Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. GRIGORY SYSOYEV / POOL / AFPFot. GRIGORY SYSOYEV...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Brytyjski „The Financial Times” poinformował, że rosyjska agencja reklamowa Social Design Agency, znana ze współpracy z Kremlem i objęta zachodnimi sankcjami, przygotowała plan niejawnej kampanii internetowej na Węgrzech. Jej celem jest zwiększenie poparcia dla rządzącej partii Fidesz Orbána przed kwietniowymi wyborami parlamentarnymi oraz zdyskredytowanie jego przeciwników.

Natomiast niezależny portal śledczy VSquare ujawnił, że do Budapesztu przyjechało trzech agentów rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU, którzy specjalizują się w zachodniej wojnie informacyjnej. Mają na miejscu realizować „scenariusz mołdawski” ingerencji w kampanię.

Po raz pierwszy od lat rządzący na Węgrzech Fidesz może przegrać wybory do parlamentu. Dużą popularnością wśród Węgrów cieszy się bowiem opozycyjna partia Tisza oraz jej lider Peter Magyar. W najnowszych sondażach przewaga Tiszy nad Fideszem wyniosła aż 11 procent. Ta sytuacja powoduje, że

kampania wyborcza po stronie rządowej zamieniła się w niemal histeryczną próbę ratowania Fideszu.

Spór wyborczy został tam sprowadzony do… Ukrainy. Pretekstem było unieruchomienie rurociągu Przyjaźń, od którego pracy zależą zarówno rafinerie węgierskie, jak i słowackie. To właśnie tym rurociągiem do Węgier i Słowacji dociera rosyjska ropa. Tyle że został on uszkodzony w styczniu, podczas rosyjskiego ataku na Ukrainę. Od tego momentu na Węgry nie docierają rosyjskie dostawy. A jednocześnie władze Węgier i Słowacji nie wierzą, że doszło do ataku na rurociąg i całą sprawę uważają za polityczny spisek.

Przeczytaj także:

Antyukraińska kampania

W efekcie węgierską kampanię wyborczą zdominował temat… nie, nie rosyjskiej ropy, lecz Ukrainy. Jak relacjonuje z Budapesztu Nick Thorpe, korespondent BBC: „Kraj pokrywają gigantyczne billboardy i plakaty w stylu citylight. Na niektórych z nich prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski żebrze o pieniądze od szefów państw UE. Inni zestawiają Zełenskiego z Peterem Magyarem. Jego Tisza jest oskarżana o planowanie zaangażowania Węgier w wojnę na Ukrainie poprzez dołączenie do tzw. lobby prowojennego w Brukseli – czemu Magyar stanowczo zaprzecza”.

W tym stylu obóz rządowy produkuje też spoty wyborcze. Najbardziej szokujące nagranie stworzyła oczywiście sztuczna inteligencja. „Przedstawia małą dziewczynkę pytającą płaczącą matkę, kiedy jej tata wróci do domu. Po czym akcja przenosi się do plutonu egzekucyjnego, gdzie ojciec dziewczynki stoi z zawiązanymi oczami i ma zostać stracony” – opisuje korespondent BBC. – „Film sugeruje, że to samo spotka Węgrów, jeśli zagłosują na Tiszę. Facebook odrzucił skargi czytelników, którzy twierdzili, że reklama narusza regulamin serwisu, zarówno pod względem politycznym, jak i przemocy”.

Węgierski obóz rządowy straszy też sabotażami i potencjalnym atakiem militarnym ze strony… Ukrainy.

Eksponowane są sprawy kryminalne z zatrzymanymi Ukraińcami, a Orbán oskarża prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego o groźby pod swoim adresem.

Plan zatwierdzony przez Kreml

Jak ujawniły zachodnie media, w tę eskalującą kampanię zaangażowana jest także Rosja. I to na najwyższym szczeblu. Według brytyjskiego „The Financial Times” rosyjska agencja polityczna Social Design Agency (w polskich publikacjach jako Agencja Projektowania Społecznego) przygotowała specjalną kampanię internetową, która ma zdyskredytować partię Tisza oraz wesprzeć Fidesz i Orbána. Plan zatwierdził Kreml.

Zaakceptowany scenariusz jest podobny do tego, który Rosja wcześniej realizowała w Mołdawii. Chociaż wybory mołdawskie wygrała strona proeuropejska, teraz Kreml próbuje tą samą metodą wywrzeć wpływ na głosujących Węgrów.

Przede wszystkim internetowi influencerzy mają publikować treści, opracowane przez rosyjską Social Design Agency.

Według doniesień FT wybrano około pięćdziesięciu osób popierających Orbána do takiej współpracy. Wskazano także trzydziestu influencerów opozycyjnych, którzy z różnych powodów także mogą zostać wykorzystani do rozprowadzania przygotowanych przez rosyjską agencję treści.

Przed wyborami w Mołdawii takie osoby były profesjonalnie przygotowywane do działania. Szkolono je, wysyłano precyzyjne instrukcje, konkretne tematy do dyskusji i gotowe treści. Działania były koordynowane tak, by zapewnić największą skuteczność operacji.

Czy dokładnie ten sam scenariusz zostanie odtworzony na Węgrzech, tego jeszcze nie wiadomo. Rosyjska kampania ma ruszyć w najbliższych dniach. Wcześniej bardzo podobne działania Kreml podejmował także podczas kampanii wyborczej w Rumunii.

„Silny przywódca” kontra „marionetka”

Financial Times dotarł do strategii narracyjnej Rosjan. Pomysł jest bardzo prosty. Polega na tym, aby przedstawiać Victora Orbána jako jedynego węgierskiego przywódcę, który jest w stanie obronić suwerenność państwa oraz zadbać o jego wysoką pozycję międzynarodową. Czyli: „silny przywódca mający globalnych przyjaciół”. Jednocześnie zaplanowano

ataki na lidera Tiszy Petera Magyara, którego w owym marketingowym planie opisano jako „marionetkę Brukseli bez zewnętrznego wsparcia”.

Chodzi oczywiście o brak wsparcia ze strony Amerykanów i Rosji. Magyar ma być przedstawiany jako bezwolna zabawka poważnych decydentów, której nikt nie będzie traktował poważnie. Jego partia natomiast ma zostać przedstawiona jako rozdarta „niekompetencją, podziałami i tajnymi planami”, a także rozgrywana przez Unię Europejską. Kampania ma wyglądać bardzo naturalnie. Zaprojektowane przez Rosjan infografiki, memy i spoty mają być dostosowane do realiów węgierskich.

Ambasador Rosji w Budapeszcie zaprzeczył jakiejkolwiek rosyjskiej ingerencji w węgierską kampanię. Także węgierski rząd Orbána zapewnia, że to fałszywe informacje.

GRU i Siergiej Kirienko

Jednocześnie niezależny portal śledczy VSquare poinformował, powołując się na źródła w kilku europejskich służbach, że do

rosyjskiej ambasady w Budapeszcie niedawno oddelegowano trzech oficerów rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU.

Mieli pojawić się na polecenie Kremla, właśnie po to, by ingerować w węgierskie wybory.

To funkcjonariusze specjalizujący się w wojnie informacyjnej, prowadzonej na Zachodzie za pomocą platform społecznościowych. Najprawdopodobniej są wyposażeni w paszporty dyplomatyczne, aby ich wydalenie z UE było utrudnione. Pozostają w stałym kontakcie zarówno z Kremlem, jak i strategami politycznymi z agencji SDA.

Oba źródła – Vsquare i Financial Times – twierdzą, że na czele operacji węgierskiej stoi Siergiej Kirienko, były rosyjski premier, obecnie I zastępca administracji prezydenckiej Putina. To strategiczna informacja. Oznacza bowiem, że

kontrolę nad kampanią na rzecz Orbána sprawuje tak zwany „Zespół I” – kremlowska grupa, projektująca zachodnią wojnę kognitywną.

Lider Social Design Agency, Ilja Gambaszidze (także objęty zachodnimi sankcjami) jest jej członkiem.

Putinowski Zespół I

Na czele Zespołu I stoją kluczowi putinowscy urzędnicy. Jest to przede wszystkim Siergiej Kirienko, ale dołączają do niego także (zależnie od czasu i potrzeb):

  • Aleksandr Chariczew, szef Prezydenckiego Zarządu Monitorowania i Analizy Procesów Społecznych,
  • Sofia Zacharowa z Prezydenckiego Zarządu Rozwoju Technologii Informacyjno-Komunikacyjnych,
  • Wadim Titow, mianowany niedawno szef Prezydenckiego Zarządu Partnerstwa Strategicznego i Współpracy, wcześniej zaufany współpracownik Kirienki w czasach, gdy ten szefował jeszcze państwowej firmie nuklearnej Rosatom.

Natomiast Social Design Agency pełni rolę głównego wykonawcy operacji zaakceptowanych przez Zespół I. O SDA na Zachodzie zrobiło się głośno po tym, jak ujawniono, że to właśnie ta firma stoi za rozległą rosyjską operacją dezinformacyjną Doppelganger (z niem. sobowtór).

Polega ona na tworzeniu stron internetowych podszywających się pod duże i znane zachodnie media, a potem publikowaniu na takich podrobionych witrynach internetowych dezinformacyjnych treści. Później w ten sam sposób zaczęto podrabiać profile mediów na platformach społecznościowych.

Publikowane w ramach operacji Doppelganger treści podważają zaufanie do Unii Europejskiej i sens pomocy Ukrainie.

Uderzają też we władze europejskich państw, które wspierają Ukraińców.

Masowa propaganda sieciowa

Tyle że agencja SDA, jak się okazało jesienią 2024 roku dzięki wyciekowi jej wewnętrznych dokumentów, ma na swoim koncie nie tylko tę jedną operację. Przygotowuje i publikuje memy, prowadzi ogromne siatki botów. A także masowo publikuje korzystne dla Rosji komentarze na platformach społecznościowych i w internetowych komunikatorach.

Z jej wewnętrznych sprawozdań dla Kremla wynika, że produkuje ona rocznie setki milionów takich sieciowych treści.

Oczywiście posługuje się przy tym narzędziami automatyzującymi reakcje na platformach społecznościowych. Dziś z pewnością używa narzędzi opartych o sztuczną inteligencję, które same tworzą fałszywe konta w sieci i wyszukują istotne dla Kremla tematy internetowych dyskusji. A potem produkują komentarze, dopasowane do zaakceptowanych przez kremlowski Zespół I narracji.

Jesienią 2024 r. zidentyfikowałam wielotysięczne siatki botów polskojęzycznych, stworzonych przez SDA. Boty udało się zidentyfikować dzięki charakterystycznym memom, które publikowały – takie same były w wykradzionych SDA dokumentach wewnętrznych. Wszystkie te boty uderzały w Unię Europejską, Ukrainę i polskie władze.

Polska na celowniku w 2025

Z kolei w drugiej połowie maja 2025 r., czyli tuż przed wyborami prezydenckimi w Polsce, ukraińskie służby poinformowały, że w kolejnej odsłonie operacji Doppelganger, realizowanej przez SDA, głównym celem działania stała się właśnie Polska.

„Osoby powiązane z Kremlem tworzą imitujące strony internetowe i profile w mediach społecznościowych, które kopiują wygląd i markę głównych zachodnich mediów, a następnie publikują zmyślone historie, aby podważyć poparcie dla Ukrainy i podważyć zaufanie do instytucji UE” – podał ukraiński wywiad wojskowy HUR.

Funkcjonariusze podkreślili, że posty skierowane do polskich wyborców krytykowały pomoc wojskową Warszawy dla Kijowa. Wzywały też do ​​wyjścia Polski z UE i przedstawiały Ukrainę jako „główny czynnik chaosu w polskiej polityce”.

SDA pomagała też Medwedczukowi

Z ustaleń europejskich służb wiadomo również, że Social Design Agency była zaangażowana w przygotowywanie strategii działania europejskiej siatki proputinowskiego oligarchy ukraińskiego Wiktora Medwedczuka. Chodzi o grupę osób, która budowała rosyjskie wpływy wśród europejskich polityków (przede wszystkim skrajnej prawicy). Członkowie siatki wręczali także politykom łapówki za publiczne wypowiedzi korzystne dla Kremla i jego współpracowników.

Siatką zarządzał Medwedczuk bezpośrednio z Rosji, gdzie obecnie przebywa. Na Ukrainie został oskarżony o zdradę stanu. Natomiast działania w państwach Unii Europejskiej prowadził i nadzorował Artem Marczewski, wcześniejszy współpracownik Medwedczuka, działacz proputinowskiej partii w Ukrainie.

Nielegalną aktywność Marczewskiego rozpracowali Czesi (po wybuchu wojny w Ukrainie zamieszkał w Pradze). Ujawnione przez czeskie służby informacje spowodowały wybuch tzw. afery Voice of Europe (od nazwy portalu, będącego przykrywką dla działań siatki), nazywanej też europejską Russia Gate. Śledztwa w tej sprawie trwają w Brukseli i Niemczech. Medwedczuk i Marczewski zostali objęci zachodnimi sankcjami.

;
Na zdjęciu Anna Mierzyńska
Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.

Komentarze