Kobiety są od opieki, a mężczyźni od zarabiania - tak wciąż myślą polscy politycy. Tymczasem więcej równości i zaangażowanie ojców to nie tylko lepsza sytuacja kobiet na rynku pracy, ale także... więcej dzieci. UE zachęca do dłuższych urlopów tylko dla ojców, Sejm i Senat są przeciw, bo to "szczególnie jaskrawy przykład nadmiernej ingerencji w życie rodziny"

Rekordowe 708 tys. osób skorzystało w 2017 roku z prawa do urlopu na opiekę nad dziećmi – podało 26 stycznia 2018 Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. To aż o 39 tys. więcej niż w 2016 roku. Wzrost wynika przede wszystkim z demografii. Z wstępnych danych GUS  wynika, że w 2017 roku pękła bowiem granica 400 tys. urodzeń (ok. 403 tys.).

W 2017 roku urodziło się o 21 tys. więcej dzieci niż w roku 2016 i o 34 tys. więcej niż w 2015.



Płatne urlopy rodzicielskie są w miarę bezbolesną szansą na zagwarantowanie opieki dzieciom, dla których brakuje miejsca w żłobkach. W miarę, bo urlop brany przez matkę oznacza poważne ryzyko utraty pracy – wielu pracodawców wbrew prawu wciąż zwalnia kobiety na urlopach (lub tuż po urlopach).

Ile jest skarg na zwolnienie ze względu na rodzicielstwo? OKO.press zapytało o to Państwową Inspekcję Pracy – czekamy na odpowiedź.

Pewne jest, że miejsc w żłobkach wystarcza jedynie dla 9 proc. dzieci – 93 tys. spośród ponad miliona w wieku od 20 tygodnia do trzech lat.



Podejście pracodawców się poprawia, bo muszą zabiegać o pracowników. Mamy rekordowo niskie bezrobocie – w 2017 roku spadło do najniższego poziomu od 1991 roku.

Wciąż jednak polskie rodziny trawi problem nierównej opieki nad dziećmi. Na wyrwę w pracy i zajęcie się dzieckiem znacznie częściej decydują się kobiety niż mężczyźni. W 2017 roku z jakiejkolwiek formy urlopu skorzystało 519 tys. kobiet. i – ponad dwa i pół razy mniej mężczyzn – 188,7 tys.

Ta różnica wygląda na niedużą, ale prawdziwe dysproporcje pojawiają się, gdy weźmiemy pod uwagę długość na urlopach. Ojcowie najczęściej wybierają przysługujący tylko im dwutygodniowy urlop ojcowski. W 2017 roku było ich 174,2 tys. – to wzrost o 27,8 tys. w porównaniu do 2016 (z czego śmiało możemy założyć, że 21 tys. to liczba z „baby boomiku”).

Natomiast z rocznego urlopu rodzicielskiego, który jest przedłużeniem obowiązkowego 20-tygodniowego macierzyńskiego (dla kobiet z możliwością podzielenia się z „drugim rodzicem” od 15. tygodnia) skorzystało zaledwie 4,2 tys. mężczyzn.

Kobiet było 100 raz więcej – 402,4 tysiące.

Dowolność nie niesie zmiany

Doświadczenia innych państw pokazują, że prawo (takie jak w Polsce), które zostawia rodzicom wybór jak podzielić się urlopem nie wyrównuje sytuacji kobiet i mężczyzn, a tylko umacnia tradycyjne role w rodzinie. Jak włączyć ojców w opiekę nad dziećmi?

Najprostszym sposobem jest wprowadzenie nieprzenoszonych, dłuższych urlopów dla drugiego rodzica.

Wszystko na zasadzie uprawnień typu „use it or lose it” (skorzystaj albo strać); wbrew konserwatywnej krytyce nie ma „państwowego przymusu”: państwo prowadzi antydyskryminacyjną politykę zachęcania, ale niczego nie wymusza. W Niemczech obowiązuje  12 miesięczny urlop rodzicielski (do wyboru, ale najczęściej bierze go matka) plus dwa miesiące zarezerwowane dla „drugiego rodzica” (najczęściej – ojca). Taki podział 14-miesięcznego urlopu wprowadziła „wielka koalicja” SPD i CDU – nie bez społecznego oporu – w 2007 roku.

Zaledwie w ciągu siedmiu lat odsetek dni urlopu, z których skorzystali ojcowie wzrósł w Niemczech z 3 do 35 proc.

– podaje Dorota Szelewa z Fundacji ICRA i University College Dublin.

Co nie działa w Polsce?

Dorota Szelewa mówi OKO.press: „Żeby zrozumieć tak znikomy w Polsce – 4 procent! – udział ojców w urlopach rodzicielskich musimy wrócić do 2013 roku, kiedy zmieniano prawo. Już wtedy toczyła się dyskusja, czy do 6 miesięcy urlopu macierzyńskiego (z czego 14 tygodni to te obowiązkowe dla matki) nie dołożyć miesiąca dla drugiego rodzica. Zabrakło woli politycznej, mimo że eksperci zajmujący się polityką rodziną i społeczną alarmowali, że dodatkowe miesiące na zasadach wyboru nie zachęcą ojców do korzystania z uprawnień”.

Wygrała narracja, że nie można wymuszać zmiany kulturowej i że przyjdzie ona sama. Ale to może potrwać nawet dziesięciolecia. Dlaczego?

Po pierwsze, luka płacowa. Różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn sprawiają, że dla rodzin bardziej opłacalne (mniejsza strata w dochodzie) jest, gdy to kobieta korzysta z uprawnień. Zasiłek jest bowiem wprost zależny od wynagrodzenia (za cały okres 12 miesięcy – 80 proc.), a zarobki kobiet to średnio tylko 64,5 proc. zarobków mężczyzn.

Chociaż Polska w ostatnich latach pnie się w górę w rankingach równości płac (raport PwC „Kobiety w pracy 2017”) – o 10 pozycji w ciągu 15 lat (najszybciej między 2014 a 2015) – to wciąż jesteśmy na szarym końcu w aktywizacji zawodowej kobiet. W 2015 roku pracowało tylko 61 proc. Polek w wieku produkcyjnym. To wynik gorszy niż 17 krajów UE . Najlepsza była Islandia – 85 proc.

 



Po drugie, stereotypy. Kobiety – piastunki – są od sprawowania ról opiekuńczych, a mężczyźni – od ról żywiciela. Ten tradycyjny podział ról przekłada się też na miejsca pracy.

Dorota Szelewa: „Pracodawcy obawiają się, że kobieta wykorzysta całą dostępną rodzinie przerwę w zatrudnieniu (urlopy, zwolnienia na opiekę nad dzieckiem itd.) i to powoduje dodatkową dyskryminację. Po prostu faworyzowani są mężczyźni, jako pracownicy, którzy nie korzystają uprawnień.

Społeczne oczekiwania są podobne: wraz z powiększeniem rodziny ojcowie mają pracować więcej. Dane eurostatu pokazują, że mężczyźni, którzy zostają ojcami mają wyższy poziom zatrudnienia niż ci bezdzietni i odsetek pracujących rośnie wraz kolejnymi dziećmi. Odwrotnie jest w przypadku kobiet.

To klasyczny przykład kary za macierzyństwo i premii za ojcostwo”.

Politycy, odważniej!

Urlopy ojcowskie w Polsce są krótkie, ale z roku na rok korzysta z nich coraz więcej mężczyzn.

Dorota Szelewa:  „Widać, że rozwiązanie tzw. nieprzenaszalnych uprawnień – sprawdza się i u nas. Fakultatywne urlopy w Polsce to de facto urlopy dla matek. Problemem polskiej debaty jest, że ewentualne przekazanie dwóch miesięcy – z dzisiejszej rocznej puli – dla drugiego rodzica będzie odczytywane jako zabieranie matkom. Najlepiej byłoby rozszerzyć roczne urlopy o kolejne dwa płatne miesiące dla ojców, na wzór niemiecki”.

Oczywiście urlopów nie można wydłużać w nieskończoność. Optymalna ilość – bez niekorzystnych skutków dla kariery – to około rok.

Dorota Szelewa: „Wzorcowa jest Islandia. Większość krajów decydowała się na stopniowe wydłużanie urlopów dla ojców – co kilka lat dokładając kolejny miesiąc. Islandia od razu wprowadziła miesięczny system zmienny 3-3-3, co oznacza, że ojciec musi z tego minimum trzy miesiące, inaczej przepadną.

To spowodowało skokowy wzrost zaangażowania ojców, co zbiegło się z najwyższą w UE dzietnością. Ta reforma – choć nie od razu rozumiana – odniosła tak spektakularny sukces właśnie dlatego, że była odważna i wyprzedzała zmiany w społeczeństwie”.

Zaangażowani ojcowie to większa dzietność

Dla rządu PiS, dla którego kwestie demografii są kluczowe, zachętą do wydłużenia urlopów ojcowskich powinny być badania, które pokazują, że zaangażowanie ojców w opiekę nad pierwszym dzieckiem, zachęca kobiety do decyzji o posiadaniu drugiego. Socjolożka z Uniwersytetu w Sztokholmie Livia Olah, na podstawie badań w Szwecji i na Węgrzech wywnioskowała, że preferencje kobiet zależą właśnie od postawy ich partnerów po narodzinach pierwszego dziecka.



Dorota Szelewa: „Ojcowie, którzy korzystają z urlopów – w większym stopniu włączają się w opiekę nad dziećmi i inne obowiązki domowe. Nie chodzi tylko o czas korzystania z urlopu, ale o przenoszenie tych zachowań na cały okres wychowania dziecka. Innymi słowy, urlopy ojcowskie mają olbrzymie znaczenie dla wytworzenia bardziej partnerskiego podziału ról w rodzinie. Pojawiły się też pierwsze wyniki oceniające wpływ zaangażowania ojców na rozwój dzieci: aktywny tata wpływa pozytywnie na ich kompetencje poznawcze i społeczne”.

KE popycha do równości, Sejm i Senat są przeciw

W 2017 roku Komisja Europejska przygotowała projekt dyrektywy ws. równowagi między życiem zawodowym a prywatnym rodziców  (ang. work and life balance). Wprowadza ona między innymi:

  • prawo do dwóch 4-miesięcznych urlopów płatnych tak jak na zwolnieniu chorobowym (w Polsce między 80 a 100 proc.), po jednym dla każdego z rodziców;
  • uelastycznienie korzystania z urlopów – do 12 roku życia.

Jednak polski parlament nie przyjął tych propozycji entuzjastycznie. W czerwcu 2017 roku polski Sejm i Senat negatywnie zaopiniowały dyrektywę. Senat w uchwale uznał, że „szczególnie jaskrawym przykładem nadmiernej ingerencji w systemy prawne państw członkowskich jest przepis zakazujący przeniesienia co najmniej czterech miesięcy urlopu rodzicielskiego na drugiego rodzica”. A dyrektywa, „narzucając wykorzystanie urlopu przez ojców ingeruje w życie rodzinne i odbiera rodzicom prawo decydowania o sposobie sprawowania przez nich opieki nad dzieckiem i planowania życia zawodowego”.


 

Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi.
Razem tworzymy OKO.press!

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press