Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fotó: Miniszterelnöki Sajtóiroda/Benko Vivien CherFotó: Miniszterelnök...

Na Węgrzech 12 kwietnia mają odbyć się wybory parlamentarne. Jak już wcześniej informowaliśmy, trwająca tam kampania wyborcza jest pełna niespotykanych napięć, ponieważ po raz pierwszy od szesnastu lat w sondażach prowadzi opozycja. Przed Viktorem Orbánem stoi poważne ryzyko porażki.

Jednocześnie wciąż to on ma pełną kontrolę nad zmodyfikowanym na korzyść jego partii systemem wyborczym i nad mediami. Niezależnie od sondaży zwycięstwo opozycji wcale nie będzie łatwe, jeśli w ogóle będzie możliwe. Ujawniane jednak obecnie nowe informacje są miażdżące dla międzynarodowej wiarygodności rządu Orbána.

We wtorek 31 marca niezależne media opublikowały nagrania rozmów telefonicznych, które dowodzą, że węgierski minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó konsultował swoje polityczne posunięcia z Siergiejem Ławrowem, rosyjskim ministrem spraw zagranicznych.

„Dobra robota! Udowodnili, że publicznie mówię to samo, co przez telefon” – kpił z dziennikarskiego śledztwa Péter Szijjártó, jednocześnie przyznając, że upublicznione nagrania są prawdziwe. Pochodzą one z lat 2023-2025, między innymi z okresu, kiedy ministrowie Unii Europejskiej rozważali wprowadzenie kolejnych sankcji gospodarczych wymierzonych w Moskwę.

Dziennikarz oskarżany przez Fidesz

O nagraniach jest głośno od kilku dni, chociaż ujawniono je dopiero teraz. Prawdopodobnie w ramach tzw. ataku wyprzedzającego (metoda, która ma osłabić ujawnienie ustaleń przed ich publikacją) węgierski rząd w poprzednim tygodniu oskarżył zaangażowanego w to śledztwo węgierskiego dziennikarza Szabolcsa Panyi o szpiegostwo.

„Panyi Szabolcs szpiegował swój kraj we współpracy z obcym państwem” – powiedział podczas konferencji prasowej minister kancelarii premiera Gergely Gulyás.

Panyi zaprzecza tym zarzutom. Twierdzi, że to próba zdyskredytowania go tuż przed ujawnieniem niewygodnych dla rządu ustaleń, i to nie tylko tych, które płyną z nagranych rozmów węgiersko-rosyjskich. W swoim oświadczeniu ujawnił, że

pracował nad jeszcze jednym tematem śledczym – o nielegalnym przekazywaniu przez Moskwę pieniędzy węgierskiemu rządowi.

„Według mojej wiedzy w służbach bezpieczeństwa państw UE i NATO co najmniej od 2016-2017 pojawiły się informacje, że duże ilości gotówki i kamieni szlachetnych mogą być dostarczane z Rosji samolotami rządowymi węgierskimi lub prywatnymi samolotami, używanymi przez węgierskie władze. Urzędnicy z co najmniej sześciu różnych krajów podali takie informacje” – napisał Szabolcs Panyi 26 marca na swoim profilu na FB.

Przeczytaj także:

Jak Ławrow z Węgrami rozmawiał

Pierwszą część nagrań upubliczniło 31 marca konsorcjum medialne, w skład którego weszły m.in. portale The Insider, Frontstory i VSquare. Właśnie z tym ostatnim związany jest Panyi.

Z materiałów wynika, że węgierski minister Péter Szijjártó naciskał na Unię Europejską w sprawie zniesienia sankcji na Gulbahor Ismailową, siostrę rosyjskiego oligarchy Aliszera Usmanowa.

Robił to na osobistą prośbę rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa.

Aliszer Usmanow to jeden z najbogatszych ludzi w Rosji. Przed wojną w Ukrainie jego majątek szacowano na 18 miliardów dolarów. Usmanow działa przede wszystkim w branży metali szlachetnych, produkcji stali i energetyki. Utrzymuje bliskie kontakty z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

Miał liczne inwestycje w Europie, także w Polsce, więc wpisanie go na europejską listę sankcyjną istotnie zaszkodziło jego interesom. Jego siostra, Gulbahor Ismailowa, dysponuje częścią zasobów Usmanowa, stąd starania, by usunąć ją z listy.

„Dzwonię na prośbę Aliszera, który poprosił mnie, abym przypomniał panu, że ma pan coś zrobić w sprawie jego siostry” mówił Ławrow w ujawnionej rozmowie.

„Tak, oczywiście” – odpowiedział mu Szijjártó. – „Rzecz w tym, że razem ze Słowakami składamy wniosek do Unii Europejskiej o usunięcie jej z listy. Złożymy go w przyszłym tygodniu, a ponieważ rozpoczyna się nowy okres przeglądu, zostanie on uwzględniony w porządku obrad i zrobimy wszystko, aby ją z niej usunąć”.

Stałe donosy z unijnych spotkań

I rzeczywiście, Ismaiłowa została ostatecznie usunięta z listy sankcji, podobnie jak rosyjski biznesmen Wiaczesław Mosze Kantor i minister sportu Michaił Degtiariow. W każdym z tych przypadków o usunięcie zabiegały Węgry, dostawały też wsparcie słowackiego rządu, kierowanego przez prorosyjskiego premiera Roberta Fico. Aliszer Usmanow nadal jest objęty sankcjami.

Jak wynika z opublikowanych nagrań, węgierski minister spraw zagranicznych

Péter Szijjártó przekazywał też Rosji bieżące informacje z niejawnych unijnych spotkań.

Na przykład w rozmowie z 30 sierpnia 2024 r. opowiedział Ławrowowi szczegóły posiedzenia Rady do Spraw Zagranicznych UE, które odbyło się poprzedniego dnia.

„I to było szalone, wiesz, kiedy Landsbergis powiedział, że dokładamy 12 procent do każdej rakiety i pocisku. (…) Powiedziałem mu: »Przyjacielu, mylisz się, bo Europejczycy dokładają się do tego znacznie bardziej… Nie tylko Słowacy i my kupujemy gaz i ropę bezpośrednio od Rosji, ale wszyscy wy, którzy kupujecie je od nich przez… Indie, Kazachstan«”.

Rozmawiał nie tylko z Ławrowem

Jak podkreślił 31 marca portal Frontstory.pl, te rozmowy pokazują „wyjątkową zażyłość między Szijjártó, reprezentującym kraj UE i NATO, a Ławrowem, reprezentującym państwo, które zaatakowało i okupuje europejski kraj oraz prowadzi wojnę hybrydową, z agresywnymi sabotażami i podpaleniami w krajach wschodniej flanki NATO. Rozmowy są gęste od wrażliwych informacji o wewnętrznych ustaleniach w Budapeszcie i Brukseli – bez wątpienia interesujących dla Kremla.

Stanowią też jaskrawy dowód, że to Rosja stoi za próbami blokowania sankcji UE przez Węgry i Słowację”.

Ławrow nie był jedynym rosyjskim politykiem, z którym węgierski minister utrzymywał kontakty. W innej rozmowie Szijjártó przekonywał rosyjskiego wiceministra energetyki Pawła Sorokina, że ​​pracuje nad tym, aby Unia Europejska uchyliła pakiet sankcji wymierzony w tzw. „flotę cieni”. To grupa kilkuset tankowców pod egzotycznymi banderami, które pracują na rzecz Moskwy transportując rosyjską ropę. W ten sposób Rosja omija nałożone na nią sankcje.

Rzecznik węgierskiego rządu Zoltán Kóvacs zbagatelizował te ustalenia, nazywając rozmowy „konsultacjami”, które są „normalną praktyką dyplomatyczną”.

Natomiast Szijjártó uznał publikację nagrań za „zagraniczną ingerencję” w węgierską kampanię wyborczą. Zaś „bardzo dużym skandalem” określił „przechwytywanie jego rozmów telefonicznych przez zagraniczne służby specjalne, które upubliczniły je” półtora tygodnia przed wyborami parlamentarnymi „w interesie Ukrainy ”.

„Od dawna mamy podejrzenia”

Pierwsze informacje o tym, że Szijjártó przekazuje Rosjanom szczegóły tajnych unijnych rozmów, pojawiły się już 22 marca. Komisja Europejska zażądała wówczas od Węgier wyjaśnień. Zaś premier Donald Tusk stwierdził, że zupełnie go takie doniesienia nie zaskakują. „Od dawna mamy co do tego podejrzenia” – stwierdził.

Lider węgierskiej opozycji Péter Magyar natychmiast zareagował na te informacje. Oskarżył rząd Orbána o „jawną zdradę” i zapewnił, że po wyborach nowe władze szczegółowo zbadają powiązania Fideszu z Rosją.

Jeszcze wcześniej brytyjski „Financial Times” poinformował, że plan niejawnej kampanii internetowej, wspierającej partię Fidesz na Węgrzech, przygotowała rosyjska agencja reklamowa Social Design Agency. Jest powszechnie znana ze współpracy z Kremlem. Z tego powodu została objęta zachodnimi sankcjami.

SDA zaproponowała narracje, których celem było zdyskredytowanie opozycyjnej partii Tisza. A także zaprezentowanie Victora Orbána jako jedynego przywódcy, który zagwarantuje Węgrom bezpieczeństwo i stabilność.

GRU zaproponowało zamach

Portal śledczy VSquare ujawnił z kolei, że do Budapesztu przyjechali rosyjscy funkcjonariusze rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU, specjalizujący się w wojnie informacyjnej, aby zrealizować kampanijny plan.

Zaś „Washington Post” podał, iż

jednym z pomysłów rosyjskich służb na kampanię był pozorowany zamach na Victora Orbána.

Wzorem miał być prawdziwy nieudany zamach na Donalda Trumpa podczas kampanii prezydenckiej w USA. „Taki incydent spowoduje zmianę postrzegania kampanii ze sfery racjonalnych kwestii społeczno-ekonomicznych na emocjonalną, w której głównymi tematami staną się bezpieczeństwo państwa oraz stabilność i obrona systemu politycznego” – mieli napisać rosyjscy funkcjonariusze w raporcie.

Rzecznik węgierskiego rządu zaprzeczył także tym doniesieniom.

Kto wspiera Orbána?

Wszystko jednak wskazuje na to, że Orbán rzeczywiście dostaje wsparcie z Rosji. Jednocześnie pomaga mu obecna administracja prezydenta USA Donalda Trumpa i związany z nim ruch MAGA. Sekretarz stanu USA Marco Rubio w lutym przyjechał na Węgry. Przemawiając podczas tej wizyty nazwał „złotym wiekiem” relacje między Stanami Zjednoczonymi a Węgrami pod wodzą Orbána.

Natomiast tuż przed głosowaniem do Budapesztu ma przyjechać wiceprezydent USA J.D. Vance.

Z kolei w ostatni weekend marca do Budapesztu przyjechali europejscy sojusznicy Fideszu. Wzięli udział w sztandarowym wydarzeniu europejskich zwolenników Donalda Trumpa – konferencji CPAC Hungary. Tym razem jej głównym celem było wyrażanie poparcie dla Victora Orbána i jego partii.

Jak opisywał portal Balkan Insight: „Wydarzenie rozpoczęło się od pokazu wideo, któremu towarzyszyła niepokojąca muzyka. Przedstawiono sceny z konfliktu w sąsiednim kraju Węgier. Przepleciono je zdjęciami węgierskiego lidera opozycji Petera Magyara, prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, których oznaczono (w języku węgierskim) odpowiednio słowami: wojna, szantaż i zagrożenie”.

Morawiecki w Budapeszcie

W tym propagandowym wydarzeniu wziął też udział Mateusz Morawiecki, były premier Polski, wiceprezes PiS. W swoim wystąpieniu nazwał Europę „papierowym tygrysem” i krytykował Unię Europejską. A jednocześnie zapewniał: „Chcemy silnej i wielkiej Europy. Chcemy Europy, która walczy o sprawiedliwość, solidarność i równe możliwości. Europy, która szanuje kulturę i tradycje, z których wyrosła i która dostrzega wyzwania przyszłości i pracuje nad najlepszymi rozwiązaniami dla całego świata”.

Jak się należy domyślać, tę silną i wielką Europę ma oczywiście stworzyć prawica, na czele z Victorem Orbánem i PiS.

"Wyjazd Mateusza Morawieckiego do Budapesztu krótko przed wyborami na Węgrzech i wspierające spotkanie z premierem Orbánem

to opowiedzenie się za rosyjskim scenariuszem dla Europy, którego Orbán stał się jawnym realizatorem"

– tak udział Morawieckiego w CPAC Hungary skomentował Tomasz Siemoniak, minister – koordynator służb specjalnych. „To rozbijanie UE, blokowanie pomocy dla Ukrainy, interesy energetyczne z Rosją. Niepojęte jak polski polityk i były premier może wchodzić w taką grę. Wstyd!”

Zrzut ekranu

Oskarżenia o zastraszanie ludzi

Chociaż Orbán dostaje intensywne wsparcie zagraniczne od Rosji, USA i europejskiej prawicy, spora część Węgrów wydaje się nie słuchać tych głosów. I choć Fidesz wciąż ma dużą liczbę zwolenników, coraz głośniej wybrzmiewają opinie tych, którzy domagają się zmiany władzy.

26 marca w Budapeszcie odbył się pokaz filmu dokumentalnego „Cena głosu”, który później opublikowano na YouTube. W ciągu pięciu dni został wyświetlony ponad 1,7 miliona razy. Materiał jest efektem sześciomiesięcznego śledztwa, prowadzonego przez niezależnych filmowców i reporterów. Twórcy filmu oskarżają węgierski rząd o masowe zastraszanie wyborców.

Występują w nim burmistrzowie, byli urzędnicy wyborczy, policjant, ale też zwykli obywatele Węgier. Opowiadają, jak wyborcom oferowano pieniądze, jedzenie, a nawet narkotyki, byle tylko zagłosowali za Fideszem.

Standardowa stawka za głos wynosiła kwota wynosiła 50–60 tys. forintów, czyli około 600 zł.

Głosy za jedzenie, recepty, narkotyki

„Na początku myśleliśmy, że kluczowym elementem tego procesu jest kupowanie głosów. Potem zdaliśmy sobie sprawę, że pieniądze to tylko wisienka na torcie. Kluczowymi słowami są tutaj zależność i bezbronność” – wyjaśniał Aron Timar, jeden z twórców filmu.

Według filmowców nielegalne działania były podejmowane w 53 ze 106 okręgów wyborczych na Węgrzech. Dotyczyły 600 tysięcy wyborców, głównie mieszkających na węgierskiej prowincji. To regiony ubogie, zamieszkane w dużym stopniu przez społeczność romską, która często jest zależna od lokalnych burmistrzów.

A ci mieli oferować wsparcie właśnie w zamian za „właściwie oddany głos”.

Wsparcie przybierało różne formy. Czasami mieszkańcy po prostu dostawali pieniądze. W innych przypadkach za poparcie Fideszu dostawali żywność, drewno opałowe, zwierzęta gospodarskie, recepty lekarskie (jeden z zaangażowanych w proceder burmistrzów jest lekarzem rejonowym), a nawet alkohol i narkotyki.

Czasami uciekano się też do gróźb. W niektórych z przedstawionych w filmie miejscowościach w poprzednich wyborach Fidesz zdobył poparcie wynoszące ponad 80 procent.

Rzecznik węgierskiego rządu Zoltan Kovacs odrzucił te oskarżenia. „To narracja polityczna zbudowana na sprzecznościach, forsowana przez skorumpowanych aktorów i rozpadająca się pod własnym ciężarem" – stwierdził.

Rosyjskie boty o zamachu stanu

Z kolei grupa niezależnych badaczy Antibot4Navalny, monitorująca kampanię w internecie, wykryła fałszywe materiały rozprowadzane przez siatkę kremlowskich botów, znaną pod nazwą Matrioszka.

Konta rozpowszechniały dezinformacyjny film o tym, że Węgrzy są namawiani do wojny domowej, zamachu stanu i zabicia Victora Orbána.

Nagranie pojawiło się tuż po informacji, że w kampanię na Węgrzech zaangażowany jest rosyjski wywiad. I że zaproponował on przeprowadzenie sfingowanego zamachu na premiera Węgier Viktora Orbána.

Rosyjskie boty nie pierwszy raz angażują się w kampanię przed wyborami w państwie europejskim. Wcześniej odnotowywano ich aktywność przed wyborami między innymi w Polsce, a także Mołdawii, Armenii i Rumunii oraz w Stanach Zjednoczonych. Jednak dotychczas konta z siatki Matrioszka były reaktywne: nie wprowadzały do infosfery nowych narracji, a jedynie reagowały na wydarzenia.

Teraz jest inaczej. Po pierwsze: konta należące do siatki są źródłem rozprowadzanego filmu, co świadczy o tym, że wideo prawdopodobnie pochodzi prosto z Rosji. Po drugie:

pierwszy raz w Europie rosyjska sieć dezinformacja promuje narrację o śmiertelnym ataku na kandydata lub zamachu stanu.

Podobne akcje Rosji dotychczas były znane jedynie z krajów Afryki i Ameryki Południowej. Zaś w USA wpisy o zamach stanu pojawiły się w Matrioszce podczas ostatniej kampanii prezydenckiej, ale stało się to po oddaniu strzału do Donalda Trumpa, a nie przed. Na Węgrzech żadne tego rodzaju zdarzenie nie miało miejsca.

Antyukraińska operacja

Pojawia się pytanie, po co rosyjskie boty rozprowadzają taki materiał. Tematycznie jest on w pewnym stopniu zbieżny z narracją rządzącej partii Fidesz w tej kampanii. Jej politycy od tygodni przekonują bowiem, że ich bezpieczeństwo jest zagrożone. Ich głównym zagrożeniem ma być Ukraina. Są też formułowane wprost twierdzenia o groźbach ze strony władz tego państwa. Ci sami politycy twierdzą też, że „Kijów dąży do skolonizowania Węgier”.

Można mówić wręcz operacji antyukraińskiej na Węgrzech, realizowanej w trakcie kampanii wyborczej,

ponieważ narracja Fideszu jest ściśle powiązana z realnymi działaniami przeciwko Ukrainie.

Na przykład na początku marca węgierskie służby zatrzymały pracowników ukraińskiego banku Oszczadbank. W pełni legalnie transportowali oni z Banku Reiffeisen w Austrii przez Węgry 80 milionów dolarów w gotówce oraz dziewięć kg złota. Węgierskie służby skarbowe wszczęły przeciwko nim postępowanie karne, choć nie było ku temu żadnych podstaw. Konwojentów po pewnym czasie wypuszczono, jednak Węgry odmówiły zwrotu pieniędzy i złota Ukrainie.

„Ukraina ingeruje w wybory na Węgrzech, wykorzystując pieniądze, naciski i agentów. Rozumiemy ich interesy, ale nigdy nie zaakceptujemy zagranicznej ingerencji w przyszłość Węgier” – przekonywał w ostatnią niedzielę podczas wiecu wyborczego Viktor Orbán.

Celem odwołanie wyborów?

Amerykański think tank Robert Lansing Institute w najnowszej analizie sytuacji na Węgrzech wskazuje, że celem eskalowania przez Fidesz zaskakującej narracji o ukraińskiej ingerencji i fizycznym zagrożeniu ze strony Ukrainy może być przełożenie lub odwołanie wyborów przez Viktora Orbána.

„Orbán wyraźnie rozumie, że jeśli wybory odbędą się zgodnie z planem, obecne wyniki sondaży dają mu nikłe szanse na sukces. Jest zatem gotowy grać na obawach społecznych, aby utrzymać władzę. Najbardziej korzystnym scenariuszem dla niego jest taki, w którym wybory zostaną odwołane lub przeprowadzone w zupełnie innych okolicznościach” – stwierdzili analitycy. – „Moskwa jest więcej niż skłonna go poprzeć, ponieważ Węgry pod rządami Orbána stanowią jej najcenniejszy atut w UE i NATO na tym hybrydowym teatrze działań wojennych.”

Do wyborów parlamentarnych na Węgrzech zostały niecałe dwa tygodnie, odbędą się 12 kwietnia, a sytuacja zmienia się niemal codziennie. Na tym etapie trudno przewidzieć, na co rzeczywiście zdecyduje się zdesperowany Viktor Orbán.

Na zdjęciu Anna Mierzyńska
Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.

Komentarze