Nazwiska prezydentów, miliarderów i dyplomatów wracają dziś z amerykańskiego Ministerstwa Sprawiedliwości w postaci maili, notatek i kalendarzy. To nie akt oskarżenia, lecz mapa relacji wokół Jeffreya Epsteina. Widać na niej, jak blisko władzy, pieniędzy i prestiżu funkcjonował mechanizm latami ignorowany, bagatelizowany lub uznawany za „niejednoznaczny”.
Donald Trump pojawia się w ujawnionych aktach wielokrotnie, w różnych kontekstach i zestawieniach, co czyni go jedną z najbardziej widocznych postaci politycznych obecnych w dokumentach związanych z nieżyjącym biznesmenem i przestępcą seksualnym.
Jednocześnie jest to przypadek szczególnie złożony. Materiały opublikowane przez Prokuraturę Generalną wymagają wyjątkowo ostrożnej interpretacji – co zresztą sam resort wyraźnie podkreśla w dołączonych zastrzeżeniach.
Trump występuje w dokumentach między innymi w notatkach sporządzanych przez śledczych oraz w zestawieniach kontaktów i relacji towarzyskich Epsteina. W kilku miejscach jego nazwisko pojawia się obok innych osób ze świata polityki, biznesu i show-biznesu, co odzwierciedla krąg towarzyski finansisty z lat 90. i początku XXI wieku.
Akta sugerują, że Trump był postrzegany przez Epsteina jako osoba wpływowa i potencjalnie użyteczna. Ale nie zawierają dowodów na utrzymywanie stałej, bliskiej relacji w późniejszym okresie.
Kluczowe znaczenie ma jednak fakt, że Ministerstwo Sprawiedliwości wprost zaznacza, iż znaczna część materiałów — w tym wzmianki dotyczące Trumpa — obejmuje niezweryfikowane, często bezpodstawne sugestie o rzekomych zarzutach lub zachowaniach. Nie zostały one potwierdzone dowodowo. Nie stanowią podstawy do stwierdzenia popełnienia przestępstwa. Dokumenty te odzwierciedlają raczej
obieg plotek, spekulacji oraz subiektywnych ocen krążących wokół Epsteina i jego środowiska
niż ustalenia o charakterze procesowym.
W tym sensie obecność Trumpa w aktach nie ma charakteru oskarżycielskiego, raczej w pewnym sensie ilustracyjny. Pokazuje skalę i zasięg sieci społecznej Epsteina. A także to, jak wiele znanych nazwisk funkcjonowało w jego orbicie – często jedynie jako elementy narracji budowanej przez samego finansistę lub osoby trzecie. To istotne rozróżnienie, zwłaszcza w kontekście późniejszych politycznych konsekwencji i prób instrumentalnego wykorzystywania fragmentów dokumentów w debacie publicznej.
Nowe akta nie dostarczają dowodów na to, by Trump był beneficjentem, uczestnikiem czy współsprawcą przestępstw Epsteina. Jednocześnie pokazują, jak trudno w przypadku tej sprawy oddzielić fakty od insynuacji, a realne relacje od mitologii wytworzonej wokół jednego z największych skandali obyczajowo-finansowych współczesnej Ameryki. To właśnie ta niejednoznaczność — a nie konkretne zarzuty — stanowi dziś najważniejsze znaczenie obecności nazwiska Trumpa w ujawnionych dokumentach.
W najnowszej partii akt pojawia się nazwisko Elona Muska i to w kontekście w kontekście, który znacząco kontrastuje z jego wcześniejszymi publicznymi wyjaśnieniami. Z nowych e-maili wynika, że to nie tylko Epstein wysyłał zaproszenia – to Musk aktywnie pytał o wydarzenia na prywatnej wyspie finansisty.
W mailach z lat 2012–2013 roku miał on napisać do Epsteina między innymi: „Którego dnia/nocy odbędzie się najbardziej szalona impreza na twojej wyspie?” – co sugeruje zainteresowanie terminami imprez i potencjalnym uczestnictwem na Little St. James. Epstein w odpowiedzi miał pisać, że „zawsze będzie tam dla ciebie miejsce”, choć ostatecznie w planowanym terminie Musk nie przybył z powodu innych zajęć i zobowiązań.
To znaczące, ponieważ wcześniej Musk twierdził publicznie, że wielokrotnie odrzucał zaproszenia Epsteina i nigdy nie odwiedził jego wyspy ani nie uczestniczył w jego wydarzeniach. Nowe e-maile podważają tę narrację. To on sam zainicjował zapytania o imprezy i planowanie wizyty – nawet jeśli finalnie do niej nie doszło.
W świetle tych dokumentów jego późniejsze publiczne oświadczenia, w których dystansował się od Epsteina, mogą być postrzegane jako ograniczające skalę kontaktów. Wewnętrzna korespondencja pokazuje, że relacja była mniej jednostronna, niż twierdził Musk.
Sergey Brin, współzałożyciel Google i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci Doliny Krzemowej, pojawia się w aktach jako postać wymieniana w korespondencji i planach spotkań towarzyskich.
Z dokumentów wynika, że Brin wymieniał e-maile z Ghislaine Maxwell oraz Epsteinem już w pierwszej połowie lat 2000.. Były ta zaproszenia na wspólne kolacje i bardziej prywatne wizyty w rezydencjach finansisty. To są nowe szczegóły dotyczące okoliczności tych kontaktów – informacje o których wcześniej wiedzieliśmy jedynie w sposób ogólny. Te ustalenia nie przesądzają o udziale Brina w działalności przestępczej. Znowu pokazują jednak dokładniej kontekst i charakter jego relacji z otoczeniem Epsteina, który w tamtym czasie funkcjonował w szerokiej sieci wpływów i kontaktów.
Ujawnione dokumenty po raz kolejny pokazują skalę i różnorodność środowisk, w których obracał się Jeffrey Epstein. Ujawniają nazwiska osób z bardzo różnych biegunów życia publicznego. Wśród nich pojawiają się Steve Bannon, Steve Tisch oraz Kathy Ruemmler.
Bannon to amerykański strateg polityczny i ideolog prawicy. Były główny doradca prezydenta Trumpa i architekt jego kampanii z 2016 r, wcześniej związany z mediami konserwatywnymi.
Tisch jest wpływowym producentem filmowym i telewizyjnym w Hollywood, wieloletnim współwłaścicielem i prezesem New York Giants, funkcjonującym na styku świata rozrywki, sportu i wielkiego kapitału
Natomiast Ruemmler to ceniona amerykańska prawniczka, była doradczyni prawna Białego Domu w administracji Baracka Obamy. Specjalizuje się w prawie konstytucyjnym i kryzysowym doradztwie dla instytucji publicznych oraz korporacji.
Obecność ich wszystkich w aktach ma jednak charakter pośredni. Są wymieniani w korespondencji lub notatkach Epsteina i jego otoczenia, a nie jako osoby oskarżane czy podejrzewane o popełnienie przestępstw.
Dokumenty sugerują, że nazwiska te funkcjonowały w obiegu informacyjnym Epsteina jako
W przypadku Bannona chodzi o kontekst ideologiczno-polityczny i jego pozycję w środowisku konserwatywnej prawicy. Tisch pojawia się jako figura świata finansów i Hollywood. Natomiast Ruemmler w dokumentach jako przykład dostępu Epsteina do najwyższych szczebli amerykańskiego establishmentu prawnego.
Ich nazwiska pojawiają się raczej jako część narracji budowanej przez samego Epsteina, który konsekwentnie kreował się na figurę pośrednika między światami władzy, pieniędzy, polityki i prawa. To charakterystyczna cecha całego archiwum.
Dokumenty pokazują nie tylko realne relacje, lecz także sposób, w jaki Epstein wykorzystywał znane nazwiska do podnoszenia własnej pozycji i wiarygodności.
Ujawnione dokumenty przynoszą także nowe informacje dotyczące Howarda Lutnicka, obecnego ministra handlu w rządzie Trumpa. Z akt opublikowanych przez amerykańskie ministerstwo sprawiedliwości wynika, że w 2012 r. Lutnick planował wizytę na prywatnej wyspie Jeffrey Epstein na Karaibach, a rozmowy na ten temat miały charakter bezpośredni i konkretny.
Z korespondencji wynika, że w listopadzie 2012 roku wieloletnia asystentka Epsteina skontaktowała się z Lutnickiem, informując go, że Epstein wie o jego planowanym pobycie na St. Thomas w okresie świątecznym i chciałby przekazać mu numery telefonów, aby mogli się spotkać. Kilka tygodni później sam Lutnick napisał do Epsteina, że wraz z żoną, dziećmi oraz zaprzyjaźnionymi rodzinami przebywa na Karaibach na własnym jachcie i zapytał o dokładną lokalizację wyspy oraz możliwość spotkania w niedzielny wieczór przy kolacji. W odpowiedzi przekazano mu wskazówki dotyczące położenia Little St. James oraz zaproponowano alternatywne terminy.
Sekwencja kolejnych maili sugeruje, że do spotkania mogło dojść. W Wigilię Bożego Narodzenia Epstein wysłał bowiem do swojej asystentki wiadomość z poleceniem przekazania jej Lutnickowi, pisząc krótko: „miło było cię zobaczyć”. Wiadomość została następnie przesłana adresatowi. Sam Lutnick, zapytany o sprawę przez „New York Times”, odmówił szerszego komentarza. Stwierdził, że nie zapoznał się jeszcze z najnowszą transzą dokumentów, i zapewniając, że „nie spędził z Epsteinem ani chwili”.
Nowe akta ujawniają również, że kilka lat później, w 2015 roku, Lutnick miał zaprosić Epsteina na kameralną zbiórkę funduszy na rzecz kampanii Hillary Clinton. Z korespondencji wynika, że zaproszenie na „bardzo intymne” wydarzenie zostało przekazane Epsteinowi za pośrednictwem jego asystentki, choć nie wiadomo, czy faktycznie wziął w nim udział. Sprawa ta zyskała dodatkowy kontekst ze względu na wcześniejsze doniesienia, że jedno z takich wydarzeń mogło odbyć się w domu Lutnicka, położonym w bezpośrednim sąsiedztwie nowojorskiej rezydencji Epsteina.
Całość kontrastuje z późniejszymi publicznymi wypowiedziami Lutnicka. W wywiadach podkreślał, że po jednym wczesnym spotkaniu uznał Epsteina za osobę odpychającą i zerwał z nim wszelkie kontakty. Ujawniona korespondencja pokazuje jednak, że relacja ta była co najmniej bardziej złożona i trwała dłużej, niż wynikało to z jego dotychczasowych deklaracji.
Pojawiają się także nowe materiały dotyczące Jean-Luc Brunela, długoletniego współpracownika finansisty i założyciela agencji modelingowej MC2, finansowanej przez Epsteina.
Akta zawierają dodatkowe zdjęcia oraz szczegółowe notatki logistyczne:
które pozwalają precyzyjniej odtworzyć jego funkcjonowanie w najbliższym kręgu Epsteina.
Nowością nie są same oskarżenia — te były znane już wcześniej — lecz sposób, w jaki dokumenty porządkują i potwierdzają jego rolę. Z materiałów wynika, że Brunel nie był marginalną ani incydentalną postacią, lecz stałym elementem systemu werbunkowego. Działał w sposób ciągły i zorganizowany. Notatki pokazują powtarzalność schematów, długotrwałość zaangażowania oraz logistyczną spójność jego działań.
Wzmacnia to obraz Brunela jako jednego z kluczowych ogniw mechanizmu Epsteina, a nie jedynie towarzysza czy epizodycznego pośrednika.
Wątek, który najbardziej interesuje Brytyjczyków, znalazł się w ostatnio odtajnionych aktach. Nowe dokumenty Ministerstwa Sprawiedliwości USA wprowadzają do sprawy byłego księcia Andrzeja (obecnie – pana Mountbatten-Windsora) element jakościowo odmienny od wcześniejszych oskarżeń i medialnych rekonstrukcji.
Po raz pierwszy pojawiają się bowiem bezpośrednie ślady korespondencji elektronicznej przypisywanej jemu samemu. Prowadzona była z kont opisanych jako „The Duke” oraz „The Invisible Man”. Z akt wynika, że kontakt z Jeffrey’em Epsteinem był przez niego podtrzymywany nie tylko po jego skazaniu w 2008 r., lecz także bezpośrednio po zakończeniu aresztu domowego w sierpniu 2010 r. A więc w momencie, gdy Epstein formalnie wracał do życia towarzyskiego.
Najbardziej obciążające nie są same fotografie czy ich dwuznaczność — dokumenty wyraźnie zaznaczają brak dowodów przestępstwa — lecz treść maili. Podważają one dotychczasową linię obrony Andrzeja. Wynika z nich, że kilka dni po odzyskaniu wolności Epstein proponował mu spotkanie z „piękną” 26-letnią Rosjanką, a odpowiedź „The Duke” była bardzo entuzjastyczna. Co więcej, miesiąc później pojawia się zaproszenie skompromitowanego amerykańskiego bogacza do Buckingham Palace, z obietnicą „prywatności” i pełnej dyspozycyjności gospodarza. Jeśli te maile są autentyczne — a na to wskazuje kontekst i spójność archiwum — oznaczają one, że relacja nie została zerwana, lecz przeniosła się na bardziej dyskretny poziom.
Szczególne znaczenie ma również fakt, że akta podważają narrację o symbolicznym ostatnim spotkaniu w Nowym Jorku w grudniu 2010 r.
sugerują coś więcej niż kurtuazyjny kontakt. To nie są już domysły ani relacje osób trzecich, lecz zapis komunikacji, który stawia pytania o realny zakres i charakter tej relacji po skazaniu Epsteina.
Nowe akta nie zmieniają faktu, że Andrzej nie został formalnie oskarżony. Radykalnie zawężają jednak jego pole manewru w sferze publicznej. Już w październiku 2025 roku został przez swojego starszego brata, króla Karola III pozbawiony tytułów arystokratycznych, co miało zamknąć sprawę na poziomie instytucjonalnym. Ujawnione dokumenty sprawiają jednak, że jego przyszłość — nawet jako osoby prywatnej — staje się jeszcze bardziej problematyczna. Każda próba rehabilitacji wizerunkowej, powrotu do życia publicznego czy sądowego oczyszczenia się będzie teraz konfrontowana nie z relacjami świadków, lecz z własnymi słowami zapisanymi w mailach.
To jakościowa zmiana ciężaru dowodowego — i być może definitywny koniec jakiejkolwiek drogi powrotnej.
Inny brytyjski wątek osnuty jest wokół Petera Mandelsona, od lat wyoutowanego geja, byłego dyplomaty, ministra w laburzystowskich rządach Blaira i Browna i unijnego komisarza, oczywiście w epoce przed Brexitem. Jego nazwisko pojawia się w ujawnionych aktach w sprawie, która ma wyraźnie inny charakter niż przypadki oparte na korespondencji czy relacjach towarzyskich.
Tym razem chodzi o finanse i notatki dotyczące przepływów pieniędzy i wsparcia logistycznego, w których Epstein był pośrednio lub bezpośrednio zaangażowany. Choć dokumenty nie sugerują działań o charakterze przestępczym. Jednak sam fakt ich ujawnienia uruchomił falę pytań o zakres i naturę tej relacji.
Z akt wynika, że o Mandelsonie jest mowa przy zestawieniach kosztów podróży, pobytów oraz innych wydatków, które Epstein miał finansować lub współfinansować dla wybranych osób z kręgu polityki i dyplomacji. Nie ma w nich mowy o korzyściach osobistych. Dokumenty wskazują jednak
na stopień zażyłości i dostępności, który dziś — w świetle wiedzy o działalności Epsteina — budzi poważne wątpliwości natury etycznej.
Po publikacji akt Mandelson publicznie odniósł się do sprawy, potwierdzając, że znał Epsteina i utrzymywał z nim kontakt towarzyski w okresie, gdy pełnił ważne funkcje publiczne, w tym jako komisarz europejski i później ambasador Wielkiej Brytanii w Waszyngtonie. Podkreślił jednocześnie, że nie miał wiedzy o przestępczej działalności finansisty i że nigdy nie był beneficjentem działań niezgodnych z prawem. Jego oświadczenie miało charakter defensywny, skupiony na granicach odpowiedzialności oraz rozróżnieniu między relacją towarzyską a współpracą polityczną czy finansową.
Mimo to ujawnione zapisy wywołały ostrą krytykę w brytyjskich mediach i wśród części klasy politycznej. Mandelsonowi zarzuca się nie tyle konkretne czyny, ile brak politycznej roztropności. A także gotowość do utrzymywania relacji z osobą już wówczas obciążoną wyrokiem za przestępstwa seksualne. Sprawa stała się kolejnym przykładem tego, jak
akta Epsteina odsłaniają nie tylko potencjalne nadużycia, lecz także mechanizmy normalizacji kontaktów z toksycznymi postaciami w świecie władzy i wpływów.
W przypadku lewicowego brytyjskiego polityka nowe dokumenty nie zmieniają jego statusu prawnego, ale wyraźnie obciążają go symbolicznie. Pokazują, że problem Epsteina nie dotyczył wyłącznie jednostkowych patologii, lecz całej kultury elit, w której dostęp do pieniędzy i sieci kontaktów bywał ważniejszy niż reputacja i moralne konsekwencje.
Ujawnione dokumenty pokazują też, że sprawa Epsteina wykracza daleko poza anglosaski krąg polityki i finansów. Odsłaniają potencjalne, choć wciąż nie do końca rozpoznane, międzynarodowe implikacje. Wśród korespondencji i notatek operacyjnych pojawiają się bowiem nazwiska urzędników i dyplomatów spoza USA i Wielkiej Brytanii.
Sugeruje to, że sieć kontaktów Epsteina była wykorzystywana – lub co najmniej postrzegana – jako kanał nieformalnych wpływów również w Europie Środkowo-Wschodniej.
Jednym z najbardziej problematycznych przykładów jest wątek związany z Miroslavem Lajčákiem, wieloletnim słowackim dyplomatą i byłym ministrem spraw zagranicznych.
Jego nazwisko pojawia się w części maili i roboczych zestawień, w których Epstein lub osoby z jego otoczenia sugerują możliwość „ułatwiania rozmów” politycznych poprzez kontakty dyplomatyczne. Dokumenty nie precyzują jednak, czy chodziło o realne działania, czy raczej o charakterystyczne dla Epsteina wyolbrzymianie własnych wpływów i znaczenia.
Znaczącym elementem tego wątku jest fakt, że po ujawnieniu dokumentów Lajčák podał się do dymisji z funkcji doradcy słowackiego premiera Roberta Fico ds. bezpieczeństwa narodowego. Podkreślił, że chce „chronić wiarygodność instytucji”, którą reprezentował, oraz uniknąć sytuacji, w której niezweryfikowane sugestie mogłyby ciążyć na jej pracy. W oświadczeniu zaznaczył, że nie miał wiedzy o przestępczej działalności Epsteina ani nie uczestniczył w żadnych działaniach o charakterze nieformalnego lobbingu. Samą decyzję o rezygnacji powszechnie interpretuje się jako gest prewencyjny. Polityczny koszt obecności nazwiska w aktach okazał się wyższy niż ryzyko dalszego pełnienia funkcji.
Jednocześnie trzeba podkreślić, że w materiałach nie ma dowodów na bezpośrednie zaangażowanie Lajčáka w jakiekolwiek nielegalne działania. Wzmianki mają charakter pośredni, fragmentaryczny i wymagają dalszej weryfikacji źródłowej. Podobne sugestie pojawiają się w dokumentach wobec wielu innych osób, często bez potwierdzenia w faktach, co każe traktować je z dużą ostrożnością analityczną.
Mimo tej niejednoznaczności, sprawa Lajčáka pokazuje, jak daleko sięgają polityczne skutki ujawnionych akt. Nawet brak zarzutów prokuratorskich nie chroni przed konsekwencjami wizerunkowymi i instytucjonalnymi. To właśnie ten mechanizm — presja dokumentów funkcjonujących w obiegu publicznym, niezależnie od ich procesowej wartości — stanowi dziś jedno z najważniejszych międzynarodowych następstw sprawy Epsteina.
W aktach pojawia się również były premier Izraela Ehud Barak, a nowością w jego przypadku nie są zarzuty o charakterze karnym, lecz precyzyjne ustalenia logistyczne dotyczące relacji z Epsteinem po 2008 r.
Dokumenty zawierają szczegółowe zestawienia dat, planów podróży oraz informacji o noclegach. Potwierdzają one, że Barak wielokrotnie odwiedzał rezydencje Epsteina już po jego skazaniu. I przebywał tam prywatnie. Materiały te nie sugerują udziału w przestępstwach ani wiedzy o nielegalnej działalności finansisty. Jednak znacząco zawężają pole interpretacji jego wcześniejszych wyjaśnień, pokazując skalę i regularność kontaktów, które dotąd były opisywane w sposób ogólnikowy.
W najnowszej partii ujawnionych akt nie pojawiają się żadne dowody wskazujące na udział polskich instytucji publicznych ani osób sprawujących władzę w przestępstwach Jeffrey Epstein.
Jedyny wyraźny polski trop ma charakter czysto handlowy. Dotyczy transakcji pomiędzy jedną ze spółek Epsteina a firmą Sportis z Bojana na Pomorzu, producentem motorowych łodzi typu RIB.
Dokumenty amerykańskiego Ministerstwa Sprawiedliwości obejmują standardowe materiały księgowe: umowy, dane rejestrowe oraz rozliczenia finansowe związane z zakupem jednostki pływającej. Nie zawierają one żadnych sugestii, by relacja ta wykraczała poza zwykły kontrakt komercyjny. Powtarzalna obecność danych tej firmy w aktach wynika z objętości dokumentacji finansowej, a nie z jej znaczenia śledczego; nie ma w nich informacji łączących polskie podmioty z mechanizmem wykorzystywania ofiar ani z kręgiem decyzyjnym Epsteina.
W tej samej transzy dokumentów pojawia się natomiast wątek korespondencji Epsteina z polską modelką Mariana Idźkowska. Akta obejmują kilkanaście maili z lat 2014–2015, dokumentujących regularny, bezpośredni kontakt: rozmowy o podróżach, planowanych spotkaniach, pracy oraz sprawach codziennych. Z treści i metadanych nie wynika, by sama korespondencja stanowiła dowód przestępstwa. Wpisuje się ona jednak w dobrze już rozpoznawalny schemat długotrwałych, osobistych relacji Epsteina z młodymi kobietami spoza Stanów Zjednoczonych.
To przykład materiału, który nie zmienia kwalifikacji prawnej sprawy, lecz dopełnia obraz mechanizmu działania i stopniowej normalizacji bliskości wokół jego osoby.
W najnowszych aktach pojawia się również nazwisko Wojciech Fibak, wyłącznie w kontekście roboczym i biznesowym. Dokumenty z lat 2013–2014 pokazują regularne wpisy kalendarzowe, przypomnienia o spotkaniach oraz korespondencję dotyczącą faktur i rozliczeń. Są konsekwentnie opatrzone dopiskiem „Fine Arts Investments”. Nie ma w nich śladów zaproszeń na prywatną wyspę Epsteina, aluzji obyczajowych ani wątków związanych z wykorzystywaniem kobiet.
Akta podważają tezę o całkowitej incydentalności kontaktu, ale jednocześnie nie dostarczają żadnych dowodów przestępstwa. Dokumentują raczej sformalizowaną relację zawodową, charakterystyczną dla „systemu Epsteina”, w którym kalendarze, asystenci i faktury budowały aurę normalności wokół jego działalności.
Wszyscy zainteresowani szczegółami mogą przejrzeć archiwum tu.
Były korespondent polskich mediów w USA, regularnie publikuje w gazeta.pl i Vogue, wcześniej pisał do Polityki, Tygodnika Powszechnego, Gazety Wyborczej i Dwutygodnika. Komentuje amerykańską politykę na antenie TOK FM. Oprócz tego zajmuje się animowaniem wydarzeń kulturalnych i produkcją teatru w warszawskim Śródmieściu. Dużo czyta i podróżuje, dalej studiuje na własną rękę historię idei, z form dziennikarskich najlepiej się czuje w wywiadzie i reportażu.
Były korespondent polskich mediów w USA, regularnie publikuje w gazeta.pl i Vogue, wcześniej pisał do Polityki, Tygodnika Powszechnego, Gazety Wyborczej i Dwutygodnika. Komentuje amerykańską politykę na antenie TOK FM. Oprócz tego zajmuje się animowaniem wydarzeń kulturalnych i produkcją teatru w warszawskim Śródmieściu. Dużo czyta i podróżuje, dalej studiuje na własną rękę historię idei, z form dziennikarskich najlepiej się czuje w wywiadzie i reportażu.
Komentarze