Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 26.02.2026 Warszawa , ulica Wiejska , Sejm . Wicepremier, minister spraw zagranicznych Radoslaw Sikorski podczas drugiego dnia 52. posiedzenia . Wicepremier, minister spraw zagranicznych Radoslaw Sikorski wyglosil expose ws. priorytetow polskiej polityki zagranicznej . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl26.02.2026 Warszawa ...

„Widzę to tak” to cykl, w którym od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało we wtorek specjalne oświadczenie „w najostrzejszy sposób” potępiające skandaliczny wybryk posła Konfederacji Konrada Berkowicza, który wystąpił na sejmowej mównicy trzymając w ręku przerobioną flagę Izraela, na której w miejscu Gwiazdy Dawida znajdowała się swastyka.

Przeczytaj także:

Pod tym oświadczeniem MSZ mógłby podpisać się zapewne każdy, kto w obliczu wydarzeń na Bliskim Wschodzie i izraelskich zbrodni w Strefie Gazy i Libanie, ale też i wobec wzbierającej na ich skutek fali nastrojów antyizraelskich, zachował choćby odrobinę powściągliwości i rozumu.

Wątpliwości budzi jedynie użyte w oświadczeniu resortu sformułowanie „krytyka polityki regionalnej Izraela” – które wydaje się sprowadzać do pojęcia „polityki regionalnej” autoryzowane przez rząd Benjamina Netanjahu zbrodnie wojenne popełniane przez izraelską armię na mieszkańcach Strefy Gazy i Libanu. Nad tego typu językiem eufemizmów wydaje się unosić pewna bardzo nieprzyjemna aura, a MSZ ma na tyle wykwalifikowane kadry, by z pewnością to dostrzec.

Czy trudno potępić prawackiego klauna?

MSZ ma w każdym razie w pełni rację, że zarówno krytyka „polityki regionalnej Izraela”, jak i wszystkiego, co się pod tym pojęciem kryje, nadal nie uzasadnia przyklejania do izraelskiej flagi swastyki, choćby dlatego że łączenie symboli izraelskiego narodu wywodzących się z żydowskich ofiar Holocaustu z symboliką nazistowską jest czymś, co nie mieści się w żadnym decorum. I dlatego Berkowiczowi – co zresztą dość oczywiste – w pełni należą się najostrzejsze słowa potępienia.

Zaznaczę przy tym, że osobiście jestem gotów, co zapewne jest jedną z nie tak znowu licznych cech łączących mnie z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim, by „w najostrzejszy sposób” potępiać Konrada Berkowicza choćby i codziennie. Nie tylko oczywiście z powodu szargania izraelskich świętości narodowych, a nawet nie tylko za sprawą jego innych antysemickich, antyukraińskich czy prorosyjskich zachowań i wypowiedzi, lecz być może przede wszystkim za sprawą tego, że gdy tylko poseł Berkowicz otwiera usta, to wylewa się z nich stek najcięższych głupot i bzdetów, których słuchać mi hadko – i tego, że niewielu jest też w Sejmie posłów, którzy mogliby się z Berkowiczem ścigać pod względem poziomu prymitywizmu.

Dwie miary prestiżu i powagi

Uwierzcie, potępianie posła Berkowicza jest bardzo łatwe, i mógłbym tak długo, tylko że to trochę nudne. Sądzę natomiast, że dla ministra Radosława Sikorskiego potępianie Berkowicza może być nawet jeszcze łatwiejsze, a do tego doskonale wiem, że mu się to politycznie jak najbardziej opłaca. Reguły polityki wewnętrznej jnakazują politykowi Koalicji Obywatelskiej krytykowanie Konfederatów, sytuacja, w której może w tej roli wystąpić jako minister jest tyleż stosowna, co wygodna.

Rzecz jasna minister spraw zagranicznych nakazał wydanie oświadczenia w sprawie zachowania Berkowicza także w trosce o cele wyższego rzędu – czyli na rzecz zachowania dobrych relacji dyplomatycznych z Izraelem i jednocześnie dla podtrzymania powagi polskiego państwa – jako, że Berkowicz zrobił, co zrobił, na mównicy polskiego parlamentu.

Problem tylko w tym, że podobnie jak na dobrych stosunkach z Izraelem mimo jego „polityki regionalnej”, ministrowi Radosławowi Sikorskiego wydaje się zależeć również na jak najlepszych relacjach z pogrążającą świat w coraz większym chaosie (słowo użyte tu nieprzypadkowo) administracją Donalda Trumpa.

A jeśli o to ostatnie chodzi, minister Radosław Sikorski wydaje się niestety chować powagę polskiego państwa wstydliwie do swej kieszeni.

Dojmująca cisza

Tak się bowiem składa, że dosłownie na dzień przed tym, jak Konrad Berkowicz urządził skandal z izraelską flagą czy swastyką, ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Tom Rose po raz kolejny już obraził w mediach społecznościowych Marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, czyli urzędnika będącego formalnie drugą osobą w polskim państwie.

„Ten człowiek jest zagrożeniem!” zakrzyknął na platformie X ambasador Rose, oskarżył Czarzastego o chęć „niszczenia relacji Polski z USA i osłabiania własnego kraju” a następnie wdał się w wywód o Czarzastym jako „zatwardziałym skrajnym lewicowcu” i „byłym komunistycznym aparatczyku”. Wszystko dlatego, że Czarzasty nazwał Donalda Trumpa „liderem chaosu”.

Zaznaczmy, że było to wtedy, gdy Donald Trump właśnie rozpoczynał swój najnowszy gambit w wojnie z Iranem polegający na blokowaniu przez USA Cieśniny Ormuz blokowanej dotąd przez Iran. I również mniej więcej wtedy, gdy prezydent USA opublikował w internecie grafikę przedstawiającą siebie samego w roli Chrystusa, który uzdrawia leżącego na łożu śmierci.

W dniu, w którym Rose zelżył marszałka Sejmu – a tym samym polskie państwo – minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski miał chyba awarię aplikacji X, z której na co dzień bardzo chętnie korzysta. Nijak bowiem nie ustosunkował się do słów ambasadora USA. Następnego dnia również, jak i jeszcze następnego. MSZ nie wydało żadnego oświadczenia dotyczącego zachowania ambasadora, nie poinformowano również opinii publicznej o ewentualnym wezwaniu dyplomaty do resortu w celu złożenia wyjaśnień.

Od czego jest ambasador, od czego MSZ?

Wyjaśnijmy sobie coś zatem my. Pełniący wysoki urząd w Polsce Włodzimierz Czarzasty ma pełne prawo krytykować pełniącego wysoki urząd w USA Donalda Trumpa, podobnie jak każdy inny polityk z Polski czy dowolnego kraju na świecie. Donald Trump ma pełne prawo krytykować Włodzimierza Czarzastego – również jak każdy inny polityk ze Stanów Zjednoczonych czy dowolnego kraju na świecie. Czarzasty i Trump mogą sobie – jeśli tylko zechcą – urządząć nawet długie beefy w mediach społecznościowych – od oceniania tego są ich wyborcy.

Ambasadorowie jednak pełnią zupełnie inną rolę. A to, co im wolno, a czego nie, w kraju, który ich gości, regulowane jest konwencjami międzynarodowymi i obyczajem dyplomatycznym. Ani jedno, ani drugie nie pozwalają ambasadorom na bezpośrednie krytykowanie osób pełniących najwyższe funkcje w goszczących ich państwach. Artykuł 41 Konwencji Wiedeńskiej regulującej kwestie umocowania ambasadorów mówi też jasno, że ambasadorom „nie wolno się mieszać w sprawy państwa przyjmującego”.

Jeśli ambasador coś takiego jednak robi, to oznacza to, że albo nie nadaje się do pełnienia swojej funkcji, albo też dostał takie dyspozycje ze swojej stolicy. I w jednym i w drugim wypadku odpowiedź należy do ministerstwa spraw zagranicznych. To ono jest w takim momencie zobowiązane do podkreślenia suwerenności naszego państwa i zadbania o jego powagę. Po wpisie Rose'a polski MSZ i jego szef nie wywiązali się z tej roli.

Miło więc, że MSZ ma choć tyle refleksu, by na czas zareagować na skandaliczne zachowanie skrajnie prawicowego posła. Mniej miło, że ambasadorowi mocarstwa może ujść całkowicie na sucho obrażanie drugiej osoby w polskim państwie.

Na zdjęciu Witold Głowacki
Witold Głowacki

Dziennikarz, publicysta, rocznik 1978. Pracowałem w "Dzienniku Polska Europa Świat" (obecnie „Dziennik Gazeta Prawna”) i w "Polsce The Times" wydawanej przez Polska Press. W „Dzienniku” prowadziłem dział opinii. W „Polsce The Times” byłem analitykiem i komentatorem procesów politycznych, wydawałem też miesięcznik „Nasza Historia”. Współprowadziłem realizowany we współpracy z amerykańską fundacją Democracy Council i Departamentem Stanu USA cykl szkoleniowy „Media kontra fake news”, w ramach którego ok 700 dziennikarzy mediów lokalnych z całej Polski zostało przeszkolonych w zakresie identyfikacji narracji dezinformacyjnych i przeciwdziałania im. Wydawnictwo Polska Press opuściłem po przejęciu koncernu przez kontrolowany przez rząd PiS państwowy koncern paliwowy Orlen. Wtedy też, w 2021 roku, wszedłem w skład zespołu OKO.press. W OKO.press kieruję działem politycznym, piszę też materiały o polityce krajowej i międzynarodowej oraz obronności. Stworzyłem i prowadziłem poświęcony wojnie w Ukrainie cykl „Sytuacja na froncie” obecnie kontynuowany przez płk Piotra Lewandowskiego.

Komentarze