„Gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby nie kolonialne nadużycia?” – zastanawia się Buuti Pedersen, grenlandzka malarka. To ona jako jedna z pierwszych kobiet opowiedziała o przymusowej antykoncepcji, jakiej bez wiedzy i zgody poddawane były Grenlandki w latach 60. i 70. Pomimo traumatycznych doświadczeń, groźby Trumpa ponownie zbliżają Grenlandię do Danii
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankiety„Odpieprz się” – tak zatytułowany jest namalowany w 2025 roku obraz Butti Pedersen, grenlandzkiej malarki z Qaqortoq, małej miejscowości na południu wyspy. Rozmawiam z Butti, patrząc na ten obraz.
Widać na nim lodową górę, a na niej dużą, brązową postać, która jednym ruchem ręki strąca w odmęty arktycznego morza Donalda Trumpa. Jego żółte włosy stają dęba, czerwony krawat szarpie wiatr, a na twarzy malują się szok i niedowierzanie.
Obok lodowej góry widać pordzewiałe beczki z rozlaną ropą. To „pamiątka”, którą w wielu opuszczonych po II wojnie światowej i w okresie zimnej wojny bazach wojskowych zostawili po sobie Amerykanie.
Potężna, brązowa postać to Kaassassuk, jeden z najważniejszych bohaterów grenlandzkich mitów. Jego historię zna każde grenlandzkie dziecko.
– Kaassassuk to chłopiec dorastający bez rodziców. Jest mały i słaby, a więksi i silniejsi szydzą z niego i poniewierają go – Butti opowiada mi jego historię.
Pewnego dnia, za namową jedynej przyjaznej duszy w wiosce, Kaassassuk decyduje się wyruszyć w góry w poszukiwaniu Pissaap Inua, Ducha Mocy. Ma nadzieję zdobyć moc, która pozwoli mu przeciwstawiać się oprawcom i wreszcie zyskać szacunek innych. Po długiej podróży chłopiec odnajduje Ducha Mocy, a ten wyposaża go w nadludzkie siły. Od tego momentu jest nieustraszony i może wszystko.
– Kaassassuk od wieków symbolizuje Grenlandczykom fizyczną i psychiczną siłę oraz wolę samostanowienia. Jego doświadczenie to doświadczenie tych, którzy muszą przeciwstawić się opresji lub nadużyciom i zawalczyć o siebie. Ta opowieść wciąż kształtuje wyobrażenie Grenlandczyków o swoim losie. Przypomina nam, że musimy walczyć o siebie – tłumaczy malarka.
Rzeźba przedstawiająca spotkanie Kaassassuka z Duchem Mocy stoi pod budynkiem grenlandzkiego parlamentu. Ma przypominać Grenlandczykom o tym, że swoją autonomię wywalczyli właśnie w taki sposób – przeciwstawiając się opresji ze strony silniejszych. Teraz zmuszeni są do tej walki ponownie – ze względu na groźby Donalda Trumpa.
– Namalowałam ten obraz, żeby przypomnieć nam, że mamy siłę, nie jesteśmy bezbronni. Nawet w obliczu tak potężnych ludzi jak Donald Trump. Skoro udało się nam wyzwolić spod kolonialnego jarzma, to być może i teraz jesteśmy w stanie oprzeć się presji silniejszych? Nie raz już to robiliśmy, sięgając po autonomię – mówi malarka.
Historia wysiłków niepodległościowych Grenlandii sięga zakończenia II wojny światowej. To w okresie wojny, ze względu na nazistowską okupację Danii, Grenlandia przez jakiś czas znajduje się pod parasolem USA. Chwilowe zdystansowanie od władz kolonialnych powoduje wzrost nastrojów separatystycznych i niepodległościowych. Sprzyja temu także rozpad imperiów kolonialnych i emancypacja kolonizowanych narodów.
Powstająca w 1945 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych zmienia status prawny kolonii i wymaga od mocarstw kolonialnych sprawowania nad nimi rządów “w interesie mieszkańców” oraz przygotowania ich do przejścia do samorządności. ONZ naciska na mocarstwa kolonialne, aby ostatecznie pozwoliły mieszkańcom kolonii wybrać własną drogę – z państwem kolonialnym lub bez niego.
W odpowiedzi na to Dania oferuje Grenlandii „integrację”: Grenlandia ma przestać być kolonią i stać się integralną częścią królestwa Danii – jej zamorskim terytorium. Ale Grenlandczycy w żaden sposób nie są pytani w tej kwestii o zdanie. Nie dochodzi do referendum ani żadnego plebiscytu.
W 1953 roku Grenlandia zostaje wcielona do Danii jednostronną decyzją duńskiego parlamentu.
Proces ten jest bardzo krytykowany jako kolejny akt kolonialnej dominacji.
W efekcie Grenlandia przestaje być kolonią, a na wyspie utrzymany zostaje samorząd lokalny oraz posiadająca bardzo ograniczone uprawnienia Rada Krajowa. Prawo do zasiadania w duńskim parlamencie otrzymuje dwóch posłów z Grenlandii. Grenlandczycy stają się pełnoprawnymi obywatelami Danii, ale polityka duńskich władz wobec byłej kolonii pozostaje naznaczona przemocą.
Aby uniknąć oskarżeń o zaniedbywanie byłej kolonii, Duńczycy podejmują decyzję o modernizacji wyspy. Dziesięcioletni plan zakłada urbanizację południowo-zachodniego wybrzeża i rozwój przemysłu. Grenlandczycy są przymusowo przesiedlani do rozwijającej się stolicy i zmuszani do porzucenia tradycyjnego stylu życia opartego na łowiectwie, celem podejmowania pracy w powstających zakładach przemysłowych – głównie w przetwórstwie rybnym.
Polityka Danii wobec byłej kolonii nie ogranicza się jednak tylko do gospodarczej modernizacji wyspy. Obejmuje także plan reorganizacji kulturowego wymiaru życia Inuitów. Jak pisze Jakub Bijak z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie w artykule pt. „Proces kształtowania się grenlandzkiego ruchu separatystycznego w latach 1964-1979”,
Duńczycy dążą do pełnej asymilacji mieszkańców wyspy z Danią poprzez zerwanie z ich tradycją i językiem.
„Duńscy koloniści dokonują całkowitej rekonstrukcji tożsamości zbiorowej Grenlandczyków, wymuszając zmianę stylu życia, organizacji społeczeństwa oraz jego sfery kulturowej i duchowej. Ma to bezpośredni wpływ na przemiany w sferze tożsamościowej Grenlandczyków” – pisze Bijak.
To te procesy mają decydujący wpływ na rozwój idei i struktur grenlandzkiego ruchu separatystycznego.
Pierwsze protesty niepodległościowe wybuchają na początku lat 60. w Kopenhadze. Powodem jest wejście w życie na wyspie dyskryminacyjnej ustawy, która faworyzuje duńskich pracowników. Przyjęta w 1964 roku ustawa zakłada stosowanie „kryterium miejsca urodzenia” przy ustalaniu wysokości wynagrodzeń.
Pracownicy z Danii otrzymują wyższe wynagrodzenia niż Grenlandczycy, nawet gdy zajmują te same stanowiska.
Władze tłumaczą to potrzebą zachęcenia osób z wyższymi kwalifikacjami do przyjazdu na wyspę oraz wyrównania ich zarobków do tych, które otrzymywaliby w Danii. Pomimo protestów oraz wymuszonej przez Grenlandczyków debaty na ten temat w duńskim parlamencie, ustawa zostaje przyjęta. Protesty organizuje powstałe już w 1939 roku Stowarzyszenie Grenlandzkie. Na jego czele staje m.in. Jonathan Motzfeld, zamieszkały w Kopenhadze student teologii.
Kolejne fale aktywizacji politycznej i niepodległościowej Grenlandczyków mają związek z wejściem Danii do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, czyli poprzedniczki Unii Europejskiej. Duńskie władze w procesie integracji zupełnie ignorują głos mieszkańców wyspy, pomimo że na forum grenlandzkiej Rady Krajowej powołana zostaje specjalna komisja ds. integracji. To powoduje, że w ogólnokrajowym referendum w sprawie członkostwa 70,8 proc. głosujących w Grenlandii opowiada się przeciwko integracji. Ale sprzeciw Grenlandczyków niewiele znaczy. W skali całego Królestwa za wejściem do EWG jest 63,4 proc. głosujących. Dania dołącza do wspólnoty w 1972 roku.
To na fali tego doświadczenia w Grenlandii powstają pierwsze partie polityczne.
Jonathan Montzfeld, lider protestów z lat 60., wraz z działaczami Stowarzyszenia Grenlandzkiego, zakłada socjaldemokratyczną, separatystyczną partię Siumut (z gren. „Naprzód”), która postuluje stopniowe dążenie do autonomii we współpracy z Kopenhagą. Rok później powstaje Inuit Ataqatigiit (z gren. „Wspólnota ludzka”) oraz Atassut („Solidarność”).
Inuit Ataqatigiit, w przeciwieństwie do Siumut, postuluje natychmiastowe oderwanie się od Danii i krytykuje postulowaną przez Siumut współpracę z Danią jako podtrzymywanie kolonialnych zależności. Partia dużo mocniej niż Siumut odwołuje się też do tradycyjnej, inuickiej tożsamości, czego wyrazem jest symbolika partii. W logo partii widoczny jest tradycyjny kobiecy nóż ulu, służący do oprawiania mięsa, oraz harpun, co przywołuje wspomnienia o łowieckim stylu życia Inuitów.
Ale w tym samym czasie powstaje też konserwatywne ugrupowanie Atassut, które jest przeciwne secesji od Danii. Pierwszy program partii zakłada „promowanie grenlandzkiej autonomii w ramach duńskiego królestwa”. Atassut największe zwycięstwa wyborcze odnosi w latach 80. i 90., z czasem popularność partii maleje.
W grenlandzkim społeczeństwie przez dekady będą ścierać się różne wizje dotyczące suwerenności wyspy. Groźby Donalda Trumpa mocno wpłyną na myślenie Grenlandczyków o swojej przyszłości.
Nowo powstałe partie separatystyczne inicjują proces, który doprowadzi do uzyskania przez Grenlandię częściowej autonomii. W kwietniu 1973 roku grenlandzka Rada Krajowa zwraca się do parlamentu Danii z wnioskiem o powołanie komisji, która ma zbadać możliwość uzyskania przez Grenlandię autonomii. Duński parlament się na to zgadza, bo nie chce zaostrzenia konfliktu z Grenlandczykami.
Presja międzynarodowa na dekolonizację po powstaniu ONZ jest wciąż duża. Dania obawia się strat wizerunkowych, jeśli będzie próbowała ograniczać Grenlandczykom prawo do samostanowienia.
Coraz więcej wątpliwości moralnych w Kopenhadze budzi też polityka „modernizacji” byłej kolonii, która ma de facto charakter dalszej kolonizacji.
Komisja parlamentarna ds. rządów autonomicznych w Grenlandii opracowuje raport, który proponuje podział władz między przyszłym, autonomicznym rządem Grenlandii oraz duńską monarchią. Grenlandczycy mają zyskać prawo częściowego decydowania w obszarze większości spraw wewnętrznych, w tym administracji terytorialnej, gospodarki komunalnej, polityki biznesowej, podatków, oświaty, kultury, rybołówstwa i łowiectwa, oraz częściowo wydobycia surowców. Dania ma zachować kontrolę nad bezpieczeństwem, polityką zagraniczną, sądownictwem, sprawami kościoła, polityką pieniężną, opieką zdrowotną, ochroną środowiska i przemysłem – stoczniowym, portowym, lotniczym i komunikacją.
Dla Danii jest to więc chłodna kalkulacja: lepiej oddać część władzy i zmniejszyć koszty utrzymania byłej kolonii, a zachować wpływy w kluczowych obszarach.
Raport zakłada, że Dania wciąż będzie dopłacała do grenlandzkiego budżetu. Z roku na rok, wraz z rozwojem grenlandzkiej gospodarki, wielkość grantu ma jednak maleć.
Pierwszy akt o samostanowieniu mieszkańców wyspy zostaje przyjęty w 1979 roku.
W listopadzie 1978 roku jego wejście w życie popiera duński parlament, a 17 stycznia za autonomią opowiadają się Grenlandczycy w referendum. Za autonomią głosuje 70,1 proc. głosujących, 29,9 proc. jest przeciw, frekwencja wynosi 63 proc. Grenlandzki staje się podstawowym językiem nauczania w szkolnictwie, a duński zostaje wprowadzony jako język obcy od 4 klasy – na równi z angielskim. Największą słabością tego dokumentu jest to, że nie ma w nim słowa o prawie Grenlandczyków do samostanowienia – Grenlandia jest w nim opisana jako odrębna społeczność w obrębie Królestwa Danii. Ponadto duński parlament zachowuje prawo jednostronnego zniesienia rządów autonomicznych.
Na wyspie powstaje grenlandzki organ ustawodawczy – Ladsting i wykonawczy – Landstyre. Pierwsze wybory odbywają się 4 kwietnia 1979 roku. Zwycięża w nich umiarkowany Siumut, a premierem Grenlandii zostaje Jonathan Motzfeld. Siumut będzie rządził Grenlandią przez 30 lat.
Ale przyjęcie aktu o samostanowieniu Grenlandii w 1979 roku nie zamyka tematu niepodległości. W 1985 roku Grenlandczycy decydują o wyjściu z EWG, co podsyca apetyt na decydowanie o własnych sprawach. Upowszechnienie języka grenlandzkiego w edukacji prowadzi do wzrostu świadomości narodowej.
Poza tym w latach 90. i na początku lat dwutysięcznych Grenlandia zaczyna udzielać licencji na poszukiwanie złóż m.in. ropy i gazu u wybrzeży wyspy, co daje mieszkańcom nadzieję na zwiększenie dochodów wyspy.
Grenlandczycy liczą na to, że dochody z wydobycia mogłyby dać im szansę na niepodległość od Danii.
Jednocześnie nie chcą niszczenia środowiska i obawiają się wpuszczania na wyspę inwestorów zagranicznych.
Kolejna komisja ds. poszerzenia autonomii wyspy zaczyna prace już w 1999 roku. Grenlandczycy liczą na rozszerzenie swojej decyzyjności w sprawach podatkowych, związanych m.in. z wymiarem sprawiedliwości, bezpieczeństwem i wydobyciem surowców. Ale ponad wszystko chcą, by nowy akt o autonomii kreślił jasną ścieżkę uzyskania pełnej niepodległości od Danii. Większości społeczeństwa bliżej do wizji stopniowego wypracowywania niepodległości zgodnej z polityką partii Siumut, niż radykalnych zrywów proponowanych przez Inuit Ataqatigiit. Spore jest też grono wyborców, którzy boją się secesji i głosują na unionistyczny Atassut.
Ale nastroje niepodległościowe są silniejsze. Nowy Akt o Samostanowieniu Grenlandii wchodzi w życie w 2009 roku.
Za jego wejściem w życie opowiada się w referendum 75,54 proc. głosujących, przeciwko jest 23,57 proc. osób. Frekwencja jest bardzo wysoka i wynosi 71,96 proc.
Władze lokalne uzyskują kolejne uprawnienia w sprawach wewnętrznych – edukacji, służbie zdrowia, wymiarze sprawiedliwości, telekomunikacji, polityce gospodarczej oraz finansach publicznych. Co najważniejsze, na mocy aktu Grenlandczycy przejmują pełnię kontroli nad zasobami naturalnymi wyspy, zgodnie z konwencją ONZ o prawach ludności rdzennej przyjętą we wrześniu 2007 roku. To m.in. ta konwencja sprawia, że Dania zgadza się odstąpić od uzyskiwania dochodów z eksploatacji grenlandzkich surowców naturalnych.
Pod kontrolą Danii wciąż pozostaje obszar polityki zagranicznej oraz w dużym stopniu bezpieczeństwa, obrony i wymiar sprawiedliwości. Grenlandzka policja jest częścią policji duńskiej, podobnie sądy na wyspie to część duńskiego wymiaru sprawiedliwości. Duński Sąd Najwyższy to dla Grenlandii wciąż sąd najwyższej instancji.
Ale co cieszy Grenlandczyków najbardziej to to, że
Akt o Samostanowieniu Grenlandii stwierdza, że Grenlandczycy to odrębny naród z prawem do samostanowienia oraz opisuje prawną ścieżkę uzyskania przez Grenlandię niepodległości.
Mieszkańcy wyspy mogą odłączyć się od Danii, jeśli taką wolę wyrazi grenlandzki parlament, a następnie zostanie ona zatwierdzona w referendum. Co prawda ostateczny rozwód Grenlandii z Danią musi zatwierdzić duński parlament w głosowaniu, to standardowo, kolejne duńskie rządy deklarują, że jeśli Grenlandczycy wyrażą wolę odłączenia się od Danii, duński parlament nie będzie tego blokował.
Wejście w życie Aktu o Samostanowieniu jest postrzegane jako kolejny krok na nieodwracalnej ścieżce Grenlandii do niepodległości. Nie jest ostatnim słowem w tej sprawie.
Liderzy większości działających na grenlandzkiej scenie politycznej partii – Demokraatit, Naleraq, Siumut, Inuit Ataqatigiit oraz Nunatta Qitornai – deklarują, że Grenlandia znajduje się na nieodwracalnej ścieżce do pełnej niepodległości. Dlatego w 2016 roku podjęte zostają prace nad konstytucją wyspy. Pierwszy jej projekt zostaje upubliczniony w 2023 roku. Jego przyjęcie przez parlament oznaczałoby ogłoszenie przez Grenlandię niepodległości. Zanim to się stanie, na wyspie przeprowadzone ma być referendum.
Deklaracje prezydenta Trumpa z 2019 roku oraz stycznia 2025 roku o chęci przejęcia kontroli nad wyspą przejściowo podsycają nastroje niepodległościowe Grenlandczyków.
Ale groźby siłowego przejęcia kontroli nad wyspą odwracają ten trend.
Jeszcze na początku 2025 roku za niepodległością od Danii opowiada się aż 84 proc. Grenlandczyków. Obecnie – za niepodległością w krótkim okresie – opowiada się zaledwie 25 proc. badanych. W niepodległość w dłuższej perspektywie czasowej wciąż wierzy 52 proc. badanych.
W kwietniowych wyborach parlamentarnych w 2025 roku po raz pierwszy wygrywa socjaldemokratyczna partia Demokraatit. To ugrupowanie, które od momentu powstania w 2002 roku opowiadało się za unią z Danią i dopiero w ostatnich latach zmieniło stanowisko na popieranie niepodległości w długim okresie, w momencie, gdy Grenlandia zbuduje swoją gospodarkę i bezpieczeństwo na tyle, by móc uniezależnić się od Danii. W obliczu gróźb Trumpa ten postulat stopniowego dążenia do niepodległości przekonuje Grenlandczyków dużo bardziej.
Niepodległość – tak, ale jeszcze nie teraz.
– Wyobrażenie, że niepodległość miałaby oznaczać pełne odłączenie się od Danii i stanie się suwerennym państwem, ulega wyraźnej modyfikacji. Podczas sesji parlamentu 2 lutego [2026 – red.] można było usłyszeć, że większość partii mówi obecnie o niepodległości jako o większej autonomii w ramach Królestwa Danii. O współdecydowaniu, o pełnym uznaniu równości Grenlandii i tego, że nie jest ona podporządkowana Danii, lecz jest równym podmiotem. Tak więc dla Grenlandczyków bardziej liczy się równość, autonomia i uznanie, a nie samo odłączenie się od Danii – mówi profesor Jeppe Strandsbjerg z Centrum Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa przy Uniwersytecie Grenlandzkim.
Kryzys wywołany przez groźby Trumpa pcha Grenlandię z powrotem w objęcia Danii. W jednym z najnowszych sondaży przeprowadzonym między 16 a 28 stycznia na reprezentatywnej grupie 610 osób przez firmę badawczą Opinion dla duńskiej gazety „The Copenhagen Post”, aż 62 proc. badanych było przeciwnych odłączeniu się od Danii w krótkim okresie i uzyskaniu niepodległości. Za niepodległością opowiedziało się tylko 25 proc. badanych, a 13 proc. było niezdecydowanych.
– To uderzające, jak niewielkie jest obecnie poparcie dla niepodległości, pomimo wieloletniej debaty publicznej na ten temat i zaangażowania mediów – mówi duńskiej gazecie Sune Steffen Hansen, autor badania. Jego zdaniem niepodległość Grenlandii jest dużo bardziej obecna w duńskiej debacie publicznej niż w samej Grenlandii.
Buuti Pedersen potwierdza, że groźby Trumpa podsycają obawy Grenlandczyków związane z niepodległością, ale nie wygaszają pragnienia niepodległości zupełnie. – Islandia zdobyła niepodległość od Danii, a też jest małą wyspą na Oceanie Atlantyckim. Czemu nam miałoby się nie udać? – mówi Buuti.
Podkreśla, że Grenlandczycy są bardzo elastyczni w myśleniu o swojej niepodległości.
– Nic na siłę, zobaczymy, co będzie możliwe. Na wszystko przyjdzie czas – mówi malarka.
Wraz z odzyskiwaniem prawa do samostanowienia Grenlandczycy zaczynają też głośniej mówić o przemocy kolonialnej, której doświadczali z rąk Duńczyków. W latach 90. na światło dzienne zaczyna wychodzić sprawa „eksperymentu społecznego” z lat 50., w ramach którego grenlandzkie dzieci były zabierane rodzicom i oddawane na wychowanie do duńskich rodzin zastępczych. Celem eksperymentu była próba „ucywilizowania” grenlandzkich dzieci na wzór Duńczyków i stworzenia „nowej elity”, która miała później wrócić na wyspę i zarządzać nią na modłę duńską.
W 2017 roku grenlandzkie kobiety zaczynają mówić też głośno o przymusowej antykoncepcji, której poddawane były bez swojej wiedzy i zgody w latach 60 i 70. Akcja zakładania kobietom spiral domacicznych miała na celu ograniczenie przyrostu naturalnego na wyspie. Duńskie władze chciały w ten sposób ograniczyć koszty utrzymania byłej kolonii. Spirale przeznaczane dla dorosłych kobiet były zakładane nawet dwunastoletnim dziewczynkom, co powodowało obrażenia i komplikacje. Wiele kobiet przypłaciło ten proceder bezpłodnością.
Buuti Pedersen jest jedną z pierwszych kobiet z Grenlandii, która opowiedziała o tym doświadczeniu publicznie.
Jest 1971 rok, Butti ma 16 lat i właśnie przeżyła swój „seksualny debiut” – jak powie grenlandzkiej gazecie “Sermitsiaq” w 2019 roku. Wtedy wydarza się coś wstydliwego – okazuje się, że jej partner jest zarażony rzeżączką. Buuti zostaje wezwana na badanie do lekarza. Nie ma objawów choroby, ale lekarz uznaje, że ponieważ była aktywna seksualnie, powinna założyć spiralę.
– Nie była to sytuacja, w której lekarz cokolwiek wyjaśniał, czy pytał o zgodę. Byłam w szoku i po prostu to zaakceptowałam – opowie później lokalnej dziennikarce.
O sprawie nie zostają poinformowani jej rodzice. Ona sama też nic nie mówi. – Zostaliśmy wychowani tak, że nie mówiło się o sytuacjach dotyczących tabu – wytłumaczy potem.
Ale to doświadczenie nie daje jej spokoju. Buuti przez lata cierpi na różne dolegliwości ginekologiczne – ból, krwawienia, zapalenia. Z czasem zdaje sobie sprawę, że tamta sytuacja odbiła się też bardzo na jej zdrowiu psychicznym – poczuciu własnej wartości, prawa do stanowienia o sobie. Choć w jej przypadku nie skończyło się bezpłodnością, jak u wielu innych kobiet, trauma wynikająca z tego doświadczenia pozostawia trwałe ślady.
Dziś Buuti nie chce już o tym rozmawiać.
– To bardzo trudne. Wydałam krocie na to, by wrócić do zdrowia i potrzebowałam lat, by uzdrowić skutki tego nadużycia – mówi OKO.press.
W 2019 roku w wywiadzie z “Sermitsiaq” powie: to była forma kolonialnej przemocy.
Proces pojednania przyspiesza, odkąd władzę w Danii przejmuje Mette Frederiksen i Partia Socjaldemokratyczna. Zbiega się to w czasie z pierwszymi deklaracjami Trumpa o chęci zakupu wyspy. Mobilizuje to Duńczyków do zadbania o relację z dawną z kolonią.
W 2022 roku powołana zostaje komisja do zbadania polityki kontroli urodzeń w Grenlandii w latach 60. i 70. Skalę procederu najlepiej pokazują dane: przymusowej antykoncepcji poddana została połowa kobiet w wieku rozrodczym na wyspie. Między 1964 a 1974 przyrost naturalny w Grenlandii spada niemal o dwie trzecie – z ponad 1670 urodzeń w 1964 roku, do nieco ponad 600 w 1974. Spirale były wszczepiane aż do lat 90., choć są świadectwa, które mówią, że takie przypadki zdarzały się także w XXI wieku. Lekarze na wyspie do dziś znajdują u niektórych kobiet wszczepione przed 50 laty spirale.
Opublikowany we wrześniu 2025 roku raport ze śledztwa potwierdza systemowy charakter kampanii antykoncepcyjnej. Część grenlandzkich partii politycznych uzna ten proceder za ludobójstwo. Grenlandia powoła specjalną komisję, która ma zbadać, czy działania te noszą znamiona ludobójstwa.
Długi proces domagania się sprawiedliwości przez grenlandzkie kobiety zyskuje symboliczne zwieńczenie we wrześniu 2025 roku. Mette Frederiksen oficjalnie przeprasza Grenlandki za cierpienia spowodowane przez duńskie władze. Kobiety, które doświadczyły przymusowej antykoncepcji, zyskują prawo do odszkodowań. Wniosek o takie odszkodowanie składa także Buuti Pedersen.
– Gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby nie te nadużycia? – zastanawia się Pedersen. – Może gdyby nie tamta polityka dziś Grenlandczyków byłoby więcej i niepodległość byłaby w naszym zasięgu? – mówi.
Sama od lat mieszka w Danii. Tu Grenlandczycy wciąż spotykają się z dyskryminacją i stereotypami.
– Tu zawsze jesteś najpierw Grenlandczykiem, a nie po prostu człowiekiem. Ludzie zakładają, że pewnie nie pracujesz, bo jesteś leniwy, żyjesz z zasiłków, które dużo kosztują duńskiego podatnika, pewnie pijesz itp. Czują się od ciebie po prostu lepsi. To bardzo dziwne i trudne. Nie jest łatwo też z tym walczyć. Bo jak? – mówi Pedersen.
Pedersen wierzy w to, że wraz z rozwojem edukacji na wyspie, a także edukacji o Grenlandii w Danii, będzie postępowało zrozumienie między Duńczykami i Grenlandczykami.
– Dużo jeszcze jest do zrobienia w tej kwestii. Ale wydaje się, że groźby Trumpa nieco zmobilizowały nas do tego, by działać – mówi.
W trzeciej części grenlandzkiego cyklu przeczytasz o tym, jak przebiegają negocjacje między Grenlandią, Danią i USA w sprawie umowy, która miałaby odwieść prezydenta Donalda Trumpa od planu przejęcia kontroli nad wyspą, oraz jak różne kraje – w tym m.in. Dania, Unia Europejska, Chiny, Kanada – walczą w tej chwili o wpływy na wyspie. Czy znalezienie się przez Grenlandię w centrum globalnej rywalizacji mocarstw może się jakoś przysłużyć wyspie? Czytaj już w sobotę 14 marca w OKO.press.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Komentarze