzielnienie mieszkańców OZZ.
Wskazać jednak należy, że obywatele Ukrainy, którzy znaleźli się na terenie naszego kraju niezamierzenie, a którzy nie są w stanie ze względu na swoją sytuację życiową czy też zdrowotną samodzielnie funkcjonować w środowisku, będą w dalszym ciągu mieli możliwość schronienia i wyżywienia (...)
Jeśli więc wśród obywateli Ukrainy znajdą się osoby, które zgodnie z przepisami prawa po 1 lipca 2026 r. nie będą uprawnione do pobytu w OZZ na koszt Skarbu Państwa, a ich sytuacja życiowa i finansowa nie będzie pozwalała na opuszczenie ośrodka,
będą mogły mieszkać w OZZ na zasadach komercyjnych.
Wskazać należy, że rozwiązanie to jest stosowane obecnie i nie budzi jakichkolwiek wątpliwości.”
Na pytanie o los dzieci powyżej roku życia, które tracą prawo do pobytu w OZZ (nawet jeśli ich mama jako np. osoba z niepełnosprawnością może w nim pozostać), dyr. Karlińska wyjaśnia: „Z uzasadnienia do projektu ustawy wynika, że ograniczenie podmiotowe w tym przepisie było zamierzonym działaniem ustawodawcy, a termin 30 czerwca został ustalony po to, aby umożliwić dzieciom, które nie zostaną objęte tym zakresem, niezakłóconą naukę w miejscu obecnego zamieszkiwania (...) Kierując się jednak zasadą dobra dziecka wynikającą z Konwencji o prawach dziecka ONZ (...), mając na względzie art. 71 ust. 1 Konstytucji, zgodnie z którym państwo uwzględnia dobro rodziny, uznać należy, że małoletni będący członkami rodziny osoby uprawnionej do pobytu w OZZ
powinni również zostać objęci zakwaterowaniem w OZZ, chociażby na zasadach odpłatnych.
Jeśli sytuacja finansowa rodziny nie pozwala na ponoszenie odpłatności za pobyt dzieci w OZZ, istnieje możliwość zwrócenia się do ośrodka pomocy społecznej lub centrum usług społecznych z prośbą o przyznanie zasiłku celowego.”
Dodajmy, że do zadań departamentu Beaty Karlińskiej należy m.in.:
Wygląda na to, że ministerstwo Agnieszki Dziemianowicz-Bąk powinno zmienić nazwę na Ministerstwo Polskiej Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Komentarze