0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot . Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.plFot . Grzegorz Skowr...

Po raz pierwszy po 1989 roku w Polsce dojdzie do sytuacji, gdy swobodnie będą działać aż trzy podmioty głoszące tezy korzystne dla Kremla. I stanie się to, pomimo że parlament tworzy właśnie komisję #lexTusk, która (teoretycznie) ma ujawniać rosyjskie wpływy.

Realne oddziaływanie Kremla w Polsce rośnie z miesiąca na miesiąc, prorosyjscy aktywiści czują się coraz swobodniej. Ale rządząca koalicja z rosyjskiego problemu robi narzędzie wyborcze – i nic ponadto.

„Rozpoczynamy długoletnią budowę nowej formacji politycznej, której celem będzie budowa Polski jako mocarstwa gospodarczego i technologicznego wg nowej wizji geopolitycznej. (…) Niesiemy na sztandarach hasło polityki wielowektorowej z naczelną zasadą: zero wrogów wśród sąsiadów, którą rozumiemy obecnie jako pilną normalizację relacji Polski z Rosją i Białorusią i zmuszenie Ukrainy do porzucenia banderyzmu. Opowiadamy się za konsolidacją Kontynentu przeciw wpływom anglosaskim. Kongres nowej partii już wkrótce” – napisał Sykulski na Facebooku.

Jednocześnie poinformował, że zebrano trzy tysiące podpisów pod wnioskiem o rejestrację partii.

Do rejestracji potrzeba tysiąc podpisów, Sykulski twierdzi, że ma ich trzy razy więcej. Wcześniej, w czerwcu, zarejestrował stowarzyszenie Polski Ruch Antywojenny.

Zrzuty ekranu, Facebook

Dwie partie zarejestrowane wcześniej

Będzie to trzecia partia polityczna sympatyzująca z Rosją. Na początku lipca 2023 Sąd Okręgowy w Warszawie poinformował o zarejestrowaniu partii Rodacy Kamraci, założonej przez prorosyjskiego aktywistę Wojciecha Olszańskiego oraz jego współpracownika Marcina Osadowskiego.

Co prawda postanowienie o rejestracji jest na razie nieprawomocne, ale to raczej kwestia czasu, mimo protestów niektórych organizacji obywatelskich, które wywołała decyzja sądu.

Natomiast wiosną do rejestru partii wpisano partię Front, założoną przez Krzysztofa Tołwińskiego, byłego posła PiS i wicemarszałka województwa podlaskiego. On także nawołuje do „normalizacji relacji” z Białorusią i Rosją. Kilka dni po rejestracji ugrupowania Tołwiński 9 maja składał kwiaty na Cmentarzu Żołnierzy Sowieckich, towarzysząc Ambasadorowi Rosji w Polsce. A 9 lipca zorganizował antyukraińską demonstrację pod ambasadą Ukrainy w Warszawie.

Poza nastawieniem prorosyjskim partie te łączą poglądy radykalnie antyamerykańskie oraz negatywne nastawienie do wspierania Ukrainy w czasie wojny.

Rosyjskie wpływy rosną

Wszystkie te ugrupowania to niewielkie organizacje, które z pewnością nie będą miały bezpośredniego wpływu na wyniki tegorocznych wyborów w Polsce. Istotne jest jednak co innego:

po raz pierwszy od 1989 roku będziemy mieli w Polsce aż trzy organizacje polityczne, które otwarcie głoszą poglądy korzystne dla Rosji.

Kiedy kilkanaście lat temu Mateusz Piskorski zakładał prorosyjską partię „Zmiana”, nie udało mu się doprowadzić do jej rejestracji, zaś on sam po pewnym czasie został aresztowany pod zarzutami szpiegostwa na rzecz Rosji (proces do dziś się nie zakończył).

Dziś państwo polskie nie reaguje na taką działalność. Prokremlowscy aktywiści mogą funkcjonować coraz swobodniej. To paradoks, że właśnie teraz dochodzi do takiej sytuacji. Przecież trwa właśnie wojna rosyjsko-ukraińska, Polska otwarcie wspiera Ukrainę i realizuje sankcje nakładane na podmioty rosyjskie. Zaś w polskim parlamencie od kilku miesięcy trwają dyskusje nad powołaniem komisji badającej wpływy rosyjskie.

Tyle że, mimo nazwy, komisja ta ma służyć głównie przedwyborczemu atakowaniu opozycji przez rządzącą koalicję.

Kiedy więc w Sejmie i Senacie politycy rządowi uprawiają kampanię wyborczą pod hasłem śledzenia rosyjskich wpływów, autentyczni prokremlowscy aktywiści zakładają w Polsce kolejne partie.

Nie o pokój chodzi, lecz o interes Kremla

Leszek Sykulski założył Polski Ruch Antywojenny 3 lutego 2023, wraz z antysystemowym aktywistą z Podhala Sebastianem Pitoniem. Z ich założycielskich deklaracji wynikało, że zamierzają promować pokój oraz dążyć do zminimalizowania polskiego zaangażowania w wojnę rosyjsko-ukraińską.

Ich przekaz już wtedy był charakterystyczny dla powstających w całej Europie niszowych ruchów pacyfistycznych, które z jednej strony zapewniały, że dążą do pokoju, ale z drugiej – za trwającą wojnę oskarżały państwa zachodnie, NATO i Ukrainę, ale nigdy nie wskazywały na winę Rosji.

Jednak w lutym fakt, iż na takiej narracji korzysta Kreml, był przez liderów PRA ukrywany. Kolejne miesiące potwierdziły tę tezę.

1 maja Polski Ruch Antywojenny zorganizował w Warszawie manifestację, podczas której skandowano hasła antyamerykańskie, atakujące NATO i Ukrainę. „Interesy NATO nie są tożsame z interesami społeczeństwa polskiego” – można było przeczytać na transparencie. W czasie wystąpień mówcy protestowali przeciwko „banderyzacji kraju” (typowy slogan, uderzający w zaangażowanie Polski w pomoc Ukrainie).

Podkreślali również, że za wojnę w Ukrainie odpowiadają Stany Zjednoczone oraz że „polskie dzieci zostaną przerobione na mięso armatnie”. Te narracje nie mają nic wspólnego z prawdą, są typowe dla rosyjskiej propagandy, rozsiewanej w państwach zachodnich przez media, osoby i sieciowe konta, służące Kremlowi.

Mówią: „Tak za dobrymi relacjami z Rosją”

Natomiast 6 maja Sykulski opublikował na Twitterze otwarcie prorosyjskie wpisy. Napisał np.: „9 maja br. jako #PolskiRuchAntywojenny złożymy kwiaty pod Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Pamiętamy 17 września, ale także pamiętamy OCALENIE narodu polskiego od ludobójstwa banderowskiego i ludobójstwa niemieckiego. Składać będziemy hołd ofiarom II wojny światowej, jak i bohaterom walki z nazizmem/hitleryzmem. #CześćIchPamięci”.

Potem wdał się w dyskusję z krytykującymi go użytkownikami Twittera, dorzucając do pierwszego wpisu kolejne, o podobnej wymowie. Kilka godzin później wszystkie wykasował i stwierdził, że włamano mu się na konto. Po tym incydencie Sebastian Pitoń odszedł z PRA.

Ale wpis, którym Sykulski sondował, czy jest w Polsce zainteresowanie stworzeniem w partii, „która powie: TAK za dobrymi relacjami z Rosją”, nie zniknął. Jak dziś widać – nie przez przypadek. Prawdopodobnie właśnie w maju Sykulski rozpoczął zbiórkę podpisów pod rejestracją partii politycznej. Na kolejnych antyukraińskich wydarzeniach gromadził poparcie, aż wreszcie w lipcu oświadczył, że ma 3 tysiące podpisów i zamierza złożyć je do Sądu Okręgowego w Warszawie (tam rejestrowane są partie).

„Front” Tołwińskiego

Sykulski zbierał podpisy między innymi podczas antyukraińskiej demonstracji, zorganizowanej w lipcową rocznicę rzezi wołyńskiej pod Ambasadą Ukrainy w Warszawie. Jej organizatorem był Krzysztof Tołwiński, lider partii Front – pierwszej z trzech prorosyjskich ugrupowań, które ostatnio sformalizowały swoją działalność. To niszowa organizacja, patrząc nawet z perspektywy środowisk prorosyjskich w Polsce, co zresztą dobrze oddają jej dane rejestrowe.

We władzach partii, oprócz Tołwińskiego zasiada także jego długoletnia życiowa partnerka, zaś siedziba ugrupowania ma adres gospodarstwa rolnego założyciela.

Tołwiński to były poseł PiS i były wicemarszałek województwa podlaskiego z ramienia PSL. Później starał się znaleźć miejsce w Konfederacji, ale mu się to nie udało. W ostatnim okresie uwagę zwracała jego aktywność na Facebooku oraz wizyty na Białorusi.

Tołwiński kilkukrotnie jeździł na Białoruś, tam spotykał się oficjalnie z władzami regionalnymi, czasem nawet twierdził, że jest formalnym przedstawicielem województwa podlaskiego (co nie było prawdą). Jego pobyty odnotowywały białoruskie media.

Tołwiński wychwalał Białoruś coraz bardziej, poświęcając kolejne sieciowe wpisy na przekonywanie, że w polskim interesie leży utrzymywanie dobrych stosunków z obecnymi władzami tego państwa. To szczególnie kontrowersyjne stwierdzenie na Podlasiu, gdzie żyje coraz liczniejsza grupa Białorusinów, którzy doświadczyli politycznych represji i z tego powodu musieli uciekać ze swojej ojczyzny.

Chce zablokować ukraińskich uchodźców

Po wybuchu wojny w Ukrainie Tołwiński zaczął prezentować poglądy, które wyraźnie sytuowały go po rosyjskiej stronie konfliktu. Choćby w czerwcu 2022 roku opublikował wywiad z Arwidem Pływaczewskim, byłym policjantem, a obecnie działaczem nacjonalistycznej i paramilitarnej organizacji Zadrużny Krąg – Dywizja Słowiańska. Pływaczewski powiedział tam, że kilkudziesięciu Polaków walczy w wojnie po stronie Rosji, w prywatnym neonazistowskim batalionie „Rusicz”. Zarówno Pływaczewski, jak i rozmawiający z nim Tołwiński, mówili o udziale Polaków z dumą i satysfakcją.

Z programu partii Front Tołwińskiego wynika, że jest to ugrupowanie antyamerykańskie (jedno z haseł programowych brzmi „deamerykanizacja Europy”) i antyukraińskie. Chce zablokować i wyeliminować „jakiekolwiek formy współpracy z Państwem Ukraińskim ponad te, które wynikają z zobowiązań w ramach struktur gospodarczo militarnych”. Zamierza też zablokować dalszy napływ uchodźców z Ukrainy.

Tołwiński na stronie swojej partii pisze również:

„Terytorium Rzeczpospolitej Polskiej stało się bazą dla terrorystów i separatystów, stąd postulujemy oczyszczenie Państwa Polskiego z wszelkich Ośrodków szkoleń i utrzymania organizacji o charakterze terrorystycznym na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej. Szczególne zagrożenie dla bezpieczeństwa Państwa, prowokowania konfliktów sąsiedzkich oraz prowokowanie niepokojów i rozruchów wewnętrznych upatrujemy na kierunku organizacji o charakterze terrorystycznym Ukraińskich, Rosyjskich i Białoruskich rezydujących na terytorium RP.

Łączy się to z wydaleniem z terytorium Państwa Polskiego alternatywnych Ośrodków władzy w stosunku do jakichkolwiek Państw, ze szczególnym uwzględnieniem Republiki Białoruś i Federacji Rosyjskiej”.

Rosyjska flaga na marszu

Trzecia partia, Rodacy Kamraci, to ugrupowanie stworzone przez Wojciecha Olszańskiego i Marcina Osadowskiego. Olszański jest wieloletnim działaczem nacjonalistycznym, o prokremlowskich poglądach. Był współzałożycielem proputinowskiej partii Narodowy Front Polski.

Kilka lat temu z Osadowskim założył na YouTube kanał NPTV. W czasie pandemii stał się on bardzo popularny wśród osób, które dołączały do powstających wtedy ruchów antysystemowych. Prowadzący popierali postulaty negacjonistów pandemicznych i antyszczepionkowców, jednocześnie wplatali w swoje programy przekazy nacjonalistyczne.

Olszański słynie z wulgarnych i obraźliwych wypowiedzi, dlatego bywa nazywany przez media patostreamerem. Jego skrajna emocjonalność jeszcze bardziej przyciągała widzów przed komputery.

Jednak Olszański to wykształcony aktor. Jest świadomy, w jaki sposób jego słowa i zachowania oddziałują na innych, i wykorzystuje to. Stale radykalizował postawy swoich widzów, budził w nich bardzo silne emocje, co doprowadziło między innymi do agresywnych incydentów ze strony tzw. bractw kamrackich – niewielkich grup zwolenników Olszańskiego i Osadowskiego, powstających w całym kraju.

Mężczyźni dość szybko przeszli od budowania środowiska w sieci do działań bezpośrednich. 28 czerwca 2021 roku przez centrum Warszawy przeszedł kilkusetosobowy Marsz Dmowskiego – z dużą rosyjską flagą, niesioną przez jednego z użytkowników. Demonstranci wykrzykiwali hasła antyamerykańskie i antyunijne. To był początek marszy, zjazdów i innych wydarzeń, organizowanych pod hasłem Bractwa Kamrackiego.

Olszański: Putin to mąż stanu

Rosyjska flaga nie powinna dziwić – w odniesieniu do poglądów Olszańskiego oczywiście. Wielokrotnie wypowiadał się on pozytywnie na temat Rosji i samego Putina. W styczniu 2021 roku w nagraniu na YouTube wychwalał Federację Rosyjską, twierdząc, że jest to państwo, „w którym nie wolno, żeby patologia światowa panoszyła się, zabierała nam dzieci, deprawowała je. Jest państwem, które przeszło bardzo trudną i wielką drogę od upadku do renesansu narodu”.

Chwalił też Putina: „To człowiek, który uratował pokój światowy, nie dopuścił do wojny w Syrii, która się miała rozlać na tę część świata.

(…) Putin, który przez całe lata był w Polsce przedstawiany jako bandzior, jako przestępca. (…) To jest mąż stanu, bezdyskusyjnie. I on wraca do wartości chrześcijańskich, słowiańskich”.

Bractwa kamrackie, czyli zwolennicy Olszańskiego, przetrwały, mimo że ich lider kilkukrotnie wylądował w więzieniu, między innymi za publiczne głoszenie gróźb karalnych. Teraz Olszański z Osadowskim postanowili zdyskontować ich zaangażowanie i utworzyć partię polityczną.

I to im się udało. 30 czerwca 2023 roku Sąd Okręgowy w Warszawie wydał decyzję o zarejestrowaniu partii. Postanowienie jeszcze się nie uprawomocniło. Mimo to Olszański twierdzi, że jego partia zamierza wystartować w najbliższych wyborach parlamentarnych. Jest to jednak mało realny scenariusz.

Będą wywoływać chaos

Wymienione partie nie wpłyną dziś na sytuację polityczną w Polsce. Ich formalna rejestracja daje im natomiast podstawy do prowadzenia jawnej i oficjalnej działalności na rzecz Rosji. Do tej pory nie mieli takiej możliwości. Zapewne będą ją wykorzystywać. Zwłaszcza Olszański jest doświadczony w organizowaniu manifestacji, marszów, zjazdów i innych podobnych inicjatyw.

Niezależnie od publicznie głoszonych deklaracji, ich realnym celem będzie zapewne wywoływanie chaosu, zarówno w kontekście społecznym, jak i politycznym.

Tak działa rosyjska propaganda w wielu zachodnich państwach. I chociaż polski parlament właśnie uchwalił #lexTusk, prorosyjscy aktywiści w Polsce nie muszą się nim przejmować. Wręcz przeciwnie – właśnie teraz, po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat, rozwijają skrzydła.

Udostępnij:

Anna Mierzyńska

Analizuje funkcjonowanie polityki w sieci. Specjalistka marketingu sektora publicznego, pracuje dla instytucji publicznych, uczelni wyższych i organizacji pozarządowych. Stała współpracowniczka OKO.press

Komentarze