0:00
28 października 2021

Ksiądz więził, głodził i gwałcił 12-latkę, aż złamał jej miednicę. Opowieść po 15 latach

W pokoju ciemno, a ja leżę, próbuję zasnąć. Kiedy się kąpał, trzęsło mi się ze strachu całe ciało, bo wiedziałam, co mnie zaraz czeka, tak bardzo nie chciałam, żeby się obok kładł, tak bardzo chciałam, żeby ta noc już minęła, żeby było rano

Wydrukuj

Publikujemy fragment książki 27-letniej dziś Katarzyny Nowak (imię i nazwisko zmienione), o tym, jak przez dwa lata jako 12-13-latka była gwałcona i torturowana fizycznie oraz psychicznie przez księdza Romana B. W 2018 roku w bezprecedensowym procesie wygrała w sądzie milion złotych zadośćuczynienia od zakonu Towarzystwa Chrystusowego, którego członkiem był Roman B.

Wcześniej, w 2009 roku Roman B. został skazany w procesie karnym na 8 lat więzienia. W marcu 2010 sędzia Halina Waluś zadecydowała o obniżeniu wyroku do 4,5 roku więzienia. Trzy miesiące później Sąd Okręgowy obniżył karę pozbawienia wolności do lat 4. Roman B. wyszedł z więzienia po dwóch latach, zaliczono mu w poczet kary dwa lata spędzone w areszcie. Nadal był księdzem i nadal miał kontakt z dziećmi.

Szczegółowym opisom zbrodni, towarzyszy zapis emocji dziecka w potrzasku, przerażonego i zagubionego. W wywiadzie dla "Wysokich Obcasów" mówi, że to było jak Auschwitz. "Uratowało mnie chyba to, że żyłam, ale tak jakbym nie żyła. Nie wiem, czy jestem w stanie to wytłumaczyć, po prostu się wyłączyłam. Całymi dniami siedziałam i patrzyłam w jeden punkt. Albo wyobrażałam sobie, że mówię do mamy. Zastanawiałam się, czy mnie jeszcze pamięta".

Za zgodą wydawcy publikujemy fragmenty książki Katarzyny Nowak "Sama", wydanej przez Świat Książki we wrześniu 2021. Korzystamy głównie z rozdziału "Piekło w mieszkaniu matki księdza". Skróty i śródtytuły od redakcji OKO.press. Warto sięgnąć po całą książkę. To ważny dokument naszych czasów. Szczególnie gdy autorka opisuje kampanie nienawiści jaką wobec niej rozpętały media i publicyści prokościelni.

Katarzyna prowadzi także swojego bloga na fb. Można go znaleźć tutaj.

Dedykacja dla skrzywdzonych: prawda zawsze wygra, walczcie o nią

Książkę tę dedykuję wszystkim skrzywdzonym, którzy jeszcze nie znaleźli w sobie sił do walki o sprawiedliwość. Drodzy, walczcie o siebie. To nie była wasza wina, byliście dziećmi, których nikt nie miał prawa krzywdzić.

Jestem przykładem tego, że prawda zawsze wygra. Nawet z tak potężną instytucją, jaką jest Kościół katolicki.

Jako pierwsza osoba w Polsce doprowadziłam do tego, że to kościół został przez sądy skazany na wypłatę zadośćuczynienia za krzywdy, jakie mi wyrządzono, kiedy byłam dzieckiem. Do tej pory sądy skazywały tylko sprawców, czyli księży, a wyroki bezwzględnego więzienia zapadały bardzo rzadko.

Po raz pierwszy zapłacić musiał zakon chrystusowców jako instytucja, a nie należący do niego ksiądz pedofil.

[...] W tej książce zapisałam całe moje życie i wymieniłam wszystkich dorosłych, którzy zawiedli mnie najpierw jako dziecko, a później jako osobę dorosłą, oraz wszelkie instytucje, które powinny chronić najsłabszych i zapobiegać ich wykorzystywaniu, a udawały, że nie widzą mojej krzywdy i przyzwalały na nią.

Mam nadzieję, że moja historia przekona was również, że warto walczyć o sprawiedliwość, nawet jeśli ta walka jest nierówna i często ponad siły.

Pierwszy raz na plebanii. "Tak się postępuje przed masażem brzuszka"

[...] Lata 2000–2005 to chyba był najgorszy czas w moim rodzinnym domu. Rodzice wtedy pili praktycznie non stop. Byłam bardzo nieszczęśliwym dzieckiem. I strasznie samotnym. Nigdy nikt nie zareagował na to, co się u nas dzieje. A przecież ludzie nie mogli nie wiedzieć. Musieli widzieć ojca często leżącego w jakichś rowach i mnie, jak jeżdżę rowerem po wsi i go szukam. Musieli słyszeć i widzieć alkoholowe libacje i awantury (...)

W 2005 roku poznałam księdza Romana B. Byłam wtedy w VI klasie szkoły podstawowej, miałam 12 lat. Tego dnia religia była pierwszą lekcją. Okazało się, że będzie ją prowadził nowy ksiądz, czyli on.

Któregoś dnia podszedł do mnie w szkole i powiedział, że widział w dzienniku, że słabo mi idzie z matematyki i że chciałby dawać mi korepetycje. Zaprosił mnie do siebie. Poszliśmy więc razem po lekcjach do niego na plebanię (...)

Gdy weszliśmy do jego pokoju, zamknął drzwi na klucz i usiedliśmy razem na kanapie. Przysunął się bliżej i zaczął wkładać mi ręce pod bluzkę. Zaczął dotykać mnie po całym ciele. Położył mnie na kanapie i zaczął całować po piersiach, a dokładniej miejscach, w których za parę lat dopiero miały urosnąć, bo wtedy wyglądałam jak mała dziewczynka, którą przecież byłam.

Nie rozumiałam, co się dzieje. Wziął mnie później na kolana, posadził tyłem do siebie i włożył rękę w majtki, a następnie wcisnął palec do mojej pochwy. Zabolało mnie to i zaczęłam się trząść, bo nie rozumiałam, co się dzieje. Powiedział mi, żebym się nie bała. Że sprawdza w ten sposób, czy nikt mnie nie krzywdzi, bo jestem dla niego bardzo ważna i nie chciałby, żeby ktoś mi robił krzywdę. I że to nie jest nic złego, że tak się często postępuje przed masażem brzuszka. Gdy już wyjął ze mnie palec, wstał i poszedł do łazienki. Słyszałam tylko, jak bierze papier toaletowy.

Chwilę po tym wszystkim powiedział, że mnie odwiezie do domu. W samochodzie zapytał, czy podobał mi się masaż brzuszka i powiedział, że już od teraz nikt mnie nie będzie w żaden sposób krzywdził. Że on mi pomoże. Zupełnie nie rozumiałam, co się stało. Był to dla mnie szok, ale nadal wierzyłam w jego słowa i myślałam, że to, co mi zrobił, było normalne. Nikt w domu nie uczył mnie o złym dotyku.

Zabrał mnie do Szczecina. Matka była pijana, wyzwała mnie od najgorszych

[...] Po jakimś czasie przyjechał do moich rodziców i powiedział im, że pragnie mi pomóc. Że chce mnie zabrać do szkoły z internatem, gdzie będę miała dobre warunki i gdzie będę mogła się spokojnie uczyć.

Mnie nikt o zdanie nie pytał. Kilka dni po tej rozmowie przyjechał, żeby zabrać mnie do Szczecina. Mama w dniu mojego wyjazdu była pijana i chwilę przed tym, zanim wsiadłam do jego auta, wyzwała mnie od najgorszych, tak jak zwykle robiła, gdy była pod wpływem alkoholu. Zamknęła drzwi od domu. Kazała mi się wynosić. Pojechałam.

Pierwsza miesiączka. Pomyśli o pigułkach, bo nie ma zamiaru używać prezerwatywy

[...] Tego dnia dostałam miesiączkę. To był mój pierwszy okres i byłam przerażona, że zaczęłam krwawić. Rozpłakałam się, bo nie miałam pojęcia, co się ze mną dzieje, a on się zdenerwował. Kazał mi siedzieć w łazience i nigdzie nie chodzić, żeby nie pobrudzić mu mieszkania. Siedziałam więc na toalecie, a on w tym czasie – cały czas wściekły – umył się i poszedł do sklepu.

Powiedział, że kupi mi podpaski. Wtedy nie bardzo wiedziałam, co to jest i do czego służy. Siedziałam przestraszona i zapłakana bardzo długo, w końcu weszłam do wanny. Myłam się kilka razy, jak tylko zauważyłam, że krew znowu ze mnie wypływa, ale bałam się, że jak on wejdzie i zobaczy te czerwone ślady na wannie, to będzie bardzo zły. Siedziałam więc tak zziębnięta, przestraszona, obolała, nie wiem jak długo.

W końcu wrócił i przyniósł mi podpaski. Mogłam wreszcie ubrać się i wyjść z łazienki. W pokoju zaczął mnie całować w usta, dotykając mojego krocza i powiedział, że szkoda, że dostałam okres, bo nie będzie mógł zrobić przed wyjazdem tego, na co miał ochotę, i że od teraz trzeba się zabezpieczać, a nie wie, jak to robić. Kobiety wprawdzie nie powinny brać pigułek, ale chyba będzie to konieczne i on pomyśli, skąd je wziąć, bo nie ma zamiaru używać prezerwatywy.

"Nie masz do kogo uciec, bo nikt się tobą nie interesuje. Tylko mnie interesujesz"

[...] Cieszył się też z tego, że następnego dnia wyprowadzi się Justyna (sublokatorka), więc będzie mógł przyjeżdżać codziennie albo nawet zostawać na kilka dni. Zapytał, czy się cieszę. Gdy mu odpowiedziałam, że nie, uderzył mnie w twarz.

„Jesteś niewdzięcznym bachorem! – krzyczał. – Jesteś ode mnie zależna i nawet nie myśl, że mi uciekniesz! Zresztą nie masz do kogo, bo nikt się tobą nie interesuje. Nawet twoi rodzice nie chcieli cię widzieć. Tylko mnie obchodzisz, tylko ja jestem dla ciebie dobry. No gdzie będzie ci lepiej niż u mnie? Kto da ci tyle, ile ja dałem, co? – nie przestawał wrzeszczeć. – W tym domu z tymi alkoholikami już dawno byś zdechła albo bzykałby cię tam każdy, kto by chciał!”. Policzek palił, przyciskałam do niego dłoń i płakałam, a on szarpnął mnie za rękę, posadził na łóżku i powiedział, żebym nie ryczała, bo to wszystko moja wina – sprowokowałam go.

Zapytał, dlaczego jestem tak strasznie niewdzięczna. Mówiłam mu, że jest mi tu źle, że się go boję i że bardzo boli mnie to, co on mi robi. Odpowiedział, że to normalne, że niektóre rzeczy bolą, ale z czasem przestaną i że jeśli będę się buntować, to wtedy będzie boleć jeszcze bardziej, a przecież on mnie kocha i chce dla mnie jak najlepiej.

"Myślę w kółko: może dziś nie przyjdzie?"

[...] Słyszę dookoła tę przeraźliwą ciszę, tylko ciszę. Myślę sobie, może dziś nie przyjedzie? Może dziś nie będzie boleć?

Wieczorem nie mogę mieć zapalonego długo światła, bo mi zabrania, więc idę się szybko przebrać w piżamę, którą mi dał, jedyną, jaką mam. Myślę sobie w kółko: może dziś nie przyjedzie? Może ma dużo pracy? Proszę, żeby nie przyjechał. W pokoju ciemno, a ja leżę, próbuję zasnąć.

Niestety, słyszę, że winda przyjechała na ósme piętro i otworzyły się jej drzwi.

Jest godzina 23, słyszę, jak idzie po klatce i przekręca klucz w drzwiach. Kładzie w przedpokoju sutannę, ściąga koloratkę, przychodzi do pokoju i pyta: „Śpisz?”. Nie odzywam się z nadzieją, że pójdzie do kuchni albo pojedzie z powrotem na plebanię, ale on zapala światło, podchodzi do mnie i mówi: „Odpowiadaj, jak do ciebie mówię, przecież wiem, że nie śpisz”.

Otwieram oczy, siadam i patrzę na niego. On siada przy stole i zaczyna jeść. Pytam: „Czy przywiózł mi ksiądz coś do jedzenia? Jestem bardzo głodna, od dwóch dni nic nie jadłam”. Odpowiada: „Nie mam nic dla ciebie, zapomniałem kupić, miałem ciężki dzień, przywiozę ci jutro wieczorem, jak przyjadę, ale tylko wtedy, jeśli będziesz grzeczna”.

„Spać będziesz, jak pojadę do Stargardu, a teraz kładź się od ściany"

Pytam, czy mogę się już położyć spać. Mówi: „Spać będziesz, jak pojadę do Stargardu, masz dużo czasu na sen, a teraz kładź się od ściany i czekaj na mnie, wykąpię się i przyjdę”.

Kiedy się kąpał, trzęsło mi się ze strachu całe ciało, bo wiedziałam, co mnie zaraz czeka, tak bardzo nie chciałam, żeby się obok kładł, tak bardzo chciałam, żeby ta noc już minęła, żeby było rano. Przyszedł, położył się obok i gwałcił mnie kilka godzin z przerwami. Nie byłam w stanie się bronić, moje szarpanie, kopanie nic nie dawało, a jedynie się wściekał i był jeszcze bardziej brutalny. Ważyłam około 40 kg, a on ponad 100 kg, miał 196 cm wzrostu, ja byłam małą dziewczynką.

Rano wstał, ubrał się i pojechał na mszę na szóstą, zamknął drzwi.

Spędziłam cały dzień w łóżku, wszystko bolało, tak bardzo chciałam, żeby już nigdy więcej nie przyjeżdżał. Byłam też strasznie głodna, to już trzeci dzień bez jedzenia, wiedziałam, że jeśli on mi go nie przywiezie, to będę cierpieć z głodu, bo w mieszkaniu nie było nic... Nie chciałam, żeby przyjeżdżał, bałam się, ale byłam tak bardzo głodna.

Ciągle myślałam o jedzeniu. Dzień minął na leżeniu w łóżku, uczeniu się nowych modlitw i patrzeniu w ścianę. Godzina 18, przyjechał znowu, przywiózł w końcu jedzenie, kanapki. Zaczął mnie odpytywać z modlitw, tego dnia nauczyłam się wszystkich, które kazał, bardzo chciałam, żeby dał mi jedzenie. Żeby nie był na mnie zły, bo wtedy albo bym dostała lanie, albo nie dostałabym jeść.

Tak wyglądał mój dzień, jeden z wielu, w mieszkaniu, w którym spędziłam dwa lata (...)

"Używał różnych przedmiotów. Moje rozrywane ciało krwawiło"

Momentem, który ledwo przeżyłam i tylko cudem nie znalazłam się w grobie, było to, jak w trakcie gwałcenia złamał mi miednicę. Nie tylko siła jego nacisku była ogromna, bo był potężnym mężczyzną, ale też często do gwałcenia mnie używał różnych przedmiotów.

Kiedy na początku, gdy zaczynał mnie maltretować, nie mógł wcisnąć członka w moją pochwę, bo przecież byłam małą dziewczynką niegotową na taki stosunek, wpadł na pomysł, że będzie poszerzał wejście różnymi przedmiotami. Używał do tego kija od szczotki klozetowej, dezodorantów czy różnej grubości drewnianych kołków.

Moje rozrywane ciało krwawiło. To był ból tak ogromny, że mdlałam. Właśnie podczas jednej z tych tortur złamał mi miednicę. Przez kilka tygodni leżałam w łóżku, bo nie mogłam chodzić. Każdy krok sprawiał mi koszmarny ból. Nie mogłam znaleźć pozycji, w której byłby chociaż trochę mniejszy. Zaczęłam mu mówić, że Boga nie ma, bo gdyby był, nie pozwoliłby na to, żebym tak cierpiała.

Wtedy chyba jeden jedyny raz on sam, gdy zobaczył, jak krwawię i że mam wybroczyny na całym ciele, przestraszył się, że umrę. Zdarzyło mi się zrobić siku w łóżko, bo nie byłam w stanie dojść do toalety. Gdy był ze mną w mieszkaniu i miał dobry dzień, czasami pomagał mi wstać.

Jego strach o moje życie nie potrwał długo. Niewiele też czasu minęło, zanim zaczął mnie znowu gwałcić, nie zważał na to, że stała mi się taka krzywda i że odczuwam niewyobrażalny ból. Nie zaprowadził mnie nawet do żadnego lekarza, więc to cud, że nie umarłam. Jednak przez brak opieki i leczenia miednica zrosła się źle i do dziś odczuwam konsekwencje tego złamania. (...)

"Mówił, jaki Bóg jest wspaniały i jak bardzo dla niego ważny"

Wieczorem wróciliśmy do mieszkania na Rugiańską [mieszkanie matki księdza], kazał mi iść się wykapać i przyjść się z nim modlić, odmawiać brewiarz. Przyszłam, usiadłam i czytałam razem z nim. Mówił, jaki Bóg jest wspaniały i jak bardzo dla niego ważny, że mam szanować Pana Boga. Po modlitwach otworzył wódkę i zaczął pić, kazał mi wziąć tabletki, sprawdził, czy połknęłam; to były takie tabletki, po których nie miałam siły ani się bronić, ani krzyczeć.

Kazał mi się położyć, położył się obok.

Drodzy katolicy, jak możecie być częścią takiego Kościoła?

[...] Nie lubię segregowania ofiar, nie powinno się tego robić, bo gwałt czy jakakolwiek inna przemoc boli tak samo. Nieważne, czy zadaje ją ksiądz, czy hydraulik. Ale jest znacząca różnica w tym, jak jest się traktowanym, kiedy twoim oprawcą jest ksiądz.

Nie ma w tym kraju drugiej instytucji, która tak bardzo chroni sprawców, a tak bardzo źle traktuje ofiary.

Kościół katolicki zawsze kojarzył się ze słowami: miłosierdzie, dobro. Nie, moi drodzy, na własnej skórze ja i wiele ofiar zaznałyśmy, że to tylko puste słowa. Kościół nie tylko tuszuje pedofilię wśród księży, ale również daje im jawne przyzwolenie na krzywdzenie dzieci przez przenoszenie ich do innych parafii, ukrywanie, nieusuwanie z Kościoła.

Częścią Kościoła są wierni. Tak naprawdę to oni go tworzą. Uważam więc, że tylko katolicy mają realny wpływ na to, aby swój Kościół oczyścić. Skoro mówią, że go kochają i chcą być jego częścią, powinni robić wszystko, by się oczyścił, bo inaczej też niestety są częścią tego pedofilskiego procederu, który trwa w Kościele katolickim od lat.

Najwięcej zła zaznałam ze strony Kościoła. Najpierw w czasie, kiedy trwał ten proceder, a następnie w trakcie procesów, zarówno karnego, jak i cywilnego. Kościół troszczył się tylko o księdza, nie o mnie. Ja dla nich nic nie znaczyłam, do samego końca. Czy osoby, które dają na tacę, wiedzą, że ich pieniądze idą również na obronę księży pedofilów?

Nigdy nie oczekiwałam od katolików, aby odeszli z Kościoła. Każdy ma prawo do wiary, tylko dziwiło mnie, jak ludzie mogą się czuć, wiedząc, że są częścią Kościoła, który robi tyle złego i sami nic z tym nie robią?

Drodzy katolicy, może kiedyś przyjdzie taki dzień, że kościoły będę puste do momentu, aż w Kościele nie będzie ani jednego księdza pedofila. Jeśli to się nie zmieni, dzieci ciągle będą krzywdzone i co najgorsze, nigdy nie będziecie mieć gwarancji, że to nie przytrafi się waszym dzieciom.

Książka Katarzyny Nowak "Sama", wydana przez Świat Książki

Udostępnij:

Redakcja OKO.press

Jesteśmy obywatelskim narzędziem kontroli władzy. Obecnej i każdej następnej. Sięgamy do korzeni dziennikarstwa – do prawdy. Podajemy tylko sprawdzone, wiarygodne informacje. Piszemy rzeczowo, odwołując się do danych liczbowych i opinii ekspertów. Tworzymy miejsce godne zaufania – Redakcja OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne