Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamińs...

„Martwimy się, czy to jest na pewno koniec. Straciliśmy tydzień!” – zatroskani publicyści telewizji wPolsce24 dopytywali 21 kwietnia 2026 europosła PiS Tobiasza Bocheńskiego, czy może im obiecać, że draka w PiS-ie się skończyła.

Wojciech Biedroń i Emilia Wierzbicki (przypomnijmy: rzeczniczka Karola Nawrockiego w kampanii 2025) mieli do Bocheńskiego pretensje, że nie mogli się zajmować „problemami Platformy Obywatelskiej” tak bardzo, jak by chcieli, bo musieli też informować o kłótniach w PiS. „Trochę nie dawaliście nam szansy”, „przez kilka dni przesłanialiście fantastyczną w naszym przekonaniu kampanię profesora Przemysława Czarnka” – skarżył się Biedroń.

Bocheński się pokajał i przyznał, że to „trafne diagnozy”.

Faktycznie telewizja wPolsce24 bardzo starała się zminimalizować podejrzenia swoich widzów, że w ich ulubionej partii dzieje się coś niepokojącego. Częściej niż o konfliktach w PiS mogli więc usłyszeć o konfliktach w koalicji rządzącej. „Koalicja 13 grudnia się rozpadnie?”, „Kryzys w koalicji Tuska” – widzieli na „paskach”.

studio telewizji wPolsce24, na pasku napis: Kryzys w koalicji Tuska
Zrzut ekranu 2026-04-21 o 10.09.43

Tyle że nawalanki w PiS naprawdę nie dało się ukryć, a przynajmniej przed kimś, kto ma dostęp do jakichkolwiek innych źródeł informacji niż kanał wPolsce24. Dbali o to dzień w dzień Bocheński, Jaki, Cieszyński i inni wypisujący do siebie na platformie X, niczym nastolatki w pierwszej fazie zakochania.

Przeczytaj także:

„Mroczne scenariusze” Republiki dla PiS

Pretensje dwójki publicystów telewizji wPolsce24 Jacka Karnowskiego to jednak nic wobec grillowania, jakie urządzili PiS-owi twórcy podcastu „13. piętro”, czyli twarze Telewizji Republika — Michał Rachoń i Jarosław Olszewski oraz Piotr Matczuk (dawny spin doktor PiS-u, który uważa, że partia Kaczyńskiego nie powinna być „pipi prawicą”).

Odcinek został zatytułowany emocjonująco „Rozłam w PiS. Mapa powiązań i mroczne scenariusze dla prawicy!” Nie ma w nim tej troski charakterystycznej dla tamtej propisowskiej telewizji. Jest beka.

Trzej panowie mają ubaw z określeń, jakimi posługują się skonfliktowane frakcje PiS.

„Nie wyobrażam sobie budowania gigantycznej opowieści o strategii zwycięstw na tym: A pan to kim jest? – A ja to jestem harcerzem. – A pan kim jest? – A ja to jestem maślarzem” – ryczy ubawiony Rachoń, a pozostali wtórują mu śmiechem.

„Harcerze” i „maślarze” to określenia niepoważne i z góry skreślają tych, którzy się nimi posługują, z poważnej polityki.

„Zakon PC, ziobryści – to brzmiało poważnie!” – stwierdza Matczuk.

Dla czytelniczek mniej obeznanych z historią PiS-u: „Zakon PC” to najwierniejsi z wiernych towarzysze Kaczyńskiego z czasów pierwszej tworzonej przez niego partii na początku lat 90. ubiegłego wieku, czyli Porozumienia Centrum (m.in. Joachim Brudziński, Mariusz Błaszczak, Marek Suski).

Zrzut ekranu 2026-04-23 o 17.38.08

Oprócz beki jest też jednak szorstka diagnoza. Rachoń tłumaczy, gdzie leży ślepa plamka „harcerzy”, którzy są frakcją aspiracyjną, czy też jak to obrazowo opisuje, odwołując się do Stefana Żeromskiego: chcącą budować szklane domy.

„Problem w polskiej polityce po 1989 roku, cały ten postkomunistyczny system został zbudowany na tym, żeby Polska nie mogła się rozwijać (...) Nie da się zbudować silnej gospodarczo Polski bez walki z postkomuną” – mówi Rachoń. I dosadniej: „Żeby budować szklane domy, najpierw trzeba wyczyścić brud postkomunistycznej Polski”. A do tego ma być zdolna bardziej wyrazista i bezwzględna – wbrew nazwie – frakcja „maślarzy”.

Lecz i ona nie jest wolna od wad. „Pytanie, czy maślarze umieją budować te szklane domy” – zastanawia się Rachoń.

Konkluzja: jedni potrzebują drugich, drudzy pierwszych. Niech się pogodzą! Ale czy to możliwe?

To na pewno nie koniec

Tak należałoby odpowiedzieć na pytanie zatroskanego Wojciecha Biedronia.

Do mediów już dotarły przecieki, że Jarosław Kaczyński miał postawić nowe ultimatum — jednak tym razem Przemysławowi Czarnkowi, którego kampania jakoś nie przynosi PiS-owi zysków sondażowych. Według źródeł Marcina Fijołka z Interii Kaczyński miał Czarnkowi dać czas do wakacji.

Nie da się wykluczyć, że to ultimatum jest spinem stronników Morawieckiego, który ma przypieczętować ich wygraną w starciu z „maślarzami”.

Jednak nie chodzi o to, że kolejny cykl kłótni w PiS domknął się tylko po to, by zaraz mógł się rozpocząć kolejny wraz z następną awanturą wywołaną przez Patryka Jakiego/Tobiasza Bocheńskiego/Waldemara Budę/Michała Dworczyka.

Chodzi o rzecz bardziej zasadniczą.

„Jesteśmy na etapie terapii małżeńskiej” – żartuje we wspomnianym podcaście Piotr Matczuk z Republiki. Terapie czasem przyklepując decyzję o rozwodzie, a czasem go odwołują.

Kaczyński nie wyrzucił Morawieckiego ani nie rozwiązał jego stowarzyszenia. Co prawda jest ono obstawione innymi partyjnymi instytucjami – Radą Ekspertów i Komitetem Politycznym – ale wygląda to raczej na prowizorkę na czas największej burzy. Nikt Morawieckiemu już nie zabroni działania.

Kostyczny były bankier okazał się nader sprawnym politykiem. Wcale nie miękiszonem, którego niegdyś widział w nim Zbigniew Ziobro. Jedni mówią, że zalegalizował swoją frakcję w PiS i z optymizmem patrzy w przyszłość jako pierwszy pretendent do zastąpienia Kaczyńskiego w roli prezesa.

A ja stawiam tezę, że Morawiecki patrzy w przyszłość bez dookreślania, jak ona miałaby wyglądać. Może w PiS, a może poza nim.

Szanse na to, że PiS w 2027 roku osiągnie 40 proc., są równe temu, że Elon Musk za życia Jarosława Kaczyńskiego zbuduje miasto na Marsie. A układ sił po prawej stronie dopiero się wykuwa.

Pierwsza połowa 2026 to nie jest jeszcze czas na rozstrzygnięcia. Na razie Mateusz Morawiecki nie dał się zepchnąć do trzeciego rzędu ławki rezerwowych.

Co najmniej od czasu kampanii prezydenckiej wiemy, że emocje antyestabliszmentowe (szersze niż antyrządowe) są silne. To one pomogły wygrać Karolowi Nawrockiemu. Morawiecki wydaje się jak najdalszy od wizerunku osoby, która mogłaby te emocje uosabiać. I to jest jego polityczna słabość. Podobnie jak to, że nie odpowiada na pragnienie nowości.

Nie wydaje się też, żeby był tak sprawnym narratorem rzeczywistości, jakim okazał się Grzegorz Braun.

Jednocześnie jednak Morawiecki skonstruował sobie poważne narzędzie do wpływania na rzeczywistość: ma grupę kilkudziesięciu osób wokół siebie (trudno przesądzić, czy to na pewno te 38 nazwisk z listy opublikowanej przez Wirtualną Polskę, może ktoś już się wykruszył, może ktoś się dopisał).

Ci politycy przeszli z nim pierwszy kryzys (co buduje lojalność), zobaczyli, że ich lider się nie ugina. Dysponuje też groźbą, o której pisał Witold Głowacki: możliwością wsparcia koalicji rządzącej w odrzuceniu prezydenckiego weta lub w postawieniu Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu. Nawet jeśli z niej nie skorzysta, to sama groźba podnosi jego polityczną pozycję.

Wreszcie, za pomocą swoich działań Morawiecki niejako wyświetlił przed oczami opinii publicznej obraz słabnącego Kaczyńskiego, który musi się godzić na rzeczy, na które godzić się nie chce.

W ten sposób zaczął też zdejmować z siebie nieco „toksyny”, jaką jest w oczach wielu wyborców przynależność do PiS-u Kaczyńskiego. Pytanie, czy Morawiecki będzie budował inny PiS, czy coś innego niż PiS, pozostaje otwarte.

Na zdjęciu Agata Szczęśniak
Agata Szczęśniak

Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.

Komentarze