0:00
Prawa autorskie: ExternalExternal
Wideo

„Szwedy”. Miniserial dokumentalny o plutonie 130. Kijowskiego Batalionu Obrony Terytorialnej [WIDEO]

„Są zuchwali, ale sprzyja im niesamowite szczęście” – miniserial dokumentalny Roberta Kowalskiego o ukraińskim plutonie obrony terytorialnej „Szwedy”, który przeszedł cały szlak wojenny od Kijowa po Charków. Krążą o nich legendy

Wydrukuj

Przedstawiamy czteroodcinkowy miniserial dokumentalny Roberta Kowalskiego dla OKO.press o walecznym plutonie Ukraińskiej Obrony Terytorialnej, zwanym „Szwedy”. Zdjęcia do serialu powstawały od maja do września 2022 roku. Jeden z odcinków oparty jest na unikatowych materiałach, nakręconych przez samych żołnierzy. Poznajcie historię Szweda i jego kolegów z oddziału, który przeszedł wojenny szlak od Kijowa do Charkowa. A w grudniu walczy pod ostrzałem gdzieś we wschodniej Ukrainie.

Tę znajomość przyniosła wojna

Pierwszy raz pojechałem do Charkowa w maju 2022 roku. Ze Lwowa zabrałem Romana Buczko, młodego ukraińskiego operatora, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Wyjechałem z Warszawy samochodem zapełnionym po brzegi. Przede wszystkim lekami i sprzętem medycznym dla wojska. Ekwipunek pochodził od ukraińskiej fundacji Uniters z Warszawy (założonej w 2014 roku przez Galinę Andruszkow), w której pracują setki wolontariuszy.

Dostałem adres: Charków, ulica Sumska (numer pomijam). To jedna z głównych ulic 1,5 milionowego miasta, leżącego tuż przy wschodniej granicy z Rosją. Półtora dnia i byliśmy na miejscu.

Śpiew ptaków i głośne wybuchy – tak przedstawił mi się Charków. Rosjanie byli tylko kilkadziesiąt kilometrów od miasta, ich artyleria pracowała. Nieregularnie, ale cały czas. W dzień i w nocy. Poprosiłem Marinę Polakową, której miałem przekazać mój ładunek, żebym mógł osobiście oddać go w ręce żołnierzy.

I tak poznałem doktora Maxa Webera (zbieżność nazwisk z wielkim socjologiem przypadkowa). Max przyjechał prosto z frontu, gdzie służył w oddziale medycznym. Przed wojną prowadził w Kijowie prywatną lecznicę weterynaryjną. Opowiedział mi o „Szwedach”. Plutonie ze 130. Kijowskiego Batalionu Obrony Terytorialnej.

„Chodzą o nich minilegendy. Są zuchwali, ale sprzyja im niesamowite szczęście”.

Sześć dni później pluton „Szwedów” zabrał nas – w porozumieniu z dowództwem – na misję zwiadowczą przy granicy z Rosją. Niedziela 29 maja była wyjątkowym dniem dla Charkowa. Przyjechał prezydent Zełenski i wszyscy byli z tego dumni. Misja wyjazdowa głowy państwa była tajna, ale Rosjanie musieli się w tym połapać, bo ich artyleria pracowała jak szalona. W takich okolicznościach nic nie wiedząc o wizycie prezydenta, ruszyliśmy ze „Szwedami” na zwiad. Max też z nami pojechał. To był 93. dzień wojny.

Zawodowi sportowcy, księgowi i kucharz

„Szwedy” to 20-osobowy pluton. Nazwa pochodzi od nazwiska jednego z nich, Dimy Szczwecowa. Plutony w ich kompanii przyjmowały nazwy od państw, pomagających Ukraińcom w wojnie z Rosją. Mieli swojego „Szweda”, nie musieli długo myśleć.

„Szwedami” rządzą rugbyści – Kep, Lock, Żuk i Mors. Zawodowi sportowcy. Mają puchary Mistrzów Ukrainy. Lock to w ogóle najwyższa półka. 10 lat w reprezentacji Ukrainy, międzynarodowa kariera, grał w europejskich ligach, między innymi we Francji i w Polsce. Z drużyną z Pruszcza Gdańskiego zdobył Puchar Polski. Wśród „Szwedów” jest jeszcze szermierz (Lans), spadochroniarz (Antonio) i ultramaratończyk (Taras).

Wszyscy zgłosili się do wojska 24 lutego, pierwszego dnia wojny. Z wyjątkiem Morsa, który jest na wojnie od 2014 roku.

Są wśród nich dwaj księgowi (Funt i Szrek), kucharz i szef kuchni (Kucharz i Żeglarz), taksówkarz (Kulek – po polsku to torba-reklamówka), kilku inżynierów (Lock, Biały, Antonio, Szwed i Lans), instruktor jazdy (Żuk), specjaliści od IT (Mors i Mołnia), student lotnictwa (Zima), pracownik magazynu i kurier (Wiking i McAron). A także Festiwal, który mówi o sobie, że przed wojną zajmował się „dostarczaniem ludziom niezapomnianych wrażeń”. Najstarszy jest Taras, były pracownik MSW Ukrainy. Ma 72 lata i życiówkę w maratonie 2:19.

Dowódcą plutonu jest Kep, kapitan dwóch drużyn rugby RK „Awiator” i RK „Rhinos”. Od 2014 roku pracował jako wolontariusz na wojnie.

Nie poznałem tylko Wasyla, który jest w szpitalu. Dostał odłamkiem w głowę, ale prognozy są dobre. Wkrótce wróci do „Szwedów”.

Podziurawiony Ford Ranger

Po dwóch tygodniach w Charkowie wróciłem do Warszawy ze „Szwedami” w głowie i w sercu. Pozostawaliśmy w stałym kontakcie. Dzięki Galinie Andruszkow z Uniters wysłaliśmy im dwa samochody – Land Rover i Ford Ranger. Ten ostatni zdobył w Anglii Stanisław Skarżyński, współzałożyciel OKO.press. Teraz – brytyjski korespondent „Gazety Wyborczej”.

Udało się to także dzięki zbiórce, którą zorganizował Daniel Drobniak, bohater jednego z moich reportaży z demonstracji ulicznych.

„Szwedy” mają niezły dorobek wojenny. Przeszli szlak od obrony Kijowa w pierwszych tygodniach wojny, Irpień, Bucza, później obrona Charkowa i ofensywa na Charkowszczyźnie. Ranni byli Żuk, Wiking i Wasyl.

Ponownie spotkaliśmy się pod koniec września. Jeszcze stacjonowali w okolicy Charkowa.

Lock i Szwed przyjechali na granicę miasta po mnie i Romana Fordem Rangerem. Samochód, który poprzednio służył w rodzinie rolnika z okolic Oksfordu, był cały w dziurach, ale żwawy. Nie stracił nic ze swojej mocy. Był 215. dzień wojny.

Tego dnia zginął przyjaciel „Szwedów” – dowódca kompanii wsparcia ogniowego z ich batalionu, podpułkownik Igor Bezogluk.

Był w wozie opancerzonym, który zjechał na pobocze, żeby ominąć lej po bombie. Wjechał na minę. Stało się to niedaleko miejsca stacjonowania moich bohaterów. Następnego dnia mamy pojechać w tę okolicę.

Ostatnich kilka dni to dla „Szwedów” czas odpoczynku. Czekają na rozkaz, spodziewają się wyjazdu w inne miejsce kraju. Do Festiwala ma przyjechać żona. Żołnierz właśnie wybiera się na dworzec. Ma przepustkę na 24 godziny.

Uwaga! Jeśli nie wyświetlają Ci się napisy po polsku, kliknij symbol napisów (podkreślony na czerwono) lub w "obejrzyj w YouTube"

Na krawędzi życia

Kampania na Charkowszczyźnie jest wielkim osiągnięciem Ukraińców. Ponad 30 proc. ziem było pod okupacją Rosjan. Wyzwolono prawie 400 miejscowości, odzyskano każdy kawałek terytorium.

„Szwedy” mocno się tam napracowali. Chociaż Lock mówi o tym jak stoik:

„Przyszliśmy. Zrobiliśmy swoją robotę. Wszystko. Zaraz pojedziemy dalej”.

Niestety, stracili dowódcę swojej kompanii. Kapitan Jarosław Szamanow, pseudonim Szerman, dowódca 3. Kompanii Strzelców zginął ratując rannych na polu bitwy. „Szwedy” byli razem z nim. Lock, Wiking i Zima pod ostrym ostrzałem wywozili rannych. Żuk sam został ranny i wywieziony przez Szermana, który wrócił po następnych i już tam pozostał. Pluton musiał się wycofać, ale powierzono mu misję odnalezienia ciała dowódcy.

Zdjęcia do tego odcinka nakręcili sami „Szwedy” – Antonio, Biały, Lock i Kep. Dzięki temu jesteśmy z nimi w najgorętszych momentach. Na krawędzi życia. Dużo tu wrzących scen, ale też humorystycznych, a niekiedy lirycznych. Jak scena, gdy Biały i Szwed, ścigani przez rosyjski dron, chowają się pod drzewami. Nagle nad nimi, w koronie klonu, pojawia się wiewiórka.

„Cześć rudziutka. Zobacz, macha do nas ogonem”.

„Chcę walczyć dalej. Ukarać kacapów"

216. dzień wojny. Pluton wybiera się na zwiad, chcą pokręcić się w pobliżu granicy z Rosją. Mają też zamiar pojechać w miejsce, gdzie zginął Szerman. W bazie zostają tylko Mołnia, Kulek i Funt. Festiwal na przepustce z żoną. Wasyl w szpitalu.

Dwa dni wcześniej szef „Szwedów” Kep wrócił z 3-dniowego urlopu w Kijowie. Urodził mu się syn Michaił.

„Jakbym był na innej planecie. Żona powiedziała, że nie przystosowałem się przez te 3 dni. Może szkoda, ale tu czuję się jak w domu.

A chciałbym, żeby było na odwrót. Nie rozumiem już przyjaciół, którzy tam mieszkają. Jest jakaś przepaść.

Wracam tu, gdzie wszyscy chłopcy mają te same co ja poglądy i myśli. Są szczęśliwi, cieszą się, że już wróciłem. Lans przybiega i mówi: tak się cieszę, że jesteś, witaj Kepczik. Znajomi z Kijowa zapewniają, że są z nas dumni, że trzymają za nas kciuki. Dobrze, dziękujemy. Ale to są moje kciuki. To mnie trzyma”.

Kep zbiera pluton w miejscu, gdzie zginął Szerman. Prosi o zdjęcie hełmów. Zaczyna mówić o poległym i głos mu się łamie. Mija kilka minut, zanim zapanuje nad wzruszeniem.

„Czy straciłem jedynego dowódcę, z którym chciałbym walczyć? Chcę walczyć dalej. Tak. Zemścić się. Ukarać kacapów.

Ale do tej pory nie mogę znaleźć takiego szefa, za którym chciałbym pójść”.

Szwedy długo stoją w miejscu, gdzie stracili dowódcę kompanii. Czuje się podniosłość tej chwili.

W drodze powrotnej Mors ratuje koziołka, którego znajdujemy w zburzonym do połowy domu. Zwierzak cieszy się na nasz widok. Biegnie za Morsem jak pies i beczy wesoło. Pojedzie do schroniska w Charkowie. Trzeba tu będzie jeszcze wrócić po inne kozy.

„Trzeba dokończyć pracę”

Po wyprawie okazało się, że „Szwedy” przygotowały dla mnie i Romana niezłą atrakcję. Jedziemy do bani. Szkoda tylko, że z zakazem filmowania.

Kilka dni później wracamy do domów. Roman do Lwowa, ja do Warszawy.

„Szwedy” też podróżowali. Są teraz w wyjątkowo podłym miejscu. Pod nieustannym ostrzałem. Trzech zostało rannych. Szwed, Żuk i Szrek. Jeden z nich ciężko, ale na szczęście nie krytycznie.

Zapamiętałem dobrze słowa Locka:

„Są jeszcze ziemie, które trzeba wyzwolić. Dokończyć pracę. Wszystko będzie dobrze. Zawsze będzie Ukraina”.

Wierzę w to. Niedługo znowu do nich pojedziemy.

Udostępnij:

Robert Kowalski

Dziennikarz radiowy i telewizyjny, producent, reżyser filmów dokumentalnych. Pracował w m.in Polskim Radiu, „Panoramie” TVP2. Był redaktorem naczelnym programu „Pegaz” i szefem publicystyki kulturalnej w TVP1. Współpracuje z Krytyką Polityczną, gdzie przeniósł zdjęty przez „dobrą zmianę” program „Sterniczki” z Radiowej Jedynki. Tworzy cykl „Kamera OKO.press”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne