Miał być sukces, jest izolacja w Brukseli. Beata Szydło nie będzie przewodniczącą komisji zatrudnienia, a Zdzisław Krasnodębski nie został wiceprzewodniczącym PE. Proeuropejskie frakcje głosują przeciw siłom działającym na szkodę UE. Zablokowanie polityków PiS oznacza, że trafili do tej samej ligi co Orbán oraz skrajni populiści pokroju Salviniego i Le Pen

To była skuteczna akcja dwóch frakcji liberałów i socjalistów, którzy zapowiedzieli głosowanie przeciwko kandydatom PiS oraz orbánowskiego Fideszu. Bo wobec rządów Polski i Węgier toczą się postępowania w ramach procedury art. 7 Traktatu o UE za naruszanie zasady państwa prawa.

Wszystkie 22 komisje Parlamentu Europejskiego wybierały dziś swych przewodniczących i wiceprzewodniczących, którzy – na zasadzie dżentelmeńskiej umowy – są rozdzielani pomiędzy poszczególne frakcje w zależności od ich wielkości – relacjonował z Brukseli Tomasz Bielecki dla Deutsche Welle Polska.

W tym rozdzielniku klubowi konserwatystów (EKR) przypadły fotele szefów dwóch komisji – do spraw zatrudnienia (o tę zabiegała Beata Szydło) oraz do spraw budżetu, której przewodnictwo bez większych kłopotów objął dziś Belg Johan Van Overtveldt z Nowego Sojuszu Flamandzkiego.

„Całe moje życie zawodowe było związane ze sprawami społecznymi. Pochodzę z regionu, który nauczył mnie wrażliwości społecznej. Najważniejsze jest chęć porozumienia, rozmowy, konsultacji” – przekonywała Szydło. W imieniu jej frakcji zachwalała ją także Elżbieta Rafalska, ale – zgodnie ze zwyczajem – nie było otwartej dyskusji o kandydatce.

Ostatecznie w tajnym głosowaniu przeciw Szydło padło w komisji 27 głosów, za – 21.

Szybki koniec sukcesu

A jeszcze w ubiegłym tygodniu politycy PiS upajali się „sukcesem Polski i Grupy Wyszehradzkiej”. Po sprzeciwie państw V4 oraz Włoch 2 lipca kandydatura Fransa Timmermansa na szefa Komisji Europejskiej została odrzucona przez głowy państw członkowskich UE.

Kandydatką Rady Europejskiej ostatecznie została niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen z CDU, bliska współpracowniczka Angeli Merkel. CDU jest członkiem Europejskiej Partii Ludowej, do której należy PO i Donald Tusk. Propozycję, by to ona kandydowała na szefową Komisji wysunął na szczycie Rady Emmanuel Macron.

„Nie warto konfliktować się z Warszawą. Warszawa i Grupa Wyszehradzka bardzo wzmocniły swoją pozycję” – cieszył się Marszałek Senatu Stanisław Karczewski (PiS). Na posiedzeniu klubu PiS wracającego z unijnego szczytu premiera Morawieckiego powitano brawami.

Dziś triumf sprzed tygodnia, już wówczas wątpliwy, wygląda coraz bardziej blado. Bo choć Timmermans nie zostanie przewodniczącym KE, szanse na ważne unijne stanowiska tracą też eurodeputowani PiS.

W zeszłą środę Zdzisław Krasnodębski nie został wybrany na wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego. A dziś, 10 lipca, z marzeniami o szefostwie parlamentarnej Komisji Zatrudnienia i Spraw Społecznych (EMPL) musiała pożegnać się Beata Szydło.

„To wojna wytyczona przez liberałów i socjalistów” – grzmi na Twitterze europoseł PiS Jacek Saryusz-Wolski. Zdominowana przez PiS frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów odgraża się, że nie poprze kandydatury Ursuli von der Leyen w plenarnym głosowaniu.

To ostatnia karta przetargowa ugrupowania zmierzającego w stronę politycznego niebytu.

Krasnodębski odpada

W Parlamencie Europejskim nowej kadencji trwa debata nad obsadą najważniejszych stanowisk funkcyjnych. W ubiegłym tygodniu wybrano przewodniczącego PE (włoskiego socjalistę Davida Sassolego) oraz jego 14 zastępców. Wiceprzewodniczącą została m.in. Ewa Kopacz z PO, członkini Europejskiej Partii Ludowej. Przepadła za to kandydatura Zdzisława Krasnodębskiego z PiS.

„Zablokowanie kandydatury pana profesora Krasnodębskiego jest przejawem złamania reguł PE. Dlatego że zgodnie z zasadą parytetu pan profesor powinien zostać wybrany na to stanowisko. Z drugiej strony to przykład małostkowości, czy też próby odwetu za to, że pierwszy raz premier RP potrafił stworzyć sojusz państw, które skutecznie przeciwstawiły się krajom dotychczas rozdającym karty w UE” – stwierdził w „Salonie politycznym Trójki” minister Michał Dworczyk z KPRM.

W trzeciej turze głosowania Krasnodębski zdobył zaledwie 85 głosów. Jego kontrkandydat – niezrzeszony europoseł Fabio Massimo Castaldo – 248. Tym samym EKR straciła stanowisko wiceprzewodniczącego.

Politycy PiS ubolewali w mediach, że zostali „oszukani”, bo kandydaturę Krasnodębskiego mieli poprzeć m.in. eurodeputowani EPL. Część z nich opuściła jednak salę obrad tuż przed głosowaniem.

Nie dla Szydło komisja

Po porażce Krasnodębskiego morale w partii zaczęło słabnąć. Politycy PiS pocieszali się jednak, że stanowisko wiceprzewodniczącego jest czysto formalne. Prawdziwe znaczenie ma obsada szefów i wiceszefów komisji w PE.

EKR wystawiła Beatę Szydło jako kandydatkę na szefową Komisji Zatrudnienia i Spraw Społecznych (EMPL).

W środę 10 lipca po południu okazało się, że i to stanowisko nie trafi w ręce PiS, a tym samym do EKR. Wśród członków EMPL 21 poparło kandydaturę Szydło, 27 było przeciw. Głosowanie na wniosek socjalistów zostało utajnione. Ale wcześniej sprzeciw zapowiedziały dwie frakcje w PE: Socjaliści i Demokraci oraz liberałowie z „Odnówmy Europę”.

„Mamy do czynienia z odwetem. Tu nie liczą się kompetencje ewentualnego szefa komisji zatrudnienia, bo nikt nie zakwestionował kandydatury Beaty Szydło” – komentował europoseł PiS Ryszard Legutko po głosowaniu.

„Za tym dzisiejszym głosowaniem stoi środowisko liberalno-lewicowe, które de facto krytykuje nas za nieprzyjmowanie imigrantów, krytykuje nas za to, że demokracja w Polsce zwyciężyła i rządzą ci, którzy rządzą. Nie mogą pogodzić się z tym, że Polska razem z V4 zablokowała Timmermansa” – stwierdziła Beata Mazurek, była rzeczniczka PiS, a obecnie eurosposłanka.

Kordon sanitarny dla PiS?

Liberałowie i socjaliści zapowiedzieli głosowanie przeciwko kandydatom PiS oraz orbánowskiego Fideszu, bo wobec rządów Polski i Węgier toczą się postępowania w ramach procedury art. 7 Traktatu o UE za naruszanie zasady państwa prawa.

„Odnówmy Europę opiera się na wartościach: wspieramy demokrację i praworządność. Jutro nie zagłosujemy na kandydatów na szefów i wiceszefów komisji w PE, którzy wywodzą się z rządów państw objętych procedurą art. 7” – napisano na oficjalnym twitterowym koncie partii liberałów we wtorek 9 lipca.

W środę podobne zastrzeżenia wyrazili członkowie frakcji socjalistów. Oba ugrupowania wezwały EKR i EPL do wystawienia kandydatów, którzy nie należą do PiS ani Fideszu.

Stanowiska w PE przypadają poszczególnym frakcjom na podstawie reguły d’Hondta – im większa partia, na tym więcej funkcji ma szanse i tym większy będzie jej wpływ na unijną politykę. Od wielu lat w PE funkcjonuje jednak niepisana zasada głosowania przeciwko „antyeuropejskim” kandydatom, którym stanowiska teoretycznie się należą.

Tzw. „kordon sanitarny” dotychczas obejmował głównie kandydatów z frakcji jawnych przeciwników UE, np. z partii Marine Le Pen czy Salviniego. Także i tym razem proeuropejskie frakcje zablokowały wybranie ich członków na wiceprzewodniczących PE oraz szefów Komisji Rolnictwa (AGRI) i Prawnej (JURI).

Sprzeciw wobec kandydatury Krasnodębskiego i Szydło pokazuje, że na unijną „oślą ławkę” trafił także PiS.

Politycy partii Kaczyńskiego nie są jednak jeszcze „nietykalni”. Po głosowaniu w komisjach PE 10 lipca stanowisko wiceprzewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych (AFET) dostał Witold Waszczykowski. Zdzisław Krasnodębski został wiceprzewodniczącym Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii (ITRE).

EKR nie poprze von der Leyen?

Partia Kaczyńskiego szykuje już jednak odwet i wysuwa ostatnią kartę przetargową – głosowanie plenarne nad kandydaturą Ursuli von der Leyen. Choć miała być sukcesem rządu Morawieckiego, nagle przestała być dla EKR wystarczająco atrakcyjna.

„Kandydatura Ursuli von der Leyen na stanowisko szefowej KE, choć ma w PE większość, to jednak niewielką. Poparcie EKR jest więc dla niej kluczowe” – komentował po spotkaniu EKR z Niemką 9 lipca Ryszard Legutko.

Legutko i Zdzisław Krasnodębski podkreślili że poparcie dla niej zależy od tego, czy Beata Szydło zostanie szefową Komisji EMPL.

Do objęcia stanowiska przewodniczącej KE von der Leyen potrzebuje zgody Parlamentu – głosów absolutnej większości, czyli 376 eurodeputowanych. Od kilku dni spotyka się z przedstawicielami wszystkich grup politycznych, by negocjować ich poparcie. Nie będzie jej łatwo, bo eurodeputowani nie są zachwyceni, że Rada Europejska wysunęła Niemkę, która nie była oficjalną kandydatką żadnej z frakcji.

Jak pisaliśmy w OKO.press EKR po majowych wyborach spadła z trzeciej największej partii w PE na szóstą pozycję. Wyprzedzili ją Zieloni, liberałowie z Odnówmy Europę (dawne ALDE) i antyeuropejscy populiści z Tożsamości i Demokracji Le Pen i Salviniego. W sumie EKR liczy obecnie 62 eurodeputowanych, w tym 26 z PiS.

Poglądy nie takie dobre

Tydzień temu politycy PiS twierdzili, że Niemka ma „dobre poglądy”. Dziś dostrzegli, że nie do końca pokrywają się z ich narracją.

„Starała się nas przekonać. Padały różne pytania, które mogły być dla niej ambarasujące. Na przykład dotyczące stanów zjednoczonych Europy. Dziś już nie jest taką federalistką, aczkolwiek przedstawia siebie jako osobę, która dąży do integracji, do ścisłej współpracy” – mówił Legutko po spotkaniu z kandydatką 9 lipca.

W OKO.press pisaliśmy, że von der Leyen popiera federalizację UE. Zdarzyło jej się też wyrazić poparcie dla „zdrowego demokratycznego oporu młodego pokolenia w Polsce”. Obie te kwestie są nie po drodze PiS, które zamiast federacji chce luźniejszej „Europy Ojczyzn”, a procedurę art. 7, w ramach której UE punktuje rządowe „reformy” sądownictwa, uważa za nękanie.

Jak relacjonował europoseł PiS Jacek Saryusz-Wolski, na spotkaniu von der Leyen nie chciała otwarcie dyskutować z EKR o kwestiach spornych.

„Na żadne trudne pytanie nie odpowiedziała, na pytanie o art. 7 wobec Polski, o migrację i kwoty relokacji, i podobne trudne pytania. (…) Von der Leyen może uzyskać poparcie EKR tylko wtedy, gdy spełni pewne warunki, zwłaszcza dla Polski, która dominuje w tej frakcji. Dotyczą one głównie nękania Polski procedurą art. 7” – mówił Saryusz-Wolski.

Podczas spotkania z eurodeputowanymi z „Odnówmy Europę” w środę 10 lipca, von der Leyen stwierdziła, że Unia powinna mieć „mechanizm zapewniający przejrzyste monitorowanie tego, czy praworządność jest utrzymywana w państwach członkowskich”. I dodała – we wszystkich.

Głosowanie nad kandydaturą von der Leyen odbędzie się w przyszłym tygodniu.


Absolwentka ILS UW oraz College of Europe. Zdobywała doświadczenie m.in. w Komisji Europejskiej i na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio, a wcześniej w Polskim Instytucie Dyplomacji. W OKO.press pisze o prawie, Unii Europejskiej i polityce zagranicznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym