0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jonathan NACKSTRAND / AFPFot. Jonathan NACKST...

– Kto czeka na coś dobrego, nigdy nie czeka zbyt długo. Mamy tu doskonały przykład na potwierdzenie tej prawdy – powiedział minister spraw zagranicznych USA Antony Blinken, kiedy w Waszyngtonie podpisane zostały już wszystkie papiery, uściśnięto wszystkie dłonie i klamka zapadła.

Szwecja pożegnała się z liczącą sobie ponad 200 lat tradycją neutralności i bezaliansowości.

Opór Turcji i Węgier

Doprowadzenie do tego wcale nie było takie proste. Kiedy dwa lata temu Sztokholm zadeklarował chęć wejścia do NATO, wydawało się, że dokona tego szybko i bezboleśnie, razem z ubiegającą się o to samo Finlandią.

Jednak droga Szwecji do NATO okazała się długa i wyboista.

Najpierw jej kandydaturę blokowała Turcja

Prezydent Erdoğan zarzucał Szwedom, że chronią kurdyjskich terrorystów. Następnie domagał się, by rząd w Sztokholmie zabronił palenia Koranu i innych bluźnierstw przeciw islamowi.

Szwecja poszła na pewne ugody (ale nie w sprawach wolności słowa).

  • Wzmocniła między innymi prawo antyterrorystyczne, co wymagało poprawek w konstytucji,
  • a także zmieniła swój stosunek do walczących o wolność Kurdów, nawet tych, którzy przyczynili się nie tak dawno temu do pokonania Państwa Islamskiego.

Wreszcie w styczniu 2024 roku Erdoğan poinformował, że Turcja daje Szwecji zielone światło.

Do rozwiązania pozostał problem sceptycyzmu Węgier

Te zwlekały nieznośnie długo. Trudno było dojść do tego, czy chodzi tu o działanie na rzecz Putina, czy może Orbán mści się za to, że szwedzcy politycy oraz prasa od lat nie pozostawiają na nim suchej nitki, oskarżając go o niszczenie demokracji. Ostatecznie 5 marca prezydent Tamás Sulyok podpisał ustawę wyrażającą zgodę na przystąpienie Szwecji do Sojuszu.

Szwecja lubi być wzorem, więc będzie wzorem w NATO

Szwedzkie społeczeństwo jest pozytywnie nastawione do tego, że kraj wszedł do Paktu Północnoatlantyckiego. Ostatnie badania opinii publicznej wykazały, że za członkostwem w NATO opowiada się ponad dwie trzecie Szwedów.

Teraz ten procent pewnie jeszcze wzrośnie, bo społeczeństwo konsensusu zazwyczaj zgadza się ze swoimi rządzącymi.

Powszechnie uważa się też, że dzięki przynależności do NATO wzrośnie bezpieczeństwo, strach przed Rosją zostanie nieco osłabiony. A poza tym sama Szwecja jest Sojuszowi bardzo potrzebna.

Tu warto pamiętać, że Szwecja to nieduży kraj, który zawsze ma spore ambicje. A ściślej – lubi być najlepszym uczniem w klasie. Po to, by Szwedów do czegoś przekonać, należy im uświadomić, że są gdzieś niezbędni i mają szansę stać się dla kogoś wzorem.

Latami szczycili się, że są najlepszym na świecie humanitarnym mocarstwem i sumieniem świata. Że są krajem, który niesie wizję świata bez wojen i przyjmuje z otwartymi ramionami wszystkich ludzi, którzy przed wojną i agresją uciekają.

Teraz idea humanitarnego mocarstwa padła, między innymi ze względu na narastającą wewnętrzną krytykę szwedzkiej polityki migracyjnej, rosnącą niechęć do uchodźców, a także realne zagrożenie ze strony Rosji. Ta bowiem, jak wiadomo, za nic ma oliwne gałązki.

Można się więc spodziewać, że nadchodzi epoka, w której Szwecja będzie starała się być klasowym pupilem jako członek NATO i w szybkim tempie zwiększy swój militarny potencjał.

Przeczytaj także:

Bałtyk szwedzko-fiński

– Będziemy bronić całego NATO – zapewniali parę dni temu w szwedzkiej prasie dowódcy fińskiej i szwedzkiej marynarki wojennej Tuomas Tiilikainen i Ewa Skoog Haslum. Podkreślili też, że szwedzko-fińska współpraca na Morzu Bałtyckim jest tak dobra, iż powinna stać się wzorem dla innych. A poza tym region Morza Bałtyckiego jest dziś kluczowy ze względów strategicznych.

– Jedność i solidarność to słowa, które będą charakteryzować Szwecję jako członka NATO. Z naszymi sojusznikami będziemy dzielić obowiązki, odpowiedzialność i ryzyka – zapewnił uroczyście premier Kristersson. Dodał, że siła poparcia szwedzkiego społeczeństwa dla NATO jest dziś tak duża, iż wzmocni to od środka sam Sojusz.

To ładne słowa, ale warto pamiętać, że pomimo słynnego szwedzkiego konsensusu wejście do NATO ma też w kraju krytyków.

Odchodzi Szwecja – głosicielka pokoju

– Obawiamy się, że szwedzki głos na rzecz pokoju i rozbrojenia, który odegrał dużą rolę w świecie, został właśnie uciszony – powiedziała jednej z gazet Kerstin Bergeå, przewodnicząca organizacji działającej na rzecz pokoju Svenska Freds. – Wejście Szwecji do NATO jest dla nas dniem żałoby. To godny pożałowania, historyczny błąd, który przyczyni się do polaryzacji, wzrostu napięć i militaryzacji.

Za błąd wejście do NATO uważają także dwie zasiadające w szwedzkim parlamencie partie: Lewica i Zieloni.

Jedni i drudzy podkreślają, że dołączenie do NATO jest złamaniem liczącej dwieście lat tradycji bezaliansowości. I że już teraz można powiedzieć, iż proces ubiegania się o członkostwo pokazał, z jakimi wiąże się to ryzykami.

Nagle politykom szwedzkim warunki dyktowali autorytarni liderzy w rodzaju Erdoğana czy Orbána!

Partia Lewicy sprzeciwia się też stacjonowaniu w Szwecji wojsk amerykańskich i tworzeniu amerykańskich baz. Rezygnacja z bezaliansowości nie podoba się też ludziom silnie związanym z tradycyjnie rozumianą socjaldemokracją. Bo choć dziś Partia Socjaldemokratyczna parła do NATO tak samo jak rządzący Moderaci, to jednak szwedzka neutralność stała się marką kraju właśnie za wieloletnich rządów Socjaldemokratów.

Czy mamy dość schronów?

W ostatnich miesiącach w Szwecji nieustannie się o wojnie dyskutuje. Można to wręcz chyba nazwać „obronnościową gorączką”.

Politycy, a także dowódcy wojskowi powtarzają, że wojna jest możliwa.

Generalny dowódca szwedzkich sił zbrojnych Micaela Bydén regularnie nawołuje do zmiany mentalności. Powtarza też, że dla wzmocnienia obronności Szwecji wejście do NATO nie jest wystarczające. Trzeba znacząco zwiększyć budżet na zbrojenia.

Sporo mówi się także o obronie cywilnej, która jeszcze w czasach zimnej wojny była mocną stroną kraju.

Szwecja miała na przykład wyjątkowo dużo schronów przeciwatomowych. Jednak od dłuższego czasu o takich rzeczach w ogóle się nie myślało. Dowodem to, że najdroższy w Europie szpital uniwersytecki Nya Karolinska został zbudowany bez przestrzeni, która mogłaby posłużyć za schron. Co zrobić, na wypadek przyjścia wojny? W co się zaopatrzyć?

Piszą o tym media i rozmawiają politycy. Minister kultury Parisa Liljestrand poinformowała o powołaniu rady, która zajmie się planowaniem, jak w sposób efektywny chronić w razie wybuchu wojny zabytki, zbiory muzealne oraz biblioteczne.

„Od jakiegoś czasu nie ma dnia, żeby jakaś instytucja państwowa albo organizacja pilnie nie informowała, w jaki sposób szykuje się do wojny. Jeśli nie chodzi o renowację schronów, to o to, jak przygotować służbę zdrowia do pomocy »dziesiątkom tysięcy rannych«” – pisze o tym redaktor naczelny opiniotwórczego magazynu „Kvartal” Jörgen Huitfeldt.

Dziennikarz zastanawia się też, czy racjonalna reakcja na wojnę w Ukrainie nie zaczyna się powoli zamieniać w międzynarodową atmosferę wyczekiwania na wojnę światową. „Osobiście jestem przekonany, że fakt, iż coraz więcej krajów zaczyna się do wojny przygotowywać i o wojnie oficjalnie mówić zwiększa ryzyko, że wojna naprawdę wybuchnie” – dodaje.

Wzorem duńska polityka migracyjna

I rzeczywiście trochę człowieka przechodzą ciarki, kiedy minister obrony Niemiec Boris Pistorius w wywiadzie dla dziennika „Dagens Nyheter” przepowiada, że za pięć do ośmiu lat Rosja będzie gotowa na zaatakowanie NATO. Jednak obecność Szwecji w Sojuszu wzmacnia go. Przyczyni się też do pogłębienia polityki, której celem jest uświadomienie Rosji, że NATO będzie bronić każdego milimetra swego coraz większego terytorium.

Jak to wszystko ma się do pamięci o Szwecji, która zgodnie z wizją charyzmatycznego premiera Olofa Palme miała być sumieniem świata? Niezależnym mediatorem, krajem, który dzięki nieangażowaniu się w wojny i militarne pakty mógł działać na rzecz pokoju? Na przykład podczas walki z apartheidem w RPA?

Istnieje obawa, że pamięć o takiej Szwecji zatrze się szybciej, niż myślimy. Bo Szwecja, poza tym, że słynie ze spokoju i zamiłowania do słowa lagom, jest także krajem, który potrafi bardzo szybko i bardzo radykalnie się zmieniać.

Jeszcze niedawno szczyciła się otwartym sercem dla uchodźców. Potępiała duńską ksenofobię. A dziś szwedzcy politycy jeżdżą do Danii, żeby się uczyć, jak likwidować imigranckie dzielnice i co zrobić, by skutecznie chronić granice przed napływem uchodźców.

Jeszcze niedawno Szwecja żyła marzeniem o pokoju. Dziś zaczyna marzyć o tym, by mieć jak największe wpływy w NATO. Cóż, zmienił się czas, język i sytuacja międzynarodowa. Ale Europie będzie brakować kraju, którego historia od roku 1814 dowodziła, że można żyć – i to dobrze – bez wojen, zbrojeń i militarnych aliansów.

;

Udostępnij:

Katarzyna Tubylewicz

Pisarka, kulturoznawczyni i tłumaczka literatury szwedzkiej. Autorka m.in. reportaży o współczesnej Szwecji „Samotny jak Szwed? O ludziach Północy, którzy lubią bywać sami”, „Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie”. Ostatnio wydała: „Szwedzka sztuka kochania. O miłości i seksie na Północy”.

Komentarze