0:00
30 stycznia 2022

W imię córki nie odpuszczę. 20-latki z małej miejscowości na celowniku władz

To historia o tym, jak państwo zmusza do protestu dziewczyny, które chcą tylko normalnie żyć. A potem ściga je, nie zważając na koszty. Byle były cicho. Ale one już cicho nie będą. Bo: "Gdyby urodziła mi się kiedyś dziewczynka, miałaby spory problem w postaci państwa"

Wydrukuj

Zorganizowały protest Strajku Kobiet w małym mieście. Zgłosiły zgromadzenie na policji, przez miasto pokojowo przeszło 1500 osób, nic się nie stało i policja była zadowolona. Po 11 miesiącach przyszło jednak wezwanie na przesłuchanie. A teraz jest sprawa w sądzie - po kolei zeznają policjanci, którzy jednak dopatrzyli się winy dwóch młodych kobiet.

W mieście 100 km od Warszawy.

Magda, 21 lat: Miałam proste plany na życie. Ogarnąć pracę, w której się odnajdę i nie wypalę od razu, założyć dom, bo mam partnera. Myśleliśmy o dzieciach, a właściwie o dziecku.

No i jak to się z tym Trybunałem stało - a przecież ja mogłabym urodzić córkę! - to już było dla mnie za dużo.

Anka, 19 lat: Mama była przeciw. Bardzo była zła, że się w ten strajk zaangażowałam.

Magda: Moja też. Ale dała sobie wytłumaczyć i teraz jest OK. Ona nawet nie wiedziała, że zabrali kolejną możliwość aborcji.

W mieście mówią, że szkoła może ukarać za strajk

Anka i Magda chodzą jeszcze do szkoły. Jedna do dziennej, publicznej, druga – do płatnej weekendowej. Co ma pewne znaczenie, bo o szkołach publicznych chodziły plotki, że za udział w Strajku Kobiet będą tam obniżać oceny ze sprawowania. Co niepokoiło rodziców. W płatnej szkole nikt sobie na to nie pozwoli.

Dziewczyny machnęły na te strachy ręką.

Wezwanie na komisariat przyszło po 11 miesiącach od protestu Strajku Kobiet w listopadzie 2020. Na komisariat poszły bez prawnika - myślały, że to nieporozumienie i zaraz wszystko się skończy.

Nie skończy się nawet na jednej rozprawie, bo 16 grudnia 2021 roku sąd nie zdążył przesłuchać wszystkich policjantów. Obwinili oni dziewczyny o naruszenie art. 90, 116 i 141 kodeksu wykroczeń. To znaczy o blokowanie drogi, o to, że nie wszyscy mieli tam maseczki, no i o hasła - niosące się przez całą Polskę "Je*ać PiS".

8 lutego 2022 kolejna rozprawa.

Gdyby nie posłanka opozycji, nie miałyby prawnika także w sądzie – ale posłanka pilnowała protestów w swoim okręgu wyborczym, skontaktowała z dziewczynami, dała namiary na prawnika.

Nie mogę napisać, jaka to posłanka, jakie to miasto, ani kim są moje bohaterki. Zmieniłam im imiona, bo poprosiły o całkowitą anonimowość.

Jeśli ktoś nie jest bardzo popularny w swojej grupie rówieśniczej, to przez taki artykuł może się wystawić na hejt w sieci - wyjaśniły. - "My jesteśmy takie raczej odspołecznione".

Co oznacza małą liczbę znajomych w mediach społecznościowych. Ale bardzo chciały mieć "swój strajk". I postarały się, żeby był.

O proteście kobiet mówią właśnie tak: "Nasz strajk".

Anka i Magda: Jak się robi strajk

"O tym, że są protesty w Polsce, dowiedziałyśmy się w internecie. Wstawiłyśmy więc posty na Tik-Toka, na Facebooka, na Instagrama – po prostu udzielałyśmy się w mediach. Przekazywałyśmy dalej, że się nie poddamy, że tak nie może być.

Po prostu, z wyrokiem tego Trybunału to było przegięcie.

W naszym mieście był organizowany protest – ale tylko jednego dnia. Pomyślałyśmy, że to za mało. Zaczęłyśmy zapraszać znajomych z Facebooka i sąsiadów. Potem zaprosiłyśmy koleżankę, która ma bardzo dużo znajomych na fejsie i insta.

Na całą organizację było mało czasu, bo chciałyśmy nasz strajk zrobić w dniu, kiedy cała Polska stawała. Na ulotki, plakaty, bannery i na zgłoszenie tego na policji były tylko dwa dni.

Trochę bałyśmy się zgłaszać to na policji, ale dowiedziałyśmy się, że tak trzeba.

I policja wcale nas nie zniechęcała.

Policjant wyższy stopniem powiedział tylko, że jak będzie dużo ludzi, to tego nie ogarniemy – ale oni są od tego. No i przyszli w dwa radiowozy i sześciu czy dziewięciu policjantów. A ludzi było 1500. My na czele".

Strajk w granicach prawa, żeby był wybór

"My nie jesteśmy za całkowitą dowolnością aborcji, za samowolą, ale za tym, żeby był wybór. Decyzja w sprawie dziecka dotyczy całego życia kobiety i jej partnera. Bywają takie sytuacje, których się nie przewidzi.

Jedna powie, ok, urodzę i co będzie, to będzie. Ale co, jeśli już wiadomo, że braknie na jedzenie, na lepszą szkołę? To są poważne decyzje. Zwłaszcza jeśli dziecko jest poważnie chore, albo wiadomo, że umrze zaraz.

Miałyśmy banner »Nasze ciało nasz wybór«. I hasła na karteczkach – takie z internetu, najbardziej popularne. Ale to były takie raczej hasła spokojne – nieurażające, nie chciałyśmy mieć problemów i żeby ludzie ich nie mieli. Ale jedna dziewczyna skandowała »Je*ać PiS« i »Wypierdalać«. I z tłumu były takie hasła.

Jak idzie tyle osób, to to jest słabo sterowalne. Policjanci próbowali utrzymać pochód na chodniku, ale ludzie zeszli na jezdnię. Zajęli jej połowę jak na pielgrzymce. Korka przez to nie było – tylko samochody jadące w przeciwną stronę zwalniały i trąbiły: ta - ta - tam, ta - ta - tam. Czyli z poparciem dla nas. I to jest teraz na ten zarzut o blokowanie drogi.

Pewnie niektórzy nie mieli maseczek – no to mamy zarzut nieprzestrzegania obostrzeń covidowych. Nielegalny, bo nie było wtedy podstawy prawnej do tego [faktycznie – ustawa, która pozwoliła nakładać na osoby zdrowie obowiązek noszenia maseczek, weszła w życie w miesiąc po proteście Anki i Magdy – i one dobrze to wiedzą – red.]

Trwało to półtorej godziny. Ludzie się rozeszli, myśmy jeszcze spytały policjantów, czy było OK.

A oni, że OK.

Teraz oni wszyscy zeznają przeciw nam w sądzie" — mówią Anka i Magda.

Zdaniem policji było OK, ale policja jest zmienna

"Jak we wrześniu przyszło wezwanie na policję, to w ogóle nie wiedziałyśmy, o co chodzi. Prosiłam o wyjaśnienie tego, co mnie przesłuchiwał, a on »Od zadawania pytań jestem ja, a nie ty«.

Tak, mówił do mnie per »ty«. I wyglądało, że bardzo nie lubi Strajku Kobiet" — mówi Anka.

Magda została wezwana zaraz po niej. A z Magdą i tak przyszła na komisariat, żeby nie była sama.

Jak zainteresowałyśmy się polityką

Magda: "Nie interesowałyśmy się polityką. Jakieś dwa lata temu zobaczyłam, że coś jest nie tak. Nie, nie w telewizji, bo oni tam pierdzielą trzy po trzy. Szczegółów też pani teraz nie podam – ale chodziło o to, że oni jedną aferę przykrywają następną. Widać było, że to coś słabego jest, a oni to tuszują.

No i z covidem to już jasno było widać. Że te przepisy nie mają podstaw w prawie. Zaczęłam to sprawdzać, szukać w sieci ludzi inteligentnych, którzy się na tym znają. To było wiosną 2020.

Miałam proste plany na życie. Ogarnąć pracę, w której się odnajdę i nie wypalę od razu, założyć dom, bo mam partnera. Myśleliśmy o dzieciach, a właściwie o dziecku.

No, ale jak to się z tym Trybunałem stało, a ja sobie jeszcze pomyślałam, że mogłabym urodzić córkę! - to już było dla mnie za dużo"

- mówi Magda.

Konstytucja 100 km od Warszawy

"My doskonale wiemy, że nasz strajk jest legalny. Jest prawo zgromadzeń, a protesty są po to, żeby było widać, że coś złego się dzieje. My to właśnie chciałyśmy pokazać – i nie chciałyśmy żadnych rozrób. I rozrób nie było" - mówią Anka i Magda.

W sprawie tej - oprócz Magdy i Anki - policja zidentyfikowała osoby, które odpaliły na proteście race dymne, i osobę, która krzyczała wiadome hasło przez megafon. One się przyznały. Anka i Magda – nie, bo są pewne, że nic złego nie zrobiły.

W nagraniach przedstawionych w sądzie nie ma śladu, by Anka i Magda krzyczały "Je*ać PiS" — zauważa ich prawnik.

Atak na dziewczyny jest typowy — w całym kraju po protestach Strajku Kobiet policja kieruje sprawy wobec aktywistek i aktywistów, których dane znała przed protestem. Atakuje aktywnych.

Skądinąd wątpliwe jest, czy hasło "Je*ać PiS" jest wulgaryzmem – ze względu na sytuację, w jakiej go użyto. Precyzyjnie punktuje to w analizie prawnej prof. Michał Romanowski.

Kobiety w Polsce zostały jesienią 2020 roku pozbawione praw, nie było parlamentarnej debaty ani tym bardziej konsultacji społecznych. Po prostu orzekł tak uzależniony od władzy politycznej Trybunał Konstytucyjny. Protestujący ostrzegali – tak jak mogli – że przez ten wyrok kobiety będą umierać. I tak się stało. Sąd będzie więc decydował o sprawie wiedząc o śmierci Izabeli z Pszczyny.

W sprawie Anki i Magdy ważna jest jeszcze rzecz: inaczej niż się to dzieje w wielu podobnych przypadkach w kraju, sąd nie wydał na wstępie wyroku nakazowego (wyroki nakazowe, a więc bez rozprawy, wydawane są, jeśli zdaniem sądu sprawa nie budzi wątpliwości — ukarany może wtedy złożyć sprzeciw i dopiero wtedy sprawa stanie na rozprawie).

Sąd uznał, że jednak sprawie trzeba się dobrze przyjrzeć, stąd rozprawa i odbieranie zeznać od kolejnych policjantów.

Co na to rodzina?

Mama Anki była zła, że się w ten strajk angażuje. I jeszcze były te pogłoski w szkole, że za strajk będą ograniczać oceny – ale to się chyba nie potwierdziło.

Mama Magdy też była zła, ale o to, że córka ten protest organizuje. Co innego pójść na protest – w tłumie, by Magdy nie wyłapali.

Magda: "Ale jej tłumaczyłam, że w naszym mieście nie było już strajku, a do innych miast to trzeba mieć samochód, żeby dojechać.

I jeszcze jej wyjaśniłam, jaka to ważna sprawa, bo mama się nie orientowała, że kolejną opcję aborcji zabrali.

Teraz już nie ma do mnie pretensji. I dzięki mnie jest na bieżąco".

Anka i Magda: "W naszym mieście niewiele osób jest przeciw strajkowi. Pytałyśmy się ludzi - sąsiadów, w sklepie. I tylko ze trzy osoby powiedziały, że są przeciw. Były starsze i mówiły, że są za PiS".

Co dalej, dziewczyny?

Magda: "Nie wiem. Zajmuję się swoim życiem. Okaże się. Ale jeśli będzie się działo, tak jak się dzieje, to będę coś robić. Nie chce stać bezczynnie. Ale nie będę organizować strajku. Bo najgorsze było nie to z policją, tylko ta zawiść między różnymi grupami strajku. Że jedno miasto chce przebić drugie. I ten brak współpracy to nas zniechęcił".

Wątek konkurencji między różnymi grupami protestu to już inna, osobna sprawa. Magda zaznacza jednak wyraźnie, że to ważne.

Tekst ten powstał w ramach projektu „Na celowniku”, który OKO.press prowadzi razem Archiwum Osiatyńskiego. Dokumentujemy działania osób zaangażowanych w obronę praworządności i praw jednostki w Polsce po 2015 r. Staramy się opisać represje, jakim zostali poddani aktywiści. A także to, jak państwo stara się wypchnąć ich ze sfery publicznej i zniechęcić do zabierania głosu.

Projekt prowadzimy od 2021 r. Początkowo wspierała nas w tym norweska Fundacja Rafto; od 2022 r. - amerykański German Marshall Fund.

Materiały zebrane w 2021 r. podsumowaliśmy raporcie opublikowanym na początku 2022.

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne