Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: AP Photo/Ryan MurphyAP Photo/Ryan Murphy

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Na początku lutego 10-letnia Elizabeth z Minneapolis, uczennica czwartej klasy, po miesiącu pobytu została wypuszczona z aresztu służb migracyjnych. Od stycznia do połowy października 2025 roku ICE zatrzymało 3800 dzieci, w tym 20 niemowląt. Liczby te nie obejmują nieletnich, którzy trafiają do ośrodków patroli granicznych oraz Office of Refugee Resettlement. Nie uwzględniają również największego natężenia antyimigranckich operacji, do których doszło w styczniu 2026.

Sytuacje, w których dzieci trafiają w ręce ICE, zwykle są mocno stresowe i niespodziewane. Zatrzymań agenci dokonują przed kościołami, na przystankach autobusów szkolnych, czy w komunikacji miejskiej.

Elizabeth została pojmana z mamą w drodze do szkoły. 4-letni Romeo musiał przerwać immunoterapię (nowotwór nerki IV stopnia) i został deportowany z mamą do Hondurasu.

6-letnią Annabellę sąsiedzi zauważyli błąkającą się na ulicy i pytającą „Gdzie jest papi?”. Agenci zatrzymali jej tatę, gdy wyszedł przed dom odebrać jedzenie.

7-letnią Dianę zabrano ze szpitalnego parkingu; Trzy nieoznakowane auta otoczyły samochód jej rodziców, którzy właśnie przywieźli córkę na pogotowie z powodu silnego krwawienia nosa.

6-latka z Chicago uzbrojeni po zęby funkcjonariusze zabrali bez butów z mieszkania podczas grupowej łapanki. Przerażoną 2-letnią Chloe kilkuosobowy skład ICE wyciągał z auta po wybiciu szyb. 5-latek Liam z tatą zostali zatrzymani przez zamaskowanych agentów w drodze powrotnej z przedszkola.

Przeczytaj także:

Przekaz neofaszystowski

Gdy sędzia nakazywał ich pilne zwolnienie, stwierdził, że „dla niektórych z nas perfidna żądza nieograniczonej władzy i poziom okrucieństwa nie znają granic i są pozbawione ludzkiej przyzwoitości”.

Nie tylko codzienna aktywność, ale i oficjalny sposób komunikacji ICE zdaje się potwierdzać tę opinię. Media społecznościowe służb migracyjnych oraz Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego są pełne zmanipulowanych, wygenerowanych przez AI materiałów, które mają ośmieszać bądź oczerniać rzekomo nielegalnych migrantów, ale też wszelkich przeciwników brutalnych operacji.

Ich przekaz coraz bardziej otwarcie nawiązuje do motywów popularnych wśród środowisk neofaszystowskich.

W wielu przypadkach zatrzymania przez ICE są bezpodstawne, gdyż rodziny mają zezwolenie na pobyt w USA. W innych sytuacjach, osoby – jak tata 5-letniego Liama Conejo Ramosa – wjechały do kraju legalnie, ale ich postępowanie azylowe utknęło z powodu niewydolnej administracji. Wbrew twierdzeniom Donalda Trumpa o skupieniu się na najgroźniejszych kryminalistach, zdecydowana większość zatrzymanych nie ma na koncie żadnego wyroku.

Dlatego coraz częściej mówi się, że operacje służb są motywowane przede wszystkim rasowymi uprzedzeniami. A zamiast pacyfikować kryminalistów, dotykają tych najbardziej bezbronnych.

Trauma pokoleniowa

Antyimigrancka nagonka to nie tylko trauma dla pojmanych dzieci – to trauma pokoleniowa. Odwiedzenie kolegi, wyjście do sklepu po chipsy, czy pojechanie do szkoły na zebranie koła naukowego może oznaczać nocleg za kratami. Prócz tysięcy schwytanych nieletnich mamy do czynienia z setkami tysięcy przerażonych (25 proc. dzieci w USA ma przynajmniej jednego rodzica zagranicznego pochodzenia), że za miesiąc, dzień, godzinę, będą kolejną ofiarą. Nieustanne zagrożenie przyczynia się do pogłębiania nierówności edukacyjnych. Bo jak skupić się na sprawdzianie, gdy trzeba sprawdzać telefon, by przypadkiem nie przegapić wiadomości od aresztowanych rodziców? Jak przygotowywać szkolną prezentację, ukrywając się w piwnicy?

O poczuciu bezpieczeństwa można zapomnieć. Dlatego coraz więcej dzieci o migranckich korzeniach porzuca edukację. W grudniu, a więc jeszcze przed nasileniem akcji ICE, 64 proc. szkół średnich deklarowało zmniejszoną frekwencję uczniów o nie-białym kolorze skóry, spowodowaną polityką obecnej władzy.

Od 1993 roku w USA obowiązywały wytyczne, które zakazują służbom migracyjnym prowadzić działania w okolicach tzw. sensitive locations, czyli szkół, szpitali i kościołów. Przez kolejne administracje utrzymywał się konsensus przestrzegania tego, co uznawano za minimum przyzwoitości. Aż do stycznia 2025 roku, kiedy administracja Trumpa stwierdziła, że „Kryminaliści nie będą dłużej ukrywać się w amerykańskich szkołach i kościołach”. Obecnie związki zawodowe nauczycieli prowadzą kampanię prawną na rzecz przywrócenia poprzednich rozwiązań.

Samopomoc rodzicielska i szkolna

Tymczasem lokalne społeczności podejmują inne działania w celu ochrony dzieci. W Minneapolis, gdzie działa znaczna część spośród 3000 agentów ICE posłanych do Minnesoty, rozwinęła się samopomoc rodzicielska oraz szkolna. Biali sąsiedzi odbierają rano dzieci swoich latynoskich czy afrykańskich sąsiadów, gdyż przejście kilku ulic na przystanek autobusowy jest zbyt ryzykowne. W mieście powstała sieć „safe houses”, miejsc tymczasowego pobytu prowadzonych przez wolontariuszy, gdzie można się schronić podczas nalotów. Niektórzy decydują się podpisać Delegation of Parental Authority, czyli dokument, który pozwala na częściowe przejęcie opieki nad czyimś dzieckiem, na wypadek zatrzymania rodzica.

Dla szczególnie zagrożonych rodzin placówki edukacyjne oferują zajęcia zdalne. W pierwszej połowie stycznia szkoły z Minneapolis informowały, że prawie 20 proc. uczniów wyraziło chęć przejścia na lekcje online. Jedna z nauczycielek szkoły podstawowej mówi, że przypomina to covidowy lockdown, z tą różnicą, że wtedy po zajęciach dzieci mogły wyjść bawić się na zewnątrz, a teraz część z nich pozostaje już tylko w domu.

Problem mają również sami edukatorzy, gdyż wielu z nich pochodzi spoza USA. Przebywają w kraju legalnie, ale posiadanie odpowiednich papierów dawno przestało chronić przed aresztowaniem. Dlatego niektóre szkoły publiczne organizują dla swoich pracowników transporty z i do placówek.

Atmosfera strachu daje się wyczuć podczas zajęć. Gdy alarm sąsiedzki zwiastuje akcję ICE, szkoły zamykają drzwi, zawieszają przerwy poza murami budynku, a dzieci ze strachu moczą się, wybuchają płaczem i dostają ataków paniki. Dotyczy to nie tylko uczniów z rodzin migranckich, ale również ich kolegów i koleżanek, które widzą, jak koleje osoby znikają z klasy i boją się, że przyjaciółka z ławki może być następna.

Szczególnie narażone są dzieci z różnymi formami autyzmu. Najprostszym i najskuteczniejszym alarmem są gwizdki i klaksony samochodów. Jednak, gdy autystyczni uczniowie słyszą przeraźliwą kakofonię dźwięków, wpadają w ciężki do opanowania stres. Jeden z wychowawców radzi im wziąć kilka głębokich oddechów i postarać się znaleźć najbezpieczniejszą drogę do domu.

Z wyzwaniami borykają się też kluby sportowe – wieloetniczne drużyny dziecięce z wiadomych przyczyn odnotowują spadek frekwencji. Teatr dziecięcy Minnesoty odwołał swoje przedstawienia dla bezpieczeństwa najmłodszych aktorów i ekipy technicznej.

Stan oblężenia

Mieszkańcy metropolii takich jak Minneapolis mają poczucie funkcjonowania w autentycznym stanie oblężenia. Potęguje to fakt, że funkcjonariusze działają bez nakazu, są uzbrojeni na wzór wojska, zamaskowani, niedoświadczeni (czas szkoleń radykalnie skrócono) i odmawiają podania numerów odznak, co uniemożliwia prawnikom ich identyfikację, a samym funkcjonariuszom daje poczucie bezkarności. O tej ostatniej zapewniał ich zresztą osobiście J.D. Vance, ogłaszając, że mają „absolutny immunitet” (co jest sprzeczne z opinią ekspertów prawnych). Dorosłym, jak i tym młodszym, działania ICE przypominają działania bojówek w krajach, z których uciekli.

Dla rodziców rosnącym wyzwaniem jest wytłumaczenie dzieciom, dlaczego ich przyjaciele po prostu znikają w wyniku akcji deportacyjnych. Media społecznościowe są pełne dyskusji i wskazówek, jak rozmawiać z najmłodszymi, aby nie pogłębiać traumy. Nastolatków nauczyciele i opiekunowie uczą bezpośrednio co robić, gdy zauważy się służby i jak zachować się po schwytaniu.

Ale co z kilkulatkami? Większość osób na forach radzi delikatnie, ale otwarcie przekazywać prawdę o tym, co się dzieje – przede wszystkim w spokojny sposób tłumaczyć, że nie wszyscy dorośli są „dobrzy”. Prosty poradnik dla rodziców przygotowała też organizacja Sesame Workshop, odpowiedzialna za słynną Ulicę Sezamkową. Maluchy do 3. roku życia zaleca się trzymać z dala od wszelkich negatywnych informacji, a tych w wieku 4-5 lat zapewniać, że jacyś dorośli zawsze ich obronią. Bardziej otwarte konwersacje są dobrym pomysłem dopiero od 6. roku życia.

Ten sam lęk, który wypycha dzieci ze szkół, pozbawia je opieki zdrowotnej. W Minnesocie i wielu innych stanach rodzice o nieuregulowanym statusie nie zabierają chorujących dzieci do lekarzy z obawy o donos lub zatrzymanie w trakcie podróży. Ponadto od niedawna ICE ma dostęp do danych państwowego programu pomocy socjalnej Medicaid. To w ramach tej struktury wiele kobiet bez uregulowanego statusu pobytu dostawało jedyną szansę na badania ciążowe i niezagrożony poród.

Od 2013 roku obowiązywały wytyczne zabraniające służbom migracyjnym inwigilacji systemu medycznego z uwagi na dobro pacjentek. Od niedawna kobiety z dziećmi nie mogą czuć się bezpiecznie. Lekarze w całym kraju informują o tragicznych konsekwencjach tego strachu – matki w ciąży rezygnują z wizyt kontrolnych, co prowadzi do poronień.

Opiekunowie unikają też szukania pomocy w innych sytuacjach zagrażających życiu, jak np. wyrostek robaczkowy. W dłuższej perspektywie faktyczne zablokowanie dostępu do podstawowych usług zdrowotnych dla tysięcy mieszkańców USA odbije się na całej amerykańskiej populacji, choćby z tego powodu, że dzieci nie są przyprowadzane na szczepienia. W Dallas w ubiegłym roku zaszczepiono nawet o połowę mniej nieletnich latynoskiego pochodzenia niż rok wcześniej, a w tym roku sytuacja prawdopodobnie ulegnie tylko pogorszeniu.

Konsultacje medyczne dla rodzin imigranckich

Również w tym wypadku polityka zastraszania spotyka się ze społeczną odpowiedzią. W Minneapolis placówki medyczne oferują telefoniczne konsultacje lekarskie rodzinom migranckim, a szpitale posyłają pielęgniarki do młodych matek, które nie mogą opuścić domu ze względu na ICE. Samopomoc sąsiedzka organizuje też bezpieczne transporty dzieci na badania. W Los Angeles uruchomiono program „Opieka zdrowotna bez strachu”, w ramach którego lekarze przeprowadzają wizyty domowe.

Lokalne kościoły, szkoły i inne organizacje prowadzą też szeroko zakrojoną akcję dostarczania niezbędnych produktów ukrywającym się rodzinom. Po godzinach pracy sklepy, stołówki i sale parafialne zmieniają się w centra logistyczne do organizowania paczek. Pracownicy i działacze różnych instytucji, ale także osoby prywatne, po godzinach rozwożą pakunki z żywnością i niezbędnymi artykułami prosto pod drzwi potrzebujących.

Tylko jeden z kościołów w Minneapolis dostarczył w grudniu 12 000 przesyłek z żywnością. Początkowo spodziewano się, że program obejmie niewielką grupę rodzin, ale już pierwszego dnia zgłosiło się ich 2000. W połowie stycznia, w kolejce na podstawową pomoc oczekiwało 24 000 rodzin. Co ciekawe, w niektórych wypadkach dystrybucję paczek dla osób ukrywających się przed państwem wspiera… lokalna policja. Ale konieczność pozostania w domu to też brak pracy, a więc i dochodu. Dlatego na komunikatorze Signal przesyłane są linki do zbiórek, by ukrywający się mieli z czego opłacić czynsz.

Pięciolatek w więzieniu

Nie wszystkich daje się ochronić. Zatrzymane rodziny trafiają m.in. do niesławnego centrum zatrzymań w Dilley w Texasie. To tam przebywał 5-letni Liam ze swoim tatą. Światowe media obiegło zdjęcie zdezorientowanego chłopca w czapce z króliczymi uszami i plecakiem ze Spidermanem. W ślad za zdjęciem szybko rozprzestrzeniły się informacje o panujących na miejscu warunkach.

Oto jak opisuje je Sam Doiron, prawniczka z Texasu, prowadząca sprawy osadzonych: Warunki panujące w tym ośrodku są po prostu fatalne. Mieszają mleko dla niemowląt z wodą, która cuchnie. W jedzeniu są robaki. Strażnicy często używają obraźliwego języka. Jeden z moich klientów miał zapalenie wyrostka robaczkowego, zasłabł na korytarzu, wymiotował z bólu, a funkcjonariusze powiedzieli mu, żeby wziął Tylenol i wrócił za trzy dni”.

24 stycznia dzieci uwięzione w Dilley zorganizowały demonstrację, wykrzykując „Libertad!” („Wolność!”). W tym samym tygodniu reporterzy Bloomberga poinformowali, o zakupie przez ICE 23 wielkich hal magazynów w celu przerobienia ich na ośrodki zatrzymań. Rząd planuje znacznie nasilić akcję deportacyjną. Po zrealizowaniu inwestycji służby będą w stanie przetrzymywać 150 tysięcy osób jednocześnie.

Tymczasem według ostatnich sondaży 65 proc. Amerykanów uważa, że działania ICE posunęły się za daleko, a 62 proc., że w ich wyniku kraj staje się mniej bezpieczny. Działania popiera 22 proc., a 12 proc. twierdzi, że są zbyt łagodne.

Przytłaczająca większość Amerykanów popiera też ograniczenie bezkarności ICE, na przykład przez obowiązkowe noszenie kamer przy ciele, przeprowadzenie niezależnych śledztw na temat użycia broni, czy wymóg posiadania nakazu wejścia do domu.

Trump nie jest pierwszy

Słynny ekonomista i noblista Paul Krugman twierdzi, że bezwzględność służb migracyjnych, szczególnie wobec dzieci, jest dziś zagrożeniem dla samego ruchu MAGA. Zalewające internet zdjęcia z płaczącymi kilkulatkami, trzymanymi przez zamaskowanych funkcjonariuszy z karabinami, porusza nawet najtwardsze sumienia. Wiele osób osobiście zna kogoś pojmanego przez ICE, a ich dzieci chodzą do jednej klasy z dziećmi zatrzymanych.

Donald Trump obiecał Amerykanom bezpieczeństwo, lecz jego polityka sieje chaos, terroryzując najsłabszą i najbardziej niewinną grupę społeczną. Warto przypomnieć jednak, że to nie administracja Trumpa rozpoczęła antyimigrancką politykę, rozdzielanie rodzin i cierpienie dzieci. Podobne działania prowadziła administracja Obamy i Bidena.

Nowością jest natomiast skala operacji, ich brutalność, a także branie na cel przypadkowych osób, kierując się kluczem rasowym. Do negatywnych zmian należy także znaczny wzrost śmiertelności w ośrodkach detencji, ograniczenie kontroli zewnętrznej i pogorszenie panujących w nich warunków.

Gdy MAGA przeminie, wielu zatrzymanych opuści centra detencyjne, a dzieci będą mogły wyjść z ukrycia, lecz nie da się cofnąć tego, czego doświadczyły. Amerykańskie władze tworzą właśnie pokolenie naznaczone głęboką traumą i równie głęboką nieufnością do instytucji państwowych. Uszczelnienie granic i poprawienie statystyk deportacji będzie okupione kosztem, który stawia pod dużym znakiem zapytania sensowność tych działań.

;
Na zdjęciu Mateusz Pietryka
Mateusz Pietryka

Doktor socjologii, wykładowca, filmowiec.

Komentarze