0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto ROBERTO SCHMIDT / AFPFoto ROBERTO SCHMIDT...

O niebezpieczeństwach, jakie wiąże się ze stosowaniem oprogramowania kontrowersyjnej korporacji Palantir Technologies, z którą polskie Ministerstwo Obrony Narodowej podpisało list intencyjny, pisałam już na łamach OKO.press w artykule Jeden Palantir, by wszystkimi rządzić. Zwracałam wtedy uwagę głównie na europejski kontekst. Tymczasem korporacja budzi nie mniejsze kontrowersje na rodzimym, amerykańskim gruncie.

Chodzi m. in. o powiązania Palantira z ICE ((Immigration and Customs Enforcement) – agencją rządową odpowiedzialną za politykę celną i imigracyjną. Jej działania budzą kontrowersje od samego początku. Jednak to za drugiej kadencji prezydenta Donalda Trumpa temat amerykańskich służb granicznych nie schodzi z medialnych nagłówków – nie tylko z uwagi na skalę deportacji, ale też ze względu na metody, stosowane przez funkcjonariuszy.

ICE znane jest ze swojej bezwzględności. Podczas ostatnich protestów w Minneapolis po zabójstwie Rene Good, agenci ICE zastrzelili kolejną osobę, Alexa Prettiego.

Przeczytaj także:

Jak Palantir pomaga ICE

Funkcjonariuszom z pewnością byłoby trudniej działać, gdyby nie gigantyczne zbiory danych oraz technologia, którą dysponują. Tutaj z pomocą przychodzi im Palantir.

O powiązaniach korporacji z Urzędem Imigracyjnym media pisały szerzej jesienią w 2025 roku, gdy broniąca praw imigrantów organizacja Just Futures Law dotarła do umowy między Palantirem a HSI (częścią ICE zajmującą się kryminalistyką i przeciwdziałaniem przestępczości) oraz innych powiązanych ze sprawą dokumentów.

Wśród nich znalazła się m. in. korespondencja między przedstawicielami agencji i korporacji oraz raporty czy manuale dotyczące produktów firmy. Johana Bhuiyan w swoim artykule dla „The Guardian” zwraca uwagę, że chociaż zgromadzone materiały dotyczą lat 2014-2022, to dają pewien wgląd w obecną sytuację – zwłaszcza w kontekście wygranego przez Palantir kontraktu rządowego. Kontrakt dotyczy bowiem stworzenia platformy ImmigrationOS, która ma ułatwić ICE identyfikację i deportację imigrantów.

Ujawnione dokumenty informują, że oprogramowanie Palantira pozwalało m. in. wykorzystywać informacje z systemów zawierających prawa jazdy, uczelnianych systemów wymiany studenckiej czy rejestrów połączeń telefonicznych.

Agenci korzystali z platformy Investigative Case Management (ICM), pozwalającej na przeszukiwanie prywatnych i federalnych baz danych osobowych. Ponadto mieli do dyspozycji aplikację Falcon (Sokół), umożliwiającą skanowanie dokumentów tożsamości czy rejestrowanie i udostępnianie rozmów, ale też śledzenie ludzi w czasie rzeczywistym (informacje, kiedy i do której wieży logował się dany telefon). Program miał dostęp do różnych federalnych baz danych, łącznie z Enforcement Integrated Database (EID), przechowującej dane biometryczne osób, którymi interesował się DHS (Departament Bezpieczeństwa Krajowego).

Funkcjonariuszy zachęcano, by często korzystali z Falcona i przesyłali za jego pomocą jak najwięcej informacji. Chodziło o podzielenie się nimi z innymi pracownikami agencji, ale też o nakarmienie aplikacji danymi. W ten sposób system mógł się wzbogacić nie tylko o skany dokumentów, ale też o zawartość skonfiskowanych telefonów, odblokowywanych przez służby graniczne za pomocą oprogramowania Cellebrite.

Pracownicy ICE mieli także uzupełnić bazy Palantira zasobami firm łączących informacje zdobyte w oficjalnych rejestrach państwowych i u brokerów danych. W tym kontekście najczęściej wymienia się oprogramowanie Clear firmy Thomson Reuters.

W 2022 roku Falcon został zastąpiony przez Raven (Kruk), a teraz służby imigracyjne dostaną od Palantira kolejny produkt.

Elite wie o tobie wszystko

ELITE, czyli Enhanced Leads Identification&Targeting for Enforcement, to zaawansowane narzędzie analityczne, które ma poprowadzić funkcjonariuszy ICE niemal za rękę: najpierw wskazując im cel (człowieka przeznaczonego do deportacji) na mapie, następne – wyświetlając o nim szczegółowe informacje, a w końcu – określając miejsce jego zamieszkania. Może nawet wytypować funkcjonariuszy przeznaczonych do zajęcia się daną sprawą.

Dane pochodzą z wymienionych już wyżej źródeł czy rządowych baz danych, jak USCIS (Citizenship and Immigration Services), ale także z HHS – Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej. Dzięki temu dane o osobach, które potrzebowały opieki medycznej, trafiają do służb zajmujących się migracją i kontrolą granic.

M.in. dlatego aplikacja jest w stanie określić imię i nazwisko, Alien Number (numer identyfikacyjny przyznawany cudzoziemcom), datę urodzenia czy prawdopodobny adres interesującej agentów osoby. Ale – jak pisze Joseph Cox dla 404 Media – agencja też inne źródła informacji.

ICE ma ponoć płacić prywatnym detektywom czy łowcom nagród za pomoc w identyfikacji adresu.

Google Maps dla służb imigracyjnych

W jaki sposób działa ELITE? Użytkownik (czyli w interesującym nas przypadku: agent ICE) określa początkowe kryteria, na podstawie których wytypuje osobę do zatrzymania. Może uwzględnić dane osobowe, lokalizację, zachowanie danego człowieka czy informacje dotyczące np. przestępczości.

Program nie tylko informuje funkcjonariuszy, ile osób mieszka na wskazanym przez nich obszarze czy pod podanym adresem, ale także przewiduje prawdopodobieństwo, czy będą się tam znajdować w trakcie planowanej obławy. Aplikacja w praktyce pozwala zaplanować nalot na większe skupisko ludzi, których będzie można aresztować.

„Przypomina Google Maps” – miał zeznać jeden z funkcjonariuszy i wygląda na to, że mówił prawdę. „Agenci wybierają osoby do deportacji [...] tak, jak wybiera się pobliską kawiarnię”. – powiedział 404media senator Ron Wyder. Wystarczy po prostu zaznaczyć interesujący obszar.

Co więcej – tę mapę można wykorzystać do przeprowadzenia tzw. operacji specjalnych, czyli większych akcji skierowanych przeciwko konkretnym, z góry określonym grupom osób.

Tangles i Webloc

Jak informuje serwis 404media, poza ELITE agenci ICE dysponują również narzędziami Tangles i Webloc, oferowanymi przez Penlink – prywatną firmę, zajmującą się gromadzeniem informacji na zlecenie podmiotów państwowych.

Penlink za 5 mln dolarów oferuje inteligentne narzędzia analityczne, które automatyzują cały proces i łączą wiedzę z wielu źródeł. Pozwalają na tworzenie osi czasu, wizualizację, korzystanie zarówno z danych lokalizacyjnych, jak i informacji z socialmediów czy darkwebu. Najważniejsze oferowane w ramach umowy usługi to Tangles i Webloc.

Webloc pozwala na analizę danych wedle wybranych przez użytkownika kryteriów. Pod wieloma względami funkcjonalnością przypomina ELITE. Użytkownik może zaznaczyć interesujący go obszar wielokątem i sprawdzić, jakie telefony komórkowe znajdowały się tam w interesującym go zakresie czasowym. W ten sposób uzyskuje zarówno informacje o „zgromadzeniach”, jak i samotnie poruszających się osobach. Może następnie wybrać konkretne telefony i prześledzić całą ich historię lokalizacji. W praktyce pozwala to wysnuć wnioski nie tylko na temat podróży czy obecności na protestach, ale także o miejscu pracy czy zamieszkania danego człowieka. Można sprawdzić, które telefony, kiedy, gdzie i jak często przebywają obok siebie – i na tej podstawie ustalić powiązania osobiste czy zawodowe.

Można także sprawdzić, które urządzenia logowały się w kilku interesujących funkcjonariuszy miejscach w interesującym ich czasie – i na tej podstawie zidentyfikować np. osoby monitorujące działania przedstawicieli władz na różnych protestach.

Tangles z kolei, jak podaje 404media, służy do monitorowania i zaawansowanej analizy mediów społecznościowych. Pozwala wykrywać i identyfikować ludzką twarz czy określić czyjś nastrój na podstawie konkretnego wpisu.

Inwigilacja bez nakazu

Penlink reklamuje się jako firma oferująca rozwiązania OSINT-owe. OSINT (Open-Source Intelligence), czyli tzw. biały wywiad, pozwala przy pomocy legalnie dostępnych narzędzi korzystać z ogólnodostępnych źródeł (jak np. socialmedia czy dane lokalizacyjne). Amerykańskie władze wykorzystują takie praktyki, aby inwigilować bez nakazu, mimo wątpliwości natury prawnej.

W październiku 2023 roku Departament Bezpieczeństwa Krajowego stwierdził, że ICE bezprawnie wykorzystywało dane lokalizacyjne. Mimo to obecnie służby imigracyjne dysponują dużo potężniejszą technologią.

Potencjał, jaki łącznie oferują służbie ICE wszystkie opisywane wyżej rozwiązania, daje agencji praktycznie nieograniczone możliwości. Po raz kolejny potwierdza się też to, co aktywiści i obrońcy prywatności powtarzają od lat: narzędzia służące do tropienia przestępców wykorzystuje się przeciwko niewinnym ludziom, a „nasze dane, które i tak nic nie znaczą”, mogą zostać wykorzystane przeciwko nam.

Zamiast fizycznie śledzić konkretne osoby czy uruchamiać procedurę instalowania podsłuchu, można po prostu wykorzystać fakt, że większość ludzi nosi mobilnego szpiega w kieszeni. Wiele z popularnych aplikacji gromadzi dane o użytkownikach i sprzedaje je brokerom danych. Dziennikarze i obrońcy prywatności nieraz zwracali uwagę na związane z tym niebezpieczeństwa.

Jednak nawet przesadne dbania o prywatność, nieużywanie socialmediów czy nieposiadanie smartfona nikogo nie uchroni przed działaniami służb imigracyjnych. Nawet, jeśli ktoś ze strachu zamknie się w domu – może zostać z niego brutalnie wyciągnięty tylko dlatego, że kiedyś skorzystał z pomocy lekarskiej, więc informacje o nim trafiły do państwowego rejestru.

Pozbawić ludzi bezpieczeństwa

To już nie jest zwykłe sprawdzenie adresu w urzędzie. Technologia czy sektor big data oferują aparatowi państwowemu coś znacznie większego. Wystarczy wybrać sobie cel – kogoś podejrzanego o bycie społecznikiem, prawnikiem czy imigrantem. Można z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, gdzie „podejrzany” będzie się znajdować o określonej godzinie, jakie są jego słabości i w jaki sposób je przeciwko niemu wykorzystać. Człowiek przebywający na demonstracji zwykle spodziewa się styczności z policją. Gdy wiele dni później śpi w swoim domu, je obiad z teściami lub prowadzi ważną rozmowę w pracy – już niekoniecznie.

Po raz kolejny slogany o władzy, która dba o bezpieczeństwo i technologii, która ułatwia ludziom życie, okazały się zgubne. Administracja Trumpa pokazuje, że władza wykorzystuje technologię, aby ludzi bezpieczeństwa pozbawić i wiele wskazuje na to, że jeszcze bardziej wzmocni aparat represji.

;
Na zdjęciu Joanna Cisowska
Joanna Cisowska

Publicystka, feministka i świecka humanistka, pisząca o polityce cyfrowej i wpływie technologii na społeczeństwo. Publikowała m. in. na łamach polskich Indymediów czy serwisu techspresso.cafe.

Komentarze