Po kilku godzinach burzliwej dyskusji w Sejmie, posłanki i posłowie głosowali nad odrzuceniem weta prezydenta. Nie udało się – nad dobrem zwierząt wygrał interes polityczny
Do odrzucenia prezydenckiego weta potrzeba było 263 głosów. Za odrzuceniem zagłosowało 246 osób, czyli zabrakło 17 głosów, żeby uwolnić psy z łańcuchów.
Przeciwko odrzuceniu weta głosowało 10 z 16 posłów Konfederacji i 175 osób z PiS. Co ciekawe – 22 posłów i posłanek PiS nie zdecydowało się na oddanie głosu. W tej grupie był Jarosław Kaczyński.
Przypomnijmy po kolei:
Przed głosowaniem odbyły się dwie manifestacje. W niedzielę (14 grudnia) protestujący przeszli spod Sejmu do Pałacu Prezydenckiego, domagając się odrzucenia weta. "Mamy wszyscy nadzieję, że to weto zostanie odrzucone.
Od 30 lat walczymy o to, żeby odpiąć psy z łańcucha.
Przy pierwszej ustawie o ochronie zwierząt, która się pojawiła, a której byłam autorką – to było 30 lat temu – również pojawiły się głosy, żeby te psy z łańcucha odpiąć. Ale niestety wtedy było za wcześnie" – mówiła do zgromadzonych posłanka KO Katarzyna Piekarska. 17 grudnia manifestujący zebrali się pod Sejmem, apelując do posłów i posłanek o głosowanie, dzięki któremu psy zostaną uwolnione z łańcuchów.
Po godz. 16:00 na sali plenarnej Sejmu rozpoczęła się dyskusja na temat ustawy łańcuchowej. Przez trzy godziny koalicja rządząca przekonywała, że ustawa (wbrew temu, co mówi prezydent Nawrocki) nie nakłada obowiązku budowania kojców. Posłanki i posłowie przypominali, że za tą ustawą stoją miesiące pracy, głosy organizacji prozwierzęcych i ponadpartyjna zgoda, która zniknęła dopiero po wecie prezydenta.
Wicemarszałkini Sejmu Dorota Niedziela, z zawodu lekarz weterynarii, wspominała, że wielokrotnie w swojej praktyce wycinała z psiej skóry wrośnięte łańcuchy. Posłanki przyniosły zdjęcia psów przy budach zrobionych z desek, psów przywiązanych do starego sprzętu AGD, który służy za kojec, zwierząt wychudzonych i chorych. Poseł Wolnych Republikanów Jarosław Sachajko kilkukrotnie prosił o zdjęcie tych fotografii z mównicy. „Prawdziwym obrazem jest to, że sześć kobiet nie miało opieki ginekologa i jedna z nich zmarła po cesarskim cięciu! To jest ładne?” – mówił.
To stało się narracją prawicy tego wieczoru – wielokrotnie podkreślano, że Sejm zajmuje się psami, podczas gdy:
Drugim argumentem, który pojawiał się w niemal każdej wypowiedzi posłów prawicy, w tym Konfederacji: jeśli koalicja rządząca chciałaby uwolnić psy z łańcuchów, zajęłaby się projektem prezydenckim. „Prezydentowi zależy na losie zwierząt” – mówił doradca Karola Nawrockiego Zbigniew Bogucki. „Prezydent jest za tym, żeby jak najszybciej procedować te zmiany” – podkreślał, zarzucając koalicji, że nie chcą zająć się projektem Karola Nawrockiego, bo to politycznie nieopłacalne.
Prawica nie miała jednak odpowiedzi na argumenty, że projekt prezydencki skaże psy na życie w kojcach, które nie będą miały określonych norm (mimo że normy obowiązują np. w sprawie warunków utrzymywania zwierząt gospodarskich). Pytania na ten temat ignorowała.
Posłowie i posłanki PiS oraz Konfederacji powtarzali za prezydentem Nawrockim, że ustawa obraża i stygmatyzuje polską wieś. Jest atakiem na polskich rolników. Z tym nie zgadza się zdecydowanie PSL, który od początku deklarował poparcie dla ustawy łańcuchowej. „Skąd ma pan dane, że więcej psów żyje na terenach wiejskich, niż miejskich? Bo ja mam zupełnie inne informacje” – wiceminister rolnictwa Jacek Czerniak zwracał się do Zbigniewa Boguckiego. Zaznaczał, że „polski rolnik dba o swoje zwierzęta – gospodarskie i towarzyszące”.
„Uczestniczyliśmy w trudnym procesie legislacyjnym i uważamy, że trzeba to weto odrzucić” – podkreślał wiceminister.
Rzadziej – choć wciąż zaskakująco często – padały również argumenty o tym, że problem psów na łańcuchu jest wymyślony. Posłowie zapraszali do swoich wiosek „gdzie takie rzeczy się nie dzieją”. Poseł Roman Fritz z koła Konfederacji Korony Polskiej kpił: „Nigdy nie widziałem psa żyjącego w pralce”. O zwierzęciu utrzymywanym w takim „kojcu” mówiły posłanki popierające ustawę łańcuchową.
OKO.press może ułatwić panu posłowi poszukiwania: w 2021 roku Pogotowie dla Zwierząt odebrało interwencyjnie psa przywiązanego do pralki, która miała mu służyć za budę. Pies miał na imię Puszek, mieszkał pod Zambrowem (woj. podlaskie). Inny pies – tym razem uwięziony w bębnie starej pralki – został znaleziony przez Ekostraż w 2023 roku pod Wrocławiem we wsi Łęg.
Dziennikarka, reporterka, kierowniczka działu klimatyczno-przyrodniczego w OKO.press. Zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego, w tym katastrofy na Odrze". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie, na wakacje jeździ pociągami, weekendy najchętniej spędza na kajaku, uwielbia Eurowizję i jamniki (a w szczególności jednego rudego jamnika).
Dziennikarka, reporterka, kierowniczka działu klimatyczno-przyrodniczego w OKO.press. Zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego, w tym katastrofy na Odrze". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie, na wakacje jeździ pociągami, weekendy najchętniej spędza na kajaku, uwielbia Eurowizję i jamniki (a w szczególności jednego rudego jamnika).
Komentarze