0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto Attila KISBENEDEK / AFPFoto Attila KISBENED...

Sytuacja może się jednak zmienić w każdej chwili. W przyszłym roku jesienią w Polsce odbędą się wybory, a ich wynik jest daleki od pewności. Ten nowy impet do działania Grupy Wyszehradzkiej może ponownie zakończyć się fiaskiem, biorąc pod uwagę wyraźną przewagę Polski w tym kwartecie – pod względem liczby ludności i gospodarki. Takie odwrócenie sytuacji byłoby z pewnością tym bardziej bolesne. Niestabilność polityczna wydaje się największą przeszkodą dla potencjału tego sojuszu.

Przeczytaj także:

Powstanie wyszehradzkiego aliansu

Grupa Wyszehradzka (lub V4) powstała oficjalnie w 1991 roku, kiedy przywódcy Czechosłowacji, Węgier i Polski podpisali Deklarację Wyszehradzką. Jest to w tym sensie specyficzny twór, że współpraca wyszehradzka nie jest w ogóle zinstytucjonalizowana, opiera się wyłącznie na zasadzie okresowych spotkań jej przedstawicieli – od szczytów politycznych na najwyższym szczeblu ministerialnym i premierów, przez spotkania ekspertów i dyplomatów, po działalność organizacji pozarządowych, ośrodków analitycznych i badawczych, instytucji kulturalnych z całego regionu.

W zasadzie jedyną organizacją działającą w ramach V4 jest Międzynarodowy Fundusz Wyszehradzki, wspierający tak zwaną „dyplomację obywatelską”: rozwój współpracy w dziedzinie kultury, wymiany naukowej, badań, edukacji, współpracy transgranicznej i promocji turystyki. Inną formą ustrukturyzowania współpracy są prezydencje. Zawsze jedno z państw grupy V4 sprawuje rotacyjną, roczną prezydencję, wyznaczającą kierunki działań i priorytety. 1 lipca 2026 r. Słowacja objęła swoją siódmą prezydencję w Grupie Wyszehradzkiej, pod hasłem: „V4 – silniejsza Europa – razem na rzecz silniejszej Europy”.

Historycznie rzecz ujmując, po upadku komunizmu, wspólnym mianownikiem powstania Grupy Wyszehradzkiej była ambicja ponownej integracji z Zachodem – zarówno pod względem gospodarczym, jak i bezpieczeństwa. Wydawało się, że zjednoczony głos Europy Środkowej będzie lepiej słyszalny, bardziej skuteczny.

Mimo pewnej dysproporcji ze strony Polski (znacznie większej od innych członków), faktycznie region łączy wiele: wspólna ścieżka historyczna, więzi kulturalne, sąsiedztwo. I rzeczywiście, transformacja we wszystkich czterech krajach, pomimo drastycznej terapii szokowej w Polsce i autokratycznego regresu na Słowacji pod rządami Vladimíra Mečiara w latach 90., okazała się w dłuższej perspektywie sukcesem. Wszystkie cztery kraje przystąpiły do NATO (Czechy, Polska, Węgry w 1999 roku, Słowacja w 2004), a do Unii Europejskiej weszły w ramach „wielkiego rozszerzenia” w 2004 roku.

W efekcie integracji z Zachodem europejskie fundusze strukturalne oraz inwestycje zagraniczne, szczególnie w przemysł samochodowy, ale nie tylko, popłynęły szerokim strumieniem do regionu, czyniąc z niego ważny ośrodek przemysłowy i logistyczny. Największym beneficjentem w ramach V4 była Polska, która do 2019 roku otrzymała ponad 55% wszystkich środków unijnych przeznaczonych dla krajów regionu, ale mimo dysproporcji między Polską i pozostałymi trzema krajami, one także były beneficjentami netto Unii Europejskiej. Region rozkwitał.

Wzloty I upadki wyszehradzkiej czwórki

Jednak w pierwszych dekadach nowego stulecia sytuacja uległa zmianie. W 2010 roku Viktor Orbán wygrał wybory na Węgrzech i natychmiast wprowadził nowe porządki, które doprowadziły do otwartego konfliktu z Unią Europejską i marginalizacji Węgier w ramach wspólnoty.

Po rozpoczęciu procedury Artykułu 7 Traktatu o UE, Węgry znalazły się także pod presją finansową, gdy zastosowano wobec kraju mechanizm warunkowości oraz zamrożono pieniądze w ramach Instrumentu na rzecz odbudowy i odporności (RRF) – wszystko przez łamanie praworządności, demokratycznych standardów i masową korupcję.

W Słowacji od 2012 roku Robert Fico, socjaldemokrata o poglądach pragmatyczno-populistycznych, pełnił funkcję premiera, ale został odsunięty od władzy po zabójstwie dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kušnirovej.

W 2014 r. populistyczna partia ANO Andreja Babiša – „czeskiego Trumpa” – wygrała wybory w Czechach. I na sam koniec, w 2015 r. w Polsce rozpoczęły się narodowo-konserwatywne rządy PiS, które także doprowadziły do starć z Unią o dotkliwych konsekwencjach: rekordowej kary milion euro dziennie po wyroku TSUE za utworzenie Izby Dyscyplinarnej SN, aktywacji Artykułu 7, oraz jak na Węgrzech — do zamrożenia środków z KPO.

W efekcie, z pupili Europy, kraje Grupy Wyszehradzkiej zaczęły wchodzić w otwarty konflikt z UE. Robiły to indywidualnie – na przykład Węgry, Słowacja i Polska w związku z naruszeniami prawa europejskiego i łamania praworządności, czy Węgry, Czechy i Słowacja w związku z korupcją, konfliktami interesów i brakiem przejrzystości wydatkowania środków UE. W innych przypadkach tworzyły też spontaniczne koalicje, by przeciwstawić się polityce UE.

Najbardziej uderzającym przykładem takiej kooperacji był ich sprzeciw wobec kwot relokacji migrantów w 2016 roku. Wówczas do Unii Europejskiej zaczęły docierać fale migrantów z Bliskiego Wschodu, w szczególności z ogarniętej wojną Syrii, ale także innych niestabilnych krajów regionu jak Irak.

Ciężar ich przyjęcia spadł na kraje basenu Morza Śródziemnego, w szczególności Grecję i Włochy. Aby im pomóc i rozładować napór, UE zatwierdziła tymczasowy plan rozdzielania uchodźców w obrębie wspólnoty przy użyciu obowiązkowych kwot między 27 państwami członkowskimi.

Wówczas kraje wyszehradzkie ostro się sprzeciwiły, proponując w zamian koncepcję „elastycznej solidarności”, która pozwalałaby na zamianę obowiązku przyjęcia ludzi na wsparcie innymi środkami — finansowo, organizacyjnie, rzeczowo. Węgry i Słowacja złożyły skargę do TSUE, a Komisja Europejska zagroziła podjęciem kroków prawnych przeciwko Węgrom, Polsce i Czechom za złamanie obowiązujących ustaleń. Jak wiemy dziś, wówczas rozwiązanie to nie weszło w życie. Opór V4 był dobitną demonstracją siły Grupy.

Klin w sprawie Ukrainy

Jednak stosunek do pełnowymiarowej inwazja Rosji na Ukrainę podzielił państwa wyszehradzkie. Polska od początku opowiadała się za pomocą dla Ukrainy, pomimo sporu wokół eksportu ukraińskiego zboża do UE. Natomiast Węgry pod rządami Orbána zaczęły montować kolejną koalicję, tym razem przeciwko Ukrainie.

Podatne na te pomysły miały być Czechy i Słowacja. W efekcie, Budapeszt i Bratysławą blokowały wsparcie dla Ukrainy, w tym pożyczkę w wysokości 90 mld euro. Należy nadmienić, że wspólnym mianownikiem tej komitywy była nie tylko niechęć do Ukrainy, ale i ciepły sentyment wobec Kremla. Plany te jednak rozjechały się ostatecznie po kwietniowych wyborach parlamentarnych na Węgrzech, w których Péter Magyar odniósł miażdżące zwycięstwo i po 16 latach pozbawił władzy zaskoczonego Orbána.

W następstwie obietnic wyborczych nowego przywódcy Węgier dotyczących ożywienia współpracy w ramach Grupy V4 pojawił się ostrożny optymizm. Po zwycięstwie Pétera Magyara, Donald Tusk, Andrej Babiš i Robert Fico – w rzadkim przejawie jedności – pozowali do wspólnego zdjęcia przy okazji szczytu Europejskiej Wspólnoty Politycznej w Erywaniu, z podpisem: „Trzej muszkieterowie czekają na czwartego i odrodzenie V4”.

Zdjęcie zamieszczone na portalu X zrobiło furorę. Wydawało się to dobrym zwiastunem nowego rozdziału w historii grupy. 23 czerwca 2026 r., na zaproszenie Węgier sprawujących akurat prezydencję w Grupie, czterech przywódców spotkało się w Gödöllő (cała, czwórka na zdjęciu u góry).

Wydano oświadczenie podsumowujące konkluzje spotkania, dotyczące wzmocnienia Grupy oraz współpracy regionalnej. Na szczeblu europejskim zidentyfikowano również wspólne interesy, przede wszystkim dotyczące kolejnych wieloletnich ram finansowych (WRF), w tym polityki spójności i rolnej, jednolitego rynku; sektora rolno-spożywczego; dalszego rozszerzenia Unii; transformacji ekologicznej i konkurencyjności (szczególnie systemu handlu uprawnieniami do emisji – ETS); oraz propozycji dotyczących przemysłu motoryzacyjnego i polityki handlowej.

Do dziś rządy państw Grupy Wyszehradzkiej kwestionują też politykę migracyjną UE — system kwot i rekompensat — czy zakres kompetencji UE. Widać zatem, że V4 opiera się na interesach głównie doraźnych, poszukuje wspólnego głosu tam, gdzie może coś wymiernie osiągnąć.

V4 zazwyczaj mobilizuje się, gdy dostrzega potrzebę obrony swoich konkretnych interesów, rzadziej generuje pozytywne inicjatywy wychodzące poza jej ramy. Zasadniczo Grupa nie mówi jednym silnym głosem. Jej luźna struktura okazuje się zarówno atutem — bo pozwala na elastyczność, adaptację, opiera się na dobrowolności, jak i słabością — bo współpraca ta jest dość fragmentaryczna i brakuje jej formalnych struktur.

Pięta achillesowa V4 – niestabilność polityczna

I właśnie w tej wewnętrznej dynamice ujawnia się potencjalna kruchość Grupy Wyszehradzkiej. Z jednej strony kraje te słusznie uznają, że mają większą siłę przebicia, reprezentując swoje interesy wspólnie, a nie indywidualnie. Z drugiej strony, zawsze tlą się kwestie, które mogą potencjalnie doprowadzić do rozłamu w V4 od wewnątrz, takie jak stanowisko w sprawie członkostwa Ukrainy, import rosyjskich surowców energetycznych czy ogólne wznowienie stosunków z Rosją.

Nie zapominajmy także o motywie przewodnim w naszej części Europy: historycznych animozjach. Te dotyczą przede wszystkim skomplikowanej historii węgiersko-słowackiej. Chodzi o mieszkającą na Słowacji półmilionową węgierską mniejszość, jej prawa i powojenne dekrety Benesza, które pozbawiły ją majątków po II wojnie światowej.

„Karta węgierska” nie raz była wyciągana w doraźnych celach politycznych. Co ciekawe, temat ten był konikiem Orbána i jest kontynuowany przez Magyara. Niedawno, podczas obchodów rocznicy traktatu z Trianon, który po I Wojnie Światowej pozbawił „Wielkie Węgry” 2/3 terytorium, Peter Magyar prowokacyjnie oświadczył, że „Węgry są jedynym krajem na świecie, który graniczy sam ze sobą”. Odnosił się do rozsianej poza granicami kraju węgierskiej diaspory, ale wypowiedź zinterpretowana została przez Słowaków jako podważająca granice ich państwa i suwerenność, propagująca alternatywne wizje historyczne. Niedomknięcie tej kwestii psuje relacje bilateralne między obydwoma krajami.

Grupa wyszehradzka bywa także bardzo czuła na wewnętrzną dynamikę polityczną w państwach członkowskich czasami napędzającą, a czasami paraliżującą i zakłócającą jej działalność. W ubiegłych latach formowały się różne konstelacje w ramach tego czworokąta: eurosceptyczna mobilizacja całej czwórki, narodowo-konserwatywny polsko-węgierski tandem przeciwko praworządności, antyukraińska węgiersko-słowacka sztama.

Osobiste animozje również nigdy nie sprzyjały współpracy, jak miało to miejsce w przypadku Donalda Tuska i Viktora Orbána, niegdyś kolegi w ramach Europejskiej Partii Ludowej, potem długoletniego sojusznika PiS, w myśl zasady „przyjaciel mojego wroga…”.

Zatem w porównaniu do wydarzeń z przeszłości, z perspektywy Brukseli, obecna dynamika w Grupie Wyszehradzkiej jest dość korzystna. W Budapeszcie nastąpiła w końcu znacząca zmiana. W Warszawie rządzi zagorzały proeuropejczyk. W Pradze i Bratysławie przywódcami są wprawdzie populistyczni, ale pragmatyczni politycy, choć po powrocie Roberta Fico do władzy w 2023 roku Słowacja niepokojąco kroczy niedawnymi śladami Polski i Węgier w zakresie regresu standardów demokratycznych, groziło jej nawet zamrożenie funduszy.

Sytuacja ta może się jednak zmienić w każdej chwili. W przyszłym roku jesienią w Polsce odbędą się wybory, a ich wynik jest daleki od pewności. Ten nowy impet do działania może ponownie zakończyć się fiaskiem, a biorąc pod uwagę wyraźną przewagę Polski w tym kwartecie – pod względem liczby ludności i gospodarki. Takie odwrócenie sytuacji byłoby z pewnością tym bardziej bolesne.

Właśnie dlatego Grupa Wyszehradzka musi jak najlepiej wykorzystać te rzadkie chwile, kiedy konflikty interesów nie górują nad wspólnymi celami – i to celami realistycznymi, o których można sensownie negocjować z UE. Niestabilność polityczna wydaje się być największą przeszkodą dla potencjału tego sojuszu.

Na zdjęciu Maria Skóra
Maria Skóra

Dr Maria Skóra koordynuje projekt dotyczący praworządności w Unii Europejskiej (RESILIO) w Instytucie Polityki Europejskiej (Institut für Europäische Politik) w Berlinie. Wcześniej pracowała w think tanku Das Progressive Zentrum oraz w HUMBOLD-VIADRINA Governance Platform. W Polsce dzieliła karierę zawodową między akademię a Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Była ekspertką Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych oraz Biura UNDP w Warszawie. Z wykształcenia socjolożka i ekonomistka.

Komentarze