0:00
Prawa autorskie: Jakub Porzycki / Agencja GazetaJakub Porzycki / Age...
26 października 2021

„Purpurowa sieć”. Jak współpracownicy Jana Pawła II meblowali polski episkopat i kryli się nawzajem

Wykorzystywanie kleryków przez abp. Paetza kryli kard. Dziwisz i abp Kowalczyk, czyli najbliżsi współpracownicy Jana Pawła II. To oni obok kard. Gulbinowicza mieli największy wpływ na kształt polskiego Kościoła - wynika z reportażu TVN24 "Purpurowa sieć"

Wydrukuj

TVN24 wyemitowało w dwóch częściach prawie dwugodzinny reportaż Marcina Gutowskiego p.t. “Purpurowa sieć” o układzie, który od kilkudziesięciu lat rządzi polskim Kościołem.

Pierwsza część opowiada o roli, jaką w "meblowaniu polskiego episkopatu" pełnił abp Józef Kowalczyk. To były szef sekcji polskiej Sekretariatu Stanu w Watykanie za pontyfikatu Jana Pawła II, od 1989 roku nuncjusz apostolski w Polsce, a w latach 2010-2014 prymas Polski.

Jak pokazuje reportaż, swojej władzy używał do wynoszenia zaufanych ludzi do godności biskupiej, a następnie bronienia ich przed konsekwencjami nadużyć i przestępstw. Film skupia się na jednej z pierwszych afer seksualnych w polskim Kościele, czyli sprawie byłego poznańskiego metropolity, abp. Juliusza Paetza.

O tym, że Paetz wykorzystuje seksualnie kleryków w podległym mu seminarium duchownym opinia publiczna dowiedziała się w lutym 2002 roku. "Rzeczpospolita" opublikowała wtedy słynny reportaż “Grzech w Pałacu Arcybiskupim”. Władze kościelne w Polsce i Watykanie o nadużyciach arcybiskupa poznańskiego wiedziały jednak już dużo wcześniej. A o jego homoseksualnych skłonnościach wiadomo było już od lat 80.

Według rozmówców Gutowskiego chronili go abp Józef Kowalczyk oraz kard. Stanisław Dziwisz, czyli najbardziej zaufani ludzie Jana Pawła II.

Sam papież także zwlekał z działaniem, choć wiemy, że o sprawie był dobrze poinformowany.

Młodzi Paetz i Jędraszewski

Paetz trafił do Watykanu w latach 60., jeszcze przed rozpoczęciem pontyfikatu Jana Pawła II. Jego protektorem był kardynał Władysław Rubin, rektor Kolegium Polskiego w Rzymie. Dzięki jego wsparciu papież Paweł VI mianował młodego Paetza prałatem papieskiej antykamery. Był jednym z najbardziej zaufanych współpracowników papieża odpowiedzialnym za przygotowywanie audiencji. Łączyła ich zażyłość.

W tym samym czasie Juliusz Paetz zbliżył się także do księdza Marka Jędraszewskiego, dziś metropolity krakowskiego, a wtedy studenta w Kolegium Polskim.

"Często się spotykali, jeździli na wspólne wycieczki. Różnica między relacjami Jędraszewskiego z Paetzem a relacjami pozostałych studentów była znaczna. My nie mieliśmy żadnych relacji poza ceremonialnymi" - mówił w reportażu TVN24 prof. Tomasz Polak, który także studiował w Kolegium Polskim. Był jeszcze wtedy księdzem i posługiwał się nazwiskiem Tomasz Węcławski.

Reportaż nie odpowiada wprost na pytanie, czy Jędraszewskiego i Paetza łączyła relacja intymna.

Z pewnością jednak to z powodu homoseksualnych skłonności Juliusz Paetz stracił stanowisko w Watykanie. W 2019 roku na sympozjum poświęconym kryzysowi w Kościele publicznie przyznał to Marcin Przeciszewski, redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej. Paetz w 1983 roku dostał od Jana Pawła II tzw. "kopa w górę". Został biskupem diecezji łomżyńskiej.

“Do Łomży pojechał na zesłanie. To był podstawowy błąd, bo jego skłonności zostały rozpoznane w Watykanie i Watykan chciał się go pozbyć. To był jeden z motywów nominacji” - mówił Przeciszewski.

W Łomży to samo, co w Poznaniu

Tam także dopuszczał się wykorzystywania seksualnego podległych mu duchownych, o czym wiedziało kierownictwo polskiego Episkopatu. Mimo to Paetz spędził na tym stanowisku 13 lat. A następnie awansował.

"Osoby z kierownictwa polskiego episkopatu, w tym m.in. Franciszek Macharski [były metropolita krakowski - red.], uznały, że ambicja Paetza, żeby znaleźć się w Poznaniu, może być drogą do rozwiązania problemu. Macharski powiedział mi: a myśmy - to myśmy oznaczało grupę biskupów decydujących w Episkopacie - myśmy się spodziewali, że jak on trafi do Poznania, to księża poznańscy nie dadzą się tak wodzić za nos jak księża łomżyńscy” - opowiadał Gutowskiemu prof. Polak, były ksiądz archidiecezji poznańskiej.

Kardynał Macharski miał rację. Co prawda awans nie zmienił Paetza, ale poznańscy księża potrafili mu się sprzeciwić. Na początku lat 2000 o wykorzystywaniu seksualnym kleryków przez ich biskupa próbowali powiadomić Watykan.

Dziwisz obiecuje

Jednym z niewielu księży, którzy stanęli wtedy po stronie wykorzystywanych kleryków, był Tomasz Węcławski, ówczesny dziekan wydziału teologicznego na UAM. O ich krzywdzie dowiedział się jesienią 1999 roku od rektora poznańskiego seminarium ks. Tadeusza Karkosza - pisał niedawno w “Wyborczej” Piotr Żytnicki. W grudniu tego samego roku rektor spotkał się w tej sprawie z poznańskimi biskupami pomocniczymi. Jednym z nich był Marek Jędraszewski. Wysłuchali go, ale nie pomogli.

Paetz nadal wykorzystywał kleryków. W lutym 2000 roku Węcławski wraz z rektorem ponownie udali się do Grzegorza Balcerka, jednego z biskupów pomocniczych, z propozycją, żeby wspólnie porozmawiali o sprawie z Paetzem. Balcerek odpowiada, że musi to skonsultować z pozostałymi pomocniczymi. Wkrótce odrzucają propozycję.

W sierpniu 2000 roku Węcławski jedzie więc do Watykanu.

"Spotkałem się z Dziwiszem. Zaprosił mnie na mszę papieską do Castel Gandolfo i krótkie spotkanie z papieżem. Powiedziałem Dziwiszowi, że jest problem, trzeba coś z tym zrobić. On powiedział, że oczywiście trzeba" - opowiadał Gutowskiemu prof. Polak.

Po tej rozmowie nic się nie wydarzyło. Tymczasem w marcu 2001 roku Węcławski dowiaduje się, że Paetz wykorzystywał kolejnego kleryka. Jeszcze raz jedzie do Watykanu.

"Zgłosiłem się do Dziwisza i powiedziałem mu, że problem nadal jest. Powiedział, że owszem, zrobi coś i zaprosił mnie do papieża z zastrzeżeniem, że przy papieżu mam nic nie mówić o sprawach poznańskich" - opowiadał prof. Polak.

Podczas tej samej wizyty Węcławski udał się do prefekta Kongregacji Nauki Wiary odpowiedzialnej za sprawy przestępstw seksualnych duchownych. Był nim Joseph Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI, z którym Węcławski znał się z prac w watykańskiej komisji teologicznej.

"Dał mi radę: mam razem z pozostałymi napisać list dokładnie naświetlający sedno problemu i wysłać do kilku osób, w tym do niego i Sodano [kard. Angelo Sodano, watykańskiego sekretarza stanu]. Wyjaśnił, że to ma służyć temu, żeby ta korespondencja nie zniknęła z obiegu" - opowiadał prof. Polak.

Jędraszewski zbiera podpisy

Rada Ratzingera na niewiele się zdała. Co prawda po liście Węcławskiego i innych poznańskich księży Sodano zażądał wyjaśnień od nuncjusza Józefa Kowalczyka, a Kowalczyk poprosił o zeznania kleryków, ale po przesłaniu ich nadal nic się nie zadziało.

Kolejny list z września 2001 roku wysłany tym razem do polskich biskupów udających się do Rzymu abp Kowalczyk przesyła abp. Paetzowi. A biskupi w Watykanie nie wspominają o sprawie.

W kolejnym miesiącu na spotkanie z Janem Pawłem II list w sprawie Paetza przemyca jego przyjaciółka Wanda Półtawska. Kopertę chowa pod bluzką, żeby nie skonfiskował jej broniący dostępu do papieża Stanisław Dziwisz.

W tamtym czasie w Rzymie przebywa także sam Paetz. Po powrocie zwołuje zebranie dziekanów, czyli księży odpowiedzialnych za nadzór nad około dziesięcioma parafiami w terenie. Podczas tego spotkania biskupi pomocniczy podsuwają księżom do podpisu protest w sprawie zniesławiania abp. Paetza.

Jędraszewski miał wtedy przekonywać: "Podpisz dla dobra Kościoła".

W grudniu 2001 do Poznania przyjeżdża nieoficjalna dwuosobowa komisja mająca zbadać sprawę. Przez kilka dni przesłuchują świadków i wracają do Watykanu. O sprawie znów jest cicho aż do publikacji “Rzeczpospolitej” z 2002 roku. Dopiero wtedy Paetz ustępuje ze stanowiska.

Konsekwencje nie dotykają jednak broniących go biskupów pomocniczych, abp. Kowalczyka ani Stanisława Dziwisza.

Dopiero w październiku 2021 roku do Watykanu wpłynęło zawiadomienie o tuszowaniu sprawy Paetza przez Marka Jędraszewskiego, dzisiejszego metropolity Krakowa.

Purpurowa sieć

Relacje między Kowalczykiem, Paetzem i Jędraszewskim to cześć „purpurowej sieci”, o której opowiada materiał TVN24. Chodzi o układ znających się i kryjących nawzajem biskupów, który obejmuje znaczną część obecnego składu episkopatu.

Stworzyli go polscy księża z najbliższego otoczenia Karola Wojtyły, którzy towarzyszyli mu później w Watykanie podczas pontyfikatu. Najczęściej skupieni byli wokół Papieskiego Kolegium Polskiego w Rzymie, gdzie mieszkali wysyłani na studia polscy księża.

"Spadochroniarze z Watykanu zdominowali episkopat, najważniejsze stanowiska zostały obsadzone przez ludzi, którzy studiowali w Watykanie i pełnili tam funkcje" – mówi w reportażu TVN ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Mechanizm był prosty: ksiądz z otoczenia Jana Pawła II szybko zyskiwał bardzo wysoką pozycję, potem zostawał przez niego wyświęcony na biskupa, a następnie – dzięki protekcji patrona – szybką karierę mogli robić wskazywani przez niego księża, którzy z czasem także doczekali się purpury.

Przykłady? Zmarły niedawno kard. Henryk Gulbinowicz był wieloletnim współpracownikiem Karola Wojtyły jeszcze w czasie pracy naukowej na KUL-u. Z rozrzewnieniem wspominał także po latach wspólne spędzanie wakacji z późniejszym papieżem: „Profesor młody, elegancki, silny, zdrowy. Nasze wakacyjne imprezy to była Warmia, Czarna Hańcza…”.

Gulbinowicz był pierwszym ukaranym przez Watykan polskim hierarchą kościelnym. W listopadzie 2020 roku Watykan zakazał mu pochówku w katedrze oraz używania insygniów biskupów. Kara była bardziej „dotkliwa”, niż wobec kolejnych hierarchów, bo Gulbinowicz oprócz samego tuszowania, sam wykorzystywał seksualnie i współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa PRL.

Chłopcy ze stajni Gublinowicza

Protegowanym Gulbinowicza byli m.in. abp Józef Kowalczyk, przypomnijmy – przez 22 lata nuncjusz apostolski w Polsce, który kontrolował informacje przepływające między polskim Kościołem a papieżem.

Oprócz niego tzw. „chłopcami ze stajni Gulbinowicza” byli też:

  • bp Edward Janiak,
  • bp Jan Tyrawa,
  • abp Marian Gołębiewski,
  • bp Stefan Regmunt,
  • i abp Sławoj Leszek Głódź.
Wszyscy wyżej wymienieni zostali w ostatnim czasie ukarani przez Watykan za tuszowanie przestępstw seksualnych swoich podwładnych.

Zagubione teczki

Jeden hierarcha ze „stajni”, Edward Janiak, w latach 1996–2012 był biskupem pomocniczym arch. wrocławskiej. Już w latach 90. o jego nadużyciach seksualnych księża mieli informować nuncjusza Kowalczyka – innego protegowanego Gulbinowicza. Ten schował sprawę „do szuflady”. Potem Janiak awansował i stanął na czele diecezji kaliskiej.

W 2020 roku Janiak został antybohaterem drugiego filmu o pedofilii w Kościele braci Sekielskich – „Zabawy w chowanego” – okazało się, że tuszował przestępstwa seksualne swoich podwładnych. Zrezygnował z kierowania diecezją kaliską 17 października 2020. Kilka miesięcy później Watykan „ukarał” go, nakazując zamieszkanie poza diecezją kaliską, wpłatę “odpowiedniej sumy” na rzecz założonej przez Episkopat Fundacji św. Józefa, pomagającej ofiarom kościelnej przemocy seksualnej oraz zakazał mu uczestnictwa w publicznych spotkaniach lub celebracjach na terenie diecezji kaliskiej. Janiak zmarł nagle we wrześniu 2021 roku.

Rozmówcy reportera TVN zwracają także uwagę na dużą rolę duchownych współpracujących ze Służbą Bezpieczeństwa.

Na przykład Józef Kowalczyk i Sławoj Leszek Głódź byli „kontaktami informacyjnymi SB”, co oznaczało, że mogli przekazywać służbom informacje świadomie lub nieświadomie. Zachowały się jednak dokumenty, z których wynikało, że Głódź był „sprawdzonym źródłem”, a prowadzący go agent miał mu wręczać prezenty i zabierać na kolacje.

Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się jaki charakter miały te kontakty, bo teczki (służby zakładały je każdemu księdzu) wysoko postawionych duchownych były niszczone lub zaginęły na początku lat 90. Strzępki informacji historycy znajdują w teczkach innych osób i spraw.

Brakuje także teczki jednego z najważniejszych polskich hierarchów – kard. Stanisława Dziwisza, choć jak twierdzi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który przez wiele lat badał związki duchowieństwa z SB, to wręcz niemożliwe, żeby służby nie próbowały inwigilować tak bliskiej papieżowi postaci.

Ludzie Dziwisza

Kardynał Stanisław Dziwisz ma stać na czele drugiej grupy „purpurowej sieci”. Jego władza jako osobistego sekretarza Jana Pawła II, stojącego na czele tzw. papieskiej rodziny dworskiej, była ogromna.

Kiedy Wojtyła w latach 90. podupadał na zdrowiu, coraz więcej zależało od Dziwisza. W Watykanie zyskał on wtedy przydomek „Il papa vuole”, czyli „papież chce”, „papież sobie życzy”. Dziwisz od tych słów miał rozpoczynać rozmowy z urzędnikami Watykanu, kardynałami, biskupami, informując ich o różnych decyzjach, które miały pochodzić od papieża.

Dziwisz miał blokować wiele spraw dotyczących przestępstw seksualnych.

Między innymi sprawę ks. Jana Wodniaka, który w latach 80. kilkaset razy wykorzystywał seksualnie Janusza Szymika, ministranta z Międzybrodzia Bialskiego. Szymik informował o tym w 1993 i 2007 roku Tadeusza Rakoczego, ówczesnego biskupa bielsko-żywieckiego. Bezskutecznie. Biskup wbrew obowiązkowi nie powiadomił o sprawie Watykanu, a księdzu pozwalał nadal być proboszczem.

Rakoczy to bliski przyjaciel Dziwisza, kolega z seminarium.

W 2008 roku Szymik opisał więc sprawę ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu. Ten w 2012 roku miał przekazać list Szymika oraz opis kilku innych spraw dotyczących pedofilii w Kościele kard. Dziwiszowi do rąk własnych. Dziwisz jako metropolita krakowski powinien czuwać nad tym, co działo się w diecezji bielsko-żywieckiej.

To doniesienie jednak zignorował.

Dziwisz trzyma się mocno

Kardynał miał także tuszować sprawę kolegi z seminarium – ks. Stefana D. W 2006 r. ks. Stefan D. został przez rodziców, pielęgniarkę i wikariusza oskarżony o molestowanie nieletniego chłopca w Mydlnikach. Rodzice złożyli w kurii zawiadomienie, a od biskupa pomocniczego Jana Szkodonia dostali zapewnienie, że ten duchowny już nigdy nie będzie proboszczem.

Jednak niedługo potem Dziwisz przeniósł ks. Stefana D. na inną parafię. Isakowicz-Zaleski ponownie poinformował Dziwisza o księdzu D. w 2012 roku. Wtedy Dziwisz przeniósł kolegę z seminarium na emeryturę.

Bp Jan Szkodoń to kolejny wychowanek Dziwisza. Sam został oskarżony przez kobietę, która jako 15-latka miała być przez niego wykorzystana seksualnie. Szkodoniowi się upiekło. Prokuratura umorzyła sprawę ze względu na przedawnienie, a Watykan w lipcu 2021 roku ogłosił, że wina biskupa „nie została udowodniona”. W prawie kanonicznym to rozstrzygnięcie pośrednie pomiędzy uznaniem winy i uniewinnieniem.

Wreszcie Watykan miał zbadać, czy sam Dziwisz dopuścił się tuszowania przestępstw seksualnych.

Specjalna komisja, na czele której stał dobry znajomy Dziwisza, kard. Angelo Bagnasco, jak dotąd nie doszukała się zaniedbań w działaniach byłego metropolity krakowskiego.

Udostępnij:

Sebastian Klauziński

Dziennikarz zespołu śledczego. Pracował w „Gazecie Wyborczej” i „Newsweeku”. Od 2018 roku w OKO.press. Finalista Nagrody Radia ZET oraz Nagrody im. Dariusza Fikusa za cykl tekstów o “Układzie wrocławskim”. Trzykrotnie nominowany do nagrody Grand Press.

Daniel Flis

Dziennikarz śledczy. W OKO.press od 2016 r., wcześniej pisał dla „Gazety Wyborczej”. Absolwent filozofii na UW i Polskiej Szkoły Reportażu, stypendysta OCCRP. Był nominowany do nagród dziennikarskich.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne