"O 05.00 rano usłyszałam w słuchawce głos kobiety: mam pieniądze tylko na jeszcze jedną próbę. Jak nas tym razem nie przepuszczą, zabiję siebie i dzieci". Od rozpaczy na granicy, po lata życia w niepewności i groźbę dyskryminacji. Sześć kobiet rozmawia o problemach uchodźczyń w Polsce. "Wykluczając innych, wykluczamy się sami - tracimy naszą tożsamość"

Chociaż są wśród nas co najmniej od wojny na Bałkanach, uchodźcy i uchodźczynie do głównego nurtu debaty publicznej weszli tylko raz – w 2015 roku na fali wyjątkowo brutalnej i populistycznej kampanii wyborczej.

Po wyborach temat zniknął (podgrzano go jeszcze tylko przy okazji wyborów samorządowych), a uchodźcy zostali – w coraz mniej przyjaznym dla nich świecie. Uchodźczynie są szczególną grupą. Uciekają do Polski z rodzinami, mężami, a czasem przed nimi. Jako matki, często same dźwigające los dzieci i własne traumy. Przypadają im jedne z najcięższych ról – kobiety, cudzoziemki, muzułmanki, samotnej matki, ofiary przemocy, której aparat państwowy nie traktuje poważnie.

„Polityka agresywnego wykluczania prowadzi do tego, że sami się wykluczamy, tracimy naszą własną tożsamość. Za chwilę będziemy się bali spojrzeć na nasze własne korzenie i dostrzec, że sami jesteśmy patchworkowi” – mówiła filozof Joanna Hańderek.

O zjawisku uchodźstwa w Polsce, szczególnie z perspektywy kobiecej opowiadały uczestniczki panelu „Kobiety s(tam)tąd – uchodźczynie w Polsce” podczas Kongresu Kobiet 2019.

Kropla w morzu

Według danych przytoczonych przez Katarzynę Oyrzanowską, przedstawicielkę Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UHCR),

w 2018 roku na świecie było ponad 70 mln osób przymusowo przemieszczonych, w tym około 26 mln uchodźców, a ponad 3,5 mln było w procesie ubiegania się o nadanie statusu uchodźcy.

  • Uchodźca, czyli kto? Definicja genewska

    Zgodnie z definicją z Konwencji o ochronie ofiar wojny z 1949 roku (nazywanej Konwencją Genewską) uchodźca, to osoba, która „na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem, z powodu swojej rasy, religii, narodowości, grupy społecznej, przekonań politycznych znajduje się poza granicami kraju, którego jest obywatelem i nie może lub nie chce z powodu tych obaw korzystać z ochrony państwa, którego jest obywatelem”.

Jak sytuacja wygląda w 36-milionowej Polsce? Mieszka u nas ok 4 tys. uchodźców z ważną kartą pobytu. W 2019 (do września) ponad 2 700 ubiegało się o ochronę międzynarodową. Status uchodźcy przyznano na razie 102 osobom, 100 otrzymało ochronę uzupełniającą.

„W tym roku objętych jakąkolwiek formą ochrony zostanie prawdopodobnie około 300 osób. W skali świata, to naprawdę symboliczna liczba” – mówiła Oyrzanowska

Do Polski trafiają najczęściej uchodźcy z Federacji Rosyjskiej (głównie z Czeczenii), Ukrainy, Tadżykistanu i Turcji.

„Historie są bardzo różne. Uciekają dziennikarze, działacze i aktywiści głoszący poglądy nieakceptowane przez władzę… Przed zinstytucjonalizowanym terrorem uciekają też kobiety, które nie przestrzegają tradycyjnych reguł panujących w społeczności” – mówiła Oyrzanowska i zwróciła uwagę, że w powojennej definicji uchodźstwa brakuje przesłanki prześladowania ze względu na płeć, kluczowej dla wielu uciekających do Polski Czeczenek.

Uchodźstwo ze względu na płeć

„Czeczenka została zgwałcona. Kiedy przyjechała do Polski była w ciąży. Miała 21 lat, nie mogła nic nikomu powiedzieć. Chciała ukrywać dziecko w szafie, pod łóżkiem, była w szoku. Muzułmańska kobieta nigdy nie powie, że ją zgwałcono” – mówiła Czeczenka Khedi Alieva, członkini Rady Imigrantów i Imigrantek w Gdańsku. Więcej o sytuacji kobiet w Czeczenii pisaliśmy tutaj:

Według danych Urzędu ds. Cudzoziemców, w 2018 roku wśród ubiegających się o status uchodźcy niemal połowę stanowili niepełnoletni oraz kobiety – to najwyższe wskaźniki w Europie.

„Historia tego, jak uchodźcy docierają do Polski, jest często bardzo ciężka i skomplikowana – nielegalna ucieczka – na łodzi, w ciężarówce, ryzyko handlu ludźmi…” – mówiła Oyrzanowska.

„Dotarcie do pierwszego bezpiecznego kraju, powinno być momentem ulgi i wytchnienia po tych wszystkich trudach i niebezpieczeństwach, ale niestety tak to w Polsce nie wygląda” – tłumaczyła Aleksandra Chrzanowska ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej.

Desperacja

Gdy na granicę dociera osoba, która chce ubiegać się o ochronę międzynarodową straż graniczna musi ją wpuścić i przekazać jej wniosek do rozpatrzenia Urzędowi ds. Cudzoziemców. Praktyka wygląda jednak zupełnie inaczej niż prawo.

„Od wielu lat straż graniczna dramatycznie ogranicza osobom szukającym ochrony dostęp do terytorium Polski” – tłumaczyła Chrzanowska

„Wczoraj odezwało się do mnie sześć rodzin, które utknęły w Brześciu” – zaczęła Natalia Gebert z inicjatywy Dom Otwarty.

„Jest taki stopień desperacji, w którym głos się robi zupełnie bezbarwny, to już nie jest histeria ani ciężka depresja. O 05.00 rano usłyszałam taki głos w słuchawce. Kobieta powiedziała: proszę pani, ja mam pieniądze tylko na jeszcze jedną próbę. Jak nas tym razem nie przepuszczą, zabiję siebie i dzieci”.

„I na szczęście tego dnia ją wpuścili. Jedna z kobiet, która utknęła na granicy bała się nawet wyjść z pokoju. W Brześciu jest bardzo wielu Czeczenów, bała się, że ktoś doniesie komu trzeba. Zdarzało się, że Czeczenki były siłą zabierane z Białorusi” – tłumaczyła Gebert.

Zderzenie z Polską

„Ludzie z takim obciążeniem zderzają się z polskim systemem – który niestety jest obliczony na wykończenie przeciwnika. Pogranicznik potrafi powiedzieć: »to może poszukaj szczęścia gdzie indziej«. Zwracają się do nich per ty, wyśmiewają”.

„Uchodźcy mówią nam, że prosili o ochronę, a straż graniczna na to – nie macie wizy, nie wjeżdżacie. Kiedy próbujemy interweniować, funkcjonariusze mówią: gdyby prosili o ochronę, to oczywiście byśmy ich wpuścili, ale oni nie prosili – przyjeżdżają z powodów ekonomicznych” – relacjonowała Chrzanowska.

O lekkomyślnej stygmatyzacji biedy oraz biedą więcej powiedzieć mogła Khedi Alieva.

Posted by Joanna Hańderek on Friday, 20 September 2019

„Media pisały – przyjeżdżają biedni, żeby dostać pieniądze. Tak byłam tym zdenerwowana” – mówiła Alieva. „Znajoma Polka jechała do Czeczenii. Pytała czy mi coś przywieźć. Płakałam. Powiedziałam: nic mi nie przywoź, ja ci tam zorganizuje dach nad głową, auto, ale kiedy wrócisz powiedz, że ja nie jestem biedna. Ja nie przyjechałam dlatego, że nie mam domu”.

„W Brześciu [białoruskiej stronie przejścia granicznego Brześć – Terespol] koczują tygodniami, miesiącami, a czasem latami” – mówiła Chrzanowska. „Po kilkunastu lub kilkudziesięciu próbach części udaje się wjechać”.

A wtedy okazuje się, że to tylko początek kolejnego zmagania z systemem.

5 lat, 3 miesiące, 14 dni

Postępowanie uchodźcze zamiast 6 miesięcy, ciągnie się czasem latami.

„W zeszłym roku zadzwoniła jedna z moich klientek, Kurdyjka z Gruzji: dostałam! Dostałam pobyt humanitarny – po 5 latach, 3 miesiącach i 14 dniach” – opowiadała Gebert, która zna przypadek człowieka, który po 12 latach wciąż nie ma ostatecznej decyzji.

„Wyobraźcie sobie że 12 lat tak naprawdę nie wiecie co się z wami jutro stanie. Ta niepewność statusu powoduje też konsekwencje dla pracy – bo jaki pracodawca zatrudni pracownika, jeżeli za kilka dni może się okazać, że musi wyjechać?

Nie mówiąc o tym, że nie każdy jest zdolny do pracy. Samotna matka piątki dzieci samych nie zostawi. Jeden z moich klientów, pan z Azerbejdżanu po torturach w więzieniu jest częściowo sparaliżowany. A i tak miał dużo szczęścia, bo jego brata wynieśli w czarnym worku. Zagląda do mnie mniej więcej raz w miesiącu – pani Natalio, ale jakby była jakaś praca, to pani do mnie zadzwoni? Oczywiście! Chociaż oboje wiemy, że w jego stanie nie ma na pracę szans”.

Osoby, którym nie przyznano ochrony międzynarodowej, straż graniczna może jeszcze przyznać pobyt humanitarny lub tolerowany (w 2018 przyznano ich 212). Reszta prędzej czy później jest zobowiązywana do powrotu, a w końcu deportowana.

„Słyszymy czasem, że osoba deportowana przepadła bez wieści albo została zabita” – mówi Chrzanowska. „Znam kobietę, która doświadczyła przemocy ze strony męża i uciekła z dziećmi. Po latach zmagań nie udało jej się uzyskać ochrony ani zgody na pobyt, chociaż dzieci były tu świetnie zintegrowane, a cała rodzina miała problemy psychologiczne ze względu na doznaną przemoc. Kilka dni po tym jak zostali deportowani, mąż spełnił groźby i odebrał jej dzieci”.

„Władze na potęgę deportują osoby, które ich zdaniem nie udowodniły zagrożenia, a my widzimy, że te zagrożenia się potem spełniają. Takich dramatów jest mnóstwo” – mówiła Chrzanowska.

Wegetowanie

Tym nielicznym, którym przyznano status uchodźcy przez rok przysługuje wsparcie państwa. Tym, którzy dostali pobyt tolerowany lub humanitarny już nie.

„Największym problemem na tym etapie jest bezpieczne schronienie” – tłumaczyła Katarzyna Sękowska-Świątkiewicz z warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie, które wspiera m.in. uchodźców objętych indywidualnym programem integracji.

„Sytuacja na rynku mieszkaniowym jest dla nich bardzo trudna”. Ubiegając się o lokale komunalne czy świadczenia uchodźczynie znowu przeżywają gehennę.

„Na każdym kroku muszą udowadniać, że mają podstawy pobytu, że są w traumie, opowiadanie kolejny raz jest bardzo trudne. Staramy się uwrażliwiać urzędników, prowadzimy warsztaty, ale to droga przez mękę – szczególnie w obecnym politycznym klimacie”.

Czasem pracownikom CPR uda się pomóc znaleźć mieszkanie – komunalne czy z przydziału miasta. „Jedna pani zadzwoniła do mnie wzruszona: »odzyskałam bezpieczeństwo, teraz mogę myśleć o kolejnych krokach. Do tej pory wegetowałam«. Mieszkanie, to podstawowa potrzeba, a dróg, którymi cudzoziemcy mogą je sobie zapewnić, jest mało”.

Sękowska-Świątkiewicz zwraca też uwagę na problem przemocy w rodzinie. „Mamy, szczególnie te samotnie wychowujące nastoletnich chłopców, oprócz borykania się z doświadczeniem przemocy w przeszłości, doświadczają jej czasem ze strony nastoletnich synów. Patriarchat tak głęboko zakorzeniony w nich powoduje, że stają się despotycznymi głowami rodziny. Jest to ważny, wielowymiarowy problem, nad którym musimy pracować”.

Agresja i dyskryminacja

„Raz szłam w podziemiu i jeden Polak chwycił mnie za biust i powiedział: chcę dotknąć muzułmańskiego cycka. Oczywiście oberwał za to ode mnie, ale dyskryminacja na ulicy jest straszna” – mówiła Khedi Alieva i przytoczyła podobną historię, kiedy inny mężczyzna w miejscu publicznym zdarł z niej siłą hidżab.

„O prawach kobiet w Polsce słyszę cały czas, a dlaczego nie o Ukrainkach, Rosjankach, Czeczenkach? Dlaczego nie pomagamy kobietom, które są tutaj w waszym społeczeństwie, które szukają od was pomocy?” – pytała Alieva.

Ta agresja nie wzięła się znikąd. „Przyzwyczailiśmy się do budowania polityki przez negację, retorykę wojny, wskazywanie kto jest gorszy, kto nie może być Polakiem… Teraz wrogiem jest »ideologia gender«, w 2015 byli nim uchodźcy” – mówiła Joanna Hańderek, filozofka z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

„Politycy i polityczki mówią różne rzeczy, obserwują jak się w politycznym kotle gotuje, zbijają na tym kapitał, ale kompletnie nie biorą odpowiedzialności za swoje słowa i ich konsekwencje”.

Wykluczamy się sami

Za najgorszy efekt retoryki wrogości, Hańderek uważa wykucie mitu uchodźcy jako „innego”. „Jeżeli przyjrzymy się uchodźcom poza tą retoryką, to zobaczymy człowieka takiego samego jak my, tylko straumatyzowanego”.

Ta stygmatyzacja inności jest obosieczna.

„Polityka buduje bardzo niebezpieczny mit Polaka-katolika, wykrzywiający obraz naszej rzeczywistości. [Zgodnie z nim] Polakiem jest przede wszystkim ktoś, kto może się wykazać etniczną polskością od pokoleń. Z Polakami, którzy są dziećmi migrantów mamy już problem”.

„Zapominamy w tym wszystkim o naszej właściwej tradycji – Polska była zawsze wielokulturowa. Przywiązanie polskości do jednego ethnos, jednej religijności jest bardzo niebezpiecznym, symbolicznym wypaczeniem rzeczywistości kulturowej”.

„Polityka agresywnego wykluczania prowadzi do tego, że sami się wykluczamy, tracimy naszą własną tożsamość. Za chwilę będziemy się bali spojrzeć na nasze własne korzenie i dostrzec, że sami jesteśmy patchworkowi”.

Skądś kiedyś przybyliśmy, nasze korzenie są wielokulturowe – nie widzimy, że to tylko wzbogaca naszą kulturę i tożsamość.

OKO liczy uchodźców. I rozlicza polityków.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Komentarze

Masz cynk?