0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jarek Praszkiewicz / FORUMFot. Jarek Praszkiew...

Emilia Sułek: W maju 2020 roku wskutek interwencji policji na ulicach Minneapolis umiera czarnoskóry George Floyd. Rok później w identycznej sytuacji w czeskim mieście Cieplice umiera Stanislav Tomáš. Rom. W lipcu 2026 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka jednoznacznie wskazał winę policji i państwa. Jak oceniasz ten wyrok?

Joanna Talewicz*, Fundacja W Stronę Dialogu: Jedna i druga śmierć była tragedią. Tej pierwszej towarzyszył masowy sprzeciw społeczny, tej drugiej niewielkie zainteresowanie mediów. To pokazywało, gdzie jesteśmy jako społeczność romska. Cieszę się, że ta sprawa znalazła swój finał. Życzyłabym sobie dla tego tematu jednak więcej uwagi. I żeby antycyganizm był nazwany i byśmy mogli mu przeciwdziałać.

Przeczytaj także:

Jeśli wierzyć sondażom, 56 procent Czechów nie lubi Romów, w tym 19 procent nie lubi bardzo. Ledwie 3 procent darzy Romów sympatią. W badaniu CBOS „Stosunek Polaków do innych narodów”, Romowie są na przedostatnim miejscu. W 2025 roku 46 procent badanych deklarowało niechęć do Romów. Niżej są tylko Rosjanie. Jak patrzysz na takie statystyki?

W Czechach, Węgrzech i Słowacji Romów jest wielu. Współczynnik niechęci do nich jest niebezpiecznie wysoki i nie zmienia się od lat. Nie ma pomysłu na integrację, problem wykluczenia jest ogromny. Romowie stali się tam synonimem problemów społecznych. W Polsce społeczność romska jest mniejsza i dobrze zintegrowana, organizacje romskie robią wiele dobrego. Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego robiło w latach 2010-2011 badania „Tolerancyjny Oświęcim. Diagnoza postaw mieszkańców Oświęcimia wobec obcych”. To moje rodzinne miasto, nieduże, ale odwiedza je masa ludzi. Okazało się, że najwięcej postaw negatywnych dotyczyło Romek i Romów. Tyle że po pogromie w 1981 roku większość Romów wyjechała.

W Oświęcimiu prawie nie ma Romów! Czyli nawet nie musi nas fizycznie być, by poziom uprzedzeń był wysoki.

Rozmawiamy przed uroczystościami w Oświęcimiu związanymi z 2 sierpnia. Od kiedy w nich uczestniczysz?

Od początku, czyli od lat 90. Mój tato, Roman Kwiatkowski, od dawna walczył o publiczne upamiętnienie zagłady Romów. Na początku do Auschwitz-Birkenau przyjeżdżała garstka osób. Dzięki Stowarzyszeniu Romów Polskich udało się odrestaurować pomnik, który stoi tam od 1973 roku. W 2011 roku Sejm ogłosił 2 sierpnia Dniem Pamięci o Zagładzie Romów. Cztery lata później taką uchwałę podjął Parlament Europejski. Teraz obchody mają charakter oficjalny, przyjeżdżają przedstawiciele rządu. W czasie tych pierwszych obchodów miałam może 14 lat. Z czasem zaczęłam je nawet prowadzić, witać i zapowiadać gości.

Oswiecim, 2.08.2017 r. 
Obchody 73 rocznicy likwidacji tzw. Zigeunerlager (obozu cyganskiego) w KL Auschwitz-Birkenau w ramach Miedzynarodowego Dnia Pamieci o Zagladzie Romow.
n/z Roman Kwiatkowski,Prezes Stowarzyszenia Romow w Polsce,Romani Rose,Central Council of German Sinti and Roma 
Fot. Jarek Praszkiewicz / FORUM
Fot. Jarek Praszkiewicz / FORUM. Oświęcim, 2.08.2017 r. Obchody 73 rocznicy likwidacji tzw. Zigeunerlager (obozu cygańskiego) w KL Auschwitz-Birkenau

Od kiedy w ogóle miałaś świadomość tego, co stało się z Romami w Oświęcimiu?

W szkole nie dowiedziałam się nic o zagładzie Romów. W Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau też nie było wtedy żadnego upamiętnienia. W rodzinach romskich też się o tym nie mówiło. To była niema historia. Ja byłam ciekawym dzieckiem, zadawałem dużo pytań. Tato nie zawsze miał do mnie cierpliwość. Któregoś dnia dał mi książkę Jerzego Ficowskiego „Cyganie na polskich drogach”. Rzucił: „Przeczytaj i zrozumiesz”. Jest tam rozdział o Oświęcimiu, o Zigeunerlager w getcie łódzkim i o pozaobozowej eksterminacji. Miałam może 12 lat. Ta lektura zmieniła moje życie. Kiedy potem w szkole czytaliśmy „Medaliony” Zofii Nałkowskiej, opowiadania Tadeusza Borowskiego, czy „Zdążyć przed Panem Bogiem” Hanny Krall, ja widziałam w nich już luki.

Spotykałaś też wiele osób, które ocalały z Zagłady.

To był ogromny przywilej. Do taty i na uroczystości do Oświęcimia przyjeżdżało wielu gości. Była wśród nich Ceija Stojka, która przeszła przez trzy obozy, w tym Auschwitz. Krystyna Gil, dla mnie po prostu ciocia Gilowa, która przeżyła masakrę w Szczurowej. Wujek Edward Paczkowski był w Auschwitz, Buchenwaldzie, Bergen-Belsen. W ramach cyklu „Spotkania ze świadkiem” rozmawiał z młodzieżą, która przyjeżdżała do Auschwitz. Ja te spotkania prowadziłam, choć byłam nastolatką. Na każdym z nich dowiadywałam się czegoś nowego.

To nie były rodzinne rozmowy przy stole, bo prywatnie mało się o tym wszystkim mówiło. Lepiej było ten temat odsunąć, nie wchodzić w tożsamość ofiary. Kiedy jesteś w traumie, nie chcesz otwierać tego pudełka, boisz się, że się rozsypiesz. Czekasz na lepszy moment. W romskich społecznościach bardzo często tego lepszego momentu po prostu nie ma.

Kilkaset lat niewolnictwa

Dlaczego go nie ma?

Historia Romów to historia ciągnącej się przez wieki międzypokoleniowej traumy. Dziś o tych doświadczeniach wiemy więcej dzięki badaniom społeczności afroamerykańskiej w okresie niewolnictwa, badaniom nad syndromem KZ i społecznością żydowską. Społeczność romska nie tylko poddana została zagładzie, ale od wieków doświadczała prześladowań, wykluczenia i rasizmu. Dziś nazywamy to antycyganizmem. Przecież od XIV do XIX wieku na terenie Wołoszczyzny i Siedmiogrodu Romowie byli niewolnikami. Kilkaset lat! Te doświadczenia pomijane są w debacie publicznej. Trudno zostawić je za sobą, jak wciąż trzeba walczyć, by zostały dostrzeżone, by nadano im należne im miejsce w historii. Przy tym nie jest tylko historia Romów, to historia Polski, Europy, nas wszystkich.

Jesteś trzecim pokoleniem po zagładzie. Kto z Twojej rodziny był w Auschwitz?

Dziadkowie mojego ojca. Ojciec ojca był w getcie w Kielcach, przeżył. Wciąż odkrywam wiele szczegółów naszej rodzinnej historii. O tym w romskich domach po prostu mało się mówi.

Nie mówi się o tym, by chronić dzieci?

Tak. Ale często potrzeba też czasu, by znaleźć w sobie gotowość, by mówić. Edward Paczkowski był w Batalionach Chłopskich. Jako dwunastolatek został złapany z dwoma Polakami i bratem. Przeżył, bo nie „odczytano” go jako Roma. Trafił do bloku 11 w Auschwitz, do tzw. małolatki. Stamtąd deportowano go do kolejnych obozów, do pracy. Wyzwolenie zastało go w Bergen-Belsen. Jako jedyny z rodziny wrócił do domu.

Nikt inny nie przeżył. Został sam. Przyłączył się do grupy Polska Roma, to była społeczność wędrowna, z której wywodzi się moja rodzina. Cierpiał na stany lękowe, koszmary. Dusił to w sobie. O swoich przeżyciach nie mówił ani żonie, ani dzieciom.

Dopiero w latach 70. pojawiła się w nim wewnętrzna gotowość, by pojechać do Auschwitz i zmierzyć się ze swoją historią. Ceija Stojka mówiła to samo: Potrzeba czasu. Była zresztą jedną z najbardziej radosnych osób, jakie spotkałam. Jak ona to życie celebrowała! Tyle było w niej radości, witalności. Tak samo Edward Paczkowski. Z ogromną pokorą podchodzili do życia i tego, co było im dane, a co bardzo często nie było dane innym.

W Auschwitz zgładzono 20 943 osoby

Co dokładnie zdarzyło się w nocy z 2 na 3 sierpnia 1944 roku?

W Auschwitz-Birkenau działał tzw. Familienzigeunerlager, czyli „rodzinny obóz cygański”, jak to się nazywało w nazistowskiej nomenklaturze. Pierwszy transport przyjechał do niego w lutym 1943 roku, choć Romowie trafiali do Auschwitz i wcześniej. Głównie Romowie z Niemiec, Czech i Moraw. Romowie polscy byli trzecią liczebnie grupą. Nie dzielono ich ze względu na płeć i wiek. Nie bardzo wiadomo dlaczego.

Rudolf Höss, komendant obozu, w swojej autobiografii opisywał Romów jako „ufnych jak dzieci”, kierujących się temperamentem, skłonnych do konfliktów, które wynikały z ich rzekomo „wojowniczej natury”. Twierdził, że Romowie nie wiedzieli, co ich czeka. Wydaje się, że Niemcy chcieli szybko i najmniejszym wysiłkiem Romów deportować i zgładzić. Wiemy, że na początku Romowie nie nosili pasiaków, nie golono im głów. Mieli wytatuowany numer obozowy z literą Z jak „Zigeuner”. Na ubraniu czarny trójkąt: symbol tego, że są „aspołeczni”. W obozie był szpital, w którym Josef Mengele prowadził swoje eksperymenty medyczne, też na Romach. W nocy z 2 na 3 sierpnia wszystkie Romki i Romów z tego obozu zgładzono w komorach gazowych.

Zginęły kobiety, dzieci, osoby starsze i chore, bo silnych i zdrowych wywieziono wcześniej do pracy w Rzeszy. Z czasem przywieziono ich z powrotem i zgładzono razem z Żydami.

Ile osób zgładzono tej jednej nocy?

Do niedawna wierzyliśmy, że 2897. Dziś wiemy, że było to nawet 4300 osób. W sumie w Auschwitz zgładzono 20 943 Romki i Romów.

Ale 2 sierpnia upamiętniamy nie tylko ofiary Auschwitz. Romowie mordowani byli też w innych obozach, a także po prostu tam, gdzie ich złapano, często po prostu w lesie. Deportowano ich też do gett żydowskich, choćby w Warszawie. W getcie łódzkim był osobny Zigeunerlager, zwieziono tam około 5000 Romów. W 1942 roku, po wybuchu epidemii tyfusu plamistego, wywieziono ich do obozu zagłady Kulmhof w Chełmie nad Nerem i zamordowano spalinami w mobilnych komorach gazowych.

Szacunki mówią, że w Zagładzie zginęło od 250 do 500 tys. Romek i Romów. Skąd ta rozbieżność?

Liczba 250 tys. jest przestarzała. Na ogół przyjmuje się – ta liczba podana jest też w Muzeum Auschwitz – że ofiar było pół miliona. Romski historyk i lingwista Ian Hancock, z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin, twierdzi jednak, że zginęło nas nawet milion. Trudno o dokładną liczbę, bo nie wiemy, ilu Romów żyło w Europie przed wojną. Romów mordowano też poza obozami. W Polsce wiemy o około 200 mogiłach zbiorowych. Te najlepiej znane są w Szczurowej, Borzęcinie Dolnym, Bielczy, Żabnie i obok Radłowa. Nie wiemy, ilu Romów zamordowano poza obozami na terenach dzisiejszych Białorusi, Ukrainy i państw bałtyckich. Całe społeczności rozstrzeliwane były na miejscu przez niemieckie Grupy Operacyjne i współpracujące z nimi formacje. Często nie sporządzano z tego żadnej dokumentacji. Nie wiemy, jaki procent ludności zgładzono. Niektórzy mówią, że zginęło 50, 70, a nawet 90 procent europejskich Romów.

Przemilczana Zagłada

Czy kłopot z ustaleniem liczby ofiar jest jednym z powodów, dlaczego zagładzie Romów nie nadaje się należnego miejsca w nauczaniu historii, oficjalnym upamiętnianiu i polityce państwa?

Nie lubię porównań. Ale w obliczu zagłady 6 milionów Żydów łatwo wpaść w pułapkę umniejszania tragedii Romów, mówienia o „mniejszej skali”. Ale to też pokłosie procesów norymberskich w Niemczech z lat 1945-1949. Romów całkowicie w nich pominięto. Nie zeznawał żaden świadek romski, żaden z oprawców nie został skazany. Romowie nie zostali uznani za ofiary narodowego socjalizmu. Do dziś słyszę bardzo niesprawiedliwe głosy, że Romowie nie dokumentowali swoich doświadczeń. A ja zapytam inaczej. Tematem zagłady historycy zajmują się od lat. Dlaczego nie włączono do tych badań naszej historii?

Bo zabrakło politycznego lobby, które domagałoby się sprawiedliwości dla Romów?

Romowie nie mieli siły politycznej ani instytucji, które mogłyby upominać się o ich prawa. Żyli w diasporze, zdziesiątkowani przez wojnę, próbowali odbudować swoje życie.

A sprawcy? Wielu z nich kontynuowało kariery po wojnie. Choćby Robert Ritter, który kierował Zakładem Badawczym ds Higieny Rasowej i Polityki Ludnościowej przy Urzędzie Zdrowia Rzeszy.

Twierdził, że około 10 procent Romów i Sinti w Niemczech zachowało rzekomą „czystość rasową”, reszta to mieli być tak zwani „mieszańcy”.

Nazistowska ideologia napotykała tu pewną sprzeczność: pochodzenie Romów łączono z Indiami, a więc i z lubianym przez nazistów pojęciem „aryjskości”. Ritter uważał, że większość Romów utraciła swoje domniemane pierwotne cechy, i jest społecznie i biologicznie „zdegenerowana”. Jego badania służyły do podejmowania decyzji o przymusowej sterylizacji i deportacji, w tym do Auschwitz. Z Ritterem współpracowała też Eva Justin, antropolożka. Badała dzieci Sinti z domu dziecka w Mulfingen. Próbowała dowieść, że przypisywane Romom „aspołeczność” i skłonność do przestępczości są dziedziczne. Większość tych dzieci trafiła potem do Auschwitz. Ani Ritter, ani Justin nie zostali po wojnie skazani. On został kierownikiem placówki diagnostycznej przy Miejskim Urzędzie Zdrowia we Frankfurcie nad Menem. Ona pracowała jako psycholożka dziecięca.

Oswiecim, 2.08.2017 r. 
Obchody 73 rocznicy likwidacji tzw. Zigeunerlager (obozu cyganskiego) w KL Auschwitz-Birkenau w ramach Miedzynarodowego Dnia Pamieci o Zagladzie Romow.
Fot. Jarek Praszkiewicz / FORUM
Fot. Jarek Praszkiewicz / FORUM, Oświęcim 2 sierpnia 2027 r. Bolesław Rumanowski, Rom ocalały z nazistowskich prześladowań i getta w Kielcach

Takich przykładów jest wiele. Kto zatem miał być partnerem w rozmowach o uznaniu Zagłady Romów i Sinti? Ludzie, którzy tworzyli pseudonaukowe podstawy ich prześladowania, nie tylko nie zostali rozliczeni, ale nadal decydowali o losach innych.

A jednak w latach 80. nastąpił przełom.

W 1982 roku dwunastu Sinti, w tym kilkoro Ocalałych, rozpoczęło strajk głodowy na terenie byłego obozu koncentracyjnego w Dachau. Była wśród nich Ceija Stojka i Romani Rose, przewodniczący Centralnej Rady Niemieckich Sinti i Romów, dziś zasiada w Międzynarodowej Radzie Oświęcimskiej. W zagładzie stracił kilkanaście osób. Pod wpływem tego protestu Republika Federalna Niemiec wreszcie uznała Zagładę Sinti i Romów. Prawie cztery dekady od końca wojny.

Kanclerz Helmut Schmidt nazwał to ludobójstwem. Do tego dokonanym na tle rasowym.

Koniec wojny zamknął rozdział nazistowskiego programu masowej eksterminacji, ale dyskryminacja Romów trwała nadal. Jednym z postulatów rodzącego się w Niemczech ruchu praw obywatelskich było otwarcie archiwów z okresu nazistowskiego. Rok po proteście w Dachau grupa działaczy zajęła pomieszczenia archiwum Uniwersytetu w Tybindze, gdzie znajdowały się akta dotyczące Romów i Sinti. Protest był skuteczny. Wśród tych dokumentów brakowało jednak olbrzymiej liczby tak zwanych „opinii rasowych” sporządzonych przez zespół Rittera, które były podstawą prześladowań, sterylizacji i deportacji. Ich los nigdy nie został wyjaśniony.

Nie potrzebujemy hierarchii cierpienia. Potrzebujemy języka

W 2012 w Berlinie odsłonięto Pomnik Sinti i Romów Europy zamordowanych przez reżim narodowosocjalistyczny. Najpierw chciano go umieścić w dzielnicy Marzahn, na peryferiach. Bo tam wysiedlano Romów z centrum miasta, z powodu olimpiady w 1936 roku. Na szczęście pomnik stanął zaraz za Bramą Brandenburską, naprzeciwko Reichstagu. Ale decyzja o budowie pomnika zapadła dwie dekady wcześniej. Dlaczego to tyle trwało?

Wokół pomnika toczyły się spory dotyczące lokalizacji, a potem też sposobu opisania ofiar. Dyskutowano, kogo obejmować ma upamiętnienie, czy w tekście historycznym można użyć określenia „Cyganie” – wyłącznie jako historycznej kategorii narzuconej przez sprawców – oraz jak jednoznacznie nazwać rasistowski charakter i ludobójczy cel nazistowskich prześladowań.

Ale pomnik powstał i to jest najważniejsze. Wcześniej, w 2001 roku otwarto stałą wystawę poświęconą Zagładzie Romów w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau. Ta powolność pokazuje, jak kształtowała się hierarchia pamięci i jak nisko umieszczano w niej doświadczenie Romów. Ja jednak staram się patrzeć w przyszłość. Skupiam się na tym, jaki kolejny krok możemy zrobić, zamiast zatrzymywać się na tym, jak bardzo pozostawaliśmy wcześniej w tyle.

Spory toczą się też wokół terminu Porajmos. Jak powinno się mówić na Zagładę Romów?

Termin Porajmos został upowszechniony na początku lat 90. przez Iana Hancocka i w jakiejś mierze przyjął się w dyskursie międzynarodowym. W części dialektów romskich tłumaczony jest jako „pochłonięcie” albo „pożarcie”. W innych dialektach może jednak budzić skojarzenia z przemocą seksualną lub gwałtem. Dlatego część Romów go odrzuca. Jest też termin Samudaripen, oznaczający masowe zabijanie albo „zamordowanie wszystkich”, zaproponowany przez romskiego językoznawcę Marcela Courthiade’a. Nie ma jednego terminu, który byłby akceptowany przez wszystkie nasze społeczności. Dlatego ja najczęściej mówię Zagłada Romów i Sinti, Holokaust Romów albo ludobójstwo Romów.

Oswiecim, 2.08.2017 r. 
Obchody 73 rocznicy likwidacji tzw. Zigeunerlager (obozu cyganskiego) w KL Auschwitz-Birkenau w ramach Miedzynarodowego Dnia Pamieci o Zagladzie Romow.
Fot. Jarek Praszkiewicz / FORUM
Fot. Jarosław Praszkiewicz/Forum. Oświęcim 2027 r. Raymond Gurême (1925–2020), ocalały z nazistowskich obozów internowania, członka francuskiego ruchu oporu i działacz na rzecz praw Romów. Wielokrotnie uczestniczył w obchodach 2 sierpnia w Auschwitz-Birkenau oraz spotykał się z młodzieżą

A to ważne, żeby był osobny termin dla każdej z grup, które zostały poddane zagładzie?

Poszukiwanie romskiego określenia Zagłady jest ważne, bo doświadczenie Romów długo pozostawało w cieniu. Użycie nazwy z języka romskiego oznacza również odzyskanie przez Romów prawa do definiowania własnej historii. Termin Holokaust odnosi się przede wszystkim do Zagłady Żydów. Tak rozumie go Jad Waszem. Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie również definiuje go jako Zagładę europejskich Żydów, choć dokumentuje też los Romów i Sinti oraz innych grup prześladowanych i mordowanych przez nazistów.

Nie sądzę, by każda z tych grup musiała mieć własne, odrębne słowo. Ważne jednak, by język nie zacierał różnic pomiędzy ich doświadczeniami i nie pomijał nikogo. Nie chodzi tu o odbieranie komukolwiek jego historii ani o konkurencję między ofiarami. Nie potrzebujemy hierarchii cierpienia. Ale potrzebujemy języka, który pozwoli mówić o ludobójstwie Romów i Sinti jako o wymagającej pełnego uznania części nazistowskich zbrodni. Dla mnie najważniejsze jest, by te historie były bardziej widoczne i lepiej zbadane, by wiedza o Zagładzie Romów przebiła się do mainstreamu.

A co powinno być zbadane?

Pozaobozowa eksterminacja. Potrzebujemy też historyczek i historyków, którzy opowiedzą romską historię w gettach. Potrzeba też więcej badań archiwalnych. Długo nie wiedzieliśmy, ilu dokładnie Romów zamordowano 2 sierpnia. W 2018 roku ukazał tekst Heleny Kubicy i Piotra Setkiewicza, którzy na podstawie analizy dokumentów obozowych doszli do nowych wniosków. A przecież te dokumenty cały czas były w obozowych archiwach! To znaczy, że od 1992 roku, kiedy ukazał się „Kalendarz wydarzeń w KL Auschwitz” Danuty Czech, z liczbą 2800 ofiar, kolejni badacze powtarzali tę informację. Nikt jej nie zweryfikował.

„Nie chcę umniejszać winy nazistów, ale...”

Dziś negacjonizm przybiera nowe formy. Relatywizuje się cierpienie Żydów. W odniesieniu do Romów pokutuje mit, że ich prześladowania nie miały podłoża rasowego. A przecież ustawy norymberskie z 1935 roku ewidentnie mówią o Żydach i Romach, wtedy mówiło się o Cyganach.

Ta teoria, że Romowie byli mordowani z powodów ich rzekomej aspołeczności, popularyzowana była w różnych gremiach i środowiskach intelektualnych i prawnych. Sprawiała, że Romowie, którzy starali się zadośćuczynienie choćby za deportację do Generalnego Gubernatorstwa, odbijali się od ściany. Sądy wydawały orzeczenia, że to nie była deportacja z powodów rasowych. To znany stereotyp, że Romowie jako nomadzi destabilizują ład, nie potrafią żyć w symbiozie społecznej z nieromskimi sąsiadami.

Te szkodliwe stereotypy wciąż są odgrzewane. Zresztą rzekoma aspołeczność wciąż jest częścią myślenia o Romach, tylko dziś nazywa to innymi słowami. Zdarza mi się słyszeć zdania w stylu „Nie chcę umniejszać winy nazistów, ale z Romami zawsze był problem.”

Słuchaj, ale to wszystko jest totalnie rasistowskie.

Oczywiście.

Oswiecim, 1.08.2017 r. 
Obchody 73 rocznicy likwidacji tzw. Zigeunerlager (obozu cyganskiego) w KL Auschwitz-Birkenau w ramach Miedzynarodowego Dnia Pamieci o Zagladzie Romow.
Ceremonia przy Krematorium V na terenie bylego obozu KL Auschwitz -Birkenau
n/z Roman Kwiatkowski,Prezes Stowarzyszenia Romow w Polsce,Romani Rose,Central Council of German Sinti and Roma 
Fot. Jarek Praszkiewicz / FORUM
Fot. Jarosław Praszkiewicz/Forum. Romani Rose, przewodniczący Centralnej Rady Niemieckich Sinti i Romów, oraz Roman Kwiatkowski, prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce, podczas upamiętnienia ofiar Zagłady Romów i Sinti przy ruinach komory gazowej i krematorium V w Auschwitz II-Birkenau, 1 sierpnia 2017

Komu zależy na tym, by umniejszać pamięć o cierpieniach Romów?

Dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że kwestia pamięci, godności i praw człowieka może być używana w rozgrywkach politycznych. Bo komu szkodziłoby, gdyby Polska przyjęła strategię zwalczania antycyganizmu? Trzeba nazwać pewne doświadczenia, by móc rozpoznawać symptomy, budować odpowiedź i chronić społeczeństwo. O tym mówili nam Ocalali: Nie milczcie, gdy widzicie najmniejsze przejawy zła, umniejszania, nienawiści. Bo wszystko zaczyna się od słów. My to wszystko dziś wiemy. Potrzebujemy narzędzi, by wspólnie temu przeciwdziałać. Dla nas to wciąż jest walka o to, by w gronie tych, którzy biorą udział w debacie o prawach człowieka, pamięci, naszej wspólnej historii, ten głos mieć.

Antycyganizm

A czego ty oczekujesz od państwa polskiego?

Chciałabym, by usłyszano, że nie jesteśmy biernymi odbiorcami odgórnie przygotowanych rozwiązań. Jesteśmy częścią tego społeczeństwa i razem z przedstawicielami władz chcemy wypracowywać rozwiązania służące nam wszystkim, Polkom i Polakom. Bo my też jesteśmy Polkami i Polakami. Jeśli występują nierówności lub szczególne wyzwania, powinniśmy umieć przewidzieć ich negatywnie konsekwencje i im przeciwdziałać. Leży to w interesie całego społeczeństwa. Bo im mniej osób doświadczających bezrobocia i wykluczenia, tym silniejsze, bezpieczniejsze i bardziej spójne jest państwo.

Nasz zespół działa na rzecz tego, by społeczność romska mogła współtworzyć dotyczące jej rozwiązania i brać za nie współodpowiedzialność. Niestety dyskusja o przyszłości naszego kraju wciąż jest niewystarczająco inkluzywna. Nie można prowadzić poważnej rozmowy o migracji, integracji i polityce społecznej bez udziału osób, których te procesy bezpośrednio dotyczą.

Jeżeli planując przyszłość Polski, nie uwzględnimy tych, którzy już dzisiaj pozostają w tyle, rozwój tylko pogłębi nierówności.

W Polsce wciąż nie przyjęto definicji antycyganizmu.

Definicja antycyganizmu jako historycznie głęboko zakorzenionej formy rasizmu skierowanego przeciw Romom, Sinti i pokrewnym grupom, przyjęta została przez 12 państw Europy. W Polsce rozmowy o tym trwają od kilku lat. Ta definicja wyznacza kierunek działania instytucji państwa. W Niemczech stała się podstawą do wypracowania różnych rozwiązań służących edukacji choćby policji czy sędziów, by umieli formy tego rasizmu rozpoznawać. Walczymy o to, by ta definicja była podstawą programu myślenia o przeciwdziałaniu dyskryminacji i rasizmu wobec Romów także w Polsce.

W lipcu obchodziliśmy 85. rocznicę mordu w Jedwabnem. Czy zdarzało się, że Polacy mordowali Romów?

Tak bym nie powiedziała. Ale jakiejś przypadki kolaboracji i denuncjowania ukrywających się Romów prawdopodobnie były. W Szczurowej 3 lipca 1943 roku Niemcy wymordowali niemal całą społeczność romską, 93 osób. Na miejscu była też granatowa policja. Ale ja daleka jestem od oskarżania. To był trudny czas dla nas wszystkich.

Czy pomnik w Szczurowej jest pierwszym tego typu pomnikiem w Polsce i może Europie?

Ten pomnik jest fenomenem. Powstał w latach 60. i to z woli mieszkańców wsi, a nie Romów. Historia Szczurowej pokazuje, że Romów mordowano nie tylko z powodu ich rzekomej „aspołeczności“. To byli świetnie zintegrowani Romowie osiadli, żyli w doskonałych relacjach z polskimi sąsiadami.

Fundacja W Stronę Dialogu nominowana jest do Medalu Wolności Słowa. W Narodowej Galerii Sztuki Zachęta trwa wystawa Krzysztofa Gila „Nikt was tu nie chce”. Małgorzata Mirga-Tas podbiła świat. Polska jako pierwszy kraj w historii Biennale w Wenecji reprezentowana była przez osobę romską. To znaczy, że nie jest najgorzej? Ostatecznie w badaniu CBOS 18 procent badanych deklaruje sympatię do Romów.

W latach 90. poziom niechęci do Romów wynosił aż 75 procent, rok temu 46 procent, czyli jest postęp. Zresztą CBOS nadal używa kategorii „Romowie (Cyganie)”. Z punktu widzenia języka jest to co najmniej dyskusyjne. I na pewno wpływa na pierwsze skojarzenia u respondentów. Uważam, że Polska wybija się pozytywnie, jeśli chodzi o społeczność romską. Jest nas niewielu, ale ilość różnych inicjatyw włączających Romów jest duża. Ja widzę u ludzi wiele otwartości i ciekawości. Chciałabym spotykać się z tym samym na gruncie politycznym.

W nocy z 31 maja na 1 czerwca w Zabrzu przez jedną z ulic zamieszkiwanych przez Romów przeszła grupa rosłych mężczyzn, prawdopodobnie pod wpływem alkoholu. Krzyczeli o białej rasie, wznosili wrogie Romom hasła. Widzisz wiele dobrego, mimo tego, że media alarmują, że przez Polskę idzie brunatna fala?

Bo idzie. I my to czujemy. Każdy wzrost nastrojów antyimigranckich sprawia, że strach wraca do naszego życia. Bo wpisujemy się w obraz obcego. Z tej nocy w Zabrzu jest nagranie wideo, sprawą zajęła się policja. Tu zawsze musi być sprzeciw.

Joanna Talewicz, Fot. Karol Grygoruk

*Dr Joanna Talewicz – antropolożka kulturowa, badaczka i edukatorka. Współzałożycielka i prezeska Fundacji W Stronę Dialogu, działającej na rzecz praw społeczności romskiej oraz przeciwdziałania antycyganizmowi. Członkini polskiej delegacji do Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Pamięci o Holokauście (IHRA). Zasiada w Radzie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz Międzynarodowej Radzie Muzeum Treblinka. Od lat zajmuje się pamięcią o Zagładzie Romów i Sinti, edukacją historyczną, prawami mniejszości oraz współczesnymi przejawami wykluczenia i dyskryminacji Romów. Wykładała na Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie Warszawskim. Stypendystka programu Fulbrighta i Columbia University oraz absolwentka programu Obama Foundation Leaders Europe.

Na zdjęciu Emilia Sułek
Emilia Sułek

reporterka, doktorka antropologii z Uniwersytetu Humboldtów, zajmuje się Europą Wschodnią i Azją Środkową. Na podstawie badań terenowych napisała książkę „Trading caterpillar fungus in Tibet” (Amsterdam University Press). Laureatka Recherchepreis Osteuropa (2024) i Gliwickiej Nagrody Literackiej (2025) za książkę „Baranie oko”, która ukaże się w Wydawnictwie Czarne. Publikowała m.in. w The Guardian, WOZ: Die Wochenzeitung, New Lines Magazine, Piśmie, Gazecie Wyborczej i Polityce.

Komentarze