Rekordowy upał będzie testem dla polskich miast, a w niektórych z nich będzie szczególnie trudno wytrzymać. Powód? Betonoza.
Szanse na rekord są większe niż mniejsze — pokazują prognozy na końcówkę czerwca. W ostatni weekend miesiąca do Polski dotrze potężny upał, z którym od ponad tygodnia mierzą się kraje zachodu Europy. Musiał radzić sobie z nią między innymi Paryż, a sytuację w stolicy Francji opisywała na łamach OKO.press Olga Byrska: „Końcówka czerwca 2026: jest 8:20 rano, a moja aplikacja pogodowa ocenia temperaturę w Paryżu na 30°C. Mam szczęście: mieszkanie, które wynajmuję, znajduje się na parterze i zimna otchłań piwniczna obniża w nim temperaturę o kilka stopni.” W ciągu kolejnych kilka polskich miast może zbliżyć się do paryskiego scenariusza. Betonoza wielu osiedli nie pozwoli na wytchnienie.
Według przewidywań modelu EMCWF (z dużą dokładnością na 10 dni do przodu) w weekendowe noce nawet ponad 30 stopni pokażą termometry w województwie lubuskim. Jeszcze dokładniejszy model Hybrid 1.0, używany przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, wskazuje na maksymalnie 41,3 stopnia w cieniu Zielonej Górze w niedzielne popołudnie. To o ponad stopień więcej, niż wynosi najwyższa temperatura w historii pomiarów w Polsce – 40,2 w Prószkowie koło Opola. W Gorzowie Wielkopolskim temperatura ma sięgnąć 41,1 stopnia, w Poznaniu- „zaledwie” 38,7. Równe 40 stopni mają pokazać termometry w Warszawie, w Krakowie ma być 38,2 stopnie, a trudny do zniesienia skwar będzie panował również nad zwykle nieco chłodniejszym morzem – w Gdyni synoptycy zapowiadają 38,1 stopnia.
Jak Polskie miasta, gdzie najtrudniej zbić temperaturę, poradzą sobie w tej sytuacji? W niektórych z ich łatwo o „efekt piekarnika” – mówi w rozmowie z OKO.press ekspertka.
Przed upałem ostrzega Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, które rozesłało wiadomości tekstowe z ostrzeżeniami. PKP Intercity ułatwia proces zwrotu biletu, widocznie spodziewając się problemów na torach. Zwykle za zwrot potrącana jest kwota 15 proc. jego ceny – na weekend przewoźnik rezygnuje z tej zasady.
Już w czwartek pasażerowie składu jadącego z Gdyni do Berlina musieli radzić sobie ze skutkami awarii klimatyzacji i temperaturami sięgającymi 44 stopnie w wagonach, w których nie było klasycznie otwieranych okien – jedynie niewielkie lufciki.
Upał jest też przyczyną nadzwyczajnego posiedzenia Komitetu Stałego Rady Ministrów. Politycy mają rozmawiać na temat rozporządzenia resortu pracy, które ma wprowadzić maksymalny poziom temperatury, po którego przekroczeniu prace w niektórych sektorach gospodarki będą wstrzymywane. Nie jest jasne, od kiedy rozporządzenie będzie działało – ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk twierdzi, że przedsiębiorcy będą musieli mieć czas na wdrożenie zmian.
A co robią lokalne władze? Zapytaliśmy o planowane działania antyupałowe urzędy miejskie w Gorzowie Wielkopolskim i Zielonej Górze, a także urzędy marszałkowskie województwa lubuskiego i dolnośląskiego – bo to tam prognozowane są najtrudniejsze do zniesienia temperatury.
Chcieliśmy dowiedzieć się, czy władze rozważają udostępnienie klimatyzowanych hal sportowych, muzeów, urzędów i innych miejsc zarządzanych przez samorządy osobom, którym upał szkodzi najbardziej. Zapytaliśmy też, czy klimatyzacja w pojazdach transportu publicznego wytrzyma w zderzeniu z temperaturami przekraczającymi 40 stopni. Z Zachodu znane są przypadki awarii systemów chłodzenia przez taki upał. Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego na szczycie swojej strony internetowej informuje za to o zakończeniu roku szkolnego i życzy miłych wakacji uczniom.
Nie znaczy to jednak, że lokalne władze nie robią zupełnie nic. Na ulice Gorzowa wyjadą polewaczki, które mają schładzać asfalt. Koncerty z serii Dzień Dobry Gorzów zostały przeniesione pod dach – do Miejskiego Centrum Kultury.
W bardzo wielu miastach na placach i skwerach staną zraszacze. W Krakowie magistrat postanowił o tymczasowym zamknięciu postoju dorożek na Rynku Głównym. Na ulicach pojawiły się też beczkowozy z wodą pitną. Gdański Urząd Miasta przypomina, że mieszkańcy i turyści mogą korzystać z miejskich zdrojów i pitników. Dodatkowo w Parku Oruńskim za darmo będzie można dostać wodę gazowaną z saturatora. Warszawa wyznaczyła 150 „miejsc chłodu” – czyli lokali w miejskim zarządzie, wyposażonych w klimatyzację.
Wszystko to może mieć sens — szczególnie ten ostatni pomysł, z którego mogłyby korzystać również inne miasta. Mimo to na dłuższą metę musimy postawić na więcej niż doraźne działania. Mówi nam o tym prof. Anna Januchta-Szostak z Zakładu Projektowania Zrównoważonego Politechniki Poznańskiej.
„Upał i fale upału są przyczyną zwiększonej śmiertelności z powodu powikłań zdrowotnych, szczególnie wśród osób starszych. Musimy więc myśleć również o demografii i o tym, że nasze miasta się starzeją, że mamy coraz większą populację seniorów. I szczególnie tym osobom – również osobom w kryzysie bezdomności, nierzadko starszym – musimy zapewnić miejsca, które ratują życie. Miasta podejmują różne działania, chociażby tworząc miejsca chłodu, czyli udostępniając klimatyzowane obiekty użyteczności publicznej, gdzie można wejść, schłodzić się, przeczekać największy upał” – mówi nam ekspertka.
„Natomiast problemem dla osób starszych jest dostępność do informacji i dojście lub dojazd. Nie wszyscy korzystają z Internetu, nie wszyscy mają smartfony, a nawet nie wszyscy odczytają SMS-a, dlatego bardzo istotne jest budowanie więzi społecznych i uwrażliwianie społeczności sąsiedzkich na potrzeby seniorów” – zwraca uwagę Januchta-Szostak. Jednocześnie zachęca, by na mapy temperatury w miejskim krajobrazie nakładać mapy demograficzne – by władze lokalne wiedziały, gdzie najbardziej potrzebna jest pomoc w czasie
Gdzie będzie najciężej? Z pewnością nie warto wybierać się na betonowe rynki, na których i bez temperatur dochodzących do 40 stopni można usmażyć jajko. W trudnej sytuacji są jednak również mieszkańcy wielu nowych, deweloperskich osiedli. Ich betonowe powierzchnie łatwo się nagrzewają, trudniej chłodzą.
„Nieco łatwiej przetrwać upał na osiedlach z wielkiej płyty. W PRL-u obowiązywały standardy urbanistyczne przewidujące większą powierzchnię zieleni osiedlowej, a wysoka zabudowa pozwalała uwolnić przestrzeń między budynkami dla zieleni i rekreacji. Dzisiaj te osiedla mają 50-letnie drzewa, które dzięki zacienianiu i transpiracji tworzą mikroklimat łagodzący fale upałów” – twierdzi profesor Januchta-Szostak.
"Natomiast współczesne osiedla deweloperskie, w których wyciska się PUM, czyli powierzchnię użytkową mieszkań do ostatniego metra kwadratowego, nie pozostawiając miejsca na drzewa, działają jak piekarniki.
W ciasnych, betonowych kanionach o szklanych ścianach, gdzie nie mamy otwartego horyzontu, dochodzi do odbić wielokrotnych – a więc tworzą się wąwozy ciepła,
jeśli nie ma możliwości ich przewietrzania. Nowe budynki z jednej strony są często lepiej zaizolowane termicznie – co ważne zarówno zimą jak i latem, ale z drugiej – są częściej wyposażone w systemy klimatyzacyjne, które chłodzą wnętrza, ale wyrzucają ciepłe powietrze na zewnątrz, podgrzewając miasto. Tymczasem drzewa działają jak naturalne klimatyzatory miejskie" – zaznacza naukowczyni.
I to właśnie drzew, a także innej zieleni – na przykład tej na dachach czy tej w formie wijących się po ścianach pnączy – potrzebujemy bardziej, niż faktycznych klimatyzatorów – ocenia Januchta-Szostak. Trzeba pamiętać, że instalacje te z jednej schładzają wnętrza, jednak wyprowadzają ciepło poza budynki, dogrzewając wybetonowane podwórza i upchane między blokami parkingi.
„Co więcej, kamień, beton, czy cegła doskonale kumulują ciepło i oddają je do otoczenia w ciągu nocy, co powoduje zjawisko nocy tropikalnych – czyli tych, kiedy na termometrach mamy powyżej 20 stopni. Do tego dochodzi brak przewietrzania i emisje ciepła antropogenicznego, głównie z samochodów i właśnie klimatyzatorów. I mamy przepis na »miejski piekarnik«” – mówi nam Januchta-Szostak.
„Mówiąc o działaniach adaptacyjnych, warto podkreślić nie tylko te doraźne – które są reakcją na zagrożenie, ale przede wszystkim prewencyjne, które pomagają zapobiegać lub łagodzić ekstrema pogodowe, i długofalowe – umożliwiające transformację miast z myślą o przyszłości – bo trzeba pamiętać, że to, co dziś jest wyjątkiem, za kilka lat stanie się normą. I tutaj najważniejsza jest błękitno-zielona infrastruktura” – mówi naukowczyni. O co chodzi? O parki, skwery, miejskie lasy, doliny rzeki i tereny podmokłe, które powinny tworzyć korytarze chłodu i przewietrzania miasta.
„Dzięki nim zapobiegamy tworzeniu się »miejskich piekarników«, bo na osiedla i do centrów miast, gdzie zwykle jest najcieplej, dociera chłodniejsze powietrze” – podkreśla ekspertka.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Komentarze