0:00
12 kwietnia 2022

Ukraińcy wracają na wojnę, Sokołów sądzi Strajk Kobiet

Trzecia rozprawa w sprawie protestu kobiet w Sokołowie Podlaskim wygląda księżycowo. Rozmowy przed salą rozpraw dotyczą Ukrainy, biorą w niej udział i przedstawiciele policji, i obwinieni, i publiczność. Polska się zmieniła, ale jak bardzo?

Wydrukuj

Na trzecią rozprawę młodych ludzi z Sokołowa Podlaskiego, którzy 28 października 2020 roku, po wyroku TK Przyłębskiej w sprawie aborcji zorganizowali protest Strajku Kobiet, przyjechali też aktywiści z Warszawy.

“Dużo w Sokołowie jest osób z Ukrainy?"

"Ponad 300”

“PESELi podobno 500 wydali”

“Tu pracownicy zakładów mięsnych ściągali rodziny”

“Pewnie, że trzeba im pomóc, ale czy Polskę na to stać”

Sprawa o protest sprzed półtora roku

Trzecia rozprawa w sprawie protestu kobiet sprzed półtora roku wygląda na tym tle bardzo dziwnie. Sąd przesłuchuje jednak kolejnego świadka — policjanta.

Sprawa wykroczeniowa, którą policja zrobiła kilkorgu młodym ludziom, w tym dwóm organizatorkom protestu, dotyczy tego, że uczestniczki i uczestnicy nadspodziewanie dużego marszu po wyroku TK Przyłębskiej w sprawie aborcji wznosili wulgarne okrzyki, z tłumu odpalono race, a w pewnym momencie niemieszczący się na chodniku tłum zszedł na jezdnię. A była to nie tylko główna ulica Sokołowa, ale droga krajowa.

Na poprzedniej rozprawie, jeszcze przed wojną w Ukrainie, zeznawali policjanci i starali się obciążyć organizatorki protestu (chodzą jeszcze do szkoły i nie chcą ujawniać swoich danych). 12 kwietnia zeznawał przedostatni świadek z policji i wyraźnie zmienił ton. Złagodził też swoje stwierdzenia w stosunku do zeznań złożonych w śledztwie.

To on odpowiadał za zabezpieczenie protestu. Mówił, jak dwa dni przed nim przyszły do niego dwie młode kobiety-organizatorki. Tłumaczył im, że taki protest jest trudny i że sprawa może wymknąć się spod kontroli. Organizatorki zapewniły go, że postarają się, by nie było wulgaryzmów i by trzymać się chodnika (rzecz w tym, że szerokość tego chodnika na trasie przemarszu zmienia się — co OKO.press widziało na miejscu). Świadek radził organizatorkom, żeby dobrały więcej ludzi do pomocy, bo same nie dadzą rady.

Wynikało z tego, że policjant wiedział, jak trudnego zadania podjęły się młode kobiety. Tymczasem dla dwóch organizatorek to był pierwszy protest w życiu. Zależało im na tym, bo sprawa jest zbyt poważna, by nie zabrać publicznie głosu. Omówiły z policją trasę, wymyśliły hasła (żeby nie były wulgarne, bo “starsi bez przerwy mówią, że młodzież jest wulgarna, a to nie o to chodzi”).

Policja obiecała im pomóc — zeznawał świadek — wydelegowała około 12 policjantów.

Hasła były, ale nie wiadomo, kto je skandował

Na protest przyszło jednak 450-500 osób (inne szacunki mówią o 1000 osobach). Idący na czele skandowali hasła, a kiedy w pewnym momencie pojawił się megafon, świadek, który szedł z tyłu usłyszał te nieszczęsne wulgaryzmy.

Sąd wyciągnął z niego (choć potem nie wszystko podał do protokołu):

  • Jebać PiS,
  • Morawiecki, chuj zdradziecki,
  • Wypierdalać.

Świadek jednak wyraźnie stwierdził, że nie wie, czy hasła te skandowały obwinione organizatorki (one same twierdzą, że nie). Powiedział nawet, że jego zdaniem “Jebać PiS” skandowały inne osoby, które do protestu dołączyły, żeby pomóc, i przejęły megafon.

Dopytywany przez policyjnego oskarżyciela, w jaki sposób mieszkańcy wyrażali oburzenie protestem, powiedział, że jedna pani powiedziała mu „Daj pan spokój” i machnęła ręką.

Z nikim więcej nie rozmawiał. Natomiast samochody, które przemarsz zatrzymał na ulicy, kiedy zajął jeden pas jezdni, trąbiły, ale “mogło być to także trąbienie z zamiarem poparcia”.

Marsz kobiet to nie procesja

Najwięcej czasu zajęło sądowi ustalenie, w jaki sposób publiczny przemarsz obywateli protestujących w obronie swoich praw zajął pas jezdni. Świadek zeznał, że choć to główna ulica miasta, ruch w ten sobotni wieczór był niewielki. Nic złego się nie stało — ale zagrożenie było. Wszystko skończyło się dobrze i na koniec organizatorki policji dziękowały,

ale - powiedział świadek - my na te podziękowania nie zasłużyliśmy.

Podobny wniosek OKO.press wyciągnęło z zeznań jego kolegów na poprzedniej rozprawie: policja nie doceniła determinacji kobiet, nie ściągnęła odpowiednich sił. Protest wymknął się spod kontroli, ale choć ludzie byli wściekli, skończyło się na hasłach i dwóch racach. Samochody poczekały, aż pochód przejdzie.

Teraz świadek dodał kilka ciekawych szczegółów: w Sokołowie stosunkowo często odbywają się publiczne przemarsze, ale że są one religijne, to organizatorzy zwolnieni są z obowiązku zgłaszania tego do zarządcy drogi. Mogą sobie zajmować jej pas. Protest kobiet wymagał takiego zgłoszenia, ale dla ludzi żyjących w świecie przemarszów religijnych nie musi być to oczywiste.

„Ale przecież nie będziemy porównywać protestów kobiet do pogrzebów? Za bardzo się pan mecenas zagalopował w tej obronie” - odpowiedział świadek na kolejne pytanie obrony.

Ukraińcy wracają z Sokołowa bronić kraju

Dochodzenie do prawdy trwało tym razem dwie godziny. Zanim sąd oceni, czy w Sokołowie doszło w czasie protestów kobiet do przewinienia i zważy, jaka była jego szkodliwość, a jakie wartości mogły mieć tu większe znaczenie, musi przesłuchać jeszcze jednego świadka. To ostatni policjant, niestety od wczoraj przebywa na trzymiesięcznym szkoleniu na drugim krańcu Polski. Sąd podejmie próbę ściągnięcia go na rozprawę za miesiąc.

“Ja już nic z tego nie pamiętam, to było tak dawno” - westchnął jeden z chłopaków obwinionych o użycie racy.

“Zna Pan organizatorki protestu?”

“Z widzenia”

“Ile Pan wtedy miał lat”

"Siedemnaście”

Po rozprawie wszyscy raz jeszcze zatrzymali się, żeby porozmawiać o Ukrainie.

“Jak ci faceci, którzy mieli w Sokołowie dobrą pracę, zaczęli wracać na Ukrainę, żeby walczyć, to byłem pod wrażeniem. A teraz, wiecie, to i dziewczyny wracają!”.

“Ale niektórzy Ukraińcy zachowują się brzydko wobec Polaków, sama słyszałam”.

“No, ale niektórzy Polacy też się źle zachowują za granicą”.

“Ale czy my damy radę ich utrzymać?”.

Pytam świadka: “Z Pana zeznań wnikało, że zorganizowanie zgromadzenia to jest trudne zadanie. Dziewczyny to ogarnęły”.

Świadek kiwa głową, ale dodaje: “A to nie było w mieście starszych, co by to umieli jeszcze lepiej ogarnąć?”.

Członkowie publiczności, którzy z Warszawy przyjechali kibicować obwinionym: “I za to je ciągacie do sądu?”.

Świadek poważnieje (bo do tej pory rozmowa jest bardzo przyjacielska): “Słuchajcie, my jesteśmy policjantami. Nie możemy rozstrzygać, czy pijaczek pod sklepem albo grupa ludzi na proteście może publicznie kląć. Od tego jest sąd”.

I tu świadek zwraca się do dziewczyn (chłopcy już poszli): “Sąd Wam powie, nie ja, czy miałyście prawo to zrobić. Od tego jest sąd”.

Tekst ten powstał w ramach projektu „Na celowniku”, który OKO.press prowadzi razem Archiwum Osiatyńskiego. Dokumentujemy działania osób zaangażowanych w obronę praworządności i praw jednostki w Polsce po 2015 r. Staramy się opisać represje, jakim zostali poddani aktywiści. A także to, jak państwo stara się wypchnąć ich ze sfery publicznej i zniechęcić do zabierania głosu.

Projekt prowadzimy od 2021 r. Początkowo wspierała nas w tym norweska Fundacja Rafto; od 2022 r. - amerykański German Marshall Fund.

Materiały zebrane w 2021 r. podsumowaliśmy raporcie opublikowanym na początku 2022.

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne