Zebraliśmy już ponad milion!

Dołącz do zbiórki „Pomóżmy Ukraińcom"

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: AP Photo/Martin MeissnerAP Photo/Martin Meis...

Kogo zapamiętamy z tegorocznej edycji Konkursu Piosenki Eurowizji? Oczywiście przede wszystkim artystów — polską reprezentantkę Alicję Szemplińską i zwycięzcę konkursu, którego poznamy w sobotni wieczór 16 maja. W pamięci fanom Eurowizji utknie również imię „Natalia”.

Bo to do Natalii, być może po pomoc w ocenie sytuacji, podeszła Alicja Szemplińska, gdy okazało się, że rozmawia z dziennikarką z Izraela, a ta pyta o ocenę izraelskiej piosenki i o pozdrowienia dla izraelskich fanów.

Piosenkarka przeprosiła rozmówczynię, zawołała wspomnianą Natalię, odeszła na stronę, a po krótkiej wymianie zdań z Natalią — członkinią polskiej delegacji — wróciła do reporterki i pozdrowiła „wszystkich fanów Eurowizji”.

Ucięty filmik, który sugerował, że Alicja uciekła sprzed kamery i już nie wróciła, stał się viralem.

Izraelskie media i influencerzy sugerowali, że był to wyraz antysemityzmu. W komentarzach pod wpisami Szemplińskiej zrobiło się z kolei gęsto od palestyńskich flag i słów uznania od osób zaangażowanych w nagłaśnianie działań Izraela w Strefie Gazy. Szemplińska pewnie chciała jedynie wyjść z twarzą z trudnego położenia — i się jej udało.

Finał 70. finału Konkursu Piosenki Eurowizji odbędzie się w sobotę 16 maja o godz. 21:00

Transmitować go będzie TVP1, ale można oglądać również na oficjalnym eurowizyjnym kanale YouTube (bez polskiego komentarza).

Co jeszcze trzeba wiedzieć?

  • Polskę reprezentuje 24-letnia Alicja Szemplińska z utworem „Pray”, utrzymanym w klimacie RBN i soulu.
  • Zwycięzca jest wybierany przez głosowanie jury (które ogląda wszystkie koncerty podczas specjalnej próby jurorskiej) oraz głosy widzów oddawane przez sms-y i aplikację. W obu kategoriach jest punktacja 1-8, dwa najlepiej oceniane miejsca dostają odpowiednio 10 i 12 punktów.
  • Każdy kraj wyznacza tzw. sekretarza, który będzie przekazywał punkty jury — w Polsce będzie to dziennikarka Aleksandra Budka. Później doliczane są głosy widzów, które decydują o ostatecznym wyniku.
  • W ubiegłym roku wygrał JJ z Austrii, dzięki czemu Austria uzyskała prawo do organizacji finału. Odbywa się on w Wiedniu.
  • To już 70. finał Eurowizji — trzeci organizowany przez austriacką telewizję ORF w Wiedniu (poprzednio finały odbyły się w 1967 r. i 2015 r.)

Kto wystąpi w finale?

Po kolei będą to:

  1. Dania — Soren Torpegaard Lund – For Vi Gar Hjem
  2. Niemcy — Sarah Angels – Fire
  3. Izrael — Noam Bettan – Michelle
  4. Belgia — Essyla – Dancing on the Ice
  5. Albania — Alis – Nan
  6. Grecja — Akylas – Ferto
  7. Ukraina — Leleka – Ridnym
  8. Australia — Delta Goodrem – Eclipse
  9. Serbia — Lavina – Kraj mene
  10. Malta — Aidan – Bella
  11. Czechy — Daniel Zizka – Crossroads
  12. Bułgaria — Dara – Bangaranga
  13. Chorwacja — Lelek – Andromeda
  14. Wielka Brytania — Look Mum No Computer – Eins, Zwei, Drei
  15. Francja — Monroe – Regarde
  16. Mołdawia — Satoshi – Viva, Moldova!
  17. Finlandia — Linda Lampenius i Pete Parkkonen – Liekinheitin
  18. Polska — Alicja – Pray
  19. Litwa — Lion Ceccah – Sólo quiero más
  20. Szwecja — Felicia – My System
  21. Cypr — Antigoni – Jalla
  22. Włochy — Sal Da Vindi – Per Sempre Si
  23. Norwegia — Jonas Lovv – Ya ya ya
  24. Rumunia — Alexandra Căpitănescu – Choke me
  25. Austria — Cosmo – Tanzschein

Eurowizja bez pięciu krajów

Ta sytuacja pokazuje, że tegoroczny eurowizyjny finał wciąż odbywa się w cieniu protestów, rezygnacji pięciu krajów i apeli o bojkot. Tak wygląda sytuacja w stolicy Austrii, która po wygranej w zeszłorocznym konkursie zyskała prawo do organizacji konkursu.

Długo nie było wiadomo, czy Izrael — działania wojsk którego w Strefie Gazy komisja śledcza ONZ nazwała wprost ludobójstwem — będzie mógł uczestniczyć w tegorocznej edycji. Europejska Unia Nadawców, organizator wydarzenia, zaplanowała głosowanie nad tą kwestią, jedynie, by potem się z tego planu wycofać.

Hiszpania, Irlandia, Islandia, Holandia i Słowenia wycofały się wobec tego z uczestnictwa.

Wcześniej nadawcy z tych krajów zarzucali Izraelowi nieuczciwe wykorzystanie zasad głosowania — do poprzedniej edycji z jednego numeru można było wysłać aż 20 głosów. W wielu krajach Izrael notował wyniki powyżej oczekiwań. W wielu krajach kupowanie nowych kart SIM jest łatwe, nie trzeba ich rejestrować. Można ich więc kupić dużo i użyć do wielokrotnego głosowania na jeden kraj.

Czy tak zdarzyło się w przypadku Izraela, który w 2025 roku zajął drugie miejsce? Tego nie wiemy. I pewnie się nie dowiemy.

Przeczytaj także:

W tych stresujących okolicznościach Alicja Szemplińska poradziła sobie wyjątkowo dobrze, co wzbudziło nadzieję niektórych fanów na dobry wynik w sobotnim finale.

Polska — jedno z zaskoczeń

„W podejściu Telewizji Polskiej wreszcie coś się zmieniło. Sam utwór to zasługa Alicji, w zasadzie przypadek, że zgłosiła się taka wokalistka z taką piosenką. Ale kiedy już została wybrana na reprezentantkę, TVP potraktowało przygotowanie jej występu inaczej niż w poprzednich latach. Nie zlecono realizacji zewnętrznie, reżyser i wszyscy realizatorzy są z TVP. Jedynie choreograf jest zewnętrzny. Okazało się, że potrafimy to zrobić nowocześnie, europejsko. Po prostu lepiej niż w ubiegłych latach. TVP się uczy. I o ile w tym roku piosenka trafiła się przypadkiem, to podczas kolejnych edycji przypadków już nie będzie” – ocenia Maria Baładżanow, polska dziennikarka eurowizyjna związana z portalem Eurovibes.

„Polska nie wygra Konkursu Piosenki Eurowizji w tym roku, ale już teraz można być dumnym z występu naszej reprezentantki” – mówi w rozmowie z OKO.press Szymon Stellmaszyk, dziennikarz publikujący na profilu „Let’s talk about ESC”, szef delegacji Michała Szpaka na Eurowizji w 2016 roku.

Według niego będzie dobrze, ale nie ma co pompować balonika. „To przede wszystkim konkurs piosenki, a Alicja, wybierając w tym roku taką stylistykę, zapewne ma świadomość, że jej utwór nie każdemu musi przypaść do gustu Zdobyła się na odważny ruch i przed konkursem notowania nie dawały jej wielu szans, ale będzie dobrze, bo ona rządzi na scenie” – dodaje.

Do Wiednia nie jadę

Czy można jednak cieszyć się z występu polskiej reprezentantki, gdy scenę dzieli z reprezentantem Izraela? To pytanie zadaje sobie sporo z miłośników konkursu. Wielu z nich wierzyło do tej pory, że Eurowizja — mimo wad — bardziej łączy, niż dzieli. Dziś coraz częściej decydują się na bojkot. Uczestniczą w tym bojkocie również kluby czy bary. Wspólnego oglądania brakuje między innymi w rozpisce wydarzeń krakowskich czy warszawskich lokali, które co roku zapraszały do wspólnego świętowania Eurowizji.

„Oczywiście, że czuję dyskomfort, tym bardziej że Izrael nie ustaje w swoich kombinacjach. Narracja i postępowanie EBU w tej sprawie też wciąż zdumiewają. Nie akceptuję tego i stąd moja absencja w centrum wydarzeń w tym roku — pierwszy raz od 22 lat” – wyjaśnia Stellmaszyk, który zrezygnował z przyjazdu do Wiednia.

"Opinia publiczna wie, co ma myśleć na ten temat i krytyka nie ustanie, póki będą ku temu preteksty.

Tylko czasowe wykluczenie Izraela mogłoby uspokoić sytuację i uratować wydarzenie.

Inaczej, zamiast muzyką, będziemy zajmować się polityką. Konkurs Piosenki Eurowizji nie powinien służyć promowaniu niegodnych postaw" – komentuje.

Bojkot większy niż kiedykolwiek

„Na Eurowizję przyjeżdżam w podwójnej roli – badacza i fana – więc jestem trochę rozerwany. Nie wiem, co bym zrobił, gdybym był wyłącznie fanem” – tak dr Marcin Bogucki z Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, członek Stowarzyszenia Miłośników Konkursu Piosenki Eurowizji OGAE Polska odpowiada na pytanie o bojkotowanie Eurowizji.

“Rozmawiam o tym z fanami Eurowizji. Niektórzy rozważali bojkot, część chodzi na koncerty, ale odwraca się, kiedy Izrael jest na scenie albo buczy w trakcie tej piosenki. Wszyscy wspierają i rozumieją tych, którzy się na bojkot zdecydowali. Jest kilka osób z OGAE, czyli oficjalnego fandomu, które otwarcie mówią o tym, że rezygnują z oglądania Eurowizji. Jeden irlandzki podcast zajmujący się Eurowizją, po wycofaniu się Irlandii z konkursu, zrezygnował ze swojej działalności” – wylicza badacz.

Widać jednak, że nawoływania do bojkotu są w tym roku znacznie mocniejsze niż w poprzednich latach. „Kiedy zamieściłem w mediach społecznościowych informację, że jadę na Eurowizję w ramach badań, dostałem kilka komentarzy z pytaniami, co tu robię i czy na pewno to są prawdziwe badania. Wezwania do bojkotu często są podszyte moralną wyższością” – komentuje.

Zmianę emocji wokół konkursu widać nie tylko w pojedynczych komentarzach w internecie. Widać również w ogólnym zaangażowaniu internautów — według Instytutu Monitorowania Mediów liczba interakcji w social mediach spadła niemal ośmiokrotnie w porównaniu do poprzedniego finału Eurowizji.

Instytut podaje, że „analiza danych z platform społecznościowych wskazuje na gwałtowny odwrót od masowej dyskusji, która towarzyszyła ubiegłorocznym zmaganiom”.

W dniu półfinału 12 maja i przez sześć dni przed nim zanotowano 22,5 tys. postów i komentarzy na temat konkursu. Rok temu w analogicznym czasie było to 85 tysięcy wzmianek. „Jeszcze większą różnicę widać w obszarze zaangażowania – suma interakcji spadła z 4,5 miliona do poziomu ok. 570 tysięcy” – podają Wirtualne Media.

„Rozumiem osoby, które mocno i bardzo wokalnie się nie zgadzają z tym, co dzieje się z konkursem. Jeżeli ktoś chce oglądać, popieram, jeżeli ktoś nie chce – absolutnie rozumiem. To samo odnosi się do artystów, którzy wycofali się z tegorocznych preselekcji, bo nie chcą stać na jednej scenie z Izraelem” – mówi nam Maria Baładżanow.

„Natomiast jeśli chodzi o dziennikarzy, sytuacja wygląda inaczej, co powtarzałam moim widzom, którzy komentowali, że powinnam bojkotować Eurowizję. Jeśli każdy dziennikarz, który nie zgadza się z udziałem Izraela, bojkotowałby Eurowizję, w przekazie medialnym zostałaby tylko jedna strona. Ta strona, która mówi, że wszystko jest wspaniale i bardzo dobrze, że nie ma Holandii czy Irlandii, ale ważne, że jest Izrael. Jesteśmy tu, żeby raportować rzeczywistość, i nie powinniśmy z tego rezygnować” – dodaje.

Na pytanie, co Maria czuje jako fanka, odpowiada: „Cały czas czuję zgrzyt. Gdybym nie robiła eurowizyjnego contentu, pewnie obejrzałabym koncerty, ale bez takiego zapału, jak w poprzednich latach”.

Wygrana Izraela to koniec Eurowizji?

Fanów i ekspertów pytamy o to, kto wygra Eurowizję w tym roku. I czy przyjechaliśmy do Wiednia na pogrzeb konkursu?

Według bukmacherów największe szanse na wygraną ma Finlandia z energetycznym utworem „Liekinheitin” wykonywanym przez duet smyczkowo-wokalny: Lindę Lampenius i Pete'a Parkkonena (widać ich na okładce artykułu).

Linda – wbrew eurowizyjnej tradycji – swoje solówki na skrzypcach wykonuje na żywo i robi to bezbłędnie. Na podium bukmacherzy widzą też Australię, którą reprezentuje tamtejsza gwiazda Delta Goodrem i rapera Akylasa z Grecji z jego antykapitalistycznym utworem „Ferto”.

Izrael z piosenką „Michelle” wykonywaną przez Noama Bettana, plasuje się w rankingach na czwartym miejscu. „A może Eurowizja potrzebuje wygranej Izraela? To by było wreszcie mocne trzepnięcie dla tego konkursu” – ironizuje Maria Baładżanow.

„Jednocześnie wygrana Izraela byłaby równoznaczna z upadkiem Eurowizji. Jak wygra, ja na finał na pewno nie pojadę” – dodaje.

Wiedeń świętuje, mimo wszystko

“Jeśli wygra Finlandia, będzie ciekawie. Już w mediach pojawił się cytat osoby z KAN (publicznego nadawcy z Izraela – od aut.), że wygrana Szwecji czy Finlandii to zła wiadomość dla Izraela, bo to nie są przychylne kraje” – mówi nam dr Marcin Bogucki.

Spotykamy się w wiosce Eurowizyjnej, czyli strefie dla fanów urządzonej na placu przed wiedeńskim ratuszem. Obok nas na scenie występują tegoroczni reprezentanci, przed chwilą tłum tańczył do „Pray” Alicji Szemplińskiej. Leje się piwo, w strefie gastronomicznej smażą się sznycle, fani stoją w kolejce do budek karaoke. Atmosfera odświętna. Być może w utrzymywaniu tych pozorów pomaga fakt, że finał organizuje Austria.

“Trzeba pamiętać, że Niemcy i Austria to były dwa kraje, które powiedziały, że wycofają się z konkursu, jeśli Izrael nie zostanie dopuszczony do Eurowizji. Szef austriackiej telewizji był w Izraelu z wizytą. Austria to przychylny kraj. Dlatego nikt nie nastawia się na jakieś znaczące incydenty w Wiedniu” – mówi dr Bogucki.

To zdecydowanie widać na ulicach Wiednia – wiele osób nosi ze sobą flagi Izraela, co podczas finału w Malmö w 2024 r., w trakcie pierwszej Eurowizji po wybuchu wojny w Strefie Gazy, było nie do pomyślenia. Izraelskie flagi wyciągano tylko podczas występu reprezentantki tego kraju, potem były chowane do plecaków i toreb.

W tym roku Izrael świętuje głośno to, że pozostał w konkursie. W mieście rozklejane są wlepki „przeciwko antysemityzmowi”. Podczas prób w Wiener Stadthalle, na które mamy wstęp jako przedstawiciele mediów, Noam Bettan dostaje głośny aplauz od swoich rodaków. Widać, że wspiera go duża delegacja. Można mieć wrażenie, że większa niż w przypadku innych państw.

Tymczasem tam, gdzie oficjalnych delegatów nie ma, a są fani konkursu, entuzjazmu nie widać. Wiedeń organizuje wspólne oglądanie koncertów na telebimach w kilku punktach w mieście. W jednym z nich, gdzie widzieliśmy drugi półfinał, zapadła martwa cisza w momencie, kiedy Noam Bettan pojawił się na ekranie.

„W Gazie giną niemowlęta, ale bawcie się dobrze”

Z drugiej strony Europejska Unia Nadawców próbuje naklejać plaster na otwartą ranę — w oficjalnym eurowizyjnym sklepie można było kupić w tym roku palestyńską flagę. W Malmö wniesienie takiej flagi na koncert było niedopuszczalne i groziło nawet wyrzuceniem z hali.

Na razie — a piszemy to na kilkadziesiąt godzin przed finałem Eurowizji — w Wiedniu jest dość spokojnie. EBU informowała o czterech osobach wyprowadzonych z pierwszego półfinału za buczenie i zakłócanie koncertu. Buczenia po raz pierwszy nie wyciszono w telewizyjnej transmisji, ale już na oficjalny YouTube Eurowizji trafiło nagranie występu Izraelczyka z próby jurorskiej — a nie, jak w przypadku innych artystów, z głównego koncertu.

Na placu Marii Teresy w centrum Wiednia zorganizowano alternatywne wydarzenie pod hasłem „No stage for genocide” („Nie ma sceny dla ludobójstwa”). Występują tu artyści sprzeciwiający się udziałowi Izraela w Eurowizji, w tłumie powiewają palestyńskie flagi. „Chociaż wykluczono Rosję z konkursu, prawo międzynarodowe najwyraźniej nie ma zastosowania w przypadku Izraela” – piszą organizatorzy.

People attend a song protest concert against Israel at the Maria Theresien Square in the city center of Vienna, Austria, during the 70th Eurovision Song Contest week, Friday, May 15, 2026. (AP Photo/Martin Meissner)
Protest i alternatywne wydarzenie w jednym, fot. Martin Meissner/AP

W sobotę 16 maja zapowiadane są protesty — zarówno proizraelskie, jak i propalestyńskie. Ten drugi został zgłoszony jako wydarzenie na 3 tysiące osób, ale frekwencja może być większa.

Można to wywnioskować po liczbie flag, plakatów i naklejek w całym Wiedniu, przypominających o ludobójstwie w Gazie. „W Gazie giną niemowlęta, ale bawcie się dobrze” – grafika z takim napisem zawisła tuż przy Wiener Stadthalle.

To jeszcze nie pogrzeb

Czy Eurowizja osiągnęła punkt krytyczny w kryzysie wizerunkowym?

“Pytam o to fanów w swoich badaniach, zastanawiając się, czy jest to business as usual, przejściowe trudności, czy być może odznaka głębszego kryzysu. Dean Vuletic, historyk, który się zajmuje Eurowizją, mówi, że to nie jest pierwszy i to na pewno nie ostatni bojkot Eurowizji, więc nie ma powodów do obaw. Kraje autorytarne i uwikłane w konflikty brały udział w Konkursie Piosenki Eurowizji.

Na przykład Portugalia za czasów Salazara czy Hiszpania za czasów Franco.

W 1969, kiedy Hiszpania po zwycięstwie organizowała konkurs, Austria zrezygnowała z udziału. Napięte relacje grecko-cypryjsko-tureckie też doprowadzały do rezygnacji i bojkotów. Turcja przecież wycofała się w 2012 – oficjalnie ze względów obyczajowych” – wymienia dr Marcin Bogucki i dodaje: “Ja tutaj przyjeżdżałem raczej na »Zmierzch bogów«, chociaż teraz nie wydaje mi się, że Izrael może wygrać. Z drugiej strony jednak w zeszłym roku fandom także nie obstawiał, że izraelska piosenka wejdzie do czołówki, a finalnie otarła się o zwycięstwo. Wszystko jest bardzo nieprzewidywalne. Mimo wszystko wydaje mi się, że to jeszcze nie ten rok. To jeszcze nie jest pogrzeb Eurowizji”.

Na zdjęciu Katarzyna Kojzar
Katarzyna Kojzar

Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.

Na zdjęciu Marcel Wandas
Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.

Komentarze