Czy udało się osiągnąć kompromis, który zadowoli wszystkie opcje polityczne i przysłuży się psom? Na to liczą autorzy projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Według zapisów za 12 miesięcy trzymanie psów na łańcuchach byłoby już nielegalne. To kolejna próba wprowadzenia takiego zakazu.
„UWOLNIMY psy z łańcuchów” – tak posłanka KO Małgorzata Tracz podsumowała prace Nadzwyczajnej Komisji ds. Ochrony Zwierząt. To kolejna próba wprowadzenia zakazu trzymania psów na łańcuchu — poprzednią, przypomnijmy, zawetował prezydent Karol Nawrocki. Tym razem do prac zaproszono Kancelarię Prezydenta. Po pół roku udało się opracować takie zapisy, które — jak ma nadzieję Małgorzata Tracz — poprą wszystkie opcje polityczne, a także Karol Nawrocki.
Organizacje zajmujące się prawami zwierząt mówią o kompromisie, który do końca nie zadowala, ale jest najlepszym rozwiązaniem, na jakie możemy liczyć. „Z doświadczenia wiem, że przepisy dotyczące praw zwierząt zmieniają się w drodze ewolucji, a nie rewolucji. Małymi krokami do przodu i takim krokiem jest właśnie ta ustawa” – komentuje prezes Fundacji Psa Karmela Michał Gromada, który brał udział w pracach w Komisji.
Przypomnijmy po kolei, jak wyglądała walka o zakaz łańcuchów:
Po fiasku związanym z odrzuceniem weta, Nadzwyczajna Komisja ds. Ochrony Zwierząt zaczęła prace nad dwoma projektami ustaw wprowadzającymi zakaz łańcuchów — poselskim i prezydenckim. „Zdecydowaliśmy, że będziemy bazować na projekcie poselskim, ale w prace była zaangażowana Kancelaria Prezydenta” – mówi w rozmowie z OKO.press Małgorzata Tracz. Procedowaną nowelizację ustawy o ochronie zwierząt można znaleźć TUTAJ.
Prace w komisji, jak relacjonuje Michał Gromada, przebiegały wyjątkowo spokojnie. „W grudniu, po prezydenckim wecie, było gorąco. Teraz wszystkie opcje przyszły na posiedzenia komisji, żeby się dogadać. My, jako organizacje, zgłosiliśmy nasze poprawki i zostały one w dużej części przyjęte. Ostateczny głos mają jednak posłowie i posłanki. Widać było, że wszystkie strony, również ta prezydencka, były nastawione na poszukiwanie kompromisu”.
Co udało się wypracować?
„Kość niezgody, czyli kwestia wymiarów kojca, będzie uregulowana w drodze rozporządzenia Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi — a nie, jak poprzednio, przez zapisy samej ustawy” – wyjaśnia posłanka.
„Nowe przepisy wejdą w życie po 12 miesiącach od opublikowania w Dzienniku Ustaw, ale Ministerstwo Rolnictwa będzie dążyło do tego, by jak najszybciej wydać rozporządzenie. Myślę, że wydarzy się to w ciągu dwóch czy trzech miesięcy. W rozporządzaniu będzie określone, jak ma wyglądać kojec i jakiej ma być wielkości. Zanim zostanie przyjęte, przejdzie oczywiście fazę konsultacji” – dodaje Małgorzata Tracz.
Zdaniem posłanki ważnym zapisem ustawy jest ten, który podkreśla, że kojce nie mają zastąpić łańcuchów. „Przy poprzedniej wersji projektu zarzucano, że chcemy łańcuchy zamienić na kojce. W tym projekcie to wyjaśniliśmy” – podkreśla.
Zapis brzmi:
„W przypadku braku możliwości zapewnienia psu utrzymywanemu poza lokalem mieszkalnym stałego, swobodnego poruszania się po terenie z powodu braku jego ogrodzenia lub stwarzania przez psa niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia człowieka lub innego zwierzęcia, dopuszcza się utrzymywanie psa w kojcu. Utrzymywanie psa w kojcu jest dopuszczalne pod warunkiem, że ma on powierzchnię umożliwiającą temu psu swobodne poruszanie się i możliwość realizacji naturalnych potrzeb oraz trwałą i stabilną konstrukcję, a co najmniej dwa jego boki zawierają prześwity przepuszczające światło i zapewniające swobodny przepływ powietrza”.
Małgorzata Tracz tłumaczy również, że uściślono zapisy zezwalające na krótkotrwałe trzymanie psów na uwięzi. Taki zapis znalazł się w poprzedniej wersji projektu, z zaznaczeniem, że może być stosowany włącznie „poza miejscem bytowania psa”. W zamyśle chodziło na przykład o sytuacje, kiedy pies jest z opiekunami na kempingu i zostaje przypięty, żeby nie uciekł i nie przeszkadzał innym. Organizacje zwracały jednak uwagę, że to może być luka w przepisach, która uzasadni dalsze trzymanie psów na uwięzi.
„Organizacje prozwierzęce zaproponowały poprawki i zdecydowaliśmy się uściślić, że chodzi o trzymanie na uwięzi poza miejscem bytowania o charakterze »krótkotrwałym i incydentalnym«, żeby nie było wątpliwości” – mówi Małgorzata Tracz.
„Jestem przedstawicielem fundacji prozwierzęcej, więc moim zdaniem idealnym rozwiązaniem byłby zakaz używania i łańcuchów, i kojców. Takie rozwiązanie nie miałoby jednak szans na wprowadzenie. Nie oszukujmy się — jesteśmy realistami i wiemy, jak wygląda polityka” – komentuje Michał Gromada z Fundacji Psa Karmela.
„Cieszę się, że udało się ruszyć sprawę łańcuchów. Przede wszystkim jestem zadowolony z zapisu, który podkreśla, że kojce to nie opcja, alternatywa czy propozycja, ale ostateczność. Jeśli pies nie może mieszkać w lokalu mieszkalnym, a działka jest nieogrodzona, to jako ostateczność można wybrać kojec, który tak naprawdę będzie stanowić jedynie wyjątek od reguły. Innych opcji nie przewidziano. Na szczęście, bo inwencja twórcza niektórych właścicieli nie ma granic” – komentuje.
Na pytanie, czy 12 miesięcy na wejście w życie zakazu łańcuchów, to za długo, odpowiada: „W trakcie prac komisji argumentowano, że ministerstwo rolnictwa potrzebuje czasu na przygotowanie rozporządzenia. Moim zdaniem oczywiście jest to bardzo długo, za długo. Ale w tym momencie, po tylu próbach zdjęcia łańcuchów, po miesiącach pracy komisji i wecie, 12 miesięcy jest korzystniejszym rozwiązaniem niż kolejne lata stagnacji”.
„Najbardziej problematyczny jest dla mnie zapis wyłączający hodowle z wymogów dotyczących kojców i warunków utrzymywania psów” – dodaje Michał Gromada.
„Mam jednak nadzieję, że te kwestie zostaną rozwiązane w osobnej ustawie, dotyczącej hodowców. Te prace dopiero przed nami, ale regulacje obejmujące hodowle znajdują się m.in. w obywatelskim projekcie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt i w projekcie poselskim, który już jest w Sejmie. Dodatkowo mamy przyjęte w kwietniu unijne wytyczne dotyczące hodowli psów i kotów. Dlatego jestem dobrej myśli, mam nadzieję, że uda się to uregulować osobnymi przepisami” – wyjaśnia.
Po jednogłośnym przyjęciu projektu nowelizacji podczas posiedzenia komisji, ustawa trafiła pod obrady Sejmu. W środę – 27 maja- podczas drugiego czytania pozytywnie wypowiadali się o niej zarówno przedstawiciele koalicji rządzącej, jak i opozycji.
„Większość osób na tej sali zgadza się z rym, że nie jest potrzebne trzymanie psów na łańcuchach” – mówił poseł Krzysztof Ciecióra z PiS, dziękując za spokojną pracę w komisji i wspominając, że o zakaz łańcuchów walczył poseł Lewicy Łukasz Litewka, który zginął w wypadku w kwietniu.
Ciecióra przyznał, że udało się dojść do kompromisu — choć nie zrezygnował z powtórzenia po Karolu Nawrockim, że przy pierwszym podejściu koalicja rządząca chciała „wepchnąć psy do ogromnych kojców, niemal apartamentowców”.
Wyjaśnił, że z perspektywy opozycji przeniesienie wymogów dotyczących kojców do ministerialnego rozporządzenia jest lepsze, bo w przyszłości i w razie konieczności te zapisy będą łatwiejsze do zmiany. „A za rok czekają nas rządy ponownie zjednoczonej prawicy” – dodał z nadzieją.
Nie cały PiS jest jednak tak optymistycznie nastawiony do tej nowelizacji. Posłanka Józefa Szczurek-Żelazko wygłosiła argumenty, które już wcześniej padały w tej debacie. Od mętnych pytań, czym się różni pies w schronisku od tego na wsi, po udowadnianie, że psy mieszkające w blokach cierpią.
„Przygotujcie dobry projekt, to będziemy go popierać” – ogłosiła. W podobnym tonie wypowiadała się Konfederacja. Poseł Krzysztof Mulawa denerwował się, że rząd powinien być zmartwiony demografią, a nie psami. „Bo jedna polska firma zbankrutowała, jeśli chodzi o produkcję wózków dziecięcych — zaczęła za to produkować wózki dla psów” – poinformował.
Krzysztof Mulawa najpewniej pobieżnie przeczytał wcześniej wypowiedzi pana Dariusza, przedsiębiorcy z Częstochowy, który w „Fakcie” narzekał na coraz mniejsze zyski z produkcji i sprzedaży wózków oraz sanek. Z tym że artykułów dla psów nadal nie sprzedaje. Głównym powodem kryzysu jest zalew rynku produktami z Chin.
Podczas debaty padały również rytualne już argumenty o wysokim koszcie utrzymania psów i tworzeniu prawa z perspektywy dużego miasta, a nie polskiej wsi.
To były jednak głosy mniejszości. Większość zgadza się, że to najwyższy czas na zerwanie łańcuchów.
„Jeśli nie jesteś w stanie ponieść kosztu utrzymania psa, który potrzebuje jeść, potrzebuje weterynarza, będzie się starzał, to go nie ponoś. Nie bierz zwierzęcia do domu” – mówiła posłanka KO Katarzyna Piekarska. „Bo jak bierzesz go do domu, to jest twoja odpowiedzialność. Zwierzę kocha bezwarunkowo i oczekuje tylko tego, żebyśmy właściwie się nim opiekowali” – dodała. Jak podkreślała, nikt nie będzie zmuszał opiekunów do dużych inwestycji. „Najtaniej będzie wziąć psa do domu i tam zapewnić mu posłanie” – mówiła Piekarska. Jak dodała, nie zgadza się na przeliczanie „kosztu cierpienia zwierząt na pieniądze”.
Głosowanie za tą ustawą – dodała posłanka – jest kwestią przyzwoitości.
Sejm będzie głosować nad przyjęciem projektu w najbliższy piątek, 29 maja.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Komentarze