Rok 2025 przejdzie do historii jako ten, w którym udało się zmniejszyć listę gatunków łownych i zakończyć erę hodowli zwierząt na futra. Jednocześnie to rok, w którym UE otworzyła furtkę do odstrzału wilków, a psy straciły szansę na uwolnienie z łańcuchów. Podsumowujemy, co się działo przez ostatnich 12 miesięcy w prawach zwierząt
Pierwsze dni roku 2025 przyniosły tragiczny bilans sylwestrowej nocy. Jacek Wąsiński, który prowadzi Leśne Pogotowie w Mikołowie, opublikował po Sylwestrze 2024/2025 zdjęcie, na którym widać martwą sarnę, wiewiórkę, pustułkę i sokoła. Sarna, leczona wcześniej w Leśnym Pogotowiu, była już zdrowa, mieszkała na wybiegu. Kiedy rozpoczęła się sylwestrowa kanonada fajerwerków, przestraszyła się, w panice uderzyła w ogrodzenie i skręciła kark. Nie było szans, żeby ją uratować.
Jeden z pracowników schroniska dla zwierząt we Wrześni opublikował zdjęcie stosu ciał martwych saren. Znalazł je podczas patrolu na zalesionych ścieżkach po sylwestrowej nocy. Z kolei Jeżurkowo Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt poinformował o śmierci wiewiórki.
Organizacje prozwierzęce od lat przypominają, że Sylwester jest dla zwierząt najtrudniejszą i najniebezpieczniejszą nocą. W 2024 roku Fundacja Szklane Pułapki podczas liczenia martwych ptaków znalazła aż 80 ciał. Po Sylwestrze 2025/2026 liczenia nie zorganizowano – Fundacja pracuje nad publikacją naukową zbierającą dane z poprzednich lat.
Tymczasem w Sejmie czekają trzy projekty dotyczące zakazu używania fajerwerków.
Projekt poselski złożony przez posłów KO zakłada zakaz prywatnego używania „wyrobów pirotechnicznych widowiskowych klasy F2 oraz klasy F3”, czyli np. petard hukowych i fajerwerków. Z kolei projekt zgłoszony przez posłankę Darię Gosek-Popiołek zakłada zwiększenie kompetencji gmin, które mogłyby samodzielnie wprowadzać lokalne zakazy. Zakaz używania fajerwerków to również element obywatelskiej ustawy „Stop łańcuchom, pseudohodowlom i bezdomności zwierząt”.
Katarzyna Piekarska z KO mówiła w OKO.press w listopadzie, że zakaz miałby zostać przegłosowany jeszcze przed końcem 2025. To się nie udało, bo ostatnie posiedzenie Sejmu w grudniu poświęcono próbom odrzucenia weta prezydenta w sprawie ustawy łańcuchowej. Teraz posłanka zapowiada, że zakaz miałby szansę wejść w życie od stycznia 2027.
Na razie jednak projekty czekają na swoją kolej i są jednym z tych punków, których w 2025 roku nie udało się odhaczyć.
Udało się za to przegłosować zakończenie hodowli zwierząt na futra. To historyczny moment, bo o zakaz obrońcy zwierząt walczyli od kilkudziesięciu lat.
Według nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt zakaz zacznie obowiązywać za osiem lat. Ci hodowcy, którzy zamkną swoje biznesy do pięciu lat, będą mogli liczyć na odszkodowania. Ci, którzy zdecydują się na to najszybciej, dostaną odszkodowanie w wysokości 25 proc. swojego rocznego przychodu. Hodowcy wygaszający swój biznes dopiero za pięć lat, mieliby dostać już tylko 5 proc. Ci, którzy zrobią to w ostatniej chwili, za osiem lat, nie dostaną nic.
Pracownicy ferm futerkowych będą mogli liczyć na odprawy w wysokości 12-krotności miesięcznej wypłaty. Już teraz zaczął obowiązywać zakaz zakładania nowych ferm lisów (polarnych i pospolitych), norek, jenotów, tchórzy, nutrii i szynszyli.
2 grudnia nowelizację podpisał prezydent Karol Nawrocki.
Tego samego dnia ogłosił jednak wspomniane już weto wobec ustawy łańcuchowej. Obecnie według przepisów łańcuch musi mieć min. 3 metry i pies może na nim być uwięziony przez maksymalnie 12 godzin – w praktyce ten przepis jest martwy, bo trudno to skontrolować. Autorzy nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt proponowali więc całkowity zakaz łańcuchów. Jedną z alternatyw dla osób, które nie chcą trzymać psów w domu, miały być kojce – o ściśle określonych minimalnych wymiarach. Obecnie nie ma żadnych wymogów dotyczących wielkości kojca.
To nie przekonało prezydenta Nawrockiego i jego zaplecza politycznego. PiS i Konfederacja były przeciwko odrzuceniu prezydenckiego weta. Psy zostają na łańcuchach. Nawrocki zgłosił jednak swój projekt nowelizacji (krytykowany przez organizacje prozwierzęce za brak regulacji dotyczących wielkości kojców). Zakaz łańcuchów jest też elementem obywatelskiego projektu „Stop łańcuchom, pseudohodowlom i bezdomności zwierząt”, który dopiero będzie procedowany.
Jedną z najważniejszych zmian, jakie przyniósł 2025 rok, było wykreślenie części ptaków z listy gatunków łownych. Droga do przyjęcia takiego rozwiązania była kręta i wyboista. Od kilkunastu lat zrzeszająca kilkadziesiąt organizacji przyrodniczych Koalicja Niech Żyją! zabiega o moratorium na polowania na ptaki, a w 2024 roku złożyła do Ministry Klimatu i Środowiska Pauliny Hennig-Kloski wniosek o pilne wykreślenie 12 gatunków ptaków z listy zwierząt łownych.
Koalicja podkreślała, że myśliwi, polując na ptaki, naruszają zakaz zabijania dzikich zwierząt zawarty w art. 125 ustawy o ochronie przyrody. Przepis ten zezwala zabijać zwierzęta wolno żyjące tylko m.in. w ramach racjonalnej gospodarki, a polowania na ptaki takim racjonalnym gospodarowaniem nie są, gdyż nie spełniają przesłanek „nowoczesności, stosowania badań naukowych, dobrego planowania i osiągania dobrych wyników”.
Jest przeciwnie: polowania na ptaki są jednym z zagrożeń dla ochrony najcenniejszych krajowych ostoi ptaków. Rozpoznawanie ptaków w locie to wyzwanie, któremu trudno sprostać i myśliwi nierzadko mylą gatunki i strzelają do ptaków chronionych, problemem jest też płoszenie ptaków, a w konsekwencji opuszczanie siedlisk. Kolejna sprawa to cierpienie zadawane ptakom podczas polowań – wiele ptaków nie ginie od razu, ale zranione lecą tak długo, jak dają rade bądź też dogorywają w szuwarach.
Wykreślenie kilku gatunków ptaków z listy zwierząt łownych deklarował wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała niemal od początku swojego urzędowania, później o polowaniach na ptaki dyskutowali uczestnicy zespołu ds. reformy łowiectwa przy Ministerstwie Klimatu i Środowiska w 2024 roku, ale konkretów ciągle nie było. Dopiero na początku 2025 roku resort środowiska ogłosił projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie ustalenia listy gatunków zwierząt łownych z propozycją skreślenia z tej listy siedmiu gatunków ptaków. Reakcja zwolenników polowań na słonki i jarząbki była mocna. Uwagi do projektu zgłosiły ministerstwa kierowane przez polityków PSL oraz przedstawiciele niektórych samorządów, a w argumenty, które tam padały, chyba nie wierzyli nawet ci, którzy je przedstawiali: zakaz polowań na kaczki miał godzić w bezpieczeństwo żywnościowe Polski oraz w obronność kraju.
Temat ucichł na kilka miesięcy, aż resort klimatu i środowiska wystąpił z propozycją alternatywną: moratorium na odstrzał siedmiu gatunków ptaków. Ptaki te zostałyby na liście gatunków łownych, ale byłyby objęte całorocznym okresem ochronnym. Z czasem wiceminister Dorożała poszedł na ustępstwa i zaproponował moratorium na pięć, a nie siedem gatunków. Kompromis był tuż tuż, już nawet wiceminister Dorożała zdążył się nim pochwalić, ale wówczas minister rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski podał, że owszem, moratorium na polowania na ptaki jest możliwe, ale nie za darmo – w zamian za zniesienie moratorium na polowania na łosie.
Wydawało się, że jest klincz, ale niespodziewanie nastąpił zwrot akcji. Ministra Klimatu i Środowiska wydała 22 września rozporządzenie, wykreślające pięć gatunków ptaków.
Są to jarząbki, głowienki, czernice, słonki i łyski. Rozporządzenie weszło w życie 2 stycznia 2026 roku.
Trzeba jednak podkreślić, że takie rozwiązanie nie zadowala nikogo. Myśliwi uważają, że to krok w stronę ograniczania polowań, zaś obrońcy przyrody ponoszą, że skreślenie pięciu gatunków ptaków z listy gatunków łownych nie rozwiązuje problemu zabijania gatunków chronionych. Wykreślenie pięciu gatunków ptaków z listy gatunków łownych, nie oznacza automatycznie objęcia ich ochroną gatunkową. Aby ptaki te zostały uznane za gatunki chronione, konieczna jest zmiana rozporządzenia w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt, a tę zmianę minister klimatu i środowiska może wprowadzić jedynie w porozumieniu z ministrem rolnictwa, a tutaj porozumienia nie ma.
Rok 2025 to również czas nagonki na wilki. Mieliśmy zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję z tymi zwierzętami na ulicach jednej z podlaskich miejscowości. Była też historia, jak wilk miał zaatakować człowieka, który przeżył ten atak, wrócił do domu, opatrzył sobie sam rany, a kilka dni później o sprawie poinformowała jego żona. Media społecznościowe, w których sprawdzanie wiarygodności publikowanych w nich sensacji nie trzyma się już żadnego poziomu, skutecznie inspirują media internetowe i tradycyjne.
Ilość materiałów pojawiających się w sieci jest obecnie tak duża, że eksperci zajmujący się wilkami nie są w stanie odpowiadać na kolejne wpisy krążące w mediach społecznościowych. Można się zatem spodziewać, że 2026 rok nie będzie lepszy dla wilków, a presja na poluzowanie jego ochrony będzie się nasilać.
W maju Parlament Europejski zagłosował za obniżeniem statusu ochrony wilka w UE – gatunek został przeniesiony z załącznika IV (obejmującego gatunki ściśle chronione) do załącznika V (obejmującego gatunki chronione). Polskiej populacji ta zmiana nie dotyczy (od początku była w załączniku V, ale Polska mimo to utrzymuje ochronę ścisłą), ale otwiera furtkę do umożliwienia odstrzału wilków w innych krajach Europy.
Niełatwo mają również niedźwiedzie. Głośno było o bieszczadzkich gminach, które domagały się zezwolenia na ich odstrzał. Taka zgoda została wydana dla gminy Cisna przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska. Jednak spotkała się z tak dużym sprzeciwem społecznym, że ostatecznie ją uchylono.
To, że do takich sytuacji konfliktowych z udziałem niedźwiedzi dojdzie w Bieszczadach, nie było żadną tajemnicą. Jest to dziś najważniejsza ostoja tych zwierząt w Polsce, chociaż bieszczadzka populacja wcale nie jest tak duża, jak twierdzą oficjalne statystyki. Zdaniem osób badających te drapieżniki można mówić o ponad 100 niedźwiedziach w tym rejonie Karpat. Mimo wcześniejszych zdarzeń z udziałem niedźwiedzia nie zrobiono za wiele, żeby w Bieszczadach przygotować się do zapobiegania ich powstawaniu i ewentualnego rozwiązywania. Przez lata nie powstawał zespół interwencyjny, który mógłby w profesjonalny sposób nie tylko zarządzać sytuacjami konfliktowymi, ale i im zapobiegać. Dopiero głośna sprawa z gminy Cisna sprawiła, że taka grupa zostanie utworzona. Na razie jednak jest na bardzo wczesnym etapie tworzenia.
Do tego pilnego rozwiązania jest kwestia gospodarki odpadami w bieszczadzkich gminach. Ważne jest, aby śmieci nie czekały długo na odbiór, wystawione na zewnątrz w workach. Krytyczny staje się również problem zarządzania przestrzenią w Bieszczadach, gdzie pomimo różnych form ochrony przyrody zadeklarowanych na papierze, zabudowa zaczęła wychodzić coraz dalej, tam, gdzie wcześniej nie było ludzkich osiedli lub od wielu dekad gruntów nie użytkował człowiek. Do tego wciąż nie powstają na dużą skalę strefy wyłączone z gospodarki leśnej i łowieckiej, gdzie swoje ostoje mają niedźwiedzie. Tę rolę mogłyby spełniać planowane rezerwaty przyrody i poszerzenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Jednak na Podkarpaciu tworzenie nowych obszarów chronionych idzie opornie.
Wilki, rysie i żubry giną z rąk człowieka. W przypadku rysia każde zabite zwierzę tego gatunku zmniejsza szansę na powodzenie wysiłków zmierzających do jego ochrony. Tym bardziej że jest to dziś jeden z najbardziej zagrożonych dużych drapieżników występujących w naszym kraju. Wydaje się ogromne kwoty na jego ochronę i wprowadzenie ich do miejsc, w których wyginęły. Liderem w zakresie tego typu działań jest dziś Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze. Do stycznia 2025 roku, kiedy pracownicy tej organizacji znaleźli zabitą przez człowieka samicę rysia o imieniu Merle, ZTP wypuściło na wolność w ramach projektów reintrodukcji aż 92 rysie. Sześć z nich miało zginąć z rąk ludzi, a około 20 zaginęło i nie są znane ich dalsze losy. Tymczasem według szacunków Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk (IBS PAN) w Polsce, i to pomimo ścisłej ochrony i braku sytuacji konfliktowych z człowiekiem, z rąk ludzi ginie aż 1/3 rysi.
Podobnie sprawa ma się z żubrami. Trwają dyskusje na temat tego, czy utrzymywać ich szczególny status w Polsce, czy też zwiększyć możliwości ich komercyjnego zabijania. W tle jest konflikt z rolnikami z województwa podlaskiego, którzy twierdzą, że żubry niszczą im uprawy. Jak przekonywał profesor Rafał Kowalczyk z IBS PAN, zarządzanie populacją żubrów powinno odbywać się na podstawie badań naukowych, a nie emocji: „Bez tego żubry będą wymagały opieki człowieka, będą dalej wprowadzane do lasów, z których migrują na pola, powodując konflikty. Powinniśmy szukać bardziej otwartych przestrzeni, gdzie można wprowadzać żubry. Idealne są nieużywane poligony czy obszary górskie. A przede wszystkim protestuję przeciwko podejściu hodowlanemu, polowaniom i pytaniom, jaką rolę żubr pełni w środowisku. Nie musimy szukać uzasadnienia dla jego obecności”.
O kolejnym przypadku śmierci żubra po postrzale dowiedzieliśmy się w lutym 2025 roku. Była to pięcioletnia samica. Zdaniem Macieja Tracza z ZTP myśliwy dobrze wiedział, do jakiego celu strzela. Zwierzę konało w męczarniach. Jak mówił OKO.press Tracz: „Ci, co zabijają, już się nauczyli, jak to robić skutecznie i bez śladów. Przestali strzelać do byków, bo to za duże zwierzę do łatwego zagospodarowania. Jeden czy dwóch »myśliwych« sobie z tym nie poradzi. Zaczęli strzelać do cieląt, bo taka ofiara waży znacznie mniej niż dorosły osobnik – około 40-50 kilogramów. Sprawca działający w pojedynkę bez problemu ogarnie sytuację. To tak zwana »zwierzyna bagażnikowa«. Łatwiej taki przypadek kłusownictwa zatuszować. A mięso żubrów jest potem przerabiane”.
Giną również łosie, które, chociaż nie są chronione, to nie można na nie polować. Moratorium dotyczące zatrzymania łowów na te zwierzęta obowiązuje już ponad 20 lat i dzięki niemu populacja naszych największych jeleniowatych odbiła się od liczebnościowego dołka.
Niestety, nie powstrzymuje to ludzi przed strzelaniem do łosi. Jeden takich przypadków miał miejsce jesienią w województwie podlaskim. Zastrzelona łosza wpadła w kukurydzę. Ten, który do niej strzelił, nie pofatygował się nawet, żeby sprawdzić, co to za zwierzę. To nie był jedyny przypadek nielegalnego zabicia łosia w minionym roku.
Wracają też pomysły wznowienia polowań na łosie. Z tym postulatem wrócił tym razem minister rolnictwa Stefan Krajewski.
Chciał uzależnić swoją zgodę na skreślenie pięciu gatunków ptaków z listy zwierząt łownych, przywróceniem odstrzału na łosie. Tym razem znów się nie udało, ale próby zmiany statusu tych ssaków pojawiają się regularnie niezależnie od tego, kto sprawuje rządy w Polsce. Niestety w 2026 roku jednego możemy być pewni. Gatunkom chronionym i tym, na które nie można polować, nie będzie łatwo.
A szans na wpisanie na listę gatunków chronionych albo na moratorium, nie mają borsuki, zające czy szakale. Te ostatnie, chociaż są gatunkiem obcym, nie są inwazyjne. To klimatyczni migranci z południa Europy, a ich pojawienie się jest naturalnym zjawiskiem, które nie budzi obaw świata nauki.
Prawa zwierząt
fermy norek
hodowla zwierząt na futra
pechowa trzynastka
polowania na ptaki
psy na łańcuchach
ustawa łańcuchowa
zakaz hodowli zwierząt na fura
zakaz łańcuchów
Dziennikarka, reporterka, kierowniczka działu klimatyczno-przyrodniczego w OKO.press. Zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego, w tym katastrofy na Odrze". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie, na wakacje jeździ pociągami, weekendy najchętniej spędza na kajaku, uwielbia Eurowizję i jamniki (a w szczególności jednego rudego jamnika).
Dziennikarka, reporterka, kierowniczka działu klimatyczno-przyrodniczego w OKO.press. Zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego, w tym katastrofy na Odrze". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie, na wakacje jeździ pociągami, weekendy najchętniej spędza na kajaku, uwielbia Eurowizję i jamniki (a w szczególności jednego rudego jamnika).
Absolwentka prawa, z zawodu dziennikarka, przez wiele lat związana z „Rzeczpospolitą”. Trzykrotna laureatka konkursu dziennikarskiego Polskiej Izby Ubezpieczeń i laureatka Nagrody Dziennikarstwa Ekonomicznego Press Club Polska w 2023 r. Obecnie freelancerka, pisywała m.in. do „Gazety Wyborczej”, miesięcznika „National Geographic Traveler”, „Parkietu”, Obserwatora Finansowego i Prawo.pl. Po latach mieszkania w Warszawie osiadła z gromadką kotów na Podlasiu.
Absolwentka prawa, z zawodu dziennikarka, przez wiele lat związana z „Rzeczpospolitą”. Trzykrotna laureatka konkursu dziennikarskiego Polskiej Izby Ubezpieczeń i laureatka Nagrody Dziennikarstwa Ekonomicznego Press Club Polska w 2023 r. Obecnie freelancerka, pisywała m.in. do „Gazety Wyborczej”, miesięcznika „National Geographic Traveler”, „Parkietu”, Obserwatora Finansowego i Prawo.pl. Po latach mieszkania w Warszawie osiadła z gromadką kotów na Podlasiu.
Publicysta, dziennikarz, autor książek poświęconych ludziom i przyrodzie: „Syria. Przewodnik po kraju, którego nie ma”, „Łoś. Opowieści o gapiszonach z krainy Biebrzy”, „Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, „Rzeki. Opowieści z Mezopotamii, krainy między Biebrzą i Narwią leżącej" i "Borsuk. Władca ciemności. Biografia nieautoryzowana".
Publicysta, dziennikarz, autor książek poświęconych ludziom i przyrodzie: „Syria. Przewodnik po kraju, którego nie ma”, „Łoś. Opowieści o gapiszonach z krainy Biebrzy”, „Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, „Rzeki. Opowieści z Mezopotamii, krainy między Biebrzą i Narwią leżącej" i "Borsuk. Władca ciemności. Biografia nieautoryzowana".
Komentarze