0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto Sajjad HUSSAIN / AFPFoto Sajjad HUSSAIN ...

Negocjacje trwały 19 lat, a ich efektem jest dokument, którego zapisy dotyczą około jednej czwartej światowej populacji. W poniedziałek 26 stycznia 2026 r. przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, szef Rady Europejskiej Antonio Costa oraz premier Indii Narendra Modi podpisali umowę handlową pomiędzy Unią Europejską a Indiami.

Doszło do tego podczas obchodów Dnia Republiki — jednego z dwóch najważniejszych indyjskich świąt narodowych. Umowa zakłada obniżenie ceł na większość artykułów w wymianie handlowej. Nie obejmuje jednak produktów rolnych z listy artykułów wrażliwych. To między innymi wołowina, drób, mleko w proszku, etanol, czosnek, ryż i cukier. Dlatego sprawa nie wywołuje takich kontrowersji, jak podpisana niedawno umowa pomiędzy Unią Europejską a krajami obszaru Mercosur.

„UE i Indie zapisują się dziś w historii, pogłębiając partnerstwo między największymi demokracjami świata. Stworzyliśmy strefę wolnego handlu dla 2 miliardów ludzi, co przyniesie korzyści gospodarcze obu stronom. Daliśmy światu sygnał, że współpraca oparta na zasadach wciąż przynosi znakomite rezultaty” – mówiła Ursula von der Leyen, która dla podkreślenia wagi dokumentu nazwała go „matką wszystkich umów”.

Przeczytaj także:

Umowa UE-Indie. Cła w dół

Jak zmieni się wysokość ceł? Obniżki będą dotyczyć:

  • europejskich samochodów – dziś cła wynoszą 110 proc., przez okres od pięciu do dziesięciu lat będą stopniowo obniżane do 10 proc.,
  • cła na piwo pójdą w dół ze 110 do 50 proc., na wódkę – ze 150 do 40 proc., na wino – ze 110 do 75 proc. i docelowo do 20 proc.,
  • w ciągu pięciu lat zniesione zostaną cła na oliwę — dziś to 45 proc. oraz pieczywo i słodycze — dziś objęte 50-procentowym cłem,
  • zniesionych zostanie większość wzajemnych ceł na maszyny (dziś to 44 proc. ), chemikalia (22 proc.) i na produkty farmaceutyczne (11 proc.),
  • w sumie zniknie około 96 proc. obowiązujących obciążeń.

Umowa UE-Indie może pomóc zwiększyć polski eksport do tego kraju, do tej pory osiągający niewielkie rozmiary. W Indiach głównie kupujemy elektronikę, tekstylia i farmaceutyki. Wartość importu to niemal 4,5 mld dolarów. W drugą stronę wysyłamy produkty o wartości 1,37 mld dolarów (dane GUS), a na liście eksportowanych towarów jest między innymi koks czy kauczuk syntetyczny.

„Niewątpliwie ta umowa z Indiami to jest dobra inicjatywa” – oceniał minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.

Von der Leyen przyjęta z honorami

O wagę nowej umowy handlowej i jej możliwe skutki – również geopolityczne – zapytaliśmy dr Aleksandrę Jaskólską, trenerkę zarządzania międzykulturowego specjalizującej się w gospodarce Indii, z firmy Cross Cultural Intelligence, badaczkę z Uniwersytetu Warszawskiego.

Marcel Wandas, OKO.press: Ursula von der Leyen z emfazą nazwała umowę handlową UE-Indie “matką wszystkich umów”. Czy słusznie?

Dr Aleksandra Jaskólska: To faktycznie bardzo ważne wydarzenie w relacjach Indie-Unia. Pamiętajmy, że negocjacje trwają od 2007 roku, zostały zamrożone w roku 2013 i zaledwie kilka lat temu były wznowione. Podpisanie umowy jest więc dużym sukcesem.

I celebrowanym z wielką pompą.

Można było umówić zwykłą wizytę międzynarodową i uścisnąć dłonie. Indie postanowiły jednak urządzić w związku z tym ogromne show. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oraz szef Rady Europejskiej Antonio Costa zostali zaproszeni jako goście honorowi na obchody Dnia Republiki. To wielkie wyróżnienie i potwierdzenie tego, że relacje z danym państwem lub aktorem niepaństwowym są ważne i istotne dla Indii.

Temat umowy przez ostatni tydzień rozgrzewa media, które powtarzają, jak duże możliwości otwiera ona przed tamtejszą gospodarką. W tę narrację włączyli się też unijni oficjele. Dla nich podpisanie tego dokumentu było szansą, by pokazać, że Unia potrafi odnaleźć się poza coraz bardziej niepewnym partnerstwem ze Stanami Zjednoczonymi. Indyjscy dziennikarze i komentatorzy widzą w podpisaniu tej umowy również pośrednią reakcję na to, co o Europie w Davos mówił Donald Trump.

Umowa UE-Indie. Długa droga do sukcesu

Negocjacje trwały długo i napotykały problemy.

Trzeba cofnąć się do roku 2000, gdy odbył się pierwszy szczyt Indie-Unia. Tam rozpoczęła się ta współpraca, co zaowocowało podpisaniem umowy o partnerstwie strategicznym w 2004 roku. W okolicach 2007-2008 roku unijni decydenci i indyjscy politycy podchodzili do współpracy z optymizmem, wydawało się, że UE i Indie mogą wspólnie bardzo szybko wiele osiągnąć. Ten miesiąc miodowy w relacjach jednak się zakończył, okazało się, że pojawiają się w rozbieżności, chociażby w podejście do zmiany klimatu czy kwestii broni atomowej. Przypomnijmy, że Indie nie podpisały Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej.

Dynamika tej współpracy osłabła, negocjacje spowolniły i utknęły w martwym punkcie. Zostały wznowione kilka lat temu już w zupełnie innej rzeczywistości. Indie teraz są w innym miejscu i przedstawiają zupełnie inny potencjał niż w 2007 czy 2013 roku. Dziś mówimy o czwartej co do wielkości gospodarce świata. Zmienił się też kontekst międzynarodowy, Unia Europejska chce otwierać się na nowe kierunki współpracy, co widać również po podpisaniu porozumienia z Mercosurem.

Indie też pod tym względem nie próżnują.

Umowa UE-Indie to nie wszystko. Władze w New Delhi podpisały porozumienia z Wielką Brytanią, Omanem, Nową Zelandią, a w 2024 roku z Europejskim Stowarzyszeniem Wolnego Handlu, do którego należą Norwegia, Islandia, Szwajcaria i Lichtenstein. Widać więc nasilenie tych ruchów zarówno po stronie UE, jak i Indii.

Rosja bliska Indiom, ale Modiego cechuje pragmatyzm

Wspomniała pani o roli Donalda Trumpa, ale wydaje mi się, że warto opisać też znaczenie Rosji dla gospodarki Indii. Niemal równocześnie z podpisaniem układu UE-Indie napłynęły do nas informacji o częściowej rezygnacji indyjskiego przemysłu z rosyjskiej ropy. Czy to przypadek?

Zarówno w Polsce, jak i innych krajach zachodnich mamy pewien stopień niezrozumienia relacji indyjsko-rosyjskich. Można odnieść wrażenie, że w Polsce są one przedstawiane jako niemożliwa do zachwiania przyjaźń. Dlatego też podpisanie układu mogło zostać odebrane jako tym większy sukces, niemal jak dokonanie niemożliwego.

To jednak zbyt duże uproszczenie. Relacje Indii i Rosji, a wcześniej ZSRR, od drugiej wojny światowej są bliskie. Rosja jest dla Indii istotnym partnerem politycznym i gospodarczym. Nie jest jednak tak, że jedynie Zachód skłonił Indie do dywersyfikacji dostaw ropy czy broni — ten proces trwa niezależnie od działań chociażby Unii Europejskiej.

Indusi sami dążą do tego, by nie opierać się na jednym kierunku dostaw. W przypadku przemysłu zbrojeniowego trwa to od około dekady. W przypadku ropy skok importu z Rosji nastąpił dopiero po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, gdy surowiec z tamtego kierunku znacznie potaniał.

Dziś pojawiły się nowe możliwości zakupu surowca w atrakcyjnej cenie z innych kierunków. Zbiegło się to ze zwiększonym naciskiem na dywersyfikację ze strony UE i USA, ale była to w stu procentach decyzja Indii. Po prostu bardziej im się to w tej chwili opłaca, ułatwi również stosunki z Zachodem. Indie chcą robić interesy ze wszystkimi, nawet jeśli z naszej perspektywy interesy niektórych z ich partnerów mogą się wykluczać.

Umowa UE-Indie bez rolnictwa

Warto pamiętać też, że wizyta von der Leyen w Delhi nie dotyczyła tylko kwestii gospodarczych. Podczas niej podpisano porozumienie o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa. Oczywiście z europejskiej perspektywy wiąże się z tym nadzieja, że Indie będą częściej wybierać europejskie technologie zamiast rosyjskich, ale przede wszystkim chodzi o budowanie wspólnych mechanizmów i standardów w tym sektorze.

Czyli Indiami rządzi pragmatyzm i poczucie, że są zbyt dużą i ważną gospodarką, by ją ignorować?

Indie rzeczywiście są czwartą pod względem wielkości gospodarką świata, a tamtejsze władze lubią to podkreślać. Nie wszystkie rankingi wyglądają jednak korzystnie dla tego kraju – można wspomnieć choćby o zestawieniach dotyczących korupcji czy wolności mediów. Wciąż niski jest też dochód na osobę. To zatem gospodarka, która wciąż się rozwija, i na której można jeszcze dużo zarobić, co będzie korzyścią i dla Indii, i dla Unii.

Warto podkreślić, że umowa nie obejmuje w ogóle kwestii związanych z rolnictwem. W tym przypadku obie strony ustąpiły, wiedząc, że trudno będzie porozumieć się z lobby rolniczym zarówno w Unii, jak i w Indiach. Tam protesty wywołały ostatnio zakupy produktów rolnych ze Stanów Zjednoczonych. Trzeba było więc wyłączyć ten sektor spod negocjacji, by doprowadzić sprawę do końca.

A czy to nie jest słabość tej umowy?

Mimo wszystko myślę, że dobrze się stało. Najważniejsze, że relacje pomiędzy UE i Indiami otrzymały nowy impuls rozwojowy. Niezależnie od podpisanego układu Polska eksportuje do Indii jabłka czy borówki. Mamy tu więc pewne sukcesy.

Indyjska klasa średnia może przesiąść się do Audi

Mówi pani, że na indyjskim rynku można sporo zarobić – zapewne będzie rosła tam klasa średnia, która może chętnie sięgać na przykład po europejskie samochody. Do tej pory dominują tam marki azjatyckie, jest też spory udział rodzimych firm. Umowa UE-Indie to zmieni?

Klasa średnia w Indiach już istnieje i już teraz dużo konsumuje. Posiadanie samochodu europejskiej produkcji jest tam wyznacznikiem statusu – kupno Audi czy Mercedesa to znaczny prestiż, ale 110-procentowe cła duszą ten popyt. Po wejściu umowy w życie cła zostaną obcięte do 10 proc. Taka stawka obejmie 250 tysięcy egzemplarzy rocznie.

To spora szansa dla europejskiego sektora motoryzacyjnego, ale obniżenie ceł budzi też wielkie nadzieje w Indiach. Przekaz jest jasny: oto my, indyjski rząd, obniżamy ceny dla was, obywateli.

Indie, czyli trudny rynek?

Kto jeszcze może zarobić na tej umowie? Czy widzi pani potencjał eksportowy na polskim rynku?

Rzeczywiście na rynku indyjskim można będzie zarobić, jest on chłonny, ma sporo potrzeb. Musimy jednak pamiętać, że istnieje duża konkurencja, obecnych jest tam wiele podmiotów z wielu państw.

Panuje stereotyp mówiący o tym, że Indie są rynkiem trudnym, na którym długo się negocjuje, ciężko coś osiągnąć. Na pewno można uznać, że to rynek wybredny, który najpierw trzeba poznać.

Mimo to na otwarciu tamtejszego rynku mogą zyskać firmy branży IT, ale też wartego 7 mld dolarów sektora beauty czy branży higienicznej. Korzyści mogą osiągnąć też firmy branży e-commerce i te zajmujące się digitalizacją różnorodnych usług. W Indiach rośnie również grupa osób bardzo zamożnych, a z nią popyt na towary luksusowe. Warto też pamiętać o sektorze wydobywczym. Mamy tu długie tradycje współpracy, przecież to polscy inżynierowie budowali w Indiach kopalnie w czasach Zimnej Wojny.

Do wejścia na indyjski rynek trzeba się jednak przygotować i zasięgnąć rad specjalistów. Mamy Polsko-Indyjską Izbę Gospodarczą, instytucje rządowe, ale też sektor prywatny – szkoleniowców, trenerów kompetencji międzykulturowych.

Umowa to nie wszystko

Są jednak i przeszkody dla tej współpracy, między innymi biurokratyczne. Podczas rozmów z przedstawicielami Indii– przedsiębiorcami, badaczami czy studentami często słyszę, że trudności z uzyskaniem wiz biznesowych i naukowych są coraz częstszym problemem. To znacznie utrudnia współpracę. W kolejkach można stać miesiącami, a i tak dostać odmowę.

Co można z tym zrobić?

Ursula von der Leyen zapowiedziała utworzenie przez Unię Europejską specjalnego legal desk – biura wsparcia, które ma usprawnić i przyspieszyć proces wydawania wiz. Jeśli te zmiany rzeczywiście wejdą w życie, będzie to korzystne nie tylko dla wymiany handlowej, ale także dla współpracy w nauce, technologii czy kulturze.

Znam przypadki przedsiębiorców, którzy mieli wieloletnie wizy Schengen, a ostatnio ich wnioski wizowe były odrzucane lub procedura przedłużała się o długie miesiące. Podobnie jest z badaczami, którym przedłużające się procedury krzyżują plany udziału w konferencjach czy projektach naukowych. Problem nie dotyczy tylko Polski i warto go rozwiązać.

;
Na zdjęciu Marcel Wandas
Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.

Komentarze