0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: AP Photo/Denes ErdosAP Photo/Denes Erdos

Péter Magyar rządzi na Węgrzech od ponad dwóch miesięcy i coraz śmielej prowadzi operację „Oczyszczający Ogień” po 16 latach rządów Viktora Orbána.

Jego partia TISZA ma w węgierskim jednoizbowym parlamencie większość konstytucyjną, co umożliwia jej uchwalanie poprawek do konstytucji. A prezydent – którego wybiera parlament – nie ma tak szeroko zakrojonych kompetencji hamujących rząd jak w Polsce.

13 lipca parlament przegłosował 17. poprawkę do Ustawy Zasadniczej, czyli węgierskiej konstytucji uchwalonej w 2011 roku przez Fidesz.

Poprawka zakłada, że:

  • kadencja prezydenta Węgier Tamása Sulyoka zostanie zakończona z powodu „poważnej utraty zaufania”. Sulyok został powołany przez Fidesz na pięcioletnią kadencję w 2024 roku;
  • wiek przejścia w stan spoczynku sędziów węgierskiego Trybunału Konstytucyjnego zostanie ustalony na 70 lat. W rezultacie czterech sędziów, w tym prezes Trybunału, ma przejść na emeryturę. Do końca 2028 roku mają wygasnąć kadencje kolejnych pięciorga sędziów. TISZA będzie wówczas mogła wybrać dziewięcioro z piętnaściorga członków Trybunału Konstytucyjnego;
  • łączny okres sprawowania mandatu posła zostanie ograniczony do 12 lat „w celu zapewnienia demokratycznego sprawowania władzy”;
  • powołany zostanie Urząd ds. Odzyskiwania i Ochrony Majątku Państwowego (NVVH), którego zadaniem będzie ujawnianie potencjalnych przypadków korupcji, nadużywania władzy oraz niewłaściwego wykorzystywania środków publicznych.

To już druga poprawka do węgierskiej konstytucji uchwalona przez rząd Magyara. W maju uchwalono 16. poprawkę, wprowadzającą między innymi ośmioletni limit sprawowania urzędu premiera. Dotyczy to wszystkich kadencji od 1990 r., uniemożliwiając Viktorowi Orbánowi ponowne objęcie tego stanowiska.

Fidesz zorganizował protest przeciwko 17. poprawce. Kilka dni temu, 9 lipca, kilka tysięcy osób demonstrowało w Budapeszcie „w obronie demokracji i praworządności”. Fidesz, tak jak PiS w Polsce, oskarża rząd o naruszanie standardów demokracji i państwa prawa, które obie te partie – co stwierdzały wyroki europejskich trybunałów – systemowo naruszały w trakcie swoich rządów.

Były premier Orbán nie pojawił się na proteście przeciwko reformom rządu Magyara. Nie był też obecny na dzisiejszym głosowaniu w parlamencie.

Udał się do Stanów Zjednoczonych na mistrzostwa świata w piłce nożnej. W mediach społecznościowych opłakuje śmierć węgierskiej demokracji.

Przeczytaj także:

Prezydent Sulyok mówi „nie”

Usunięcie nominatów Fideszu z kluczowych instytucji państwa było jedną z głównych wyborczych obietnic partii TISZA.

Po objęciu urzędu Magyar zaapelował do Sulyoka o ustąpienie. Podobny apel skierował do innych osób sprawujących kluczowe urzędy publiczne, w tym do prezesa Trybunału Konstytucyjnego, prezesa Sądu Najwyższego czy szefa Rady Mediów.

Prezydent Sulyok odmówił ustąpienia i skierował pytania dotyczące zgodności z prawem procedury jego planowanego odwołania do Komisji Weneckiej oraz węgierskiego Trybunału Konstytucyjnego.

Prezydent Sulyok nie próbował całkowicie zablokować reform rządu Magyara. W czerwcu podpisał 16. poprawkę do konstytucji, ale zdecydowanie sprzeciwia się 17. poprawce, którą zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego. W węgierskim systemie prezydent ma prawo do domagania się jedynie prewencyjnej kontroli konstytucyjności przepisów prawa (w Polsce może też podpisać ustawę i wnioskować o zbadanie konstytucyjności po jej wejściu w życie).

W trakcie dzisiejszego posiedzenia parlamentu na oficjalnym profilu prezydenta na Facebooku zakomunikowano, że prezydent „uznaje za niegodne i odrzuca nieprawdziwe twierdzenia urzędującego premiera dotyczące wykonywania przez głowę państwa uprawnień związanych z 17. poprawką do Ustawy Zasadniczej”.

Sulyok ocenił, że premier Magyar chce manipulować opinią publiczną i wywierać na niego presję w związku z „samodzielną decyzją Trybunału Konstytucyjnego dotyczącą wniosku o przeprowadzenie kontroli normatywnej poprawki do Ustawy Zasadniczej”. Oskarżył Magyara o próbę naruszania porządku konstytucyjnego.

Jak relacjonował węgierski portal 44.hu, premier Magyar na posiedzeniu parlamentu zaapelował do Sulyoka o stawienie się w parlamencie i podjęcie debaty. Mówił, że Sulyok ma pięć dni na podpisanie poprawki do konstytucji, a Węgry za kilka tygodni będą mieć nowego prezydenta, wybranego przez TISZĘ.

Magyar zwrócił się też do wyborców Fideszu. Ocenił, że 17. poprawka nie ma na celu upokarzania prezydenta, ale przywrócenie honoru upokorzonemu przez rządy Fideszu narodowi węgierskiemu.

Premier Magyar obiecał też, że jesienią zaczną się prace nad nową konstytucją, w które mają być włączone wszystkie siły polityczne.

Rząd deklaruje między innymi zmiany systemowo zwiększające niezależność sądów.

W czasie debaty parlamentarnej nad 17. poprawką do konstytucji z funkcji przewodniczącego grupy Fideszu zrezygnował Gergely Gulyás. Magyar skomentował w mediach społecznościowych, że Gulyás „ucieka z tonącego okrętu” Fideszu. Posłowie opozycji z Fideszu i jego koalicjanta KDNP zbojkotowali prace parlamentarnej komisji konstytucyjnej i nie wzięli udziału w głosowaniu.

Szybko, nazbyt szybko?

Zmiany na Węgrzech są wprowadzane pod presją czasu. Chodzi nie tylko o spełnienie oczekiwań wyborców i wykorzystanie silnego mandatu uzyskanego w wyborach, w których, ze względu na specyfikę węgierskiej ordynacji, TISZA uzyskała większość konstytucyjną. Równie istotne jest szybkie przeprowadzenie reform, które umożliwią odblokowanie przez Unię Europejską 16,4 mld euro, zamrożonych z powodu polityki poprzedniego rządu.

Na tę sumę składają się 10 mld euro z węgierskiego Krajowego Planu Odbudowy, 4,2 mld z polityki spójności oraz kolejnych 2,2 mld uzależnionych od przeprowadzenia reform dotyczących wolności akademickiej.

10 lipca Rada UE zaakceptowała zmiany w węgierskim KPO. Żeby dostać 10 mld euro, Węgry muszą wypełnić kamienie milowe. Chodzi o reformy, które Węgry muszą przeprowadzić, dotyczące ochrony interesów finansowych UE, wzmocnienia ram przeciwdziałania korupcji, zwiększenia przejrzystości wydatków publicznych i zamówień publicznych, zwiększenia roli partnerów społecznych w procesie ustawodawczym, wzmocnienie niezależności sądów i praworządności.

Bez tych reform pieniądze przepadną. Na uwolnienie funduszy potrzebna jest też zgoda rządów państw UE.

Tempo narzucone przez rząd TISZY budzi pewne wątpliwości, ponieważ nie pozostawia czasu na pogłębione konsultacje z ekspertami czy organizacjami pozarządowymi. Na przedstawienie uwag do projektu 17. poprawki do konstytucji wyznaczono im zaledwie pięć dni, wliczając sobotę, natomiast resorty rządowe miały na to tylko trzy dni, wliczając niedzielę.

Tempo zmian, a także część zaproponowanych rozwiązań, skrytykowały m.in. węgierski Komitet Helsiński, węgierskie Amnesty International, Human Rights Watch i Instytut Demokracji Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego.

Węgierski Komitet Helsiński ocenił, że 17. poprawka do konstytucji zawiera rozwiązania, które nie są konieczne do pilnej odbudowy praworządności i powinny zostać przedyskutowane oraz rozstrzygnięte dopiero w ramach przyszłego procesu konstytucyjnego. Organizacja krytykuje między innymi likwidację niezależnych organów regulacyjnych oraz ograniczenie łącznego okresu sprawowania mandatu parlamentarnego do 12 lat.

Wskazuje, że to ostatnie rozwiązanie jest ściśle związane z ewentualną reformą ordynacji wyborczej, a zarazem uderza znacznie silniej w opozycję niż w partię rządzącą.

Węgierski Komitet Helsiński wskazuje ponadto, że choć deklarowanym celem projektu jest przywrócenie praworządności, pozostawia on bez zmian przepisy Ustawy Zasadniczej, które otwarcie podważają jej standardy i uderzają w grupy mniejszościowe, w tym Romów, osoby LGBTQ+, osoby w kryzysie bezdomności oraz osoby ubiegające się o azyl. Zdaniem organizacji jest to poważna wada projektu.

Tymczasem skrócenie kadencji prezydenta i innych urzędników nie jest reformą wymaganą przez Komisję Europejską.

Walka z korupcją i rozliczenia

W ciągu dwóch miesięcy rządowi TISZY udało się wprowadzić pierwsze istotne zmiany instytucjonalne, które mają odpowiadać na wyborcze obietnice walki z systemową korupcją rządu Fideszu, w tym z rozkradaniem środków publicznych i funduszy unijnych.

Wzorując się na Polsce, Węgry przystąpiły w lipcu do Prokuratury Europejskiej, aby spełnić jeden z warunków odblokowania środków zamrożonych przez UE, w tym funduszy z KPO oraz polityki spójności. Prokuratura Europejska rozpoczęła działalność 1 czerwca 2021 roku i ściga przestępstwa związane z nadużyciami środków unijnych w państwach członkowskich. Państwa UE przystępują do niej dobrowolnie – nie zdecydowały się na to Dania i Irlandia.

Rząd Magyara zaczął więc żmudny i długotrwały w demokracji proces rozliczeń poprzedniego rządu za korupcję i nadużywanie władzy. Kancelaria premiera poinformowała o złożeniu zawiadomień w pięciu sprawach dotyczących umów, płatności i powiązań, w których domniemana szkoda ma wynosić łącznie 106 mld forintów, czyli około 1,3 mld złotych. Zawiadomienia dotyczą m.in. finansowania organizacji powiązanych z Fideszem, zawyżonych państwowych kontraktów na monitoring mediów i nieprzejrzystych dotacji dla wspólnot religijnych.

Rząd Magyara w 17. poprawce do konstytucji ustanowił też Urząd ds. Odzyskiwania i Ochrony Majątku Państwowego (NVVH). Urząd ma śledzić przepływ publicznych pieniędzy i majątku aż do ich ostatecznych beneficjentów, badając m.in. zamówienia publiczne, dotacje, fundusze unijne i spółki państwowe. Jego śledczy mogliby wchodzić do biur i serwerowni, kopiować dane oraz uzyskiwać informacje objęte tajemnicą bankową, podatkową i handlową. Urząd mógłby także prowadzić i przejmować postępowania karne, wnosić akty oskarżenia oraz dochodzić zwrotu majątku lub unieważnienia szkodliwych umów.

Zmiany w mediach

Kolejną istotną reformą rządu Magyara jest też zlikwidowanie Urzędu Ochrony Suwerenności. Powołana za rządów Fideszu instytucja oczerniała media, dziennikarzy, organizacje społeczne krytykujące politykę partii Orbána. Komisja Europejska zaskarżyła przepisy o Urzędzie Ochrony Suwerenności do Trybunału Sprawiedliwości UE. Ten nie wydał jeszcze wyroku, ale rzecznik generalny TSUE ocenił, że kompetencje urzędu naruszają prawa podstawowe UE i wywołują efekt mrożący w mediach – te obawiały się pisać o nieprawidłowościach władzy z obawy przed reperkusjami.

TISZA przeprowadza też pierwsze zmiany w mediach publicznych – 23 czerwca parlament uchwalił poprawkę do ustawy medialnej, która wygasza kadencje Rady Mediów oraz Narodowego Urzędu Mediów i Telekomunikacji (NMHH), a także kierownictwa mediów publicznych.

Były premier Orbán zaprotestował przeciwko zmianom w mediach publicznych, nazywając je „kolejnym elementem tyranii partii TISZA”.

Ustawa likwiduje dotychczasowe struktury zarządzania mediami publicznymi i produkcji ich treści: spółkę Duna Médiaszolgáltató, będącą formalnym nadawcą i operatorem publicznych stacji telewizyjnych i radiowych, oraz Fundusz Wsparcia Usług Medialnych i Zarządzania Majątkiem (MTVA), który odpowiadał m.in. za finansowanie mediów publicznych, zarządzanie ich majątkiem i produkcję programów. Ustawa zastępuje je odrębnymi spółkami odpowiedzialnymi za radio i telewizję oraz państwową agencję prasową.

Kierownictwo mediów publicznych ma być wybierane w otwartych konkursach, a niezależność i finanse ma nadzorować rada złożona z przedstawicieli rządu, opozycji i organizacji dziennikarskich.

Znowelizowana ustawa medilana powołuje też Fundusz Prasy, który ma wspierać niezależne media prywatne.

Reforma ma zakończyć propagandowy model mediów publicznych stworzony przez Fidesz. Ustawę jako pierwszy krok w celu wzmocnienia niezależności i pluralizmu mediów na Węgrzech pochwalił Międzynarodowy Instytut Prasy. Jednocześnie przypomniał, że Węgry powinny przeprowadzić szeroko zakrojoną i szeroko konsultowaną reformę rynku medialnego.

Przy przygotowywaniu poprawki do ustawy medialnej rząd TISZY był krytykowany przez organizacje pozarządowe za brak wcześniejszych konsultacji i nadmiernie szybkie tempo prac.

Rząd Magyara czerpał też inspiracje ze stylu przejęcia kontroli nad mediami publicznymi w grudniu 2023 roku przez rząd Donalda Tuska w Polsce. Tydzień temu, 7 lipca, czasowo zawieszono serwisy informacyjne telewizji M1 oraz publicznego radia Kossuth, wprowadzono tymczasowe kierownictwo, a część redaktorów miała zostać zwolniona.

Na czarnym tle w węgierskiej telewizji publicznej wyświetlono komunikat: „Media publiczne nie powinny kłamać. Przepraszamy, że robiły to przez tak długi czas. Teraz zostaną zreformowane, aby stały się niezależne i godne zaufania. Nasz program informacyjny został zawieszony. Prosimy pozostać z nami”.

Na zdjęciu Anna Wójcik
Anna Wójcik

Pisze o praworządności, demokracji, prawie praw człowieka. Prowadzi podcast OKO.press "Drugi rzut OKA na prawo". Współzałożycielka Archiwum Osiatyńskiego i Rule of Law in Poland. Doktor nauk prawnych.

Komentarze