0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto WIN MCNAMEE / Getty Images via AFPFoto WIN MCNAMEE / G...

To pierwszy raz, kiedy biznesy amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa zostały powiązane z zarzutami o pranie pieniędzy. Zostało to upublicznione w piątek 31 lipca 2026 roku nijako na życzenie samego Trumpa, bo to on wypowiedział sądową wojnę bankowi, który śmiał zamknąć mu konta.

Atak na Kapitol nie spodobał się bankowcom?

Wszystko zaczęło się jeszcze w 2021 roku. Pamiętnym roku, rozpoczętym w USA bardzo burzliwie. 6 stycznia zwolennicy Donalda Trumpa, który przegrał wybory, wtargnęli na Kapitol, zakłócając obrady Kongresu. Tego dnia obie izby miały potwierdzić wybór Joe Bidena na prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Skutki były dramatyczne. W wyniku tego szturmu śmierć poniosło pięć osób, a 138 policjantów zostało rannych. Sam Trump oskarżany był o to, że podżegał tłum. Z tego właśnie powodu został wyrzucony z Twittera, niebędącego wówczas jeszcze w rękach Elona Muska.

I właśnie chwilę po tych wydarzeniach, w marcu 2021 roku bank Capital One z Florydy informuje, że zamknie 385 kont bankowych powiązanych z Trump Organization, synem prezydenta Erikiem Trumpem i grupą powiązanych z nimi firm, w tym m.in. z winiarnią, firmą produkującą wodę butelkowaną i deweloperem pól golfowych.

Jaki to ma związek z atakiem na Kapitol? Eric Trump oraz Trump Organization uznali, że Capital One zamknął im konta właśnie z powodu tego wydarzenia. Wersja jest taka, że bank zrobił to z powodu swoich przekonań politycznych oraz chciał skorzystać na fali społecznego oburzenia.

Z tych powód Trumpowie zaskarżyli decyzję Capital One do sądu federalnego w Miami w marcu 2025 roku, a więc ponad cztery lata po pamiętnych wydarzeniach.

I wtedy zaczęła się bitwa.

Przeczytaj także:

Biznesy Trumpa i pranie pieniędzy

Przewodniczący składu sędziowskiego w Miami już dwa razy pozew Trumpów po prostu oddalał. To dlatego, że zgodnie z umową Capital One ma prawo zamknąć każde konto „w dowolnym momencie, z dowolnego powodu lub bez powodu i bez uprzedzenia”.

Firmy Trumpa zresztą tego nie kwestionują.

Sędzia jednak za każdym razem zezwalał Trumpom na poprawienie pozwu. Ostatnia wersja, która wpłynęła w lipcu, zawiera nowy zarzut, że bank dopuścił się oszustwa, ponieważ nie podał uzasadnienia decyzji o zamknięciu rachunków bankowych.

No to w końcu bank uzasadnienie podał. W piątek 31 lipca w odpowiedzi na złożony po raz treści pozew napisano:

„Capital One zamknął konta Powodów z powodów związanych z przeciwdziałaniem praniu pieniędzy (»AML«). Zamknięcia były wynikiem wielomiesięcznej analizy i wnikliwej analizy przeprowadzonej przez zespół AML Capital One, zgodnie z polityką banku i wytycznymi regulacyjnymi”.

Tym samym po raz pierwszy ktoś powiązał biznesy Trumpa z praniem pieniędzy. Mówiąc jaśniej, bank wyjaśnił przed sądem, że na spornych kontach bankowych dopatrzył się takiej aktywności, która sugeruje możliwe pranie pieniędzy i tego rodzaju wzorce transakcji opisane są w federalnych wytycznych bankowych właśnie jako podejrzane.

Bank wytoczył więc bardzo poważne argumenty i domaga się od sędziego federalnego ponownego oddalenia sprawy, tym razem bez możliwości ponownego jej złożenia z poprawionym po raz trzeci pozwem.

Jednocześnie należy zaznaczyć, że ujawnienie informacji o uruchomieniu procedur dotyczących prania pieniędzy wobec firm Donalda Trumpa wcale nie oznacza, że bank oskarżył Trump Organization o nielegalne pranie pieniędzy. To się nigdy nie wydarzyło.

Co z tego wszystkiego wynika?

Prawica się skarży: banki nas nie lubią, to dyskryminacja

W gruncie rzeczy nie chodzi o tę jedną historię, która pokazuje zawziętość Trumpa w walce z jednym bankiem. I być może zresztą prezydent sprowadził sobie na głowę kłopoty, bo Demokraci mogą podchwycić ten wątek o praniu pieniędzy, którego bank długo wcale nie chciał publicznie rozdmuchiwać.

Po piątkowych wydarzeniach pozostaje bowiem oczywiste pytanie: skoro zidentyfikowano transakcje odpowiadające wzorcom prania pieniędzy, to dlaczego nie zbadano ich dokładniej i nie postawiono w tej sprawie zarzutów albo nie oczyszczono z podejrzeń?

Ten spór to jednak element szerszego zjawiska de-bankingu. I wojny administracji Donalda Trumpa z bankami od początku jego drugiej kadencji. Dlaczego? Bo konserwatyści od dawna zarzucają instytucjom finansowym ataki na prawicę. I Trump postanowił z tym walczyć.

De-banking nazywany jest przez instytucje finansowe również de-rinskingiem. Chodzi o to, że banki zrywają więzi z klientami, gdy uznają, że stanowią oni zagrożenie reputacyjne dla instytucji, ale nie tylko, bo może chodzić również o nadmierne ryzyko prawne albo wprost podejrzenia o naruszanie prawa. Przy czym podejrzenia wystarczą, by powiedzieć: zamykamy wasze rachunki i nie chcemy mieć z wami nic wspólnego.

To zresztą dzieje się często w kontekście firm z branży kryptowalut i niekoniecznie chodzi jedynie o walkę banków z nowoczesną konkurencją, która w jakimś sensie wypycha ich z rynku. Branża krypto często rzeczywiście ma problemy z naruszaniem przepisów o praniu pieniędzy. Tak zresztą było również w przypadku Zondacrypto, któremu mBank wypowiedział umowy na prowadzenie rachunków bankowych jeszcze zanim KNF wpisała tę giełdę kryptowalutową na listę ostrzeżeń publicznych.

Wracając jednak do Donalda Trumpa, amerykański prezydent prowadzi niemal osobistą wojnę z bankami, które odcinają się od podmiotów z powodów politycznych.

Zaledwie w styczniu 2026 roku złożył również na Florydzie pozew przeciwko JP Morgan Chase i prezesowi tej instytucji Jamie'mu Dimonowi. Powód jest ten sam co w przypadku Capital One: JP Morgan zamknął rachunki bankowe Trumpa w lutym 2021 roku. Zdaniem Trumpa, z powodów czysto politycznych. Teraz amerykański prezydent domaga się co najmniej 5 miliardów dolarów odszkodowania.

Ciekawe, że ten pozew również został złożony cztery lata po samym zdarzeniu.

Amerykański prezydent publicznie podawał też przykład National Committee for Religious Freedom, której również JPMorgan miał zamknąć rachunki w 2022 roku. Oficjalna przyczyna? Nieujawnienie informacji o darczyńcach. Według Trumpa? Dyskryminacja z powodów politycznych i religijnych.

Wcześniej, w 2024 roku kilkunastu prokuratorów generalnych z różnych stanów wystosowało list do Bank of America, w którym wyrażało zaniepokojenie domniemanymi praktykami „usuwania z banku” niektórych klientów ze względu na ich poglądy religijne lub polityczne. Dodajmy, wszyscy prokuratorzy podpisani pod listem byli z ramienia Republikanów.

A Donald Trump, kiedy rozpoczął swoją drugą kadencję, dość szybko zajął się próbą zwalczania de-bankingu. W sierpniu 2025 roku podpisał rozporządzenie wykonawcze nakazujące sektorowi bankowemu zagwarantowanie, że nie będzie odmawiał usług finansowych nikomu ze względu na przekonania polityczne lub religijne. Rozporządzenie usuwa również „ryzyko reputacyjne” jako dopuszczalny argument, by wypowiedzieć komuś umowę o prowadzenie usług bankowych.

Niezależnie od tego, kto ma rację – prawica oburzająca się o dyskryminację czy banki, które chcą sobie wybierać klientów, widać, że spór polityczny i ideologiczny w USA przelewa się coraz mocniej na decyzje biznesowe w sektorze bankowym. To już jest otwarta wojna.

Na zdjęciu Agata Kołodziej
Agata Kołodziej

Dziennikarka ekonomiczna, absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz podyplomowych Studiów Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Publicystka, producentka wideo online, autorka podcastów, host w studio TV na żywo. Byłam przywiązana do tematyki gospodarczej od kilkunastu lat, głównie w zakresie makroekonomii, finansów i bankowości oraz rynku mieszkaniowego. Obecnie gospodarka jest dla mnie interesująca przede wszystkim w połączeniu z kontekstem społecznym oraz politycznym. Wcześniej byłam związana ze Spidersweb.pl, Money.pl i Onetem, a jeszcze wcześniej z „Gazetą Giełdy Parkiet”. Współpracowałam także z „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Gazetą Wyborczą”.

Komentarze