Prawa autorskie: Robert Kowalewski / Agencja GazetaRobert Kowalewski / ...
07 grudnia 2021

Abp Skworc wysłał księdza pedofila do Ukrainy. Watykan umył ręce

Papież Franciszek wyznaczył biskupa do współrządzenia archidiecezją katowicką wspólnie z oskarżonym o tuszowanie przestępstw pedofilskich abp. Wiktorem Skworcem. To znaczy, że arcybiskupa nie spotkała żadna kara

Nuncjatura apostolska w Polsce 4 grudnia 2021 ogłosiła, że koadiutorem archidiecezji katowickiej zostanie dotychczasowy ełcki biskup pomocniczy Adrian Galbas. Koadiutor to biskup pomagający biskupowi diecezji w jej zarządzaniu. Za dwa lata po przejściu abp. Skworca na emeryturę to on zostanie jego następcą. Do tego czasu rządzić jednak będzie obecny arcybiskup.

Ta decyzja papieża Franciszka jest spełnieniem prośby abp. Skworca lipca 2021. Archidiecezja Krakowska kierowana przez abp. Marka Jędraszewskiego zakończyła wtedy postępowanie w sprawie “zaniedbań” Skworca dotyczących wykorzystywania seksualnego małoletnich przez dwóch księży, którzy podlegali mu, gdy kierował diecezją tarnowską. Nie ogłoszono, jaki jest wynik tego postępowania, ale zapoznał się z nim abp Skworc.

W reakcji na nie zrezygnował z członkostwa w Radzie Stałej Konferencji Episkopatu Polski i z funkcji przewodniczącego Komisji ds. Duszpasterstwa KEP oraz zobowiązał się wesprzeć finansowo wydatki diecezji tarnowskiej związane ze sprawami wykorzystania seksualnego. Poprosił też papieża o wyznaczenie koadiutora.

Bo kary były zbyt surowe

Abp Skworc w porozumieniu z abp. Jędraszewskim zaproponował więc papieżowi, że ukarze się sam, licząc, że uniknie w ten sposób publicznego potępienia. Dotychczas Watykan w wyniku swoich śledztw zmuszał niektórych biskupów do ustąpienia z urzędu, innym — jak np. abp. Leszkowi Sławojowi Głódziowi i bp. Edwardowi Janiakowi — dodatkowo nakazywał opuszczenie diecezji oraz wpłacenie dowolnej kwoty na Fundację św. Józefa pomagającą ofiarom przestępstw seksualnych w Kościele.

Nie są to surowe kary. W wyniku „zaniedbań” biskupów, jak nazywa je Watykan, księża-gwałciciele nie raz dopuszczali się recydywy, krzywdzili kolejne dzieci. Polski kodeks karny od 2017 roku za zatajanie wiedzy o takich przestępstwach grozi 3-letnim więzieniem.

Podczas niedawnej wizyty w Watykanie polscy biskupi skarżyli się jednak, że publiczne ogłoszenie wyroku jest niesprawiedliwością.

„W przypadku biskupa mamy do czynienia jakby ze śmiercią cywilną oskarżonego hierarchy, który nie jest pedofilem. Jest on usuwany z urzędu, popada w infamię i zostaje jakby unicestwiony przez media”

- mówił Katolickiej Agencji Informacyjnej przewodniczący Episkopatu abp Stanisław Gądecki. To samo powiedział kardynałowi Markowi Ouellet, szefowi kongregacji ds. biskupów.

Jak przyznał Gądecki, kardynał był zdziwiony stanowiskiem polskiego hierarchy. Dzisiaj już wiemy, że mimo początkowego szoku, Watykan zgodził się z polskim Episkopatem. Pomimo że postępowanie kanoniczne w sprawie abp. Skworca zakończyło się pięć miesięcy temu, do dzisiaj nie poznaliśmy jego wyniku. Papież przystał na propozycję katowickiego metropolity. Przyjął jego skruchę i pozwolił mu dotrwać do emerytury bez ogłaszania jego winy.

Ofiarom pozostają jedynie wyroki wydawane przez „unicestwiające media”. Przypomnijmy więc, o co oskarżony był abp Wiktor Skworc.

Przeniesiony na Ukrainę

W 2002 roku do biskupa Skworca ze skargą zgłosiła się grupa rodziców i nauczycieli chłopców, których proboszcz i katecheta ksiądz Stanisław P. molestował. Biskup Skworc nakazał przesłuchanie ofiar i księdza. Ten nie przyznał się do winy, ale poprosił o zwolnienie z urzędu proboszcza. Skworc zgodził się i wysłał go na urlop z przyczyn zdrowotnych.

W tym momencie biskup Skworc zgodnie z prawem kanonicznym powinien o zarzutach wobec księdza Stanisława P. powiadomić Watykan, jeśli tylko zaszło "uzasadnione podejrzenie". Nie zrobił tego jednak. A po dwóch miesiącach wysłał Stanisława P. jako proboszcza do parafii w Gródku Podolskim na Ukrainie.

Po powrocie do Polski w 2008 roku został przez biskupa Skworca mianowany penitencjarzem (spowiednikiem od najcięższych grzechów) w parafii w Krynicy-Zdroju. Uczył w szkole religii i prowadził rekolekcje. Po dwóch latach do Skworca zgłaszają się kolejne osoby skrzywdzone przez ks. Stanisława. Wśród nich był pan Andrzej. Ks. Isakowicz-Zaleski tak pisał o nim na swoim blogu:

" (...) pan Andrzej, pochodzący z parafii Y., w której w latach 80., też wikarym był ks. Stanisław. P., napisał list do biskupa tarnowskiego Wiktora Skworca, zgłaszając swoją krzywdę. Na ten list nie dostał żadnej odpowiedzi. W 2010 roku napisał więc ponownie. Jednak działania kurii tarnowskiej były typową urzędniczą „grą w ping-ponga”, pełną uników i pokrętnych odpowiedzi. Np. biskup Skworc twierdził, że w ogóle nie wiedział, iż ks. Stanisław P. po powrocie do Polski uczył nadal w szkole".

Drugi i trzeci proces

W końcu w 2010 roku Skworc jednak zlecił kolejne postępowanie wyjaśniające wobec ks. Stanisława. Po ponownym przesłuchaniu zostaje zawieszony w czynnościach kapłańskich i przeniesiony do domu księdza emeryta. Akta tej sprawy oraz poprzedniej, z 2002 roku, Skworc wysyła do Watykanu. Podczas długotrwałego procesu ks. Stanisław nadal miał jednak kontakt z dziećmi – widywał się z nimi podczas wizyt duszpasterskich w jednej z podtarnowskich parafii.

W 2013 roku wyrok w kościelnym procesie potwierdził winy księdza. Pedofil nie został wykluczony z kapłaństwa – dostał jedynie 10-letni zakaz sprawowania sakramentów i głoszenia Słowa Bożego, z wyjątkiem codziennego celebrowania mszy w luksusowym Domu Księży Emerytów w Tarnowie, w którym został umieszczony. Ponadto całkowity i bezterminowy zakaz katechizowania oraz pracy z dziećmi i młodzieżą.

W tym czasie diecezją tarnowską kierował już biskup Andrzej Jeż.

Jednakże ksiądz pedofil zakazy łamał i wielokrotnie był upominany, aż w końcu został całkowicie zawieszony w czynnościach kapłańskich.

Trwa trzeci proces kościelny w sprawie ks. Stanisława P. w związku z jego działalnością na Ukrainie w latach 2003-2008. O kolejnych jego ofiarach kurię tarnowską poinformował biskup kamieniecko-podolski. Po zakończeniu dochodzenia wstępnego w czerwcu 2019 akta trafiły do Watykanu, a w lipcu 2020 rozpoczął się proces. Ks. Stanisławowi P. grozi wydalenie z kapłaństwa.

Do księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego zgłosiło się kilkanaście ofiar księdza Stanisława P. – niektóre w nich w chwili przestępstwa miały po osiem lat.

Pogróżki i skrucha abp. Skworca

Kuria tarnowska wydała oświadczenie, w którym zarzuca księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu uproszczenia, mijanie się z prawdą i naruszenie dobrego imienia. Jednak 24 sierpnia 2020 roku kuria wydała nowe oświadczenie, w którym przyznała się do „niedociągnięć i zaniechań” w sprawie opisanej przez księdza Isakowicza-Zaleskiego.

Również abp Skworc po długiej zwłoce przeprosił za niewłaściwą ocenę sytuacji w 2002 roku. Zwrócił się też do abp. Marka Jędraszewskiego, któremu podlega diecezja tarnowska, z prośbą o zbadanie sprawy. Złożył więc zawiadomienie sam na siebie, uprzedzając w ten sposób przeciwników.

24 sierpnia 2020 roku historyk Kościoła Andrzej Gerlach zaczął publikować na swoim profilu na FB wieloodcinkową historię krycia pedofilii w diecezji tarnowskiej, sugerując, że dochodziło w niej do wielu nadużyć.

Tymczasem w marcu 2021 roku Stanisławem P. zainteresowała się Prokuratura Rejonowa w Tarnowie. Jak informowały lokalne media, przesłuchiwani byli świadkowie z kolejnych parafii, w których pracował ksiądz, m.in. z Łąkty Górnej w powiecie bocheńskim.

Sprawa księdza Mariana W.

Druga sprawa obciążająca biskupa Skworca to sprawa również seryjnego pedofila księdza Mariana W., który pracował w wielu podhalańskich miejscowościach. m.in. w Kiczni, Grywałdzie, Grobli i Szalowej. Obecnie w sprawie Mariana W. toczy się największy dotychczas proces pedofilski w Polsce, w którym status pokrzywdzonych ma aż 22 mężczyzn (11 spraw jest już przedawnionych).

Jedna z ofiar z Kiczni, mężczyzna zgwałcony w wieku 11 lat, 30 lat później popełnił samobójstwo. Zostawił list, w którym napisał, że był molestowany przez księdza Mariana W.

Ksiądz Marian W. bezkarnie napastował chłopców przez 30 lat. Następca Skworca – biskup Andrzej Jeż – odsunął pedofila od pracy duszpasterskiej dopiero w 2013 roku, podobno ze względu na stan zdrowia. Wyjątkowo wcześnie, bo już w wieku 59 lat, wysłał go na emeryturę. Przez ostatnie lata ksiądz Marian W. mieszkał w domu księdza emeryta pod Krakowem. Jednocześnie przechodził terapię psychologiczno-psychiatryczną. Wcześniej był postrzegany jak sprawny zarządca i „budowniczy kościołów”.

Nic jak dotąd nie wiadomo o konkretnych dowodach winy czy zaniedbań biskupa Skworca lub jego następcy w tej sprawie – podejrzany jest jednak fakt wielokrotnego przenoszenia księdza Mariana W. już jako proboszcza z parafii do parafii, jak również jego wczesna emerytura. Być może proces ujawni jakieś nowe okoliczności.

Kuria zgłosiła sprawę do prokuratury dopiero w maju 2018 roku, w rok po wejściu obowiązku denuncjacji, po zawiadomieniu przez jedną z ofiar o molestowaniu przed rokiem 2006.

Dziennikarz Onetu Szymon Piegza zgłosił wniosek o przeanalizowanie odpowiedzialności kolejnych biskupów tarnowskich – poprzednim był Józef Życiński – w sprawie księdza Mariana W. do Nuncjatury Apostolskiej w Polsce.

Wiktor Skworc był w latach 1979-1989 zarejestrowany jako tajny współpracownik (TW) Służby Bezpieczeństwa PRL o pseudonimie „Dąbrowski”.

Ostatnio zasłynął dzięki słowom: "Dziękujemy PKN Orlen za wykupienie od kapitału niemieckiego polskiej prasy lokalnej".

Udostępnij:

Daniel Flis

Dziennikarz śledczy. W OKO.press od 2016 r., wcześniej pisał dla „Gazety Wyborczej”. Absolwent filozofii na UW i Polskiej Szkoły Reportażu, stypendysta OCCRP. Był nominowany do nagród dziennikarskich.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne