„Nawrocki nie zawetował ustawy z powodu takich czy innych merytorycznych wątpliwości, ale po to, by budować swój wizerunek twardziela, który na kompromisy nie chodzi” – pisze Agata Szcześniak
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyKarol Nawrocki zawetował w czwartek 12 marca 2026 ustawę, która miała umożliwić Polsce przyjęcie unijnej pożyczki na rozwój przemysłu zbrojeniowego oraz różnych form obronności, w tym dofinansowanie policji czy straży granicznej. Rząd o godz. 9 zbiera się na nadzwyczajnym posiedzeniu, by odpowiedzieć na weto prezydenta w sprawie ustawy SAFE.
Poziom wydatków na zbrojenia i ich przeznaczenie wymaga ogólnoobywatelskiej debaty. Czy nie przekraczamy jakiegoś poziomu społecznej racjonalności? Czy na pewno te miliardy posłużą nam wszystkim, a nie kieszeniom właścicieli firm zbrojeniowych? Według jakiej strategii mają być budowane polskie siły zbrojne?
Teraz jednak nie o tym. Nie tego też dotyczyło weto Nawrockiego.
Nie ulega wątpliwości, że wiele sfer związanych z bezpieczeństwem wymaga w Polsce dofinansowania i rozwoju. I to właśnie miał zapewnić SAFE, dzięki szybkiej, bezpiecznej i – wbrew twierdzeniom prezydenta i PiS – taniej pożyczce.
Ekonomiczne argumenty nie miały jednak w tej debacie praktycznie żadnego znaczenia. Służyły wyłącznie jako ornamenty. Nawrocki nie zawetował ustawy z powodu takich czy innych merytorycznych wątpliwości, ale po to, by budować swój wizerunek twardziela, który na kompromisy nie chodzi.
Kluczem do weta wydają mi się słowa, jakie wypowiedział jeden z współtwórców sukcesów Prawa i Sprawiedliwości Piotr Matczuk.
Nazwał on PiS „pipi prawicą”. A Nawrocki „pipi prawicą” być nie chce.
„To jest prawica, która jest wycofana, strachliwa, staje ramię w ramię z mainstreamowymi mediami tylko dlatego, że boi się ich narracji. Taka formacja prawicowa, a to dotknęło PiS, dryfuje w stronę centrum, w stronę lewicy, tylko dlatego, że jest za miękka, wycofana i często bojaźliwa” – mówił w Telewizji Republika Piotr Matczuk 10 marca 2026.
Matczuk to postać ważna w historii Prawa i Sprawiedliwości. Współtwórca kampanii wyborczych z lat 2011-2023 i tym samym współtwórca sukcesów partii Kaczyńskiego. Dziś jest komentatorem Telewizji Republika.
Słowami o „pipi prawicy” skomentował wybór Przemysława Czarnka na kandydata na premiera. Czarnek – krzyczący o pustym łbie i „oze sroze” – ma być zaprzeczeniem popiskującej ze strachu przed liberalnymi mediami prawicy. A wybierając go na swoją twarz, PiS idzie drogą przetartą przez Karola Nawrockiego w kampanii.
Nawrocki był kandydatem tyleż ludowym (chłopak z blokowiska, wielbiciel siłki, weteran ustawek), ile „antysalonowym”. Symboliczną realizacją tej antysalonowości było wyprowadzenie z Pałacu Prezydenckiego historycznego okrągłego stołu w grudniu 2025. Nowy prezydent usunął symbol, do którego dziś przyznaje się tylko część postsolidarnościowych środowisk. A zarazem już wtedy dał do zrozumienia, że żadne „ponad podziałami” nie będzie mu przyświecać.
Wręcz przeciwnie: on z podziałów chce wycisnąć tyle politycznych korzyści, ile się da. Z podziału na salon i anty-salon, elity/establiszment/mainstream i resztę.
W przypadku SAFE otoczenie prezydenta uruchomiło podobny mechanizm: Nawrocki zawetował nie pieniądze na wojsko (bo te przecież znalazł, przedstawiając „SAFE 0”), ale powiedział „weto!” brukselsko-niemieckim elitom. Szantażowany tym, co te elity zdefiniowały jako interes narodowy, uznały za odpowiedzialne i jedynie słuszne, nie przestraszył się, nie uległ. Nie okazał bojaźni. Nie popiskuje w rytm mainstreamowych nagłówków.
Tak wygląda ta opowieść.
Określenie PiS-u mianem prawicy „miękkiej, wycofanej i często bojaźliwej” osobom oglądającym zwykle TVN albo czytającym „Gazetę Wyborczą” może wydać się oderwane od rzeczywistości. Zresztą, kto w polskiej polityce, uprawianej krzykiem i wyzwiskami, sprawia dziś wrażenie miękkiego lub bojaźliwego?
Jednak tak właśnie widzi PiS jeden z wieloletnich strategów tej partii. Do słów osób, które były w najbliższym kręgu władzy, a już w nim nie są, należy podchodzić z dystansem (jak do diagnoz Jacka Kurskiego piszącego raporty po przegranych przez PiS wyborach). W tym jednak przypadku wydaje się, że rozpoznania Matczuka nieźle oddają strategię Nawrockiego.
„[PiS] Boi się odpowiedzieć wprost na oczekiwania własnego elektoratu. Cofa się przed lewicową agendą. Idzie na kolejne kompromisy z liberalno-lewicowym widzeniem świata. Zmiękcza stanowisko” – wyjaśniał Matczuk w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
Nawrocki się nie cofa, na kompromisy nie idzie, stanowiska nie zmiękcza.
Dowodem na to, że PiS stał się „miękiszonem” (jak mówił o Mateuszu Morawieckim Zbigniew Ziobro) ma być rosnące poparcie dla innych prawicowych formacji:
„Gdyby PiS rzeczywiście w pełni zagospodarowało prawą stronę, to nie powstałaby na prawo od niego Konfederacja ani środowisko Brauna. Nie zostawiono by tam przestrzeni. Skoro one urosły, to znaczy, że jakiś tlen tam był i było go sporo” – tłumaczy Matczuk.
Lewica zarzuca w Polsce liberałom, że coraz bardziej upodabniają się do prawicy. A tu jak widać, część prawicy zarzuca innej prawicy, że ta upodabnia się do liberałów.
„Widzieliśmy to w Wielkiej Brytanii, gdzie torysi wyraźnie przesunęli się w lewo. Nie odpowiedzieli na prawicowe oczekiwania wyborców. Podobnie było w kilku innych krajach. Wielu mówi, że tak stało się też w Niemczech, gdzie CDU skręciła w stronę SPD. Uważam, że w Polsce Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederacja Mentzena i Bosaka również wpadają w ten syndrom «pipi prawicy»” – mówi Matczuk.
Właśnie stanowisko PiS wobec SAFE jest według Matczuka jaskółką odchodzenia od „pipi”.
Matczuk to postać ważna w historii Prawa i Sprawiedliwości. Od 2011 do 2023 roku współtworzył kampanie wyborcze PiS. Kierował firmą konsultingową Solvere i szefował Centrum Informacyjnego Rządu w gabinetach Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego.
Za tym tym suchym opisem kryje się współtwórca pamiętnej kampanii „Sprawiedliwe sądy”. W 2017 roku, gdy PiS toczył batalię o sądownictwo, firma Matczaka i Anny Plakwicz w całej Polsce rozwiesiła billboardy przedstawiające sędziów jako złodziei i aferałów.
Dwa lata później PiS ponownie wygrał wybory i to z rekordowym wynikiem. Powody tamtego zwycięstwa są złożone i nie sprowadzają się do efektów antysędziowskiej kampanii. Jednak to powtórkę z tamtego podejścia – „na ostro” i „na grubo” – przyjmuje dziś ośrodek prezydencki.
Jeszcze w trakcie orędzia prezydenta szefowie Telewizji Republika wypuścili nagranie, w którym cieszą się z weta.
„Pan prezydent zachował się tak jak wypada na mężczyznę, na patriotę i na prezydenta. Takiego prezydenta wybrali Polacy i na takiego czekali” – mówi Tomasz Sakiewicz, naczelny stacji. Obok niego: Jarosław Olechowski i Michał Rachoń.
„Była ogromna presja na niego, żeby ustąpił Niemcom, ustąpił Tuskowi, ustąpił lobbystom” – oznajmił Sakiewicz. Czyli nie okazał się „pipi prawicą”.
Wcześniej – godzinę przed orędziem prezydenta – w Sakiewicz mówił w Republice, że Nawrocki jest „szantażowany przez postkomunistę Czarzastego, żeby jak najszybciej podpisał projekt”. Chodzi o zapowiedź marszałka Sejmu Władzimierza Czarzastego, że nie podda prezydenckiego projektu ustawy „SAFE 0”, dopóki Nawrocki nie podpisze „SAFE”.
Sakiewicz: „Z terrorystami się nie negocjuje, nie wolno szantażować prezydenta”. I dalej: „Reakcja prezydenta musi być stanowcza i ostra. Panie prezydencie, głosowaliśmy na pana, wiedząc, że pan jest fighterem [walczakiem]”.
Z anteny można też było usłyszeć, że „medialna presja na prezydenta trwa”.
O tym, jak wielką siłę ma przeciwstawianie się (retoryczne!) elitom, przekonał się Donald Trump. Tradycyjne media drażnił językiem i obietnicami od początku kampanii w 2015 i 2016 roku. Jednak przełomem okazało się nagranie wyemitowane w programie „Access Hollywood”, w którym Trump przechwala się: „Kiedy jesteś gwiazdą, pozwalają ci to robić. Możesz robić wszystko”. I opowiadał o łapaniu kobiet za cipki.
Początkowo w sztabie Trumpa uważano, że to koniec kampanii. A jednak nie.
„Był to jeden z pierwszych wglądów w przyszłość, gdy republikanie odkryli rozziew między tym, co oni uważali za niedopuszczalne, a przekonaniami wielu ich wyborców” – pisze amerykańska dziennikarka Maggie Haberman w biografii Trumpa zatytułowanej „Iluzjonista. Jak Donald Trump zmienił Amerykę”.
„Doświadczenie z Access Hollywood ostatecznie tylko wzmocniło przekonanie Trumpa, że republikanie – rozumiani znacznie szerzej niż początkowe grono jego zwolenników – nagrodzą go za stawianie oporu ludziom, wobec których czuli urazę: mainstreamowym mediom, ceznorskim elitom politycznym, które uważały się za strażników porządku i odpowiedzialności, i że niezależnie od tego, o czym będzie mowa, zawsze będzie mógł sprowadzić krytykę swoich wypowiedzi do «poprawności politycznej»”.
Oczywiście Polska to nie Ameryka, Nawrocki to nie Trump. Może się okazać, że z tematem bezpieczeństwa nie tak łatwo sobie poradzić za pomocą łoma z napisem „niemiecki-brukselskie elity”. Ale może się też okazać, że na wecie do SAFE Nawrocki nie straci tak wiele, jak dziś może się wydawać, właśnie dzięki temu, że znów zagrał suwerenistyczno-antysalonową kartą.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Komentarze