0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Materiały konkursoweMateriały konkursowe

Czytelnik OKO.press napisał w rozpaczy: „Zabudowują nam Beskid Wyspowy”. Na lokalnych forach panika: powstanie „nowy Gołębiewski”, jak w Wiśle. Albo, nie daj Boże, sala weselna na samym szczycie. A w końcu: „Jak braknie funduszy, to będzie nas straszył szkieletor”.

Niewielka polana przy szczycie Jeżowa Woda, na której ma powstać schronisko, to urokliwe miejsce. Dojeżdża się tutaj szutrową drogą, z trzech stron polana osłonięta jest lasem. Obok po grani prowadzi zielony szlak z Łukowicy na Mogielicę – to fragment Głównego Szlaku Beskidu Wyspowego.

– Po co jeszcze bardziej zabudowywać góry? – pytam Wiesława Cholewę, niegdyś współzałożyciela ogromnej spółki deweloperskiej Murapol, dziś prezesa fundacji, która chce postawić schronisko na Jeżowej Wodzie.

W Polsce w zasadzie każdy może wybudować dom na dowolnej działce. Ale czy jeden budynek o powierzchni zabudowy dwóch domów, które rozsiane są po okolicy w tysiącach, zaburzy tę strukturę? – odpowiada milioner. Swego czasu trafił na listę stu najbogatszych Polaków magazynu „Forbes”, twierdzi, że na podstawie błędnych wyliczeń.

Choć kilka lat temu Cholewa porzucił deweloperski biznes, nie ustaje w budowaniu. Wymarzył sobie, by region wyszedł z „turystycznej przeciętności” i od kilku lat powiększa ośrodek wypoczynkowy w Przyszowej. To ośrodek tylko z nazwy, bo bardziej przypomina resort: kilka domów, jurty, spa, tuba do zjazdów dla dzieci, w planach są hotel i apartamentowiec. Całość, co podkreśla Cholewa, dzięki dbałości o okoliczne lasy i produkcji energii przez panele solarne stanowi inwestycję zeroemisyjną.

Cztery kilometry dalej (i wyżej) jego fundacja zbuduje schronisko. Obiekt będzie mieć niedużą powierzchnię zabudowy (do 300 metrów kwadratowych), ale aż sześć kondygnacji: dwie podziemne (zaplecze kuchenne i jadalnia), a wyżej dormitoria, restauracja i w końcu na szóstej kondygnacji taras ponad koroną drzew: z jednej strony widok na beskidzkie zbocza, z drugiej panorama Tatr.

– Z tą inwestycją jest jak z reklamą piwa bezalkoholowego. Nie udawajmy, że to schronisko, skoro bardziej przypomina obiekt hotelowy – przestrzegł mnie przed spotkaniem z Cholewą Czesław Szynalik, znawca regionu i twórca akcji „Odkryj Beskid Wyspowy”.

widok na pasmo niewielkich wzniesień
Widok z Wężowej Wody. Beskid Wyspowy, fot. Szymon Opryszek

Rozwój przez przypadki

Patrzymy z milionerem z Jeżowej Wody na panoramę Beskidu Wyspowego i zdaję sobie sprawę, że żadnego tarasu widokowego nam nie trzeba. Wystarczy kilka kroków na pagórek i widać wszystko jak na dłoni. Nazwa regionu wzięła się od kopiastych wierzchołków: gdy mgła zalega w dolinie, wyglądają jak wyspy na morzu. Ale teraz w słoneczne przedpołudnie w dolinie roztacza się widok na okoliczne miejscowości.

– Po co to wszystko, skoro do najbliższej agroturystyki są ledwie trzy kilometry spaceru? – dopytuję.

Biznesmen zapewnia, że jego projekt to „zalążek społeczno-edukacyjno-kulturalnego centrum, w którym młodzi ludzie mogliby obcować z naturą i kulturą”. I pokazuje: tam będzie stała serowarnia, a tam tzw. Zagroda Limanowska, a poniżej wybudowanego już ośrodka jeszcze arboretum. Bogate plany, więc pytam Cholewę, czy nie jest uzależniony od budowania. Nieśmiało potakuje. A potem słucham, jak Wiesław Cholewa odmienia słowo „rozwój” przez przypadki.

Kto? Co? Rozwój regionu.

Kogo? Czego? Brakowało rozwoju.

Komu? Czemu? Rozwojowi turystyki.

Kogo? Co? Rozwój infrastruktury.

Z kim? Z czym? Z rozwojem dla sąsiadów.

O kim? O czym? O zrównoważonym rozwoju.

O! Rozwoju!

Więc nie wytrzymuję.

– Czy musimy robić z gór lunapark? – irytuję się.

– Nie wypromujemy Beskidu Wyspowego chatką studencką. Czasy się zmieniają. Ludzie się bogacą, chcą nowych wrażeń, miejsc i warunków hotelowych, a schroniska muszą te oczekiwania spełniać, by się utrzymać – przekonuje Cholewa. – Musimy stworzyć obiekt, który zaprosi nas do XXII wieku, który będzie łamał schematy, stanie się magnesem. Dzisiaj nikt sobie nie wyobraża Paryża bez wieży Eiffla czy Śnieżki bez obserwatorium. Przez ówczesnych uważane były za paskudztwa, a stały się ikonami architektury.

– W duszy pozostaje pan deweloperem, prawda?

– Dziś dużo mówi się o patodeweloperce. Ale przecież ludzie chcą kupować lokale użytkowe i potem je wynajmować jako mieszkania. Czy to wina dewelopera, że reaguje na taką potrzebę? A może samorządów, które nie mają planów zagospodarowania przestrzennego, nie wykupują terenów podmokłych, by tworzyć tam poldery, i pozwalają się budować?

– Bioróżnorodność umiera, a krajobraz staje się coraz bardziej zurbanizowany. A to tacy jak pan kreują trendy.

– Pan przecenia moją rolę. Oczekiwanie, że ochronię Puszczę Amazońską albo spowoduję, że powstanie np. Turnicki Park Narodowy, są zawyżone. Dbam o krajobraz, nie wycinam żadnych drzew poza gatunkami inwazyjnymi, przywracam zarośnięte tereny pod łąki. Może w mikroskali, ale staram się łączyć ekologię z potrzebami człowieka. Zgadzam się – musimy otwierać najwięcej rezerwatów i terenów Natury 2000. Ale na silnie zurbanizowanych obszarach trzeba tworzyć takie enklawy, które będą przyjazne dla ludzi i dla turystyki. I ja to robię.

– Będę pewnie wśród dziesięciu procent turystów, ale dla nas to wielka strata: ciszy, niezadeptanych szlaków, obcowania z przyrodą, jaka by ona nie była.

– W takim razie te dziesięć procent zapraszam za darmo do okolicznych lasów, których jesteśmy właścicielami, a pozostałe dziewięćdziesiąt do naszych obiektów wypoczynkowych.

Dwie wizualizacje projektu schroniska w kształcie szklanej spirali, zwieńczonej księżycową kulą.
Jeden z pięciu projektów schroniska na Jeżowej Wodzie, które przeszły do drugiego etapu konkursu. Fot. Fundacja Ideanova, za „Gazetą Krakowską”.

Żyrafa w kontekście krajobrazowym

– Przecież to niby schronisko zniszczy krajobraz! – zagaduję potem Piotra Chuchacza, architekta i byłego przewodniczącego Małopolskiej Okręgowej Izby Architektów RP.

– Na pewno będzie ingerować w przestrzeń. Atrakcją gór jest to, że są puste – odpowiada Chuchacz. – A schroniska mają dawać piechurom okazję do odpoczynku. Pytanie, czy ten budynek będzie odpowiadał na potrzeby przestrzeni, czy wręcz generował aktywności, których moim zdaniem Beskid Wyspowy nie potrzebuje.

W marcu Izba Architektów RP wydała ostrzeżenie przed międzynarodowym konkursem na projekt schroniska, który ogłosiła fundacja Cholewy. Dotyczyło głównie formalności, m.in. braku gwarancji realizacji zwycięskiej pracy, ale zdaniem architekta enigmatycznie potraktowano też kwestię warunków zabudowy oraz „kontekstu krajobrazowego”.

– Izba Architektów to organizacja, której celem jest ochrona interesów korporacji. Zupełnie to rozumiem – mówi Wiesław Cholewa. – Ciekawe, że po ukazaniu się ostrzeżenia, żaden z uczestników się nie wycofał i napłynęło kilkadziesiąt nowych zgłoszeń z Polski.

Ostatecznie w konkursie wzięło udział 88 projektów (większość zagranicznych). W jury obok Cholewy są m.in. Wojciech Siudmak, malarz i rzeźbiarz, przedstawiciel realizmu fantastycznego, porównywany do Beksińskiego oraz różni architekci i wykładowcy. Pod presją lokalnych mediów z udziału zrezygnował Grzegorz Biedroń, prezes Małopolskiej Izby Turystycznej.

Jurorzy wybrali już pięć projektów, m.in. futurystyczny budynek z księżycową kopułą lub minimalistyczny drewniany obiekt rodem ze Skandynawii. Zwycięzca zostanie wybrany we wrześniu.

Chuchacz: – Pojęcie schroniska jest bardzo pojemne, a planowany obiekt z racji swojej funkcji przypomina raczej wysokiej klasy obiekt hotelowo-konferencyjny. Można iść z dziećmi do zoo, zatrzymać się przy klatce podpisanej „nosorożce”, ale co im powiemy, gdy na wybiegu zobaczymy żyrafę?

Przeczytaj także:

Ten misiu nie może być tani

– Wielkie to takie będzie, a co, jak zawieje? – pyta żona pana Franka, z jednego z dwóch gospodarstw w sąsiedztwie planowanego schroniska, gdy odwiedzamy ich z Cholewą.

– Wszyscy tutaj narzekacie na wiatry, a ja mam czujnik i wychodzi, że tu są najsłabsze wiatry w Polsce – przekonuje biznesmen.

– A jak przyjdą śniegi i zamiecie? – upiera się sąsiadka.

– Zobaczcie państwo, jak się zmienia klimat. Jak siedem lat temu kupiłem działkę, to śnieg leżał do maja. A teraz?

Przysłuchuję się tej rozmowie i widzę, że najbliżsi sąsiedzi niewiele wiedzą o inwestycji. Ostatnio fundacja zaprosiła ludzi z Młyńczysk, Siekierczyny i Przyszowej na „debatę społeczną” połączoną z prezentacją pięciu wybranych przez jury projektów, ale zorganizowano ją w czwartek w południe.

Gdy lokalny portal zaprezentował pięć wybranych przez jury projektów, posypały się negatywne komentarze: „Rosja się sypie, więc nie ma potrzeby budować bunkrów w Beskidach” lub „Klimat się zmienił, że trzeba stawiać beton w środku lasu?”.

– Jest takie powiedzenie w filmie „Miś”: „Ten misiu nie może być tani”. To jest właśnie dokładnie realizacja tych słów: wszystko musi być wielkie, na tysiące ludzi i cały świat musi usłyszeć o tym fantastycznym pomyśle – komentuje Marek Styczyński, inżynier leśnictwa i ekspert w dziedzinie ekologii terenów górskich.

Twierdzi, że w przypadku Jeżowej Wody nie ma żadnego uzasadnienia dla budowy schroniska „ani w przebiegu szlaków, ani zapotrzebowaniu turystycznym”. Jego zdaniem to raczej

próba kumulacji majątku i sztuczne wytworzenie popytu dla prywatnego biznesu bez oglądania się na skutki środowiskowe i społeczne.

Zwraca też uwagę na stały mechanizm takich inwestycji: zaczyna się od obietnic dla mieszkańców i samorządów związanych z tzw. promocją turystyki, a później organizowane są tak zwane wydarzenia prospołeczne o charakterze populistycznych festynów, jak choćby ostatnia impreza balonowa z pokazem laserów zorganizowana przez fundację Cholewy na Jeżowej Wodzie.

– Naprawdę lasery? Myślałem, że jesteśmy już w XXI wieku, w którym mamy do czynienia z globalnym kryzysem środowiskowym – ironizuje Styczyński.

Wójt: protestów nie było

Jan Skrzekut, wójt Limanowej pytany o schronisko na Jeżowej Wodzie (polana, na której powstanie, leży na styku gmin Łukowicy i Limanowej, formalnie podlega drugiej) twierdzi, że w gminie protestów nie było.

Zdaniem Cholewy pomysł budowy schroniska ma tylko jednego przeciwnika. To sąsiad z Tymbarku, który kupił działkę w okolicy i założył nawet stronę w obronie wzgórza. Napisał: „Naszą wizją jest zachowanie naturalnego krajobrazu Beskidu Wyspowego dla potomnych. Chcemy chronić niższe pasma Beskidu, takie jak Jeżowa Woda przed zbyt intensywną zabudową w partiach zalesionych i szczytowych”.

– Jako wójt muszę trzymać się prawa. A że w gminie nie mamy planu zagospodarowania, wydaliśmy warunki zabudowy. Pozwolenie na budowę będzie procedowane w starostwie powiatowym – dodaje Skrzekut.

– Jest poważna zasada mądrej ochrony przyrody w Unii Europejskiej stosowana w polskim prawie. To zasada kumulacji negatywnych wpływów na środowisko. Dzisiaj mówi się mgliście o jednej budowli, ale skupowanie gruntów świadczy raczej o rozmaitych i nieznanych zamierzeniach – reaguje ostro Styczyński. – Można odmówić prawa do inwestycji, gdy zuboży ona teren w wodę, będzie oddziaływać pod kątem hałasu lub powodować skażenie światłem, uruchomi erozję gleby i trwale przekształci krajobraz. A czym się tam będzie palić – pewnie węglem czy resztkami karpackich lasów? Takie wpływy wygenerują inwestycje i znamy to od dziesięcioleci.

Zasada kumulacji wpływów negatywnych jest jasna i każdy może ją zrozumieć. Tylko nasi samorządowcy nie chcą o tej zasadzie pamiętać.
Widok zielonej polany na wzgórzu
Działka, na której ma powstać schronisko Cholewy. Jeżowa Woda, Beskid Wyspowy, fot. Szymon Opryszek

Bacówka z oknami

Tylko że mania „dobrego widoku” ogarnęła samorządowców z całego regionu. W ostatnich latach powstały kolejne wieże widokowe: na Mogielicy, Jaworzu i Modyni, a w kwietniu sejmik województwa małopolskiego przyznał 320 tys. zł dofinansowania na budowę kolejnej na szczycie Kamionna. Inwestycja ma kosztować 1,6 mln zł, a pozostałe wydatki podzieli między siebie pięć okolicznych gmin, w tym Limanowa.

– Wieże nie są ani ładne, ani potrzebne. Wszyscy mówią o pięknych widokach, ale nagle pojawiają się dwie drogi prowadzące do wież, towarzyszy temu wylesianie i niszczenie siedlisk, aż w końcu trwała degradacja krajobrazu staje się faktem. I tak też będzie z Jeżową Wodą – dodaje Marek Styczyński.

– Śmieję się czasem, że prawo budowlane nie przyjęło się na Podhalu i teraz podobna moda przeszła w Beskid Wyspowy – dodaje Czesław Szynalik, znawca regionu. I podkreśla, że planowane schronisko to nie jedyna kontrowersyjna inwestycja w regionie. Zielony szlak, który tędy przebiega, prowadzi przez 14 kilometrów na dziewiczą Polanę Stumorgową w otulinie Rezerwatu Przyrody Mogielica. Tam inny prywatny inwestor buduje „bacówkę”.

– Na tym terenie obowiązuje bezwzględny zakaz inwestycji – podkreśla Szynalik. – Jestem zdumiony, że organ nadzoru budowlanego zezwala na budowę „bacówki”, która jest budynkiem z oknami.

Czy chodzi im o to, by owce miały lepszy widok?

Choć Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Limanowej uznał projekt za samowolę budowlaną, to Małopolski Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego w Krakowie uchylił tę decyzję. Początkowo inwestor chciał zbudować cztery domki i wynajmować w nich pokoje turystom, na razie ograniczył się do jednego – „bacówki”.

„Jesteśmy przekonani, że postawienie jakiegokolwiek obiektu w takim miejscu otworzy drogę do zabudowy całej polany i innych miejsc o wyjątkowych walorach krajobrazowo-przyrodniczych” – napisali autorzy petycji w obronie polany. Pod petycją podpisało się ponad dwa tysiące osób.

Biznesmen o nowej Ziemi

Ale przeciwko schronisku na Jeżowej Wodzie nie protestuje nikt. Dlatego możemy sobie spokojnie siedzieć w palmiarni w ośrodku wypoczynkowym Cholewy i rozmawiać o mobilnej Kapsule Czasu, zbudowanej przez jego fundację. Inspirowana wieżą kościoła Mariackiego rzeźba stała m.in. w Krakowie, Łodzi, Katowicach i Warszawie. Najmłodsi mieszkańcy mogą przelać na papier swoje wyobrażenia o świecie w XXII wieku. Kiedy skrzynia zapełni się pomysłami, zostanie zaplombowana na sto lat.

– A pan co by napisał o świecie z przyszłości? – pytam biznesmena. Ten snuje opowieść o tym, że tylko w tym roku populacja wzrośnie o kolejne 7 proc, a myślenie o zasiedleniu Marsa przy obecnym stanie fizyki jest niewykonalne, więc trzeba pomyśleć o stworzeniu nowej Ziemi.

– Nowej Ziemi?

– Powinniśmy zacząć łapać komety oraz małe planetoidy i okruchy kosmiczne z Pasa Kuipera oraz Obłoku Oorta. Nowa Ziemia powstanie na tej samej orbicie, co nie zaburzy ruchu orbitalnego, sama się uformuje i wygładzi, a kiedy stworzymy tam warunki do życia, będziemy mogli ją zasiedlić. To zajmie jakieś pięćset lat.

– To panu powiem, jaka jest moja wizja przyszłości, tej bliższej i dotyczącej Jeżowej Wody. Najpierw powstanie schronisko z wieżą widokową. Potem ktoś postawi niedaleko góralskie domki pod wynajem. Albo betonową bryłę z betonowym tarasem i basenem. Obok stanie buda z frytkami i zapiekankami. Zaczną się mnożyć wypożyczalnie, sklepiki z chińskimi pamiątkami, a niepozorny szlak zadeptają turyści, po których zostaną tylko śmieci. Boję się drugiego Szczyrku, przaśności Wisły, kolejnych Krupówek, kompulsywnego stawiania obiektów pod turystów.

Milioner kręci głową. – Wątpię, by tego typu infrastruktura turystyczna jak w Wiśle czy Szczyrku zrobiła karierę tutaj. Mówimy o obiekcie, który nie stwarza żadnego zagrożenia dla krajobrazu, jest miły dla oka, a zarazem wpłynie na rozwój turystyczny regionu – przekonuje Cholewa.

Krajobrazowe skłonności samobójcze

– Co pan na to? – dopytuję potem Marka Styczyńskiego, eksperta w dziedzinie ekologii terenów górskich.

Ten nie przebiera w słowach. – Pod przykrywką promocji turystyki inwestor dąży do tego, by zgromadzić ziemię, a na tej ziemi jak najwięcej ludzi. To anachronizm rodem z XIX wieku i rodzaj egoistycznej koncepcji rozwoju bez granic. Zaraz pojawią się podchody o studnie, będą próby wiercenia kolejnych, a przecież w okolicy jest trudna sytuacja z wodą. Ludzie, którzy popierają tę inwestycję, mają samobójcze skłonności.

Szalone pomysły w naszym kraju ostatnio mają powodzenie.

Obawiam się, że Jeżowa Woda będzie następnym takim miejscem, w którym stracą i mieszkańcy, i turyści.

Udostępnij:

Szymon Opryszek

Szymon Opryszek - niezależny reporter, wspólnie z Marią Hawranek wydał książki "Tańczymy już tylko w Zaduszki" (2016) oraz "Wyhoduj sobie wolność" (2018). Specjalizuje się w Ameryce Łacińskiej. Obecnie pracuje nad książką na temat kryzysu wodnego. Autor reporterskiego cyklu "Moja zbrodnia to mój paszport" nominowanego do nagrody Grand Press i nagrodzonego Piórem Nadziei Amnesty International.

Przeczytaj także:

Komentarze