Prawa autorskie: Kuba Atys / Agencja WyborczaKuba Atys / Agencja ...
02 czerwca 2022

Ursula von der Leyen w Warszawie. Twarda deklaracja: „Najpierw kamienie milowe, później pieniądze”

„To nie koniec drogi, jeśli chodzi o praworządność w Polsce” - zapewniła w Warszawie szefowa Komisji Europejskiej. KE domaga się m.in. przywrócenia sędziów niezgodnie z prawem odsuniętych od orzekania. Premier Morawiecki przekonywał, że łamanie praworządności to wymysł opozycji

„Pierwsza wypłata będzie możliwa w momencie, kiedy nowe prawo dotyczące spraw dyscyplinarnych sędziów zostanie wdrożone i będzie się odnosić do wszystkich wymagań” - to jedno z najważniejszych zdań, jakie przewodnicząca Komisji Europejskiej wypowiedziała 2 czerwca 2022 w Warszawie.

Stojąc obok prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego, Ursula von der Leyen oficjalnie ogłosiła, że Komisja zaakceptowała polski Krajowy Plan Odbudowy.

Jednocześnie jednak bardzo wyraźnie podkreśliła, że jeśli polski rząd nie spełni warunków dotyczących sądownictwa, to pieniędzy nie będzie.

„Dodatkowo Polska do końca 2023 roku musi wykazać, że wszyscy sędziowie niezgodnie z prawem odsunięci od orzekania, zostaną przywróceni na stanowiska. Będzie to oznaczać postęp, ale nie oznacza to końca drogi, jeżeli chodzi o praworządność w Polsce” – powiedziała von der Leyen.

Zatwierdzenie polskiego KPO to pierwszy krok, by odblokować ok. 36 miliardów euro w grantach i pożyczkach z Europejskiego Funduszu Odbudowy. Pieniądze mają zostać przeznaczone m.in. na transformację energetyczną i cyfrową. Jednak do wypłat droga jeszcze daleka.

Jak będą wyglądały dalsze kroki i co w sensie formalnym oznacza decyzja Komisji, opisywaliśmy tutaj:

Komisja chce zobaczyć gotową ustawę

Von der Leyen przypomniała trzy warunki, które stawia Polsce Komisja Europejska i wyraźnie zaznaczyła: „Muszą być wypełnione, zanim jakiekolwiek wypłaty zostaną dokonane”.

„Wszystkie nasze plany w ramach UE są powiązane z reformami i poprawa tego planu jest związana z zobowiązaniem Polski do zapewnienia niezawisłości sądownictwa.

  • Po pierwsze, obecna Izba Dyscyplinarna zostanie zniesiona i zastąpiona niezależnym, niezawisłym sądem na podstawie istniejącego prawa,
  • a po drugie, reżim dyscyplinarny wymaga reform, musi być zreformowany. Kontrowersyjne wykroczenia dyscyplinarne, które zostały zgłoszone do TSUE, na przykład jeśli chodzi o status sędziów, muszą zostać wycofane,
  • a po trzecie, sędziowie, którzy ucierpieli w wyniku działania Izby Dyscyplinarnej, mają prawo, by ich sprawa została poddana rewizji przez nową izbę.

Te trzy zobowiązania, które zostały przekute w kamienie milowe, muszą być wypełnione, zanim jakiekolwiek wypłaty zostaną dokonane. Pierwsza wypłata będzie możliwa w momencie, kiedy nowe prawo zostanie wdrożone i będzie odnosić się do wszystkich tych wymagań”.

Pytanie, co to znaczy, że warunki zostaną wypełnione. Politycy obozu władzy twierdzą, że spełnia je tzw. ustawa prezydencka przegłosowana w Sejmie (z poprawkami osłabiającymi jej założenia) i zaakceptowana w Senacie (z poprawkami, które realnie zmieniają system odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów). Teraz nowe prawo wróci do Sejmu, politycy obozu władzy dają do zrozumienia, że poprawki Senatu zostaną odrzucone.

Środowiska sędziowskie i większość opozycji uważa, że ustawa w wersji sejmowej tylko markuje wykonanie „kamieni milowych”.

Podczas konferencji prasowej padło pytanie, czy ustawa Andrzeja Dudy spełnia wymagania Komisji. Von der Leyen wyraziła wdzięczność, że Andrzej Duda - jak powiedziała - „przewidział te kamienie milowe”. Dodała jednak, że trwa proces legislacyjny, a Komisja nie ocenia zmian prawnych na etapie prac parlamentarnych. Zaznaczyła, że najważniejsze jest to, żeby odpowiednie przepisy prawne zostały podpisane przez prezydenta i wdrożone przez władzę wykonawczą: „To będzie dowód na to, że kamienie milowe są rzeczywiście realizowane” - powiedziała.

„Częścią naszego porozumienia jest to, że najpierw kamienie milowe, a dopiero później wypłata środków” - stwierdziła Ursula von der Leyen.

Morawiecki: Opozycja przekonała urzędników z Brukseli

Wypowiedź Mateusza Morawieckiego podczas konferencji z von der Leyen była najwyraźniej skierowana do twardego elektoratu PiS. Premier przekonywał, że nic się nie stało - po prostu polski rząd sam z siebie postanowił poprawić ustawy sądowe, które wcześniej przyjął, a łamanie praworządności w Polsce to pomówienia ze strony opozycji.

„Chcemy silnej Unii, która jednocześnie szanuje prawa suwerennych państw. Dlatego rozpoczęliśmy proces reformy wymiaru sprawiedliwości już kilka lat temu i na tym tle doszło niepotrzebnie moim zdaniem do kilku zdarzeń, kilku kolizji w minionych latach” - mówił Morawiecki.

Stojąc obok Ursuli von der Leyen polski premier de facto zarzucił jej, że została zmanipulowana przez polską opozycję:

„Wszyscy państwo, drodzy rodacy, możecie sobie wyobrazić, że w ferworze walki politycznej jedna strona przedstawia wszystko w innych barwach i tak się stało z naszą szanowną opozycją, że potrafili przekonać niektórych urzędników w Brukseli, że dochodzi tutaj do łamania praworządności. Oczywiście z mojej perspektywy sytuacja jest zupełnie inna i sądzę, że wielu Polaków podziela moją perspektywę”.

Von der Leyen nie zareagowała. Można przypuszczać, że spodziewała się tego rodzaju wycieczek ze strony polskiego premiera, a jego słowa będą pomijalnym kosztem, jeśli zmiany zostaną wprowadzone w takim kształcie, jakiego chce Komisja.

Morawiecki próbował umniejszać znaczenie wymagań nie tylko ze strony Komisji, ale również europejskich sądów. Powiedział, że już w październiku jego rząd przystąpił do reformy, która zakładała likwidację Izby Dyscyplinarnej, „ponieważ nie spełniła ona naszych oczekiwań”. Kontynuował: „W międzyczasie pojawiły się wyroki TSUE, które odnosiły się do wydarzeń z przeszłości, m.in. takich, jak kwestionowanie statusu sędziego przez innych sędziów”.

Na koniec Morawiecki stwierdził: „Tu muszę powiedzieć jasno: my na pewno nie dopuścimy do anarchii w systemie wymiaru sprawiedliwości, ponieważ do suwerennej decyzji każdego państwa członkowskiego należy to, żeby system działał jak najlepiej, a w naszym interesie jest to, żeby wszyscy sędziowie byli maksymalnie niezależni, niezawiśli, bezstronni i i te uzgodnienia właśnie tego również dotyczą”.

Wątek "anarchii" to klasyczny propagandowy argument obozu władzy wobec osób krytykujących zmiany PiS w sądownictwie. Pojawił się już w 2019 roku, kiedy sędzia Paweł Juszczyszyn, wykonując wyrok TSUE, zwrócił się o listy poparcia kandydatów do nowej Krajowej Rady Sądownictwa.

Sędziowie: Komisjo, nie zapominaj o KRS

Trwa spór o polityczne znaczenie akceptacji KPO.

Tego samego dnia, gdy Komisja akceptowała KPO, Senat pracował nad poprawkami tzw. prezydenckiej ustawy o Sądzie Najwyższym, która między innymi likwiduje Izbę Dyscyplinarną. Za ustawą wraz z poprawkami opozycji zagłosowali nawet posłowie PiS.

Politycy obozu rządzącego zgodnie z przewidywaniami ogłosili sukces. Rzecznik rządu Piotr Muller powiedział w czwartek: „Uważamy, że ustawa, która właśnie wychodzi z Senatu, spełnia warunki zawarte w KPO. Oczywiście są w Polsce i są w UE radykałowie, którym zależy na tym, by wywrócić każdy kompromis".

W przededniu wizyty w Polsce Ursuli von der Leyen czołowe organizacje sędziowskie i prawnicze zaapelowały do niej o ratowanie wolnych sądów. Alarmują, że zapowiadany kompromis Brukseli z władzą PiS nie rozwiążę problemu praworządności, bo nadal działa polityczna KRS.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne