Prawa autorskie: Maciek Jazwiecki / Agencja GazetaMaciek Jazwiecki / A...
17 listopada 2020

Unia chce narzucić Polsce małżeństwa homoseksualne? Trzy fałsze PiS o wecie budżetu UE

Politycy PiS przekonują, że musieli wetować unijny budżet, bo rozporządzenie "pieniądze za praworządność" łamie rzekomo unijne traktaty. A UE chce w ten sposób odebrać Polsce suwerenność i narzucić tęczowe śluby. Ziobro i Jacek Saryusz-Wolski zapewniają, że weto wręcz opłaci się nam finansowo. To wszystko fałsz

W poniedziałek 16 listopada 2020 podczas spotkania w Radzie UE przedstawiciele rządów Polski oraz Węgier - zgodnie z zapowiedziami - wstępnie zawetowali dwie decyzje związane z budżetem Unii:

  • akceptację Rady dla wieloletniego budżetu UE na lata 2021-2027
  • oraz zgodę na rozpoczęcie prac legislacyjnych nad Funduszem Odbudowy UE.

Politycy PiS i Fideszu zrobili to, by pokazać, że sprzeciwiają się rozporządzeniu "pieniądze za praworządność", które zdobyło już wstępną akceptację większości państw członkowskich w Radzie.

Niemiecka prezydencja zapowiedziała, że na razie wstrzymuje dalsze prace i będzie szukała porozumienia z Polską i Węgrami. W Brukseli wciąż nastroje są optymistyczne. Wszyscy liczą, że Rada osiągnie porozumienie budżetowe w grudniu a Fundusz Odbudowy ruszy jak najszybciej.

Polska ma coraz więcej do stracenia, a coraz mniej do zyskania. Ale politycy PiS i Solidarnej Polski przekonują, że wetować musieli. Z trzech - z gruntu fałszywych - powodów:

  1. Nowy mechanizm będzie złamaniem traktatów.
  2. Zawetowanie budżetu będzie dla Polski opłacalne.
  3. Unia odbiera nam suwerenność i chce narzucać np. tęczowe śluby.

Tłumaczymy, dlaczego to wszystko nieprawda.

Fałsz 1: Nowy mechanizm to łamanie traktatów

Nie zgadzamy się, by tego rodzaju metody były forsowane w sposób sprzeczny z europejskim prawem, traktatami.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

O łamaniu, wręcz "gwałceniu" traktatów mówił wielokrotnie w mediach eurodeputowany PiS Jacek Saryusz-Wolski. W podobnym tonie pisał w liście z okazji Dnia Służby Zagranicznej prezydent Andrzej Duda.

Według polityków PiS i Solidarnej Polski jedynym sposobem walki z łamaniem wartości UE z art. 2 Traktatu o UE powinna być procedura z art. 7, która wymaga jednomyślności. Proponowane rozporządzenie "pieniądze za praworządność" jednomyślności nie wymaga - ich zdaniem jest więc bezprawnym obejściem traktatów.

Art. 2. Główne wartości Unii

Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości. Wartości te są wspólne Państwom Członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn.

Art. 7. Stwierdzenie przez Radę ryzyka poważnego naruszenia przez Państwo Członkowskie wartości Unii

  1. Na uzasadniony wniosek jednej trzeciej Państw Członkowskich, Parlamentu Europejskiego lub Komisji Europejskiej, Rada, stanowiąc większością czterech piątych swych członków po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego, może stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez Państwo Członkowskie wartości, o których mowa w artykule 2. Przed dokonaniem takiego stwierdzenia Rada wysłuchuje dane Państwo Członkowskie i, stanowiąc zgodnie z tą samą procedurą, może skierować do niego zalecenia.

Rada regularnie bada czy powody dokonania takiego stwierdzenia pozostają aktualne.

  1. Rada Europejska, stanowiąc jednomyślnie na wniosek jednej trzeciej Państw Członkowskich lub Komisji Europejskiej i po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego, może stwierdzić, po wezwaniu Państwa Członkowskiego do przedstawienia swoich uwag, poważne i stałe naruszenie przez to Państwo Członkowskie wartości, o których mowa w artykule 2.
  2. Po dokonaniu stwierdzenia na mocy ustępu 2, Rada, stanowiąc większością kwalifikowaną, może zdecydować o zawieszeniu niektórych praw wynikających ze stosowania Traktatów dla tego Państwa Członkowskiego, łącznie z prawem do głosowania przedstawiciela rządu tego Państwa Członkowskiego w Radzie. Rada uwzględnia przy tym możliwe skutki takiego zawieszenia dla praw i obowiązków osób fizycznych i prawnych.

Obowiązki, które ciążą na tym Państwie Członkowskim na mocy Traktatów, pozostają w każdym przypadku wiążące dla tego Państwa.

  1. Rada może następnie, stanowiąc większością kwalifikowaną, zdecydować o zmianie lub uchyleniu środków podjętych na podstawie ustępu 3, w przypadku zmiany sytuacji, która doprowadziła do ich ustanowienia.
  2. Zasady głosowania, które do celów niniejszego artykułu stosuje się do Parlamentu Europejskiego, Rady Europejskiej i Rady, określone są w artykule 354 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

Ale wbrew tym twierdzeniom procedura art. 7 nie wyklucza powstania dodatkowych mechanizmów ochrony wartości.

Unia korzystała już choćby z art. 258 Traktatu o Funkcjonowaniu UE. Pozwala on Komisji skarżyć do Trybunału Sprawiedliwości rządy, które "uchybiają obowiązkom państwa członkowskiego". A nowy mechanizm, choć bazuje na wartościach z art. 2, odnosi się bezpośrednio do art. 322 TFUE, czyli procedury wydawania unijnego budżetu.

Gdy Komisja i Parlament na przełomie 2018 i 2019 roku zaproponowały powiązanie funduszy z praworządnością w Brukseli rozpoczęły się dyskusje prawników. Służby prawne Rady UE podkreślały, że nowe rozwiązania nie powinny "obchodzić" procedury art. 7.

"Pojawiały się różne opinie, jak to zwykle w takich sytuacjach. Wiele osób mówiło, że trzeba bardzo uważać, że to musi być transparentne, pozbawione oceny politycznej, zobiektywizowane. Parlament podkreślał, że mechanizm powinien dotyczyć wszystkich państw, nie być pisany pod Polskę i pod Węgry" - wspomina w rozmowie z OKO.press Jan Olbrycht, eurodeputowany KO i negocjator budżetu UE.

Ostatecznie przeważyły argumenty o konieczności lepszego zabezpieczenia interesów finansowych Unii, przy uwzględnieniu zastrzeżeń.

W lipcu 2020 roku wszystkie państwa członkowskie (także Polska), podczas posiedzenia Rady Europejskiej, zgodziły się, by powstał nowy mechanizm.

"Premierzy, głowy państw członkowskich, jednogłośnie zgodzili się na to rozporządzenie. Zgodzili się też, by odnosiło się do art. 2 TUE - czyli do wartości europejskich, a nie tylko do kwestii finansowych. Wreszcie zgodzili się co do procedury - że jak będzie taka sytuacja, to Rada głosować będzie kwalifikowaną większością" - podkreśla Olbrycht.

Fałsz 2: Weto opłaci nam się finansowo

W przypadku braku porozumienia ws. budżetu UE 2021-2027 do końca roku, wejdzie w życie przewidziane w Traktacie prowizorium budżetowe, [...] co dla Polski będzie nawet korzystniejsze.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
PAP,16 listopada 2020

Narracja, którą lansują w mediach eurodeputowani PiS - w tym były członek PO Jacek Saryusz-Wolski - to bzdura.

Siedmioletni budżet UE to tzw. Wieloletnie Ramy Finansowe. Określa się w nich czas trwania, sumy, górne i dolne pułapy, działy budżetowe. Na tej podstawie uchwala się budżety roczne, te są bardziej szczegółowe.

"Aby budżet na 2021 rok mógł zostać przygotowany przez KE, a potem uchwalony, potrzebna jest taka rama. Gdyby na koniec roku okazało się, że WRF nie ma, bo nie udało się ich uchwalić, traktat przewiduje automatyczne przeniesienie ram z poprzedniego roku. Przeniesione są pułapy finansowe, tytuły działów budżetowych" - tłumaczy Jan Olbrycht.

Na tym jednak nie koniec. Bo po przeniesieniu ram z poprzedniego roku trzeba jeszcze stworzyć podstawę prawną pod wydawanie pieniędzy. Czyli przedłużyć wszystkie rozporządzenia, które zakończą się 31 grudnia - np. to o wydawaniu funduszy spójności, czy na transport. Przedłużenie musiałoby zostać uzgodnione między Parlamentem i Radą.

"To bardzo wiele rozporządzeń. Wszystko po to, by mieć budżet na 2021 rok. Teza, że można przenieść budżet z 2020 na 2021 jest tylko częściowo prawdziwa. Pułapy tak, ale do tego trzeba wypracować przepisy" - mówi Jan Olbrycht.

Na ten moment przedłużenie rozporządzeń nie jest brane pod uwagę. Unia nie pracuje nad ich przygotowaniem, bo liczy na porozumienie w sprawie nowych WRF.

Oznacza to, że jeśli ramy nie zostaną przyjęte przed końcem roku, UE nie będzie mogła przygotować budżetu na rok 2021.

"Wtedy wchodzi prowizorium budżetowe, czyli jedna dwunasta budżetu z poprzedniego roku, płacona co miesiąc. Nie da się uruchomić żadnych nowych projektów, nie ma żadnych nowych funduszów, nie ma Funduszu Zdrowotnego, nie ma Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Jedyne, co na pewno można będzie zrobić to zapłacić rolnikom dopłaty bezpośrednie. Ale na poziomie z poprzedniego roku i to znowu jedna dwunasta co miesiąc" - wskazuje Olbrycht.

Polska na pewno nie zyska więc, może tylko stracić. Dokładne reguły działania prowizorium określi Komisja Europejska, na razie nie wiadomo jeszcze, jak dokładnie miałoby ono wyglądać.

Do tego dochodzą utracone pieniądze z Funduszu Odbudowy UE. Na walkę z koronakryzysem mieliśmy z niego pozyskać 27 mld euro w grantach i 32 mld w tanich pożyczkach. Te pieniądze przepadną, jeśli Polska utrzyma weto, a Unia dogada się poza nami - co jest coraz poważniej brane pod uwagę.

Fałsz 3: Unia narzuci Polsce śluby homoseksualne

Jeśli oddajemy UE władztwo nad suwerennym państwem, to ja się pytam: a po co u nas będą wybory? Po co partie polityczne? [...] W taki sposób traciliśmy niepodległość. To niedopuszczalne, nie za mamonę.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
"Graffiti" Polsat News,17 listopada 2020

Zdaniem rządzących "praworządność" w rozporządzeniu to "tzw. praworządność" - bo jest niedookreślona i pozwala na arbitralne traktowanie Polski. Zjednoczona Prawica zgodnie przekonuje, że grozi nam utrata suwerenności i narzucenie rozwiązań, "na które Polacy się nie godzą". Podają przykład małżeństw dla osób tej samej płci.

Czy jest tak w istocie? Zajrzyjmy do projektu rozporządzenia.

Art. 1: "Rozporządzenie tworzy zasady niezbędne dla ochrony budżetu Unii przed naruszeniami zasady praworządności w państwach członkowskich".

Na zasadę praworządności składają się (Art. 2):

  • zasada poszanowania prawa, zakładająca przejrzysty, demokratyczny i pluralistyczny sposób jego tworzenia;
  • pewność prawa;
  • zakaz arbitralności władzy wykonawczej;
  • skuteczna ochrona sądowa, w tym dostęp do niezależnych i bezstronnych sądów, także w odniesieniu do praw podstawowych;
  • trójpodział władzy;
  • zakaz dyskryminacji i równość wobec prawa.

Artykuł zawiera też wzmiankę o tym, że praworządność należy rozumieć "z uwzględnieniem pozostałych wartości i zasad funkcjonowania Unii zapisanych w art. 2 TUE".

Rozporządzenie doprecyzowuje, na czym m.in. będzie polegało złamanie zasady praworządności. Chodzi o (Art. 2a):

  • zagrożenia dla niezależności sądownictwa;
  • niezdolność do zapobiegania, korygowania i sankcjonowania arbitralnych lub niezgodnych z prawem decyzji organów publicznych, w tym organów ścigania; wstrzymywanie zasobów finansowych i ludzkich mających wpływ na ich prawidłowe funkcjonowanie lub niezapobieganie konfliktom interesów;
  • ograniczanie dostępności i skuteczności środków odwoławczych, w tym poprzez restrykcyjne zasady proceduralne, brak wykonywania wyroków lub ograniczanie skutecznego dochodzenia, ścigania lub sankcjonowania naruszeń prawa.

Wbrew narracji PiS i Solidarnej Polski pole do uznaniowego wykorzystywania tego prawa jest mocno ograniczone.

Komisja będzie mogła wnioskować o zawieszenie funduszy w przypadku naruszeń lub ryzyka naruszeń. Ale tylko wtedy, gdy wykaże, że naruszenie praworządności bezpośrednio i negatywnie wpływa na zarządzanie budżetem, zagrażając interesom UE (Art. 3).

Sama procedura zakłada, że ostateczną decyzję podejmować będzie zaś Rada UE - kwalifikowaną większością głosów.

Lektura projektu pozwala zrozumieć, że w obecnym kształcie będzie ono dla rządu PiS stosunkowo niegroźne. Na pewno nie zawiera przepisów, które odbierają nam suwerenność i pozwalają narzucić np. małżeństwa dla osób tej samej płci. Rząd musi mieć tego świadomość.

Nawet w przypadku kontestowanych już w Brukseli "reform" sądownictwa autorstwa Zbigniewa Ziobry - o które przecież tak naprawdę chodzi - KE będzie musiała wykazać, że wpływają one negatywnie na zarządzanie unijnymi funduszami. I uzyskać akceptację większości w Radzie, co wcale nie będzie takie proste.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne